GeoExplorer

Tag: fauna

Rezerwat „Skałka Rogoźnicka”

by on Sty.02, 2018, under Ciekawe miejsca

Panorama kamieniołomuSkałka Rogoźnicka 710 m n.p.m. położona jest około 2 km na południe od wsi Rogoźnik, na prawo od terenu byłego kamieniołomu wapienia, z dala od wszelkich szlaków turystycznych, co powoduje że jest znana w bardzo niewielkim stopniu. W Rogoźniku są mało zauważalne oznaczenia jak do niej dotrzeć. Warto spytać mieszkańców o właściwą drogę lub skorzystać z aplikacji nawigacyjnych (np. Geoportal). Kamieniołom jest znacznie oddalony od zabudowań wsi i zlokalizowany pośród łąk do wypasu bydła. Aby dotrzeć do Skałki należy przejechać przez most nad rzeką Wielki Rogoźnik, za nim pozostawić auto i dalej kierować się pieszo przez bród potoku Trawny. Po przekroczeniu brodu i wyjściu na łąki, przed nami zarysują się oddalone o 500 metrów ściany kamieniołomu i Skałki Rogoźnickiej.

Już na początku XIX wieku Skałka była licznie odwiedzana przez geologów z Krakowa i Lwowa, a nawet z Europy (Niemiec, Austrii), którzy pozyskiwali skamieniałości do opracowywania kolekcji. Podczas II wojny światowej niestety zbiory te w większości uległy zniszczeniu. Ponowne tworzenie kolekcji fauny muszlowca po II wojnie światowej i ich nowoczesne opracowanie, stworzyło podstawę do rewizji dotychczasowych oznaczeń amonitów, co umożliwiło określenie wiekowych zasięgów wyróżnianych tu warstw.
Muszlowiec rogoźnicki ułatwia litostratygrafię, gdyż jest bardzo dobrze poznany i klasycznie wykształcony, wyróżniony jest jako stratotyp ogniwa muszlowca z Rogoży.Skałka RogoźnickaSzczególne walory tej formacji spowodowały, że Zarządzeniem Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego nr 132 z dnia 27 lipca 1961 roku utworzono tutaj rezerwat przyrody nieożywionej, co wiązało się z częściowym zaprzestaniem pozyskiwania wapienia w jej najbliższej okolicy, lecz dopiero około 1977 roku całkowicie wstrzymano eksploatację w kamieniołomie.
Rezerwat „Skałka Rogoźnicka” chroni skałkę zbudowaną z górnojurajskich i dolnokredowych skał należących do jednostki czorsztyńskiej. Są to sparytowe i mikrytowe muszlowce z wieloma skamieniałościami. Ten wysokiej klasy obiekt naukowy ma też znaczenie ponadregionalne, ponieważ spotykana tu fauna najlepiej reprezentuje biostratygraficzny poziom amonitowy Semiformiceras semiforme w obszarze alpejsko-karpackim.

Wapienne skały położone obok nieczynnego kamieniołomu, jak i odsłonięcia ich przekroju na terenie kamieniołomu, są unikalnym w skali europejskiej stanowiskiem geologicznym ze względu na niebywałe bogactwo skamieniałości.
Skałki Rogoźnickie jako jedyne w Polsce (!) zostały wpisane w 1989 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Geologicznego UNESCO, jako wysokiej klasy obiekt naukowy o międzynarodowym znaczeniu paleontologicznym i stratygraficznym.
Paleontologia jest działem nauk biologicznych zajmujących się badaniem skamieniałości i śladów działalności życiowej organizmów. Na ich podstawie ustalana jest historia życia na Ziemi. Stratygrafia zaś zajmuje się badaniem wieku i następstwa skał.MuszlowiecFormacja rogoźnicka pod względem geologicznym przynależy do Pienińskiego Pasa Skałkowego, który to rozciąga się spod Wiednia aż po Karpaty Rumuńskie, a sama skałka stanowi jedną z najbardziej wysuniętych na zachód jego wychodni.
Jest to jednostka tektoniczna zbudowana ze skał mezozoiku i palogenu, bardzo silnie sfałdowana podczas późnokredowych i trzeciorzędowych orogenez. Tym samym stanowi jeden z unikalnych i najcenniejszych obiektów geologicznych tego pasa.
Skałki Rogoźnickie posiadają budowę diapirową, co oznacza że bloki i soczewki twardych wapieni zaklinowane zostały tektonicznie pośród bardzo intensywnie sfałdowanych miękkich marglach górnokredowych. W historii geologicznej Pienińskiego Pasa Skałkowego Skałka Rogoźnicka ma szczególne znaczenie dla stratygrafii i rozpoznania granicy jury i kredy, a dokładniej pięter tytonu i beriasu.

