GeoExplorer

Tag: dawne górnictwo

Sztolnia Daisy

by on Lut.09, 2015, under Pod ziemią

Autor we wnętrzu sztolniHistoria górnictwa węglowego w Wałbrzychu (Waldenburg) zaczyna się w XIV wieku. Pierwszy zachowany dokument dotyczący powstania pierwszej wałbrzyskiej kopalni węgla kamiennego pochodzi z 1366 roku. Wspaniała historia górnictwa Wałbrzycha kończy się w 1998 roku, kiedy to na powierzchnię wyjeżdża ostatni wagonik z węglem. W mrocznych czeluściach sztolni zapada cisza, której niestety zapewne nic już nie zakłóci. Natomiast historia górnictwa kruszcowego na terenie Wałbrzycha i okolic jest trochę młodsza i datowana na XVI wiek. Z tego właśnie okresu pochodzą zachowane dokumenty księstwa świdnicko-jaworskiego odnoszące się do eksploatacji żył kruszconośnych wokół masywu Chełmca. Do XVIII wieku eksploatowano tu między innymi ołów, srebro, arsen, nikiel, miedź i cynk.
Dzisiaj wybierzemy się do jednej z takich kopalń, XVIII-wiecznej kopalni srebra, zwanej Sztolnią Daisy zlokalizowanej w Lubiechowie (Liebichau), który jest dzielnicą Wałbrzycha.Wlot sztolni DaisySztolnia znajduje się na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego. Samochód zostawiamy w pobliżu Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej – od tego miejsca do sztolni jest około 800 m. Ale bardzo mylą się ci, którzy myślą, że sztolnie jest łatwo zlokalizować. Wchodzimy do lasu, po kilkudziesięciu metrach natrafiamy na sporą ilość niewielkich dziur wykopanych przez „biedaszybowców” – widać że chłopaki robili próbne wykopy sondując głębokość zalegania węgla. Idziemy dalej, poruszając się zygzakiem, aby skutecznie przeczesywać teren. Po godzinie trafiamy na wyróżniający się w terenie kamieniołom. No cóż,  kamieniołom to kamieniołom, nie to jest celem naszej wędrówki. Podchodzimy jednak bliżej, teraz dopiero zauważamy, że obok kamieniołomu pnie się w górę ledwo widoczna dróżka – zobaczymy gdzie nas zaprowadzi. Po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do drugiego jak nam się wydawało kamieniołomu i nagle naszym oczom ukazuje się wytęskniony widok – dwie czarne dziury zionące chłodem. A więc jednak udało się!Sztolnia DaisyW pośpiechu zakładamy kaski, sprawdzamy latarki i wchodzimy. Wejście do dolnej sztolni ma około metra średnicy, przez które z łatwością prześlizgujemy się, a za nim wyrobisko opada ostro w dół. Powoli krok za krokiem idziemy do serca tajemniczej Daisy. Świecąc latarką na wprost sztolnia wydaje się nie mieć końca, strop majaczy gdzieś wysoko niczym sklepienie katedry. Po chwili wszystko staje się jasne – jesteśmy w środku ogromnej komory wydobywczej. Kierując strumień światła na ociosy dosłownie odejmuje nam mowę z zachwytu, gdyż naszym oczom ukazują się fantastyczne formacje naciekowe, w postaci kaskad i polew, które ciągną się na znacznym odcinku. Cała sztolnia w świetle latarki mieni się jakby była wysadzana diamentami. Ostrożnie idziemy dalej i dochodzimy do szybu transportowego, który łączy sztolnie z powierzchnią. Czujemy miły, świeży powiew powietrza, w uszach dzwoni niczym niezmącona cisza, przerywana tylko chwilami przez krople wody spadające ze stropu. Z każdym oddechem i z każdym krokiem coraz bardziej zanurzamy się w świat, w którym czas zatrzymał się w XVIII wieku.

Czuć ducha tego miejsca – tylko bicie naszego serca przypomina nam, że jesteśmy tu tylko gośćmi, a może raczej intruzami przerywającymi panujący od wieków spokój i ciszę. Po przejściu następnych kilkunastu metrów natrafiamy na niszę w ociosie – wygląda na to, że próbowano drążyć nowy chodnik, jednak z jakichś powodów prace przerwano. Dochodzimy do przodka. Pora wracać do wyjścia. Nasz drugi cel to mała sztolenka nad komorą wydobywczą. Ciężko to nawet nazwać sztolnią, gdyż jest to bardzo krótki chodniczek, dosłownie kilkumetrowej długości, który łączy się z szybem w połowie jego długości. Postanawiamy wejść na szczyt wzniesienia i zobaczyć szyb od góry. Okazuje się, że wlot szybu jest bardzo niebezpieczny, gdyby ktoś nieświadomy zagrożenia tędy przechodził, to o tragedię nie trudno. Szyb posiada co prawda ogrodzenie ale jest ono tak zniszczone, że nie stanowi już żadnego zabezpieczenia.Wlot szybu transportowegoReasumując, sztolnia jest jedyna w swoim rodzaju – bogata szata naciekowa i rozmiar obiektu sprawia, że odnosi się wrażenie przebywania w prawdziwej jaskini, a nawiasem mówiąc, sztolnia posiada też swoją drugą nazwę – Jaskinia Daisy, co w stu procentach oddaje jej wygląd. Długość wielkiej komory wydobywczej wynosi 57 metrów, przy głębokości 24 metrów, a szyb transportowy ma 12 metrów wysokości.
Muszę w tym miejscu dodać, że jest jeszcze jedno wyrobisko kilkunastometrowej  długości, którego niestety nie udało nam się zobaczyć – robiło się już późno i czas było wracać do samochodu. Ale nic straconego, na pewno tu jeszcze wrócimy.

tekst i zdjęcia: Andrzej Pastuszak

Możliwość komentowania Sztolnia Daisy została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Aurelia w Złotoryi

by on Gru.15, 2014, under Pod ziemią

Sztolnia złota AureliaHistoria wydobycia złota w okolicach Złotoryi ma swoje początki już na przełomie XI i XII wieku. Wtedy to rozwija się głównie eksploatacja złóż skał osadowych (aluwialnych), polskiego „el dorado” – złotonośnych piasków i żwirów doliny rzeki Kaczawy, jednych z najbogatszych w Europie, zawierających od 15 – 20 gramów złota na tonę. Rzeka przepływająca przez Góry i Pogórze Kaczawskie przez tysiące lat wymywała ze skał drogocenny kruszec, osadzający się pod wpływem swojego ciężaru w piaskach. Zakłada się również, że pierwszymi, którzy tu dotarli już 2000 lat p.n.e. i rozpoczęli poszukiwania złota, mogli być Kreteńczycy, a po nich w VI wieku Celtowie. Najpotężniejszymi ośrodkami górnictwa złota w średniowieczu były okolice Złotoryi i Lwówka Śląskiego, Złotego Stoku i Głuchołaz oraz Karkonosze i Pogórze Izerskie. Rocznie w okolicach Złotoryi wypłukiwano około 50 kg czystego złota.

Prymitywna i bardzo żmudna technologia pozyskiwania go, opierająca się głównie na przesiewaniu piasków i kopaniu rowów kilkumetrowej szerokości zakończonych komorami upadowymi za złotonośną warstwą, doprowadziła jednak do wyczerpywania się płytkich złóż i przybyli niemieccy górnicy zaczęli sięgać głębiej, do złóż położonych na głębokości nawet 50 metrów. Kryzys w rozwoju złotoryjskiego górnictwa przyniósł rok 1241. Po bitwie pod Legnicą, w której to uczestniczyło kilkuset kopaczy, Tatarzy wzięli ich do niewoli, a następnie trafili oni do kopalń nad Morzem Kaspijskim. Kolejnym etapem wydobycia złota było pozyskiwanie go z okruszcowanych żył w okolicznych skałach, takich jak diabazy, ryolity i łupki, poprzez ręczne drążenie w nich sztolni. W Złotoryi stało się tak w XVII wieku gdy na powrót pojawili się górnicy.AureliaSztolnia Aurelia wydrążona została ręcznie za okruszcowanymi żyłami kwarcowymi w diabazach i staropaleozoicznych łupkach, w zboczu Góry Świętego Mikołaja około 1660 roku, a jej obecna długość to ponad 100 metrów. Prawdopodobnie pierwotnie miała być sztolnią poszukiwawczą za rudami miedzi, a być może też żelaza (widoczne są wewnątrz nacieki minerałów żelaza), jednakże otrzymany w pobliskiej hucie wytop z wydobytego urobku dał nieznaczne ilości miedzi i srebra, a tym samym dalsze wydobycie uznano za nierentowne. Nie są znane też dokładne dane mówiące o ilości wydobytego w niej złota. Historia działalności Aurelii kończy się wraz z wojnami napoleońskimi. Po tym okresie kilkakrotnie podejmowano jeszcze próby wznowienia wydobycia (drążąc między innymi boczne chodniki i szybiki poszukiwawcze) ale okazało się ono nieopłacalne z uwagi na wyczerpanie złotego złoża.

