GeoExplorer

Sydonia von Borck, XVI-wieczna czarownica?

przez , Paź.15, 2015, w Historia

Sydonia v Borck” Jej oczy i usta nie są przyjemne dla oka, pomimo ich wielkiej urody – w ustach, szczególnie, można odkryć wyraz zimnej jadowitości…
Takimi oto słowy opisuje piękną „czarownicą klasztorną”, pastor Johann Wilhelm Meinhold, który był zafascynowany jej losem.
Sydonia, która wpisała się nieco niefortunnie w losy rodu Gryfitów, z powodu ciekawej historii jej życia spostrzeganego przez nielicznych w „romantyczny” sposób, jeszcze przez wiele lat po swojej śmierci uważana była niesłusznie za złą i tajemniczą kobietę. Jej losy do dzisiaj pozostają niejasne, a relacje wątków z jej życia stanowią bardzo skomplikowaną układankę.
Wywodząca się z rycerskiego rodu o słowiańskich korzeniach Sydonia urodziła się w 1534 lub 1540 roku w Strzmielach. Była córką hrabiego Otto Borcka i Anny von Schwiecheld. W tamtejszym zamku swojego ojca, zwanym „Wilczym Gniazdem” (siedzibie mateczniku rycerskiego rodu Borków) spędziła dzieciństwo. Po osieroceniu przez matkę, wiek młodzieńczy spędza w Wołogoszczy, jako jedna z dworek na zamku księcia pomorskiego Filipa I. Wyróżniała się niespotykaną urodą i intelektem, co przysparzało jej wielu adoratorów.

Legenda głosi, że serce młodej dziewczyny zabiło dla Ernesta Ludwika – syna księcia Filipa I. Ernest Ludwik zdawał się odwzajemniać uczucie i czynił Sydonii nadzieję na rychły ślub i wstąpienie do rodu książęcego. Jednak do ślubu nigdy nie doszło. Za namową rodziny i radców, kierując się interesami dynastii posłał swatów na dwór niemiecki i po pewnym czasie ożenił się z córką księcia brunszwickiego – Zofią Jadwigą. Odrzucona i zraniona Sydonia miała opuścić  zamek i przekląć ród Gryfitów, rozpoczynając tym samym swoją długą tułaczkę.
Uwiedzenie Sydonii przez Ernesta Ludwika jest mało prawdopodobna za sprawą dużej różnicy wieku, ponieważ gdy Sydonia była już 17- lub 23-letnią kobietą, młody książę był zaledwie 12-latkiem. Wysunięto zatem podejrzenie, że to być może sam ojciec Ernesta Ludwika – Filip I, zawrócił w głowie młodej dwórce i dał nadzieję na książęcą opiekę. Książę zmarł w 1560 roku, zaledwie 3 lata po wielkim pożarze, który zniszczył zamek w Wołogoszczy. Sydonia miała zatem 20 lub 26 lat, gdy została odprawiona z dworu książęcego.Sydonia(1)Wraz z siostrą Dorotą (miała jeszcze siostrę Annę) wróciła do rodzinnego zamku w Strzmielach. Po śmierci rodziców majątek rodowy przejmuje brat Sydonii – Urlich. Przez długie lata siostry procesowały się z bratem o majątek. Po ślubie Urlicha opuściły Strzmiele i przeniosły się do byłego klasztoru w Marianowie, który został przekształcony na dom dla panien z zamożnych rodów. Siostry po Marianowie zamieszkiwały w wielu miejscowościach Pomorza takich jak między innymi Stargard, Szczecin, Krępcewo, Resk, Chociwel. W 1604 roku Sydonia jako 57 letnia kobieta wraca na powrót do Marianowa. Pomimo początkowego uznania jakie Sydonia zdobyła wśród współmieszkanek, po pewnym czasie wiele z nich obraca się przeciwko niej, co miało być konsekwencją kłótliwości i zarozumialstwa Sydonii. Wśród swoich współlokatorek i innych osób, miała wielu wrogów posądzających ją o kontakty z czarnymi mocami. Podejrzenia spowodowane były głównie częstymi zgonami w okolicy jak i w rodzie Gryfitów, które po opuszczeniu przez Sydonię Wołogoszczy zdarzały się nadzwyczaj często.