Skałki znajdujące się w kamieniołomie to stratotypowe (wzorcowe) odsłonięcie ogniw muszlowca. W dolne części zbudowane są przez wyraźnie uławicone, sparytowe muszlowce amonitowe, przechodzące ku górze w muszlowce mikrytowe.
Muszlowiec, jak potocznie określa się wapień muszlowcowy czy zlep muszlowy, jest węglanową skałą organogeniczną, powstałą w wyniku scementowania, bezładnie ułożonych muszli małżów, ślimaków, ramienionogów, aptychów, głowonogów (amonitów, belemnitów, łodzików) lub małżoraczków a także mszywiołów, liliowców i dużych otwornic.
Muszlowce zwykle tworzyły się w płytkim morzu w strefie litoralnej.Muszlowiec z amonitemGłówny ich budulec stanowi węglan wapnia (kalcyt i aragonit), z dodatkiem minerałów ilastych, ziaren detrytycznego kwarcu, chalcedonu, hematytu, goethytu, syderytu i innych minerałów.
Zabarwienie muszlowca jest różnorodne, od barwy białej przez żółtawą, kremową, jasnoszarą, żółtobrunatną do brunatnej. W kamieniołomie można dostrzec wiele kolorów, które są między innymi wynikiem wytrącania się związków żelaza (kolor rudy, czerwony, brunatny) i manganu (kolor czarny) pod wpływem czynników atmosferycznych, infiltracji górotworu przez wodę nasyconą różnymi związkami chemicznymi i innych przyczyn.

Wyjątkowy czerwony muszlowiec, od nazwy miejscowości Rogoźnik, nazwano muszlowcem rogoźnickim lub inaczej muszlową brekcją rogoźnicką (czerwony fragment na wschodniej ścianie kamieniołomu).
W kamieniołomie wschodnim pozyskiwano białe wapienie krynoidowe, białe muszlowce mikrytowe i czerwone muszlowce mikrytowe. W kamieniołomie zachodnim odsłaniają się górnokredowe margle, głównie czerwone, ale również szare i zielone. Oba typy litologiczne złożone są z pokruszonych muszli amonitów, ramienionogów, aptychów, fragmentów liliowców połączonych głównie grubokrystalicznym sparytem i w niewielkiej ilości mikrytowym matrixem.
W Polsce muszlowce amonitowe pojawiają się wyłącznie w górnej jurze pienińskiego pasa skałkowego.Kamieniołom w RogoźnikuWapień krynoidowy, inaczej trochitowy, stanowi odmianę wapienia organodetrytycznego utworzonego z elementów szkieletowych liliowców Crinoidea, najważniejszej pod względem skałotwórczym grupy szkarłupni Echinodermata. Szkielety zbudowane są z kalcytu, przy czym każdy element, na przykład kolumnalim, człon łodygi liliowca (dawniej trochit), utworzony jest z jednego kryształu tego minerału, charakteryzującego się trójkierunkową łupliwością.
W Polsce wapienie krynoidowe występują na powierzchni w utworach dewonu i dolnego karbonu oraz triasu, a na Podhalu w środkowej jurze Tatr i Pienińskiego Pasa Skałkowego.

Sparytem określa się rodzaj spoiwa węglanowych skał osadowych (wapieni), utworzonego przez widoczne makroskopowo kryształy węglanów, głównie kalcytu (kalcysparyt), o rozmiarach od kilku setnych milimetra do kilku milimetrów. Oświetlone spoiwo sparytowe na przełamie skały daje efekt „iskrzenia”, z powodu odbijania się światła od ścian kryształów.
Sparyt może krystalizować w sposób pierwotny (w przestrzeniach między składnikami ziarnistymi) lub wtórny, tak zwany neosparyt (rekrystalizacja mikrytu lub składników ziarnistych).Wapień muszlowcowyMikrytem (pelitem) określa się rodzaj spoiwa węglanowych skał osadowych (wapieni), utworzonego przez niewidoczne makroskopowo kryształy węglanów, głównie kalcytu (kalcymikryt), o rozmiarach rzędu kilku tysięcznych milimetra. Makroskopowo mikryt ma postać jednorodnego wapienia. Nawet pod mikroskopem zwykle nie sposób wyróżnić poszczególnych kryształów i ziarn, widoczne są ciemne agregaty kalcytu. Mikryt zwykle tworzy się w wyniku strącania chemicznego lub biochemicznego. Mikrytowa masa wypełniająca może występować jako jedyny składnik wapieni lub współtworzyć spoiwo czy też masę wypełniającą wraz ze składnikami ziarnistymi

Skałka Rogoźnicka znajduje się po prawej stronie kamieniołomu i składa się z dwóch części rozdzielonych pęknięciem, które powstało miliony lat temu. Szczelina rozdzielająca skałę wypełniła się usypiskiem rumoszu skalnego. Po południowej stronie skałki odsłaniają się warstwy powstałe w dolnym i środkowym tytonie: muszlowce sparytowe z wkładką muszlowca mikrytowego, zaś północna część skałki zbudowana jest z muszlowca mikrytowego reprezentującego pogranicze tytonu górnego i dolnego beriasu.
Większość muszli jest pusta, z dobrze wykrystalizowanymi druzami, szczotkami i geodami kalcytowymi wewnątrz. Rozmieszczenie szczątków fauny w strukturze skalnej jest chaotyczne.AmonityMiejscami skamieniałości występują w postaci nagromadzeń fragmentów skorup i szkieletów.
Spotyka się również całe, piękne okazy amonitów, które są widoczne na poprzecznych przekrojach muszli. Sporadycznie spotkać można występujące również w muszlowcach korale osobnicze.
Białawe muszlowce mikrytowe są ewenementem w całym paśmie Karpat i wymagają skutecznej ochrony.
Obok opisanych skałek (w kamieniołomie), na ścianie o wysokości około 12 metrów, odsłaniają się gruboławicowe, czerwone, mikrytowe muszlowce amonitowo-brachiopodowe, zawierające szczątki liliowców i nieliczne pojedyncze korale, o miąższości około 10 metrów.

