GeoExplorer

Legenda o balu duchów na Zamku Sobień …

przez , Paź.31, 2015, w Legendy

Ruiny Zamku Sobień (1859)Wydarzenie to miało mieć miejsce dawno temu, bo na długo przed I wojna światową, w murach zamczyska Sobień wznoszącego się nad rzeką San. W Tyrawie Wołoskiej organizowano uroczystości weselne. Znani ze swej dobrej muzyki weselnej muzykanci z Fuzel zostali wynajęci na tą uroczystość. Wyszli około południa z domu, a że oczywiście szli pieszo, zatem musieli wcześniej wyjść aby zdążyć. Słońce było jeszcze wysoko na niebie, gdy dotarli do Sobienia. Zmęczeni upałem letnim, postanowili usiąść w cieniach zamku i odpocząć. Resztę trasy zamierzali przebyć nocą. Promienie zachodzącego słońca przedzierały się przez gęste gałęzie drzew oświetlając tajemnicze mury zamczyska. Było cicho, wokół słychać tylko świergot ptaków i szum drzew.

Nagle, gdzieś zza murów zamczyska wyszedł elegancko ubrany młody panicz. Skierował swoje kroki w stronę muzykantów. Powitał ich i zapytał o przyczynę pobytu na Zamku Sobień. Dowiedziawszy się wszystkiego, zaproponował aby zechcieli zagrać dziś wieczorem w tymże zamku na balu. Obiecał też sowitą zapłatę. Muzykanci byli nieco zdziwieni, bo przecież ten zamek to ruina, lecz obietnica dobrego zarobku skusiła ich, zatem przyjęli zaproszenie.
Panicz zaprowadził ich przez piękny dziedziniec do jeszcze piękniejszej sali balowej, w której byli już pierwsi goście.
Zabrzmiały pierwsze takty muzyki, nieśmiałej, bo muzykanci na takich balach nie grywali, ale powoli, w miarę jak przybywało gości, muzyka ich stawała się śmielsza, pełniejsza.

Panowie po każdym tańcu, do basów wrzucali złote monety, co było przyjęte w zwyczaju. Cieszyli się muzykanci, że trafiła się taka okazja dodatkowego zarobku i to w złocie. Grali i grali bez ustanku całą noc, bo nawet i goście w tańcach nie ustawali, a chociaż te trwały od wielu godzin, po biesiadnikach nie widać było zmęczenia.
Wraz z pierwszym pianiem koguta tańczące pary powoli wychodziły z Sali. Z dziedzińca dochodził odgłos odjeżdżania powozów i koni. Sala balowa opustoszała. Pierwsze promienie słońca przebiegły przez okna zamku. Nagle okazało się że sala balowa zniknęła, zostały tylko mury bez drzwi i okien, a dzieciniec wczoraj piękny, teraz był pełen polnych kwiatów, chwastów, krzaków, głogów. Zamiast posadzki mieli gruz z sypiących się murów.

Zaskoczeni tą nagłą zmiana muzykanci nie wiedzieli co zrobić, co to za dziwy, czy to jawa czy sen. Nagle przypomnieli sobie że basista ma w basach złote monety. Basy były bardzo ciężkie. Wysypali więc wszystko co w nich jest, lecz okazało się, że to nie monety lecz białe kamyczki. Strach ich obleciał. Czym prędzej pozbierali instrumenty i prawie biegiem udali się w kierunku Tyrawy Wołoskiej, aby jak najdalej od Sobienia. Dowiedzieli się potem że zamek spłoną akurat gdy trwał bal. Więc domyślili się że grali na balu duchów…

:, , , , , , , ,

Komentowanie nieaktywne.

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...