Sztolnia nie była zaznaczana na starych niemieckich mapach. Z nieokreślonych powodów cześć chodników i szybów została zasypana i wysadzona przez wycofujące się w 1945 roku oddziały wojsk niemieckich, które miały coś tutaj ukrywać. Mówi się też o wykorzystywaniu jej przez pobliski zakład, w którym w czasie II wojny światowej firma Opta produkowała sprzęt radiowy na potrzeby niemieckiego lotnictwa, w tym również dla Luftwaffe. W trakcie prac eksploracyjnych w „szybie Karola” odnaleziono elementy broni, co świadczy o dostępności tego miejsca w czasie wojny. Krążą spekulacje na temat ukrycia w niej kosztowności lub elementów uzbrojenia.
Podczas „gorączki złota” w okolicach Złotoryi wydobyto około 5 ton złota. Nad sztolnią znajduje się kościół p.w. św. Mikołaja otoczony cmentarzem i dlatego niegdyś mówiono, że zmarłych chowa się tu w złocie. Między innymi też, w związku z lokalizacją cmentarza, wydobycie złota rozpoczęto tu później niż w innych miejscach w okolicy Złotoryi. Niektóre z opowieści mówią o połączeniu podziemi kościoła ze sztolnią, jednakże nigdy to nie zostało potwierdzone.Sztolnia AureliaZe sztolnią związanych jest wiele tajemnic i miejscowych legend. Jedna z nich mówi o górniku, który odkrył w sztolni złotą żyłę, jednakże nie chciał się podzielić tą wiedzą ze swoimi wspólnikami, a za zabrane złoto chciał wyprawić komunię swojej córce – Aurelii. Nie mówiąc nikomu wybrał się do sztolni, napełnił kieszenie złotem i w chwili gdy chciał ją opuścić płomień jego lampki zgasł, a on zabłądził w podziemnym labiryncie chodników pozostając w niej na zawsze. Od tej pory, w dniu pierwszych komunii w Złotoryi słychać z ciemnych czeluści sztolni szlochy i płacze błądzącego oraz stukanie kilofa. Inna z legend opowiada o chciwym mnichu pobierającym dziesięcinę od kopaczy z całego Śląska na potrzeby kościoła. Pewnego dnia górnicy mieli już dość płacenia, zbuntowali się, zwabili mnicha do sztolni, a następnie zabili. Mnich w chwili śmierci miał przekląć wszystkie kopalnie złota. Klątwa sprawiła, że całe złoto zniknęło, a czar można cofnąć gdy znajdzie się złoto w ruinach zamku na Wilczej Górze strzeżonym przez dwa wilkołaki. Teraz duch mnicha błąka się ciemnymi korytarzami sztolni i okropnie zawodzi.

Na początku lat 70-tych XX wieku górnicy z nieodległej kopalni miedzi „Lena” w Nowym Kościele podjęli prace adaptacyjne w sztolni „Aurelia” zmierzające do udostępnienia jej turystom. Sztolnię dla ruchu turystycznego otwarto w 1973 roku. Na przełomie kolejnych lat udostępniało ją też społecznie wielu eksploratorów, udrożniając część chodników, w związku z czym obecnie od głównego chodnika odchodzi kilka bocznych, odkrytych między innymi w listopadzie 2000 roku. Chodniki są niskie i wąskie, panuje w nich wysoka wilgotność, na spągu znajduje się woda infiltrująca górotwór, a temperatura wynosi około +8’C. W 1997 roku odkryty został za zawałem, pionowy 28-metrowy szyb, posiadający boczne chodniki, nazwany od jego odkrywcy Karola Pawlaczka – „Szybem Karola”. Szyb jest wykorzystywany przez kilka gatunków nietoperzy jako schronienie. Dwa lata później odkryto drugi szyb położony kilkanaście metrów od głównego wejścia do sztolni, który na głębokości 12 metrów zalany jest wodą. Niepotwierdzone informacje mówią, że chodników w sztolni jest znacznie więcej. Mają być one zawalone lub zalane wodą.Otoczenie sztolniObecną nazwę – „Kopalnia Złota Aurelia” nadano w latach 90-tych XX wieku jako promocyjną dla regionu aby tym samym przyciągnąć turystów, a ma ona nawiązywać do jednej z pierwszych XIII-wiecznych łacińskich nazw miasta – Mons Aurum z 1217 roku.
Sztolnia posiada stałe, sztuczne oświetlenie. W 2006 roku udostępniono infrastrukturę turystyczną w otoczeniu sztolni w postaci wiaty ze stołem, ławkami, murowanym grillem, placem zabaw dla dzieci, parkingiem oraz wymurowano nieckę dla rekreacyjnego płukania złota.
W przyszłości planowane jest udostępnienie odkrytego szybu dla turystów. Sztolnia czynna jest sezonowo, a wstęp płatny.
Administratorem obiektu jest Złotoryjski Ośrodku Kultury i Rekreacji, przy ul. Plac Reymonta 5.

Możliwość komentowania Sztolnia Aurelia w Złotoryi została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Trójgarb – zaginiony transport i inne tajemnice

by on Lis.14, 2014, under Skarby

Przedwojenny Trójgarb.Schronisko i wieża widokowaTrójgarb

Trójgarb (Sattewald) jest wyniosłym wzniesieniem górującym ponad 300 metrów nad okolicą, otoczony miejscowościami Stare Bogaczowice, Nowe Bogaczowice, Gostków, Jaczków, Witków, Jabłów, Lubomin i Struga, kilka kilometrów na północny-zachód od Wałbrzycha. Rozciągnięty stożek, o dość stromych zboczach porośniętych lasem iglastym, składa się z trzech wierzchołków (stąd nazwa) o wysokości 778, 757 i 738 m n.p.m. Krótko po II wojnie światowej nazywany był Potrójną. Partia szczytowa zbudowana jest z ryolitów – czerwonych porfirów (w karbonie górnym z głębi ziemi intrudowały kwaśne magmy), natomiast zbocza i podnóża ze skał osadowych powstałych w karbonie górnym (naprzemianległe warstwy) – zlepieńców, piaskowców i łupków, w których znajdują się pokłady węgla kamiennego. W okresie międzywojennym na Trójgarbie funkcjonowała gospoda i znajdowała się wieża widokowa.Masyw TrójgarbuNiewielki ślad

W miesięczniku „Odkrywca” Wojciech Stojak w artykule zatytułowanym „Dolnośląskie potpourri” przytacza treść listu, który w 2006 roku pod koniec działalności „Klubu Poszukiwaczy Skarbów” został przysłany do telewizji. Niepodpisany list wysłany został z miejscowości Nowe Bogaczowice. Oto treść listu: „Mając 10 lat w 1947 spotkałem dziewczynkę w wieku 13-14 lat, która była Niemką. Spotkałem ją we wsi Gostków u siostry. Byłem zdziwiony, kiedy owa Niemka odezwała się do mnie po polsku, okazało się że pochodziła z Górnego Śląska. Mieszkała u ciotki w Lubominie od 1943 r. a jej siostra u bauera w Gostkowie. Nosiła żywność z Gostkowa do Lubomina. W 1944 r. w sierpniu, wybrała się z Lubomina na grzyby, idąc w stronę góry >>Trójgarb<< od 4-go zabudowania w Lubominie od strony Jabłowa. W pewnym momencie zobaczyła, jak od Lubomina idzie polną drogą wojsko, więc się skryła. Za wojskiem jechał samochód osobowy i 2 ciężarowe. Ukryta obserwowała, co się będzie dziać, lasem poszła za nimi i zobaczyła, że samochody wjechały w >>Trójgarb<<, w tunel w górę od strony Lubomina. Zamknięto wrota zasypano ziemią i przez jakiś czas sadzono tam las świerkowy. Czekała aż do wieczora, kiedy wojsko odeszło żeby wrócić do domu. Nie wiem czy to jest prawda czy nie.” (zachowano oryginalną pisownię)Gospoda i wieża widokowa na szczycieTunel czy …

Zbocza masywu Trójgarbu nie obfitują w wielkie ilości wyrobisk i innych śladów dawnego górnictwa, jak w przypadku sąsiednich szczytów, na przykład Chełmca 851 m n.p.m. czy Krąglaka 692 m n.p.m., ale podnóża Trójgarbu nie są całkowicie ich pozbawione. Niektóre związane z dawnym górnictwem węgla kamiennego, niektóre z wydobyciem rud metali, inne to pozostałości sztolni odwadniających. Można też odnaleźć stary łom ryolitów (porfirów) wgryzający się w Trójgarb z małą infrastrukturą turystyczną w postaci palenisk i drewnianych ław. Brak jest jednak śladów i informacji o jakimkolwiek tunelu na jego zboczach. Czym miałby być ten „tunel”? Projektowanym, będącym w początkowej fazie prac tunelem kolejowym pod Trójgarbem, na wzór tego pod górą Wołowiec 776 m n.p.m. na południe od Wałbrzycha? Jakie miejscowości miałby on połączyć? Ten pod Wołowcem łączył Jedlinę Zdrój z Wałbrzychem i był „spec-przeznaczenia” dla pociągu Hitlera. Najbliższa linia kolejowa biegnie na południowy-zachód od Trójgarbu, z Marciszowa przez Sędzisław, Witków do Boguszowa-Gorce, a dalej do Wałbrzycha. Czy naziści mieli w planach „przecięcie” linią kolejową wnętrza Trójgarbu, by tym samym połączyć kwaterę Hitlera w zamku Książ – Furstenstein, ze stacją w Witkowie, a dalej z Kamienną Górą? Bo tylko takie założenie i rozwiązanie wydaje się być logicznym i uzasadnionym, wchodzącym w grę. Niestety nigdzie w materiałach źródłowych nie ma informacji o planach takiego tunelu, nie ma też jego śladów w terenie. Tak dobrze został zamaskowany? A może, 10-letnia wówczas dziewczynka, widziała wlot do sztolni, który jej małym oczom zarysował się jako tunel zamykany wrotami.Kamieniołom porfiru… sztolnia?