To urokliwe miejsce, dające możliwość wzbogacenia swojej wiedzy na temat dziejów Ziemi, zaobserwowania unikatowej budowy geologicznej i skamieniałości pradziejowej fauny. Jest to stratotyp ogniwa muszlowca z Rogoży, a zarazem jedyna wychodnia tego typu wapieni tytonu w całym łańcuchu alpejsko-karpackim.
Podczas zwiedzania należy zachować ostrożność nad urwiskiem, jak i na odpadające fragmenty skał. Na terenie rezerwatu obowiązuje zakaz pozyskiwania materiału skalnego, roślinnego, uprawiania wspinaczki i innych sportów, biwakowania i rozpalania ognia. W ostatnim okresie czasu nasiliła się dewastacja terenu przez amatorów jazdy terenowej (cross, quad).Geody kalcytoweDekadę temu powstał projekt dydaktycznego zagospodarowania rezerwatu, w którym zawarto szereg rozwiązań, począwszy od wyznaczenia i oznakowania dojścia poprzez urządzenia zabezpieczające jak stopnie, barierki, itp., po zagospodarowanie dydaktyczne w formie ścieżki dydaktycznej z tablicami informacyjnymi. Ważnym elementem jest także zapobieganie dewastacji związanej głównie z nielegalnym poborem minerałów i skamielin oraz samego wapienia. Należy podkreślić raz jeszcze, że utwory występujące w kamieniołomie, oprócz szczególnego znaczenia stratygraficznego mają unikatową wartość paleontologiczną jako miejsce bogactwa i różnorodności kopalnej fauny.
Rezerwat (kamieniołom) położony jest na terenach prywatnych kilku właścicieli.

Możliwość komentowania Rezerwat „Skałka Rogoźnicka” została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Kot Van – pływający gaduła

by on Gru.19, 2017, under Flora i Fauna

VanVan to kot, który stał się znany za sprawą swojej nieprzeciętnej gadatliwości oraz zamiłowania do wody …

Turecki Van (tureckie „von”) to wyjątkowa rasa kotów, niezwykła pod wieloma względami i naturalna (jedna z dwóch naturalnych ras pochodzących z Turcji), nie będąca wynikiem krzyżowania. Jej przedstawiciele cieszą się doskonałym zdrowiem i zachowali wiele przyzwyczajeń swoich przodków. Jest pływającym kotem uwielbiającym kontakt z wodą, posiada piękne i specyficzne futro oraz bogaty język – to właśnie przez tą zdolność uzyskał miano „gadającego kota”. Nie należy do popularnych ras kotów w Polsce ale dzięki swoim niezaprzeczalnym zaletom zyskuje coraz większą liczbę sympatyków.

Rozważny, elegancki i wierny towarzysz, o nieprzeciętnym charakterze i wysokim poziomie inteligencji, oczach pełnych ekspresji – to tylko nieliczne cechy stawiające go w pierwszych szeregach kociej arystokracji.
Półdługowłosa rasa swoje korzenie ma w południowo-wschodniej Turcji, w rejonie Jeziora Van (Wschodnia Anatolia) i Wyżynie Armeńskiej. Ich oryginalna nazwa to Van Kedisi (kedi – kot). Wolnożyjące Vany spotyka się również w Iranie i Iraku. W historii istnieje przekaz mówiący o świętych kotach znad Jeziora Van. Van zawdzięcza swoją rasowość Ministerstwu Kultury i Turystyki w Turcji, a zwłaszcza koty o zupełnie białym umaszczeniu, mają szczególne znaczenie i są objęte specjalnym programem ochrony, jako skarb i narodowe dziedzictwo (wolno żyjące Vany zostały uznawane za gatunek zagrożony i podlegają ścisłej ochronie).

Obecnie w nomenklaturze felinologicznej rasa ta występuje jako „Kot Turecki Van”, a za odrębną rasę został oficjalnie uznany w 1969 roku.
Postacie półdługowłosych kotów z pręgowanymi ogonami znaleziono na biżuterii pochodzącej z około 1600 roku p.n.e., wykonanej przez indoeuropejskie ludy Hetytów oraz wśród wykopalisk z okresu starożytnych wojen rzymsko-ormiańskich. Odkrycia archeologów wykazały, że płaskorzeźby z wizerunkami vanów zdobiły fasady domów starożytnego miasta Tushpa, w rejonie jeziora Van (Vany zadomowiły się tutaj ponad 2000 lat temu). Van po raz pierwszy w Europie pokazany był w Wielkiej Brytanii miłośnikom kotów w 1955 roku przez Laurę Lushington.Van1Laura Lushington podróżując z przyjaciółką Sonią Halliday przez Dystrykt Lake Van w Turcji była oczarowana tymi kotami. Nabyła parę kotów tej rasy (kot o imieniu Stambul Byzantium oraz kotka Van Güzeli Iskenderun). Udało się jej bezpiecznie przywieźć je do Anglii i rozpoczynając starania o wypromowanie tureckiego Vana. Oba z bursztynowymi znaczeniami na głowie, o bursztynowych ogonach i oczach zapoczątkowały wzorzec rasy. Z tej pary urodziły się identyczne kociaki jak ich rodzice, białe z puszystymi ogonami w bursztynowym kolorze oraz z plamami w tym kolorze na głowie. W Turcji Vany uważane są za jej wizytówkę i dobro narodowe. Wywóz Vanów poza Turcję jest zakazany. Spotyka się jednak oferty nielegalnego ich wywozu.

