GeoExplorer

Sztolnia w Okrzeszynie

przez , Mar.02, 2015, w Pod ziemią

Początek sztolniOkrzeszyn (Albendorf) to wieś położona w województwie dolnośląskim, w powiecie  kamiennogórskim,w gminie Lubawka, w tak zwanym „Worku Okrzeszyńskim”, nad rzeką Szkło,tuż przy granicy polsko-czeskiej. Udajemy się dzisiaj do tej małej uroczej miejscowości, aby stawić czoła kolejnemu wyzwaniu – XIX-wiecznej kopalni węgla. Uważa się że była ona częścią znajdującej się w bliskim sąsiedztwie dużej  kopalni węgla ,,Neue Gabe Gottes”. Wydobycie szło tu pełną parą jeszcze w latach 20-tych ubiegłego wieku. Później na wiele lat mroczne chodniki kopalni zostały opuszczone. Wszystko zmieniło się w latach 50-tych kiedy to do wyrobisk kopalni zawitali przedstawiciele Zakładów Przemysłowych R-1 poszukujący rud uranu. Uran był potrzebny Związkowi Radzieckiemu do budowy bomby atomowej. Jednak mała ilość tego pierwiastka w złożu sprawiła, że zaniechano wydobycia. Po tym krótkim uranowym incydencie kopalnia ponownie została opuszczona i stan ten trwa do dnia dzisiejszego.Poziom 0. Chodnik głównySłowo się rzekło – jedziemy. Pakujemy do samochodu niezbędny sprzęt, trochę tak zwanego „szturmżarcia” na wypadek gdyby coś poszło nie tak…
Droga zajęła nam około 30 minut. Zostawiamy samochód na poboczu i kierujemy się do wlotu sztolni, który znajduje się blisko drogi. Tuż obok płynie rzeka Szkło przez którą się przeprawiamy i po kilkudziesięciu metrach stajemy przed dużym wejściem zapraszającym do wnętrza obiektu. Czas na zmianę garderoby, założenie kasków, sprawdzenie latarek i krótką naradę „wojenną”. Jeszcze ostatnie spojrzenie na słońce i wchodzimy. Pierwsze metry wyglądają dość stabilnie, jednakże wszystko się zmienia gdy dochodzimy do pierwszego skrzyżowania wyrobisk. Obudowa górnicza wygląda katastrofalnie, stropnice i stojaki rozleciały się zalegając na spągu krzyżując się pod różnymi kątami. Setki ton skał napierają na nas nie mając już żadnej podpory w postaci obudowy górniczej. W głowie zaczynają włączać się sygnały alarmowe jak w kokpicie uszkodzonego samolotu. To dobry znak że, instynkt samozachowawczy każe wycofać się jak najszybciej z tej mrocznej dziury. Sztuką (albo głupotą) jest wyłączyć te ostrzeżenia i brnąć naprzód, zachowując wielką ostrożność.Poziom 0Na skrzyżowaniu wybieramy chodnik idący w prawo, to on zaprowadzi nas do centralnej części kopalni. Po przedarciu się przez zniszczoną obudowę dochodzimy do miejsca w którym wyrobisko staje się szersze i wyższe. Jest nieobudowane, ale sprawia wrażenie dość stabilnego. W dali wyraźnie słychać płynącą wodę. Po chwili wszystko się wyjaśnia – woda zalewa niższy poziom kopalni. To tak zwany poziom -1. My jesteśmy na poziomie 0, niższy poziom znajduje się po prawej stronie, zalany jest po same uszy i niedostępny. Kierujemy się dalej na wprost. Przed nami duży zawał, możliwy jednak do sforsowania. Za nim znajduje się wyrobisko zalane wodą na około 40 cm. W świetle latarek widać, że sztolnia się rozwidla. Mozolnie brodząc w wodzie i mule eksplorujemy oba rozwidlenia, które kończą się przodkami z wyraźną żyłą węgla. Z jednego z nich bije małe źródełko z krystalicznie czystą wodą. Oddech staje się przyspieszony, powietrze wydaje się być jakieś gęste i ciepłe, co jest znakiem ,że atmosfera w tym miejscu nie nadaje się do oddychania. Wracamy do miejsca w którym woda zalewa poziom -1. Tam po prawej stronie biegną w górę trzy pochylnie (upadowe) wydrążone pod dużym nachyleniem i prowadzą do poziomów 1 i 2.

Ostrożnie na czworaka wspinamy się na poziom pierwszy. Nie jest to łatwe gdyż spąg pochylni jest bardzo gładki i na dodatek pokryty warstwą mokrego mułu. Wreszcie po tej karkołomnej wspinaczce docieramy na poziom 1 wydrążony równolegle do poziomu 0, jednakże z tą różnicą, że przekrój wyrobiska jest znacznie mniejszy, a długość o połowę mniejsza. Widać też wyraźnie, że stabilność chodnika pozostawia wiele do życzenia. Obudowa górnicza leży pokrzyżowana na spągu, duża ilość oderwanych odłamków skalnych ostrzega nas przed pracującym górotworem. Postanawiamy jednak eksplorować go do końca, a koniec ten to wyraźny przodek i pochylnia biegnąca w prawo do poziomu 2, która jest jednak zasypana – musiało tu ostro walnąć. Wracamy do pochylni, którą weszliśmy i nią właśnie wdrapujemy się na poziom 2. Wygląda on podobnie jak 1-ka, tyle tylko że praktycznie nie posiada obudowy, spąg sztolni usiany jest oderwanymi blokami skalnymi. Tu wszystko się sypie.

Dochodzimy do jak nam się wydawało przodka, jednak okazuje się, że to potężny zawał. Blok skalny o wadze wielu ton i o przekroju identycznym jak wyrobisko oberwał się ze stropu idealnie zagradzając nam dalszą drogę. Wygląda to niesamowicie, przypominając kamienne wrota, które zostały zamknięte z ogromną siłą przez matkę naturę. Wracamy do pochylni i na tyłkach zjeżdżamy na poziom 0. Kierujemy się w stronę wyjścia. Eksploracja zajęła nam około trzech godzin. Brudni i szczęśliwi z racji powrotu do świata żywych opuszczamy Okrzeszyn. Podsumowując naszą wyprawę mogę powiedzieć, że kopalnia jest niezwykła, wielopoziomowa – znajdziemy tu odcinki sztolni w obudowie górniczej, odcinki zalane wodą, przyprawiające o dreszczyk emocji pochylnie, relikty dawnego górnictwa w postaci chociażby świdrów górniczych. Jak długa jest kopalnia? Nie wiem, nie dotarłem do szczegółowych opisów, nie jest to też dla mnie aż tak ważne – ważne, że dostarczyła ogromnej ilości adrenaliny, a o to w tym wszystkim chodzi.

tekst i zdjęcia: Andrzej Pastuszak

:, , , , , , , , , , , ,

Komentowanie nieaktywne.

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...