Wiosną 2011 roku grupa eksploratorów z SGE odnalazła na zachodnich zboczach bezimiennej góry (638 m n.p.m.) położonej na południowy-wschód od drogi łączącej wsie Jabłów i Lubomin a Lubominkiem (peryferyjna dzielnica Boguszowa-Gorce) sztolnię oraz pozostałości szybu. „Miejsce to wyglądało wręcz podręcznikowo, hałda porośnięta grubymi drzewami co wskazywało na sędziwy wiek wyrobiska, wartki wypływ wody ze sztolni i ledwo już odznaczające się na stoku zaklęśnięcie po zawalonym wylocie. Ponadto kilkaset metrów powyżej wylotu sztolni odnaleźliśmy ślady po sporym szybie a to może świadczyć, że jest to większy obiekt. Dodatkowo sprzyjający był również fakt, że sztolnia nie robiła wrażenia zawalonej a jedynie zasypanej podczas likwidacji (…)„. Całości prac eksploracyjnych prowadzonych przez SGE przytaczać tutaj nie będziemy. Po analizie dostępnych map górniczych i materiałów źródłowych okazało się, że jest to sztolnia należąca do kopalni „Emilie Anna”. Grupa przystąpiła do udrożnienia sztolni. Sztolnia okazała się być wypełniona wodą po sam strop. Pierwszej penetracji dokonał nurek jaskiniowy odkrywając kilkumetrowy, stosunkowo wąski chodnik z elementami drewnianej obudowy i podkładami torów, zakończony sporym obwałem. Następnym etapem było odwodnienie sztolni, które ukazało chodnik  szerokości 1 m i wysokości 2 m, o łukowatym stropie i śladach ręcznego urabiania o łącznej długości 43 m. Ciekawostką było odnalezienie na jednym z ociosów wykutej w skale daty – „1857”. Sztolnia, drążona w zlepieńcach i łupkach, w chwili obecnej na powrót jest niedostępna – otwór wejściowy został zawalony. Biorąc pod uwagę opis z listu tę sztolnię należy wykluczyć ze względu na jej lokalizację oraz wymiary – o ile długość byłaby odpowiednią by ukryć w niej samochód osobowy i dwie ciężarówki, o tyle szerokość definitywnie ją wyklucza.Sztolnia w LubominieInny wątek

Wiosna 1945 roku. Drogą z Jaczkowa do Gostkowa (na zachód od Trójgarbu) podąża transport ewakuujący dobra zdeponowane w majątku Hohenfriedberg… Tuż przy tej drodze, po prawej, za potokiem Cieklina nieopodal bezimiennej góry (526 m n.p.m.) znajdują się pozostałości starej kopalni w postaci dwóch szybów o średnicy około 3 metrów, oddalone od siebie o około 10 metrów. W jednym miejscu wygląda to tak, jakby zawalił się strop nad wejściem do sztolni, zawał będący wielkim, osuniętym na nie głazem. Kopalnia ta jest zaznaczona na mapie geologicznej E.Zimmermanna „Geologische Karte von Preussen und benachbarten deutschen Landern” Blatt Ruhbank, hrgs.1929. Nie leży ona na żadnym polu górniczym należącym do kopalni węgla kamiennego a najbliższa wysunięta od wschodu granica pola górniczego oddalona jest o około 1 km i pole to należało do kopalni węgla Kohlengrund.NYXJunkers Ju-52

W między czasie docierały różne inne informacje, jak na przykład ta, o rozbiciu się na stokach samolotu Junkers Ju-52, którego pozostałości odnajdywano. Pewien Niemiec, który był świadkiem tego zdarzenia, opowiedział tą historię wałbrzyszaninowi Krzysztofowi Kobusińskiemu.  Wiosną 1945 roku samolot transportowy Junkers Ju-52 lecący, z Festung Breslau dostał się w okolicach Trójgarbu w fatalne warunki atmosferyczne, we mgle pilot zboczył z kursu i uderzył w stok góry. Na pokładzie samolotu prócz załogi znajdowali się ranni niemieccy żołnierze. Katastrofę przeżyły wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie. Wrak rozbitego samolotu pozostał na stoku z uwagi na problemy z jego usunięciem i dopiero po wojnie radzieccy żołnierze „zainteresowali” się nim wymontowując z niego części nadające się do użytku, reszta zaś trafić miała na złom. Pan Krzysztof wielokrotnie penetrował miejsce katastrofy odnajdując w ziemi różne elementy Ju-52. Samoloty te były wykorzystywane m.in. do ewakuacji rannych z Festung Breslau i dostarczania amunicji.Junkers Ju-52Na zakończenie

Lubomin to niewielka, spokojna, łańcuchowa wieś wzmiankowana już w 1305 roku, zlokalizowana w siodle pomiędzy masywami Trójgarbu i Chełmca. Pod koniec XVIII w. funkcjonowała tu niewielka kopalnia węgla „Friedrich Wilhelm”, zaś w okolicy (w różnych okresach) „Emilie Anna”, „David Zubebor”, „Erwunschte Zukunft”, a także kopalnie rud metali (w Jabłowie). Miejscowa ludność od najdawniejszych czasów znajdowała w nich zatrudnienie. Wątki nie pasujące do siebie zarówno datami jak i rejonami rozgrywania się wydarzeń. Relacja 10-letniej dziewczynki (w 1944 roku) i szczątkowa informacja o transporcie dóbr z majątku Hohenfriedberg. Brak „namacalnych” miejsc na stokach Trójgarbu wpasowujących się w temat. Brak informacji źródłowych o miejscach, które można by brać pod uwagę i rozważania. Ale czy na pewno…?Szczątki Ju-52 rozbitego na Trójgarbie (fot.ze zbiorów K.Kobusińskiego)Miejscowa ludność rozpytywana o tunel czy sztolnię na południowo-wschodnich zboczach Trójgarbu niestety nie potrafiła wskazać takiego obiektu. List do adresata nie był podpisany, wiadomo jedynie, że został wysłany z Nowych Bogaczowic zatem nawet dotarcie do osoby informującej wydaje się być niemożliwe. Od faktu uzyskania informacji przez 10-letniego chłopca do momentu jej „upublicznienia” minęło 60 lat. Czy nie zastąpił on sobie samoistnie luk w pamięci uzupełniając faktami jako dorosły już człowiek? Penetracje terenu za śladami tajemniczego tunelu zamykanego wrotami dały wynik negatywny. Pozostaje napisać, tak jak autor listu – nie wiadomo czy to jest prawda czy nie…

(źródła: „Dolnośląskie potpourri” W.Stojak /Odkrywca 12/2010/; „Odkrycie sztolni w Lubominku” Aust,SGE; „Katastrofa samolotu na Trójgarbie” A.Szałkowski)

Możliwość komentowania Trójgarb – zaginiony transport i inne tajemnice została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia w Jagniątkowie

by on Wrz.26, 2014, under Pod ziemią

Obwały stropu i infiltracja wodyPołożenie i historia
Sztolnia znajduje się w Jagniątkowie przy ul. Saneczkowej (wlot tuż przy asfaltowej drodze po jej prawej stronie), w dolinie potoku Brocz, na wschodnim zboczu góry Sośnik 650 m n.p.m.
Powstała ona w trakcie prowadzonych prac poszukiwawczych za złożami uranu po II wojnie światowej. W 1954 roku, w rejonie poszukiwawczym OP-7 „Jagniątków” stwierdzono silną anomalię radiometryczną, w związku z czym rozpoczęto drążenie sztolni badawczej. Po roku prac nie dających oczekiwanych rezultatów prace górnicze przerwano a wlot sztolni zawalono poprzez odstrzelenie.