Do USA zostały sprowadzone w 1982 roku i uczestniczyły w wystawie Stowarzyszenia Miłośników Kotów (CFA) w 1994 roku. W Europie i USA zarejestrowano tylko kilkadziesiąt hodowli. W Polsce jest ich około pięciu, ale te urocze koty wciąż podbijają serca nowych osób.
Badaniem białego Vana zajęło się Centrum Badań Van Kedisi, które prowadzi badania nad odtworzeniem naturalnej populacji tych kotów, które są jednym ze skarbów narodowych tego kraju. Są kochane i cenione przez autochtonów za ich wyjątkowy charakter i wygląd. Nadal istnieją spory o nazewnictwo, bardziej w politycznym niż kocim wymiarze. Niektórzy domagają się, by nazywano je „armeńskimi vanami”, inni „vanami kurdyjskim”.

Historyczny przekaz mówi o tym, że Noe właśnie te koty zabrał na swoją Arkę, ratując je przed potopem, a gdy wody opadły i Arka osiadła na szczycie góry Ararat, Allah pobłogosławił je, gdy wychodziły na ląd, pozostawiając na ich głowie ślad swojego palca, który białą ścieżką rozdziela od tej pory barwne plamy na głowie Vanów. Niektóre koty dostąpiły szczególnego zaszczytu i Allah kciukiem odcisnął na ich grzebiecie owalny znak.
Znak ten podobno przynosi szczęście zarówno kotom jak i ich opiekunom. Do dziś te kolorowe znaczenia określa się jako „palec Allaha” i „kciuk Allaha”.Van2Przodkowie współczesnych Vanów żyli w stadach, w trudnych warunkach wyżynno-górskiego klimatu. Życie nad jeziorem i lata ewolucji spowodowały, że przystosowały się do kontaktu z wodą, jezioro stanowiło dla nich najlepsze źródło pokarmu. Wykształciły umiejętność pływania, a nawet nurkowania i łowienia ryb. Woda była także świetnym sposobem na schłodzenie się podczas upalnych dni.
Koty podchodziły do ludzkich osad, podpływały do rybackich łodzi w poszukiwaniu łatwej zdobyczy i smakowitych kąsków, stając się z czasem nieodłącznymi towarzyszami ludzkiego życia.

Dzisiejsze Vany zachowały intrygujące umiłowanie do wody. Lubią pływać i bawić się w umywalce czy kałuży. Dobrowolnie pływają jeśli mają tylko do tego sposobność czy okazję. To zamiłowanie do wody, uważane jest jako niesamowite przez wielu ludzi. Przez setki lat mieszkańcy Turcji obserwowali te rodzime koty kąpiące się w strumieniach rzek i w jeziorze Van. Łapy wyposażone są w powiększony fałd skóry, który jest swego rodzaju błoną pławną i pomaga podczas wodnych zabaw. Futro nie ma wełnistego podszerstka i jest prawie wodoodporne. Nie nasiąka i nie przyjmuje brudu. Ekstremalne warunki klimatyczne sprawiły, że latem futro Vanów ma krótki włos, natomiast w chłodnej porze roku staje się dłuższe, gęściejsze, bardziej puchate, a kosmki sierści między palcami chronią poduszeczki łap przed przemrożeniem.

Klasyczny Van jest biały, jedynie na głowie ma jedną albo dwie rozdzielone plamki w kolorze bursztynowym i w tym samym kolorze ogon (zawsze muszą występować plamy na głowie i ogon w tym samym kolorze). Koty te mogą mieć oczy bursztynowe, niebieskie albo różnokolorowe (jedno niebieskie, drugie bursztynowe), co związane jest z wrodzoną wadą, zwaną różnobarwnością tęczówki heterochromia iridis.
Jest wiele śnieżnobiałych vanów, które są głuche. W większości ras istnieje podejrzenie głuchoty u kotów białych, gdy co najmniej jedno z oczu ma kolor niebieski.
Rasa ta wykształciła oprócz umaszczenia i koloru oczu jeszcze kilka unikatowych cech.Van3Jedną z nich jest futro, które szybko obsycha z wody. Kot ten posiada tylko jeden rodzaj sierści – okrywową, nie ma natomiast puszystego podszerstka (z tego powodu nie wymaga wielu zabiegów pielęgnacyjnych). Klimat regionu Jeziora Van charakteryzuje się skrajnościami temperatur – od upalnych lat, po mroźne, półroczne zimy. Pomimo takiej sierści kot w tych warunkach radzi sobie doskonale. Jedwabiste futro jest grubsze i dłuższe. Pióra długiego futra rosną na uszach i między palcami łap chroniąc przed zimnem i upałem. Bardzo ciepłe lata sprawiają, że dodatkowa powłoka ochraniającego futra jest szybko zrzucana. Znaki na głowie i ogonie u innych ras kotów są określane jako „wzór van”.
Kolejną charakterystyczną cechą jest gadatliwość (ale nie wrzaskliwość). Przedstawiciele tej rasy wykształcili chyba najbardziej złożony język kota. Na mowę Vana składają się komunikaty werbalne i niewerbalne.