Utrzymywano, że Sydonia rzuciła klątwę na ród. Poza tym kobieta zajmowała się ziołolecznictwem i mimo już późnego wieku uczestniczyła wciąż w wielu rozprawach, to procesując się o majątek, to odpierając zarzuty o czarnoksięstwo. Również zwierzęta, które posiadała – pies Jurgen i kot Chim, zaważyły na późniejszych losach Sydoni. Zostały one użyte przeciwko niej podczas procesu jako dowody jej winy.
Pierwsze oskarżenie nastąpiło w 1612 roku, a kolejne w 1619 roku. 18 października przewieziono ją z Marianowa na przesłuchania do zamku Oderburg, stojącego niegdyś w okolicach dzisiejszego Grabowa (ulice Łyskowskiego i Dubois). 2 grudnia podjęto śledztwo o rzekome czary, stawiając przy tym aż 74 zarzuty (!), między innymi o trucicielstwo, czary, obcowanie ze złymi duchami. Większość zarzutów była absurdalna i całkowicie zmyślona. Nie przeszkodziło to jednak w zeznaniach świadków, którzy je potwierdzali. Sydonia nie przyznawała się do stawianych jej oskarżeń. Pomimo to długie tortury spowodowały, potwierdzenie przez nią, że jakoby z zemsty rzuciła klątwę na ród Gryfitów i uprawiała czarną magię. Po lekkim otrzeźwieniu i nabraniu sił, zaprzeczyła wcześniejszym zeznaniom, co przyczyniło się do kontynuowania tortur.Duch SydoniiSydonia kilka razy przyznawała się, po czym odwoływała zeznania. W 1620 roku zapadł wyrok o jej straceniu. Jako, że wywodziła się z rycerskiego rodu zdecydowano o ścięciu Sydonii (przywilej przysługujący z tytułu urodzenia), a następnie spaleniu na stosie zwłok (według procedury postępowania z czarownicami). Tak też uczyniono.
80 lub 86 letnią Sydonię ścięto toporem 19 sierpnia 1620 roku pod murami ówczesnego Szczecina w okolicach dawnej Bramy Młyńskiej (inne źródła podają datę 28 września), a zwłoki prawdopodobnie spalono i rozrzucono po polach, co często czyniono w przypadku osób oskarżonych o uprawianie czarów. Istnieją też zapiski jakoby Sydonia miała zostać pochowana na starym cmentarzu dla biedoty poza murami miejskimi (obecnie ulica Sowińskiego).
Sydonia zginęła tragicznie, jednak pozostała jej rzekoma klątwa. Książę Franciszek zmarł w dwa miesiące po egzekucji, tak jak przepowiadała mu podobno Sydonia podczas jednego z przesłuchań. W 1622 roku umiera książę Ulryk, a w 1626 roku książę Filip Juliusz.

W 17 lat po śmierci Sydonii żywota dokonuje ostatni z rodu Gryfitów – Bogusław XIV. Pomorze Zachodnie dostaje się w ręce szwedzkie i brandenburskie, kończąc tym samym czasy panowania rodu Gryfitów.
O Sydonii zradza się legenda, mówiąca o niej, jako o kobiecie, która go zniszczyła. Co zaś dzieje się dzisiaj z samą Sydonią?
Istnieje na wielu obrazach, w tym między innymi zainspirowanego nią Edwarda Burne-Jonesa i  Lucasa Cranacha. W połowie XIX wieku Johann Wilhelm Meinhold napisał obszerną powieść pt. „Sidonia von Bork – die Klosterhexe”, opisując w niej całe życie Sydonii – od dzieciństwa, po skazanie na śmierć. Powieść została przetłumaczona na angielski przez matkę Oscara Wilde’a – Lady Jane Wilde w 1849 roku pt. „Sidonia The Sorceress”.
Czy naprawdę bezpowrotnie odeszła? Niektórzy twierdzą, że w księżycowe noce snuje się w białych zwiewnych szatach po tarasie zamku wzdłuż murów. Nazywają ją białą damą szczecińskiego zamku. Brama Młyńska była miejscem wykonywania wyroków śmierci, obecnie w pobliżu tego miejsca znajduje się Muzeum Narodowe. Przyjęto zwyczaj, że w rocznicę śmierci Sydonii von Borck kładzione są tu kwiaty przez Szczecińskie Towarzystwo Historyczne.

:, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Komentowanie nieaktywne.

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...