Opis sztolni
W połowie lat 90-tych XX wieku grupa eksploratorów odkopała wlot sztolni i obecnie do jej wnętrz prowadzi niewielki otwór o średnicy około 50 cm.
Pierwszy, około 40-metrowy odcinek sztolni zalany jej wodą do głębokości około 50 cm w wyniku braku grawitacyjnego odpływu wody. Podobna sytuacja występuje pomiędzy drugim bocznym chodnikiem a skrzyżowaniem chodników. Związane jest to ze znacznych rozmiarów obwałem tamującym odpływ wody – w tym miejscu, w strefie dyslokacji, ze stropu okresowo występuje intensywna infiltracja górotworu przez wodę, przybierająca czasami formę „podziemnego deszczu”.
Łączna długość chodników wynosi około 310 m (główne wyrobisko sztolni o długości 260 m i dwa 25 metrowe chodniki). Początkowy 200 metrowy odcinek biegnie prosto w kierunku północno-zachodnim, kolejne 60 m chodnika odbija pod niewielkim kątem w prawo. Na około 220 metrze wyrobiska odbijają prostopadle dwa, 25 metrowe chodniki boczne. Wcześniej, na około 165 i 205 metrze głównego wyrobiska, odbijają w lewo dwa niewielkie, zakończone przodkiem chodniki.
Wyrobisko posiada wymiary: szerokość 2,0 – 2,2 m, wysokość 1,8 – 2,2 m, a w strefach dyslokacji przekrój jest nieregularny, smukły i wysokość miejscami osiąga 6 m. Na spągu widoczne są ślady po torowisku kolejki i pozostałe gdzieniegdzie resztki drewnianych podkładów pod nią.

Promieniowanie
Poziom promieniowania:
– około 1 uSv/h w części przyotworowej,
– około 2,5 uSv/h w rejonie skrzyżowania chodników
– promieniowanie jonizujące, radon w powietrzu

Geologia
Sztolnia była drążona w granicie karkonoskim (średnio- i gruboziarnistym) poprzecinanym żyłami porfiru i aplitem. Ociosy w większości zbudowane są z porfirowatego granitu z widoczną mineralizacją w postaci skaleni (różowe i białe), kwarcu i biotytu (głównie na końcu zachodniego chodnika gdzie tworzą szeroki fałd). Około 120 m od wejścia występuje aplit i pegmatyt z kryształami kwarcu dymnego i morionu.
W sztolni można zaobserwować wiele interesujących zjawisk geologicznych, w tym m.in. kontakt dwóch podstawowych odmian granitu karkonoskiego, wewnętrzną budowę stref dyslokacyjnych oraz mineralizację (kwarcową i rudną).
Stan wyrobisk pod względem górniczym jest zmienny – dobry w miejscach drążenia sztolni w granicie, zły w strefach dyslokacji tektonicznych, o czym świadczą bloki skalne odspojone od stropu zalegające na spągu.

Sztolnia jest miejscem zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.Mieszkańcy sztolni - Nocki duże

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia „Złotych Wołów” w górze Chełmiec

by on Cze.25, 2014, under Pod ziemią

Chodnik w sztolni Złotych WołówNad Wałbrzychem, od zachodu, góruje drugi co do wysokości szczyt Gór Wałbrzyskich – Chełmiec 851 m n.p.m., stanowiący rozległy masyw, z dominującą, zalesioną kopułą. Zbudowany głównie z porfirów powstał w wyniku karbońskich procesów wulkanicznych. Na jego południowych zboczach, w 1856 roku, przedsiębiorca Georg Kramsta zakłada kopalnię Prophet (Prorok), na terenie wcześniejszych, XVI-wiecznych robót górniczych, która z braku rentowności zostaje zamknięta po 10 latach. Do założenia tego należała również sztolnia „Złotych Wołów” (Goldner Ochsen Stollen), drążona za rudami ołowiu i srebra, posiadająca swój wlot na wysokości 556 m n.p.m. i około 450 metrów chodników. W chwili obecnej pierwotne wejście do sztolni zastąpiła ceglana studzienka, która pełniła funkcję czerpni wody.

Jedyną drogą prowadzącą do jej wnętrza jest ta, wiodąca przez prawie 10-metrowej głębokości studzienkę techniczną oddaloną o około 50 m. Aby do niej zejść niezbędna jest lina i przyrządy zjazdowe lub stosownej długości drabinka. Dno studni jest częściowo zagruzowane i zaśmiecone. Stąd biegną dwa, naprzeciwległe chodniki, z których pierwszy, biegnący ku pierwotnemu wejściu sztolni, jest ciasny z powodu zalegającego w nim gruzu i kończy się po około 10 metrach zawałem. Kierując się drugim chodnikiem w głąb sztolni, po około 10 metrach, doprowadza on do niewielkiej komory, w której spągu znajduje się zalany, obudowany częściowo drewnem, 12 metrowy szyb sprowadzający na niższy poziom eksploatacyjny sztolni.

Idąc dalej, po kilku metrach widoczna jest kolejna niewielka komora (3m x 3m), z której następnie wąski (1m x 1,8m), około 70 metrowy chodnik doprowadza do dużej, wysokiej na około 5 metrów komory eksploatacyjnej. W komorze znajduje się spora hałda rumoszu skalnego. Kilka metrów za nią umiejscowiony jest niewielki betonowy próg/tama. Za tamą chodnik robi się coraz to mniejszy doprowadzając do obudowanego stemplami przodka, ze sporych rozmiarów zawałem, powstałym w wyniku zasypania szybu transportowego prowadzącego niegdyś na powierzchnię. Sztolnia jest prostym wyrobiskiem bez bocznych chodników poszukiwawczych i obecnie dostępna jest na około 140 metrach.

Możliwość komentowania Sztolnia „Złotych Wołów” w górze Chełmiec została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia nad Błotnią

by on Kwi.27, 2014, under Pod ziemią

Sztolnia nad Błotnicą (Botnicą)26 kwietnia 2014 roku. Udajemy się na zbocza Dębnicy (Eichberg) 463 m n.p.m., celem ich penetracji za dawnymi pozostałościami górnictwa w tym rejonie. Bierzemy na celownik jej zachodnie zbocza. Przemierzając las mieszany natrafiamy wielokrotnie na zapadliska, szurfy oraz odsłonięcia i wychodnie skał zieleńcowych. Widzimy rowy odwadniające, pozostałości po stawach płuczkowych. Liczny rumosz skalny i coraz liczniejsze pingi świadczą o intensywnej eksploatacji w tym rejonie za złożami rud metali w średniowieczu. Penetrujemy kolejne jary i podejmujemy decyzję aby jednym z nich zejść w dół, w kierunku rzeki Błotni (Błotnicy/Botnicy). Jej lewym orograficznie brzegiem trawersujemy zbocze Dębnicy. Rzeczka meandruje wśród lasu iglastego. W pewnym momencie docieramy do miejsca, gdzie niewielkim jarem z jej zbocza wypływa ciek wodny zasilający wody Błotni.Sztolnia nad BłotnicąPrzyglądamy się jego początkowi. Ewidentnie wskazuje on, że w tym miejscu powinien znajdować się wlot sztolni, a ciek wodny upewnia nas w przekonaniu, iż w tej skarpie jest drożna sztolnia. Podejmujemy decyzję – odgruzowujemy wlot. Albo, albo. Po 2 godzinach pracy uwidacznia nam się otwór prowadzący w głąb góry. Jest sztolnia! Jeszcze chwila odrzucania rumoszu skalnego, by wlot osiągnął wymiary pozwalające na spokojną eksplorację sztolni. Zaraz za wlotem widoczna jest silna infiltracja wody i małe „jeziorko” na spągu, a po lewej stronie pozostałość po drewnianej obudowie – resztki stempla. Wlot znajduje się na wysokości 380 m n.p.m. Szerokość wyrobiska waha się w granicach 2 metrów, wysokość 1,7 m i biegnie pod kątem 60′ NW-SE. Sztolnia wydrążona jest w łupkach poprzecinanych żyłami kwarcu z wyraźną mineralizacją związków żelaza i miedzi. Wyrobisko ma 20 metrów długości, prostego chodnika zakończonego przodkiem.Staw płóczkowy powyżej sztolniWszystko wskazuje na to, że była to sztolnia poszukiwawcza za rudami żelaza lub miedzi, być może srebra i złota, jednakże próby rud nie dały oczekiwanych rezultatów i zaprzestano w niej prac. Stan wyrobiska, pomimo zawalenia wlotu, jest dobry, w sztolni jest grawitacyjny odpływ wody. Technika jej drążenia wskazuje, że prawdopodobnie jest to sztolnia z XVII lub XVIII wieku. Robimy zdjęcia wnętrza, mineralizacji na ścianach i stropie, po czym opuszczamy ją pozostawiając wlot drożnym. Udajemy się w górę meandrującej Błotni, gdzie po około 100 metrach natrafiamy na groblę, a za nią na staw płuczkowy. Do niego spływa kolejny strumień. Podchodzimy wzdłuż niego do góry i wśród buków zauważamy kolejne dwa zapadliska z których bierze on swój początek. Jest to kolejne świadectwo znajdujących się tu drożnych sztolni. Tym razem odpuszczamy sobie wszelkie prace eksploracyjne pozostawiając je sobie na kolejny wypad. Odkopane wyrobisko nazwaliśmy umownie „Sztolnią nad Błotnią”.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Muzeum Złota w Złotoryi