Całkowicie normalny jest fakt, że kot informuje nas o swoim samopoczuciu poprzez mruczenie, gruchanie i miauczenie. Jeżeli jednak choćby raz usłyszymy gadającego tureckiego Vana, to dojdziemy do wniosku, że jego język jest niezwykły. Chociaż może wydawać się to dziwne, ten kot zachowuje się tak, jakby rzeczywiście starał się prowadzić rozmowę z człowiekiem. Odpowiednio moduluje dźwięki, by dostosować się do tonu naszej mowy. Opiekun po pewnym czasie z pewnością nauczy się rozpoznawać niektóre z odgłosów składających się na język Vana, ponieważ nie są to przypadkowe dźwięki. Szeroki wachlarz sygnałów dźwiękowych sprawia, że z tymi kotami można się porozumieć. One nie miauczą jak szalone (nawet kotki w rui raczej gardłują niż drą się wniebogłosy), za to potrafią mruczeć jak kot, beczeć jak owca, poszczekiwać jak pies, marudzić pod nosem, a nawet zdarza im się ludzkim głosem zawołać „mamo”.

Kot jest średniej wielkości, a jego waga wynosi około 8 kilogramów (kocur 5-9 kg, kotki 4-6 kg). Mylącym może być lekki chód sugerują zdecydowanie niższą wagę. Zaliczany jest do kotów o sierści półdługiej/półdługowłosej, jedwabistej bez podszerstka, leżącej gładko przy ciele. Dominuje ubarwienie białe z bursztynowymi łatami na pyszczku z białymi wstawkami.
Ciało ma muskularne i silnie zbudowane, o szerokich barkach i mocnej klatce piersiowej, tułów jest długi ze średniej długości pręgowanym ogonem, który daje niebywałą zwrotność w biegu. W pokoju, gdzie przebywa ten kot, żaden owad nie ma szans na przetrwanie.Van4Łapy średnio długie, okrągłe z kępkami futra między palcami. Tylne nogi są nieco dłuższe niż przednie, dobrze umięśnione, co pozwala na błyskawiczny pościg za zdobyczą i wysokie skoki. Poduszeczki łap są różowe.
Głowa osadzona jest na mocnej szyi, o kształcie tępego, nieco wydłużonego trójkąta, z mocną brodą i wysoko osadzonymi kośćmi policzkowymi. Poduszeczki wibrów (wąsów) są zaokrąglone. Czoło lekko wypukłe. Linia nosa prosta z nieznacznym załamaniem na wysokości oczu.

Oczy umiejscowione lekko skośnie, duże i owalne, bursztynowe, niebieskie lub różnobarwne, otoczone różową obwódką powiek (u hodowców szczególnie pożądane są vany różnookie, z jednym okiem niebieskim, a drugim bursztynowym). Nos prosty i stały, różowy. Podbródek dobrze zarysowany. Uszy wysoko osadzone, duże i szerokie, lekko zaokrąglone i wyprostowane, daleko rozstawione od siebie, różowe, od wewnątrz porośnięte dłuższymi włosami, tworzącymi za linią małżowiny podkręcone frędzelki. Od strony zewnętrznej powinny być białe.

Umaszczenie to bursztynowe plamy, które mogą znajdować się na głowie. Dwie łaty symetrycznie, pionowo rozdzielone na pół „palcem Allaha”, na plecach niewielka, owalna plama w okolicy łopatki (kciuk Allaha) oraz barwny ogon w kolorze plam na głowie. Mogą występować dodatkowe łatki na ciele. W Turcji zdarzają się koty zupełnie białe z błękitnymi, zielonymi lub dwukolorowymi oczami. W miotach hodowlanych również trafiają się białe osobniki z błękitnymi oczami. Muszą one być poddane specjalistycznym testom na sprawność słuchu, gdyż przy białym kolorze futra gen odpowiedzialny za błękitny lub zielony kolor oka może nieść ze sobą upośledzenie słuchu. Nie wszystkie organizacje felinologiczne uznają białe vany za zgodne ze standardem rasy.Van5Osobniki tej rasy dojrzewają późno. Pełną dojrzałość osiągają w wieku około 3 lat. Dojrzałość płciową, jak większość kotów, osiągają około pierwszego roku życia ale nie idzie ona w parze z pełnym rozwojem fizycznym, psychicznym i społecznym. Tak więc w ciele dużego vana przez długi czas drzemie dusza dziecka skorego do zabaw i psot.
Nie posiada szczególnych wymagań żywieniowych i nie należy do kotów wybrednych – chętnie zjada karmy przeznaczone dla kotów jak i kawałki ze stołu domowników. Warto jednak zwrócić uwagę, że należy do łasuchów.
Niektórzy twierdzą, że koty te są hipoalergiczne i mogą mieszkać z osobami cierpiącymi na alergię.

Van jest przede wszystkim bardzo towarzyski i czuły. Ciekawski, wesoły, aktywny, silny i wytrzymały, zdrowy, bez wad genetycznych (rasa tonaturalna), skłonny do zabawy, zrównoważony, wysoce inteligentny i dociekliwy, posiadający bardzo rozwinięty język i mowę ciała. Ponieważ Vany od stuleci były związane z ludźmi dlatego rozwinęły dużą uczuciowość. Łagodny i wierny. Kot może tak przywiązać się do jednego z domowników, że nie będzie chciał go opuszczać nawet na krok. Konsekwencja działania i dawka niezależności powoduje, że koty te zachowują się często jak psy. Vany wymagają wczesnej socjalizacji, pełnego uczestnictwa w naszym codziennym życiu. Potrzebują kontaktu z człowiekiem bardziej niż zabawek. Wybiera sobie jednego opiekuna spośród domowników i to jemu okazuje szczególne względy. Będzie towarzyszył mu we wszystkich codziennych czynnościach.