by on Kwi.22, 2014, under Ciekawe miejsca

ZłotoryjaZłotoryja. Miasto „złotem płynące”… Znane chyba najbardziej z średniowiecznych tradycji górniczych związanych z wydobyciem złota, corocznie organizowanych w nim mistrzostw w płukaniu złota, „w złocie pochowanych”, kopalni Aurelia i Muzeum Złota. Tym razem bierzemy na „celownik” Muzeum Złota. Wjeżdżamy do rynku. Na całym terenie znajdują się płatne parkingi. Centrum miasta to ciasna kamieniczna zabudowa, w której widać wykorzystane środki unijne na renowację starówki. Mijamy ratusz, obok dumnie ustawioną sztuczną bramę „1211-2014 Złotoryja. Stolica Polskiego Złota”. Kierujemy się na ul. Zaułek 2, przy której to zlokalizowane jest Muzeum Złota (Złotoryjski Ośrodek Kultury i Rekreacji). Docieramy do małego, żółtego, strzelistego budynku, pokrytego czerwoną dachówką, z przyklejonymi fragmentami kamiennego muru. Na przeciwko wejścia znajduje się mały skwer z symboliczną postacią kopacza/płukacza złota. Na drewnianymi wejściowymi drzwiami dumnie widnieje „złoty” napis Muzeum Złota.

Muzeum Złota  mieści się w centrum Złotoryi w zabytkowym budynku, pochodzącym z 2 poł. XVII w., przylegającym do południowego-zachodu odcinka muru obronnego. Obiekt został adaptowany na muzeum w latach 1973-1977. Działające w Złotoryi Społeczne Muzeum Ziemi Złotoryjskiej przekazano w 1992 r. pod nadzór Złotoryjskiego Ośrodka Kultury. Od 1998 r. roku muzeum nosi nazwę „Muzeum Złota”.  Znaczna część zbiorów pochodzi z daru Leopolda Schmetterlinga – nauczyciela i kolekcjonera.”

Po wejściu do muzeum, po prawej stronie zauważamy kasę, a w niej znużoną panią kasjerkę. Bilet normalny – 5 zł, ulgowy 3,5 zł. Godzina 12:48, wtorek 22 kwietnia. Jedyni w muzeum. Pani kasjerka sprzedaje nam bilety w międzyczasie telefonując po koleżankę. Pani „koleżanka” po paru minutach pojawia się (znudzona) przy kasie. W tym momencie, już po zakupieniu biletów, dowiadujemy się że nie zwiedzimy III-go piętra, ze względu na zmianę ekspozycji (!). Może warto by obniżyć cenę biletu (?!). Włącza nam światło na schodach prowadzących na I piętro. Wchodzimy. Sala ekspozycyjna na I piętrze, to kilka szklanych gablot poziomych i pionowych zawierających okazy skał i minerałów z okolic… i z Czech. Pani „koleżanka” (kustosz?) w ogóle nie zainteresowana nami, idzie sobie do swojego kantorka, robi kawę, siada za komputerem… Rewelacji informacyjnych w sali nie ma, kilka tablic wiszących na ścianach. Robimy zdjęcia i udajemy się na II piętro. Kolejne zaskoczenie. Eksponaty związane z wydobyciem złota raczej nikłe. Powtarza się historia z piętra I. Kilka szklanych gablot, reprodukowane misy do płukania złota, drewniana płuczka, parę „nowo-średniowiecznych” szat… Pani „koleżance” nawet nie chciało się włączyć światła w sali…

„Naładowani” maksimum wiedzy o „złotej” historii Złotoryi, a jeszcze bardziej zażenowani tym co to muzeum oferuje, postanawiamy jak najszybciej opuścić je, by nie marnować czasu na inne bardziej interesujące zabytki tego miasta jak chociażby pobliski kościół Nawiedzenia NMP, gdzie prócz interesującego wnętrza można na elewacji zobaczyć dużą ilość epitafiów i wejść na wieżę z której roztacza się piękna panorama. Nie polecamy tego muzeum, z dwoma ciasnymi pomieszczeniami ekspozycyjnymi. Wiele prywatnych muzeów posiada bogatsze ekspozycje niż to złotoryjskie. Więcej możecie zobaczyć za 7 zł w Muzeum Regionalnym w Jaworze. Duża powierzchnia, multum ciekawych ekspozycji, w tym archeologicznych i geologicznych, miła i kompetentna obsługa, oraz zwiedzanie gotyckiego zespołu poklasztornego oo. bernardynów z końca XV w. (specyficzny klimat), składającego się z kościoła NM Panny  i klasztoru, z cennymi freskami i rzeźbami. Zwiedzanie muzeum w Złotoryi zajmuje z wysiłkiem 30 min… Zwiedzanie muzeum w Jaworze od 2-3 godzin.

Leave a Comment :, , , , , , , , , więcej...

Przełom rzeki Staruchy. W poszukiwaniu śladów dawnego górnictwa

by on Mar.14, 2014, under Ciekawe miejsca

Potok Starucha ma swoje źródło między północnym stokiem góry Owczarek 448 m n.p.m. a wschodnim zboczem Czartowskiej Skały 463 m n.p.m. i płynie w kierunku wschodnim do wsi Chełmiec, stanowiąc wraz z potokiem Męcinką dopływ Nysy Szalonej. Przed Chełmcem tworzy on przełom pomiędzy bazaltowymi górami Jeżycą 398 m n.p.m., Kowalską Czubą 344 m n.p.m. i Zamkową 381 m n.p.m., przez który przebiega ścieżka dydaktyczna o charakterze przyrodniczym, jakim jest rola lasu pod kątem ekologicznym, rekreacyjnym i użytkowym. Przełom potoku Starucha posiada też swoją bogatą historię związaną z dawnym górnictwem w tym rejonie rud żelaza, miedzi, srebra i ołowiu, którego początki datowane są na XV-XVI wiek. Sama wieś Chełmiec wzmiankowana była już w 1202 r. i podobnie jak jej przysiółki, Jeżyków i Raczyce, rozwijała się jako osada górnicza. Na szczycie góry Zamczyska 305 m n.p.m. znajdowało się grodzisko z XI-XII wieku.

Ścieżka dydaktyczna ma swój początek przy wiatach turystycznych umiejscowionych po lewej stronie drogi z Jeżykowa do Raczyc. Przy wiatach jak i na całej trasie ścieżki, znajdują się tablice informacyjne umieszczone przez Nadleśnictwo Jawor. I już tutaj natrafić można na pierwsze ślady dawnego górnictwa – widoczny, zawalony wlot sztolni znajdującej się na przeciwko wiat, po drugiej stronie Staruchy, na zboczach Zamkowej. Odnaleźć tu można rosnącego gromadnie Łuskiewnika różowego (Lathraea squamaria). Jest to bylina stosunkowo pospolita w Polsce, a jej podziemne rozgałęzione kłącze pokrywają łuskowate, białawe liście. Nad powierzchnię gleby wyrasta wyłącznie krótkotrwały pęd kwiatonośny o wysokości do 25 cm. Roślina osiąga stadium kwitnienia po około 10 latach od wykiełkowania. Różowe kwiaty zebrane są w gęste, nierozgałęzione i jednostronne grono. Występuje w świeżych i wilgotnych lasach liściastych i zaroślach – preferuje zwłaszcza „czyste ekologicznie” fragmenty grądów.

Łuskiewnik jako roślina bezzieleniowa nie zawierającą chlorofilu, a tym samym nie zachodzi u niej proces fotosyntezy (nie jest samożywna). Pasożytuje na korzeniach drzew i krzewów liściastych. Z korzeni żywiciela pobiera za pomocą ssawek substancje organiczne oraz wodę z solami mineralnymi. Ssawki wnikają tylko do elementów przewodzących wodę, drewna, a nie do łyka. Rozwój łuskiewnika wczesną wiosną wiąże się z koncentracją substancji zapasowych w roślinach żywicielskich. Substancje owe wędrują jako wstępujący strumień soków drogami przewodzącymi z korzenia do gałęzi. Wówczas pasożyt odciąga substancje konieczne dla swego rozwoju i potrafi zmagazynować je we własnych korzeniach i kłączach. Łuskiewnik nie jest pasożytem bardzo agresywnym, nie wyrządza poważnych szkód żywicielowi, np. poprzez silne wyniszczenie organizmu.