Jest bardzo ciekawy świata i wyjątkowo aktywny. Uwielbia biegać, wspinać się i obserwować otoczenie z najwyższego miejsca. Uczy się różnych sztuczek oraz chodzenia na smyczy. Van to świetny przyjaciel dzieci lubiący się z nimi bawić. Nie jest w stosunku do nich agresywny i charakteryzuje się dużą cierpliwością.
Vany lubią się przytulać, ale nie są to typowe „nakolanniki” i same decydują o tym, kiedy mają ochotę na przytulanki. Nie narzucają się ze swoją obecnością i nie przeszkadzają natrętnym plątaniem się pod nogami (może czasami). Akceptują innych domowników i zwierzęta mieszkające z nimi pod jednym dachem. Są instynktowne, a ich ulubione zabawki to orzechy włoskie lub zgnieciony w kulkę papier, folia. Lubią kraść wszelakie przybory. Nie sposób się z Vanem nudzić. Mają świetnie wykształcony instynkt łowcy.Van6Dla Vana najodpowiedniejsze jest mieszkanie z ogrodem ale nie jest to warunek gdy tylko odpowiednio zaaranżujemy mieszkanie, stworzymy miejsce, w którym Van będzie mógł się wspinać, skakać i znajdzie odpowiednie kryjówki, jednym słowem dobrze by było urozmaicone. Lubi penetrować wszelkie dziury w polowaniu za jedzeniem (szuflady, szafki). Ważne jest, by codziennie znaleźć czas na wspólną zabawę z kotem ale nie jest to warunkiem, gdyż nie należy do ras, które źle znoszą samotność. Uwielbiają gdy właściciel spędza z nimi jak najwięcej czasu. Pod względem pielęgnacji nie jest wymagający. Wystarczy raz w tygodniu wyczesywać futro pozbywając się martwych włosów i uniknąć tworzenia kul włosowych. W zależności od potrzeb, kota można także kąpać.

Umiejętność przystosowania się do każdych warunków pozwala Vanom na szczęśliwe życie nawet w małym mieszkanku, choć oczywiście z wielką radością przyjmą one zabezpieczony balkon, taras, czy dom z ogrodem i przebywanie na świeżym powietrzu.
Jednakże żadne zbytki i luksusy nie mają znaczenia, jeśli życie tureckiego Vana będzie pozbawione uwagi opiekuna i codziennego uczestniczenia w jego życiu, bycia razem „na dobre i na złe”.
Koty te swoją ludzką rodzinę kochają bezwarunkowo, bez względu na wszystko, choćby zawalić miał się cały świat.

(na zdjęciach Van „Amonit”)

Możliwość komentowania Kot Van – pływający gaduła została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Dawne teorie ewolucji (2)

by on Cze.01, 2016, under Historia

Ewolucja człowieka (1)W średniowieczu do najpotężniejszych i najbardziej szanowanych rodów w Pikardii zaliczali się baronowie Saint-Martin. Z czasem jednak rodzina ta podupadła, a kawaler Monet de Lamarck, należący do zubożałej linii bocznej rodu Saint-Martin, nie wiedział w jaki sposób wyżywić swoje liczne potomstwo. Synowie kawalera de Lamarck właściwie według tradycji rodzinnej powinni byli zostać oficerami, jednakże za edukację oficerską trzeba było słono płacić, a w wielodzietnej rodzinie kawalera w Bazentin nie było zbędnego grosza. Dlatego ojciec zmusił swoje jedenaste i najmłodsze dziecko, Jana Baptystę, do przywdziania szat duchownych.
Jan Baptysta uczęszczał do kolegium jezuitów, ale nie wykazywał skłonności do stanu duchownego. Po śmierci ojca zrzucił zatem pośpiesznie sutannę i już jako żołnierz wziął udział w wojnie siedmioletniej, uzyskując stopień podporucznika. Niestety zawód żołnierski również nie był właściwym rzemiosłem dla niego. W wieku 24 lat z przyczyn zdrowotnych musiał zmienić barwny oficerski mundur na ubranie cywilne.

Udaje się zatem do Paryża. Dla młodego człowieka, bez środków do utrzymania, który ponadto nie otrzymał żadnego odpowiedniego wykształcenia, był to bardzo odważny krok w życiu. Zamieszkał w Dzielnicy Łacińskiej zarabiając na życie jako pracownik biurowy w jednym z kantorów bankowych, ponadto uczęszczał dorywczo na wykłady literatury, muzyki, medycyny i historii naturalnej. Następnie został nauczycielem domowym. W wieku 34 lat napisał książkę „Flora Francji” i w tymże czasie zawarł znajomość z Rousseau, który zachęcił go do kontynuowania prac naukowych. Mimo to może pozostałby na zawsze nieznany, gdyby Buffon nie szukał dla swojego syna wychowawcy i towarzysza podróży. Lamarck zgłosił swoją kandydaturę i ze względu, że był autorem książki botanicznej, został przyjęty. W ten sposób zetknął się w domu hrabiego Buffona z fascynującym światem przyrodoznawstwa. Buffon zorientował się szybko, że ten biedaczyna z Pikardii był dobrym obserwatorem przyrody, obdarzonym niekiepskim talentem pisarskim.