Zostawiając po prawej mostek na Starusze, gdzie droga i czerwony szlak prowadzą na Dębnicę i Górzec, kierując się prosto drogą przez kolejny mostek, za którym szlak niebieski skręca w lewo prowadząc przez Młynik 400 m n.p.m. do Myślinowa, po prawej płynie meandrująca Starucha, a na zboczach Zamkowej zauważyć można kolejny wlot do sztolni, spod której wypływa ciek wodny rdzawej barwy, co świadczy o drożności sztolni. Mijając okazały dąb ścieżka doprowadza do kolejnego mostku, przez który droga wiedzie ku zabudowaniom Raczyc. Tu omija go z lewej wprowadzając droga gruntową w las mieszany. Po około 500 metrach wygodna droga zmienia się w zniszczony wyrębem lasu szlak, trawersujący od północy Kowalską Czubę, doprowadzając do okazałego i wysokiego buka – pomnika przyrody. Za bukiem znajduje się jar wprowadzający do kolejnej zawalonej sztolni.

Dalej ścieżka przekracza Staruchę i od tego momentu zauważyć można kilka rdzawych cieków wodnych zasilających ją. Rdzawy ich kolor pochodzi od utlenionych związków rud żelaza, wypłukiwanych z nieistniejących w chwili obecnej wyrobisk górniczych Kowalskiej Czuby. Na tym odcinku ścieżki przy pewnej dozie szczęścia można spotkać spore stado muflonów. Muflon (Ovis aries musimon) jest najmniejszym przedstawicielem dzikich owiec, przodkiem owcy domowej, który pierwotnie występował tylko na Korsyce i Sardynii, a później został introdukowany w wielu miejscach Europy, w tym i w Polsce. Obecnie jest dość powszechnym gatunkiem spotykanym w Sudetach. Na terenie kraju stwierdzono negatywny wpływ muflonów na rodzimą przyrodę, w tym na cenne i chronione siedliska naskalne i narumoszowe oraz ciepłolubne postaci lasu lipowo – klonowego.

Przemieszczanie się i żerowanie muflonów powodują ubożenie runa, osłabienie naturalnego odnowienia w zbiorowiskach leśnych, ustępowanie wyspecjalizowanych roślin naskalnych i leśnych, a także uruchamianie procesów erozyjnych co może skutkować fizycznym niszczeniem całych płatów rzadkich siedlisk. Na żer wychodzi zwykle o zmierzchu, lecz tam, gdzie nie jest niepokojony, muflon pasie się również w ciągu dnia. Jest bardzo sprawnym zwierzęciem, dobrze widzi, w razie potrzeby szybko biega i skacze. Tak jak samice owcy domowej, samice muflona beczą. Tryki rzadko wydają dźwięki. W czasie rui odgłos zderzających się rogów niesie się na wiele kilometrów. Swoje terytorium zaznaczają wydzieliną gruczołów znajdujących się między palcami. Żyją w stadzie nazywanym kierdlem. Ruja przypada na październik lub listopad. Ciąża, po której rodzi się zazwyczaj jedno jagnię, trwa 5 miesięcy. Już w kilka godzin po porodzie młode o masie 2 kg podąża za matką. Pożywienie ich stanowią rośliny zielne, liście krzewów i owoce. Zimą zadowolą się suchymi liśćmi, korą drzew, gałązkami i porostami.

Dalej ścieżka biegnie pod górę, na północny – zachód, a potem na północ i wschód, by tym samym zatoczyć pętlę przez Jeżycę 398 m n.p.m. do zabudowań Raczyc i mostku na Starusze. W lesie można odnaleźć kilka kamiennych słupków wyznaczających niegdyś pola górnicze, pozostałości w postaci zapadlisk, ping, niewielkich hałd oraz pojedyncze, rozrzucone głazy bazaltowe. Do historii dawnego górnictwa tego rejonu, jak i pozostałości po nim, powrócimy w odrębnej publikacji o przełomie rzeki Staruchy.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnie pirytu w Szklarskiej Porębie

by on Sty.08, 2014, under Pod ziemią

Kopalnia pirytu w Szklarskiej PorębieSzklarska Poręba znana jest od XIII w. jako miejsce poszukiwań i prac górniczych. Wydobywano tu głównie kwarc, który przyczyniał się do rozwoju miasta w zakresie produkcji szkła, znajdowano tu także złoto. Kolejnym surowcem był piryt. Przypomina wyglądem złoto, co przyczyniło się do określania go mianem „złota głupców”. Głównym zastosowaniem pirytu była produkcja kwasu siarkowego. Produkowany z pirytu kwas używany był głównie jako składnik farb do sukna, produkcji atramentu oraz prochu strzelniczego. Miejsce gdzie wydobywano piryt jest znane i łatwo dostępne, są to okolice Zbójnickich Skał, położone na południowych stokach Grzbietu Wysokiego w Górach Izerskich. Dojść do nich można kierując się za oznaczeniami z drogi za Zakrętem Śmierci, leśną drogą sprowadzającą w dół i po około 15 minutach skręcamy w prawo do jaru gdzie są one zlokalizowane. Wejścia robią duże wrażenie. Do pierwszej sztolni sprowadza zejście w postaci obszernego szybu. Dalej wchodzimy do obszernej, niskiej komory, z której na prawo prowadzi chodnik do głębokiej komory wydobywczej na planie koła. Kierując się prosto docieramy do sporych rozmiarów hali. Po jej prawej stronie biegnie niewielki i krótki boczny chodnik poszukiwawczy zakończony przodkiem. Po lewej stronie, na końcu hali widnieją pozostałości drabin wprowadzających niegdyś na drugi poziom. W stropie widoczny jest otwór wejściowy i pozostałości drewnianego podestu. W chwili obecnej wejście na drugi poziom po drabinie jest nie możliwe. Kolejna sztolnia znajduje się na przeciwko. Widoczne są dwa duże, efektownie wyglądające otwory. Początkowy odcinek to obszerna komora zwężająca się ku górze. Prace wydobywcze prowadzono na dwóch poziomach biegnących nad sobą, odstrzeliwując następnie warstwę rozdzielających je skał. Po kilkunastu metrach sztolnia biegnie pod górę. Po lewej widoczny jest ciasny i krótki, boczny chodnik poszukiwawczy. Dalej sztolnia przekształca się w wąski i wysoki chodnik. W ociosach znajdują się wydrążone kwadratowe i prostokątne otwory na różnych wysokościach, będące gniazdami – miejscami w których osadzano drewniane belki, a na nich układano podesty dla górników pracujących na kilku poziomach. Podestach się nie zachowały. Zachował się fragment spągu, który leżał na podeście zanim ten ostatni się zerwał lub go zdjęto. Miejsce to nazywane jest „mostkiem” od charakterystycznego, łukowatego kształtu. Chodnik dalej kieruje się pod górę, co raz bardziej zwężając się by po kilku metrach za nie wielkim progiem zakończyć się przodkiem.

Pierwsze wzmianki o walońskiej działalności górniczej pochodzą z 1530 r. Około 1550 r. powstała nowa kopalnia pirytu. 3 lata później powstaje pierwsza witrolejnia. Pod koniec XVI w. w kopalni zatrudnionych było około 60 osób. W latach wojny 30-letniej zaprzestano prac. Największe zmiany nastąpiły w 1773 r. kiedy to kupiec Christian Melchior Preller z Podgórzyna założył nowy zakład do przeróbki pirytu w kwas siarkowy, jedną z największych w Prusach. Witrolejnia została postawiona na miejscu wcześniejszego zakładu położonego na rzeką Kamienną. Przez wiele lat witrolejnia była atrakcją Szklarskiej Poręby. Istniejące dziś wyrobiska związane są z tymi pochodzącymi z XVI w. Próby wydobycia pirytu wznawiano w 1735 i 1766 r. wydrążając dwie sztolnie – Zur Ehre des Gottes (Ku chwale Bożej) i Zu des Menschen Besten (Dla dobra człowieka). Drugą sztolnię od 1768 r. nazywano Friedrichsgrube (Kopalnia Fryderyka). W latach 1772-1787 wydobywano tu do 400 t pirytu rocznie. W 1786 r. podobnie jak pod koniec XIV w. kopalnia zatrudniała około 60 osób (górników, hutników, drwali, węglarzy, woźniców). Pozyskiwano tu także małe ilości rudy Pb i Ag. Na przełomie XVIII i XIX w. kopalnia została zamknięta, a piryt do witrolejni sprowadzano z innych ośrodków górniczych (Rudaw Janowickich). Zachowane informacje z 1800 r., mówią że piryty pochodziły z Miedzianki dlatego, że miejscowe złoża były już wyczerpane i nie wystarczały na potrzeby zakładu. Przypuszcza się, że w tym okresie złoże pirytów pod Zbójnickimi Skałami wyczerpało się lub nie było wystarczająco zasobne. W Archiwum Państwowym w Katowicach zachowała się mapa górnicza „Vorstellung der Kies Grube Friedrich Wilhelm am Schwarzen Berge zu Schreiberhau”,przedstawiająca tą kopalnię z 21 lipca 1821 r. sporządzona przez A.Bockscha. Przedstawia ona kopalnię pirytu promienistego (markasytu) na zboczach Czarnej Góry. Narysowano ją w ramach inspekcji dawnego wyrobiska z czasów zamknięcia poprzednio funkcjonującej kopalni na przełomie wieków. Uwidacznia ona spore wyrobisko, udostępniającą je sztolnię z charakterystycznym budynkiem przed jej wlotem, wysokie komory wydobywcze, 3 poziomy, krótkie chodniki odchodzące w poprzek wyrobiska. Zaznaczone są dwa szyby, w tym jeden wychodzący na powierzchnię oraz drugi, zniszczony, pozostałość po wcześniejszej eksploatacji. Całe wyrobisko przedstawiono w rzucie z góry oraz dwoma przekrojami, jeden horyzontalnie, po rozciągłości pokładów pirytów, drugi natomiast wzdłuż kierunku ich nachylenia, który zapadał pod łagodnym kątem 20 stopni. Porównując stan obecny z mapą można stwierdzić, że stan tego miejsca przedstawiono nieco inaczej niż w 1821 r. Środkowa część wyrobiska uległa zawaleniu tworząc rodzaj zapadliska przypominającego kamieniołom. Była to dawniej centralna, najstarsza część kopalni mająca wysokość około 20 metrów. Po wykonaniu mapy wskutek pozytywnych przesłanek co do wydobycia pirytu, przystąpiono do poszerzania i drążenia dodatkowych korytarzy pracując na kilku poziomach jednocześnie. Liczne ślady po wiertłach świadczą o podejmowanych tu szeroko zakrojonych pracach w późniejszym okresie. Witrolejnia Prellera prowadziła działalność produkcyjną do 1840 r. zamykając ją w 1856 r. Późniejsze wyrobiska mogły zostać wykonane w latach 1821-1840. Nie wiadomo kiedy uległa zawaleniu środkowa część kopalni, czy przypadkowo, czy w wyniku celowego działania. Niedaleko od sztolni pirytów znajdują się inne sztolnie. Kilkadziesiąt metrów od opisywanych widoczne są pozostałości kolejnej z zawalonym wlotem, zasypanym szybem oraz sporą hałdą. Kierując się dalej na wschód odnaleźć można kolejne ślady jak hałdę, zawalona część środkowego wyrobiska oraz obetonowany wlot do zalanej sztolni.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , więcej...

Minerały wietrzeniowe okolic Wieściszowic

by on Gru.16, 2013, under Ciekawe miejsca

Kryształy gipsuWieściszowice położone we wschodniej części Rudaw Janowickich, słyną przede wszystkim ze znajdujących się w ich sąsiedztwie Kolorowych Jeziorek. Są one pozostałością po istniejącej tu niegdyś kopalni pirytu. Złoże odkryto pod koniec XVIII wieku, a wydobycie pirytonośnego łupka rozpoczęto w 1785 roku. Z braku opłacalności kopalnię zamknięto w 1925 roku. Kolejne podejmowane próby wznowienia działalności w latach 40-tych i 50-tych XX wieku okazały się bezskuteczne. Miejsce to daje możliwość obserwacji zachodzących tu współcześnie intensywnych procesów minerałotwórczych w strefie wietrzenia łupków pirytonośnych. W łupkach serycytowo-chlorytowych jednostki Leszczyńca udokumentowano pomiędzy wsią Wieściszowice a Wielką Kopą strefę pirytonośną o długości około 4 km i szerokości 100 m. Stwierdzona w tych łupkach mineralizacja ma prawdopodobnie hydrotermalną genezę. W skład tej mineralizacji oprócz pirytu, którego zawartość może sięgać 30%, wchodzą także kwarc, kalcyt, dolomit, śladowe ilości fluorytu, syderytu oraz innych minerałów rudnych jak chalkopiryt, pirotyn, galena, sfaleryt, tetraedryt, kupryt. W wyniku wietrzenia pirytu i innych siarczków dochodzi do silnego zakwaszenia wód krążących w łupkach. Powstają w ten sposób duże ilości jonów siarczanowych.Copiapit magnezowyZ minerałów budujących skałę uwalniane są jony żelaza, magnezu i innych metali. W odpowiednich warunkach środowiska krystalizują nowe, wtórne, minerały głównie siarczany żelaza i magnezu. W procesie utleniania siarczków żelaza duży udział mogą mieć różne mikroorganizmy, takie jak bakterie Thiobacillus ferrooxidans, często spotykane w kwaśnych wodach kopalnianych. Intensywne procesy wietrzenia siarczków żelaza odzwierciedlają się w chemizmie wód powierzchniowych i gruntowych tego obszaru, woda z Purpurowego Jeziorka jest silnie zakwaszona za sprawą kwasu siarkowego i jej odczyn waha się w granicach 2,6-2,8 pH. Mineralizację całkowitą określono na 3-5,5 g/dm sześcienny. Oprócz wysokich zawartości Fe, Ca, Mg i Al, stwierdzono tu także dużą koncentrację metali ciężkich, jak Mn, Cu, Zn, Co, Ni, V, Cr i Pb. Zespół minerałów hipergenicznych (wietrzeniowych) jest bogaty. Spotyka się też minerały rzadkie. Minerały powstające w wyniku wietrzenia pirytu najlepiej obserwować wśród skał otaczających Purpurowe Jeziorko (wyrobisko Hoffnung), zwłaszcza w północnej jego części.FibroferrytWystępujące tu minerały siarczanowe są trwałe przy małej wilgotności środowiska, natomiast łatwo ulegają rozpuszczeniu w wodzie. Najintensywniej krystalizują na ścianach wyrobisk w dłuższych okresach suchej, słonecznej pogody. W oczy rzucają się przede wszystkim charakterystyczne żółte lub żółtozielone groniaste naskorupienia copiapitu magnezowego o charakterystycznym zapachu siarki. Nacieki osiągają nawet kilka centymetrów grubości i pokrywają duże powierzchnie łupków nadając im żółtawy odcień. Copiapitowi towarzyszy pickeringit o drobnych bezbarwnych kryształkach i igiełkowym pokroju tworząc na nim rodzaj mszystego nalotu. Najliczniej występującym minerałem siarczanowym jest gips, którego największe ilości w postaci szarawych lub białych pokryw zajmujących powierzchnię wielu metrów kwadratowych spotkać można na stropach i ścianach sztolni. Występuje tam w formie krzaczastych, sferoidalnych agregatów, spotyka też się niewielkie tabliczkowe kryształki tworzące typowe dla tego minerału zbliźniaczenia nazywane „jaskółczymi ogonami”.Koncentracja różnych minerałów wietrzeniowych na łupkach serycytowo-chlorytowychKolejnym minerałem wietrzeniowym jest epsomit, nietrwały i do zaobserwowania w dłuższych okresach bezdeszczowych, tworzący na ścianach sztolni charakterystyczne włosowate, puszyste wykwity. Można go tez rozpoznać po gorzkim smaku. Powszechny tez jest fibroferryt powstający w warunkach większej wilgotności, dzięki czemu jest dość trwały. Tworzy rozległe monomineralne porowate naloty o szarozielonej lub brunatnozielonej barwie. Stosunkowo rzadkimi są alunogen, melanteryt i slavikit, występujące w małych ilościach, tworzących mikroskopowej wielkości agregaty. Slavikit należy do bardzo rzadkich minerałów, na całym świecie znanych jest tylko około 20 lokalizacji, w Polsce jest to jedyne udokumentowane miejsce. Inne występujące tu siarczany to goethyt i ferrihydryt tworzące brunatne naloty i nacieki na ścianach sztolni.