Ponieważ hrabia-przyrodnik, jako zarządca zbiorów królewskich, ogrodów i menażerii, potrzebował stale solidnych współpracowników, poduczył stopniowo byłego duchownego, żołnierza i urzędnika bankowego na pomocnika. Lamarck najpierw musiał zająć się zielnikami w paryskim ogrodzie botanicznym, następnie skamieniałościami w gabinecie przyrodniczym, a wreszcie niższymi zwierzętami w zbiorach zoologicznych. Mógł też nareszcie się ożenić. Było to pierwsze z jego czterech małżeństw, którego owocem było pierwsze z jego siedmiorga dzieci.
Rok przed wybuchem wielkiej rewolucji francuskiej zmarł Buffon. Jego następcą w zarządzaniu ogrodami i zbiorami zostaje niezwykle sentymentalny pisarz-przyrodnik Bernardin de Saint-Pierre, którego powieść „Paweł i Wirginia” stała się bestsellerem ówczesnych czasów. Na swoim nowym stanowisku czuł się zupełnie bezradny wobec zadań administracyjnych i naukowych, które spadły na jego barki. Prawdopodobnie gdyby nie Lamarck, to w wirze wydarzeń rewolucyjnych wzburzony lud spustoszyłby dawne ogrody królewskie i splądrował lub zniszczył skarby w zbiorach.Jan Baptysta LamarckPodczas gdy Saint-Pierre trząsł się ze strachu, Lamarck pośpieszył odważnie do konwentu i przeforsował przejęcie oraz ochronę przez republikę domeny Buffona pod nową nazwą Jardin des Plantes. Wkrótce też został profesorem zoologii przy Narodowym Muzeum Historii Naturalnej – tak oficjalnie nazywano teraz Ogród. W biuletynie tegoż muzeum z 1794 roku zamieszczono następującą wzmiankę:
„Lamarck – lat pięćdziesiąt, ożeniony po raz drugi, żona brzemienna, profesor zoologii w dziale owadów, robaków i mikroorganizmów”.
W wieku, w którym większość mężczyzn osiąga szczyt swojej kariery zawodowej, Lamarck znajdował się praktycznie dopiero u jej progu. Ożenił się po raz trzeci. Wydawało się, że jego kilkakrotne związki małżeńskie oraz kilkoro dzieci jakby przeszkadzały mu w dokonaniu czegoś nowego i nadzwyczajnego na polu naukowym.

Kiedy Akademia Nauk ze względów oszczędnościowych zabrała mu miesięczny, specjalny zasiłek, w petycji do rządu republiki pisał pełen rozgoryczenia, że:
„Wskutek utraty tego wynagrodzenia i niezmiernego wzrostu cen artykułów żywnościowych wpadłem wraz z liczną rodziną w taką nędzę, że nie mogę znaleźć ani potrzebnego czasu, ani nieodzownej niezależności wewnętrznej do wypełniania z pożytkiem moich zadań naukowych”.
Takich petycji wystosował więcej. Nie wystarczała mu jego profesorska pensja, co za sprawą spadku wartości pieniądza nie było niczym niezwykłym. Nie mniej jednak kilkakrotnie udało mu się otrzymać zapomogę z funduszu specjalnego republiki, który docelowo był przeznaczony dla wybitnych artystów i poetów. Dzięki tej pomocy finansowej mógł przez pewien czas utrzymywać się na powierzchni. Niestety w okresie dyrektoriatu i bonapartyzmu dokuczały mu kłopoty finansowe mimo, że otrzymywał normalne wynagrodzenie jako pracownik szkoły wyższej – nie umiał gospodarować finansami, a dzieci miał stanowczo za dużo.