Możliwość komentowania Minerały wietrzeniowe okolic Wieściszowic została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Wielisławka – pozostałości dawnego górnictwa

by on Gru.16, 2013, under Pod ziemią

SWWielisławka była miejscem w którym intensywnie wydobywano złoto. W chwili obecnej zachowały się trzy sztolnie: sztolnia numer 1 (za mostkiem na Kaczawie) o długości 63 metrów, sztolnia numer 2 (na lewo od „górskiego młyna”) o łącznej długości chodników 290 metrów (błędnie określana przez niektórych jako jaskinia) oraz sztolnia numer 3 (podszczytowa) o długości 81 metrów.
Pierwsza wzmianka pochodzi z 1568 roku, ale eksploatację złóż rozpoczęto wcześniej. Przekrój złotych żył bardzo zasobnych występujących na styku czarnych łupków krzemionkowych z porfirem, dochodził nieraz do trzech metrów. Prace trwały tu do XVIII wieku, więc przeszło 250 lat.SW1Przedwojenne niemieckie przewodniki zawierały opis po tym rejonie i plan sztolni polecając ją jak i wychodzący z niej szyb jako atrakcję turystyczną. Pierwsze informacje o wydobywaniu złota pochodzą z 1556 roku. Złoto występowało w złotonośnych pirytach, a jego koncentracja była znaczna: 18 gram złota na tonę i 64 gram srebra na tonę. Można spotkać się również z opisami mówiącymi o sztolniach na zachodnim zboczu Wielisławki (kopalniach złota i miedzi), w których to eksploatacja określana jest na XV-XVII wiek. W drugiej połowie XIX wieku rozpoczęto eksploatację złoża porfirów na południowo-zachodnim zboczu odsłaniając tym samym piękną, słupową strukturę skał, tak zwane Organy Wielisławskie.SW2Najciekawsza sztolnia, to sztolnia numer 2. Otwór wejściowy ma wymiary 50×70 cm. Po wejściu do wnętrza chodnik powiększa się do rozmiarów pozwalających na swobodne poruszanie. Po prawej stronie widoczny jest szurf głębokości około 1 m wykonany prawdopodobnie przez eksploratorów poszukujących ukrytych kosztowności. Dalej nieznaczny, boczny zawał chodnika po którego minięciu, po około 60 metrach dochodzimy do obszernej komory eksploatacyjnej, z której to w różnych kierunkach rozchodzą się dłuższe lub krótsze chodniki, połączone ze sobą lub kończące się zawałami. Główne rozwinięcie chodników w sztolni jest w kierunku wschodnim. Sztolnia numer 1 stanowi jednolity chodnik skręcający w lewo, kończący się po 60 metrach zawałem.SW3Wejście jest obszerne, o kształcie nieregularnym średnicy około 180 cm, dobrze widoczne z drogi. Najprawdopodobniej sztolnie numer 1 i 2 były kiedyś ze sobą połączone – obecnie w tym miejscu istnieją zawały, prawdopodobnie znajdował się tam szyb. Do penetracji sztolni nie jest wymagany sprzęt speleologiczny, a jedynie odzież ochronna i źródło światła. Jest ona miejscem zimowania nietoperzy i prawnie podlega ona ochronie jako siedlisko zwierząt objętych ścisłą ochroną.

Możliwość komentowania Wielisławka – pozostałości dawnego górnictwa została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (2)

by on Gru.16, 2013, under Pod ziemią

Sztolnia GórzecKopalnia Rudolf udostępniała złoża rudy żelaza kilkoma sztolniami. Pierwsza z nich znajduje się na poziomie 276 m n.p.m. (opisywana w części pierwszej), ale do chwili obecnej zachowała się też druga, nie związana z tą kopalnią, na poziomie 373 m n.p.m. Aby do niej trafić należy kierować się „starą” drogą na prawo od szlaku (zielonego) prowadzącego kalwarią. Po około 100 metrach, na lewej stronie zbocza można odnaleźć stary, zawalony szyb, o średnicy i głębokości około 5 metrów. Kierując się dalej dochodzimy do rozwidlenia dróg, a potem w prawo, w dół do początku jaru. Następnie poruszamy się jarem w górę do sztolni nr. 2.Sztolnia Górzec (1)W jej pobliżu (dalej jarem ku górze, po około 50 m, po prawej stronie) znajduje się kolejna sztolnia nr. 3 – niestety zawalona, oraz sporych rozmiarów hałda. Sztolnia zagłębia się nie do wnętrza Górzca, ale w kierunku południowo-zachodnim, w zbocze bezimiennej góry, leżącej na zachód od niego. Jest 85-metrowej długości, wysokości średnio 2 m i szerokości 1,3 m (można się w niej swobodnie poruszać), wydrążona w łupkach. Po 10 metrach od wlotu natrafiamy na mały obryw skał ze stropu, a po kolejnych 50 metrach docieramy do pierwszego zawału (60 m od wlotu), po którego pokonaniu przez ciasny przełaz docieramy do obszernej komory eksploatacyjnej o szerokości około 6 m i wysokości 4 m, z nie usuniętym urobkiem zalegającym na spągu.Sztolnia Górzec (2)Znajduje się w niej interesująca struktura, kolorystyka i różnorodność ławic skalnych, mineralizacja. Często spotyka się żyły kwarcu z wyraźnymi kryształami dochodzącymi do 1 cm.Pokonując przez przełaz kolejny zawał, można dotrzeć do dalszej części chodnika, długości 16 m zakończonego zawałem (obryw kilkutonowego bloku, widoczny po wejściu do szczeliny, po prawej). Na spągu zalegają duże fragmenty skały (urobek, obrywy?). Na ścianach całego wyrobiska widoczne są ślady po otworach wiertniczych, drewniane „kotwy”, spróchniałe fragmenty stempli, otwory po poprzecznych prostokątnych belkach przy stropie (po prawej stronie na około 50 metrze), natomiast nie pozostały żadne ślady po torowisku lub podkładach dla wagoników.Sztolnia Górzec (4)Wielkość hałdy znajdującej się w jarze porównana z wielkością spenetrowanej sztolni nasuwa sugestię, że zawał odcina dostęp do sporej długości chodników. W związku z odmiennym kierunkiem przebiegu chodników, nie łączy się ona z wyrobiskami sztolni dolnej i została ona założona dużo wcześniej niż sztolnie kopalni Rudolf. Północne zbocza Górzca obfitują w ślady dawnej działalności górniczej w postaci różnego rodzaju zapadlisk, które mogą być pingami, szurfami ale też i zawalonymi szybami lub wejściami do innych sztolni. Nie brakuje także warp i hałd.Sztolnia Górzec (3)Pozostałości ciągną się od szczytu do jaru oraz na bezimiennym wzgórzu. Do penetracji sztolni wymagana jest odzież ochronna i źródło światła. Uwaga – niebezpiecznie! Częste i liczne odpadnięcia dużych fragmentów skał ze stropu i ścian. Możliwość zawalenia się komory i chodnika za nią. Miejsce zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (1)

by on Gru.16, 2013, under Pod ziemią

Sztolnia RudolfGórzec (Hessberg) to bazaltowe wzgórze o wysokości 445 m n.p.m. koło miejscowości Męcinka. W XIII wieku na szczycie znajdował się niewielki zamek, otoczony suchą fosą. Przypuszcza się, że była to wzniesiona przez Henryka Brodatego w 1238 roku twierdza Heinrichsburg. Od połowy XIII wieku góra jak i obszar Mniszego Lasu należał do Cystersów z Lubiąża. W 1740 roku wytyczono tak zwaną Drogę Kalwaryjską wzdłuż której ustawiono 14 kapliczek wykutych w piaskowcu, a na ruinach zameczku wzniesiono kaplicę pielgrzymkową. Po sekularyzacji zakonu w 1810 roku u podnóża Górzca powstała pustelnia w której zamieszkał mnich z Lubiąża, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr ukrytych gdzieś na stokach. Tyle historii z której ta góra jest znana, bo posiada też ona swoje tajemnicze wnętrza.Sztolnia Rudolf (1)W pobliżu drogi prowadzącej na Kalwarię, tuż koło miejsca odpoczynku z ławeczkami nieopodal pasieki, znajduje się wejście do Sztolni Rudolf (276 m n.p.m.) w której eksploatowano rudę żelaza – hematyt. Początki górnictwa na Górzcu są datowane na XVII wiek, a trwały do 1942 roku. Wobec niewielkich dochodów często zostało zarzucane, to znów wznawiane z różnym powodzeniem. W okresie przed II Wojną Światową przy eksploatacji pracowało około 25 ludzi, na 3 zmiany po 8 godzin. Do 1941 roku kierownikiem kopalni był sztygar Prenzel, a następnie Reimann z Wałbrzycha. Kierownikiem zmiany był Martin Bluemel z Pomocnego. Sztolnia zagłębiała się w górę na ponad 900 metrów na trzech poziomach. Szyb wydobywczy można odnaleźć kierując się drogą leśną (na prawo od szlaku kalwaryjskiego przy dwóch dużych drewnianych krzyżach) po około 100 metrach, po lewej stronie, na zboczu. W chwili obecnej ma on średnice i głębokość około 5 metrów. Winda wyciągowa (Foerderkorb) działała do 1942 roku obsługiwana przez Rudolfa Leifera. Kompresor znajdował się na hałdzie, a wszystkie urządzenia, w tym młoty wiertnicze były napędzane sprężonym powietrzem.Sztolnia Rudolf (2)Eksploatację prowadzono zakładając na 4 metrach kwadratowych 12 otworów, głębokich na 1,5 metra i odstrzelano donaritem. Dym i pył był odprowadzany na powierzchnię rurami, jak również rurami doprowadzano do wnętrza świeże powietrze. Urobek rozdrabniano młotami pneumatycznymi, ręcznie ładowano na wózki i wyciągiem wydobywano na powierzchnię. Przy jednej z takich prac strzelniczych zginął Georg Schiefer. Oświetlenie sztolni stanowiły lampy karbidowe. Do dziś zachowały się jeszcze pozostałości transformatora. W jarze na zachodnim stoku Górzca zachowała się jeszcze jedna sztolnia i pingi, nie związana z kopalnią Rudolf, ale o tym w kolejnej części.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...