Pomimo tych chudych lat, wśród ogólnie panującego rozgardiaszu, udało mu się napisać obszerną historię naturalna zwierząt bezkręgowych. Dzięki temu dziełu stał się jednym z przodujących zoologów Francji. W trakcie badań budowy zwierząt bezkręgowych, siłą rzeczy zrodziła się u niego myśl o ewolucji.
„Wydaje się, że bezkręgowce wznoszą się coraz wyżej, jakby na szczeblach drabiny, od polipów poprzez robaki aż do mięczaków. Na ostatnich szczeblach tej drabiny stoją najdoskonalsze istoty – kręgowce”.
Lamarck mając 57 lat odrzucił po raz pierwszy wiarę w niezmienność gatunku. Pisząc małą rozprawę „Badania nad ciałami żywymi”, próbował w niej podobnie jak Buffon, wyprowadzić wszystkie formy zwierzęce z jednej praformy:
„Przypuszczalnie, niemal ogólnie przyjęte, że organizmy tworzą gatunki stale odznaczające się niezmiennymi cechami, ustaliło się w czasach, gdy nie rozporządzano wystarczającymi obserwacjami i gdy nauki przyrodnicze niemal nie istniały. Im dalej rozwija się nasza wiedza, tym większy sprawia kłopot określenie tego, co należy uznać za gatunek. W miarę jak gromadzimy dzieła przyrody, staje się oczywiste, że niemal wszystkie luki zapełniają się, a zacierają się nasze linie podziałów”.Ewolucja człowieka (2)Jeśli jednak gatunki nie były niezmienne, wówczas współczesna fauna (jak to już podkreślał Buffon) musiała się rozwinąć z tych form, które obecnie znajdują się w ziemi jako skamieniałości. Lamarck stał się w Jardin des Plantes świetnym znawcą skamieniałości. W swoich wykładach przedstawiał obraz stale zmieniającej się Ziemi, której organizmy z epoki na epokę podlegały nieustannym zmianom:
„Każdy wykształcony człowiek wie, że nic na powierzchni kuli ziemskiej nie pozostaje stale w tym samym stanie. Z upływem czasu wszystko podlega rozmaitym przemianom, dzięki kolejnemu działaniu słońca, wody, a także z innych przyczyn. Te zmieniające się warunki zmieniają potrzeby, przyzwyczajenia i tryb życia zwierząt i dlatego i organizmy muszą się nieznacznie zmieniać, jakkolwiek zmiany te dadzą się dostrzec dopiero po dłuższym okresie czasu. Wśród szczątków kopalnych znajduje się wiele zwierząt, które nie mają swych odpowiedników wśród form żyjących obecnie. Dlaczego zresztą miałby one wyginąć, skoro człowiek nie mógł dokonać ich zniszczenia? Czy, przeciwnie, nie jest możliwe, że osobniki kopalne są przodkami gatunków żyjących do dzisiaj, które się jednak zmieniły od tego czasu?”.

Później w swojej „Filozofii zoologi” Jan Baptysta Lamarck wyraził się jeszcze jaśniej i bardziej zdecydowanie, że gatunki przechodzą jedne w drugie, od prostych wymoczków aż do człowieka. Kopalne formy życia organicznego są rzeczywistymi, prawdziwymi poprzednikami naszych dzisiejszych organizmów. Lamarck nie zadowolił się tym przypuszczeniem. Szukał on również przekonującego wyjaśnienia mechanizmu powodującego coraz wyższy rozwój. Sądził, że nowe warunki wzbudzają u zwierząt i roślin nowe potrzeby i przyzwyczajenia, które to wymagają znowu nowych narządów i nowych czynności. Na podstawie takich rozważań sformułował pierwszą z dwóch podstawowych zasad swojej teorii ewolucji:
„U każdego zwierzęcia, które nie przekroczyło granicy swego rozwoju, częste i stałe używanie jakiegoś narządu wzmacnia stopniowo, rozwija, powiększa ten narząd i daje mu siłę proporcjonalną do długości czasu używania go, podczas gdy stałe nie używanie takiego narządu nieznacznie go osłabia, uwstecznia, zmniejsza stopniowo jego zdolności i w końcu powoduje jego zanik”.

Istoty żywe są więc wytworem warunków, w jakich się znajdują. Pomimo tego zdawał sobie sprawę, że teoria ta, oparta na wpływach warunków zewnętrznych, może zostać przyjęta tylko wtedy, jeżeli równocześnie przyjmie się dziedziczenie cech nabytych. Niezbędne były bowiem niezliczone i następujące po sobie pokolenia, aby z mnogości drobnych sumujących się zmian poprzez coraz lepsze przystosowanie do potrzeb, wywołanych warunkami zewnętrznymi, mógł powstać z jednego gatunku inny. Te myśl wyraził w drugiej zasadzie:
„To wszystko, co przyroda kazała osobnikom nabyć lub utracić pod wpływem okoliczności, które działają na ich rasę od długiego czasu, a w związku z tym pod wpływem dominującego używania jakiegoś narządu lub stałego nieużywania jakiejś części ciała, wszystko to przyroda zachowuje dzięki rozrodowi dla nowych, pochodzących od innych osobników, byleby tylko nabyte zmiany były wspólne obu płciom, czyli osobnikom, które wydały owe nowe osobniki”.Ewolucja homo-Lamarck próbował wyjaśnić swoim studentom istotę tych myśli w sposób poglądowy na typowych przykładach. Opowiadał im, że przodkowie żyraf mieli krótkie szyje, które wskutek stałego wyciągania przy skubaniu liści drzew stawały się coraz dłuższe z pokolenia na pokolenie. Ptaki brodzące, które polowały na ryby na brzegach rzek lub na plażach morskich, były zmuszone wydłużać swoje nogi, aby się nie zamoczyć. W ten sposób ich kończyny stawały się coraz bardziej podobne do szczudeł. Gęsi musiały szukać pokarmu w mule stawów i przy tym wyciągały swoje szyje. W ten oto sposób w ciągu wielu pokoleń wytworzyły się u nich długie i giętkie szyje. Kret, odmieniec jaskiniowy i inne zwierzęta żyjące w ciemnościach nie mają żadnej sposobności używania oczu, dlatego też ich oczy stawały się małe, a nawet zwierzęta te zupełnie ślepły. Lamarck wyciągnął z tego wniosek, że zwierzęta można zmieniać sztucznie przez określone wpływy środowiska lub stałe powtarzanie pewnych zabiegów.

Jeżeli ślepe odmieńce jaskiniowe podda się przez kilka pokoleń działaniu światła, wówczas ich potomkowie na powrót kiedyś zaczną widzieć. Jeżeli będzie się obcinać ogony kilku generacjom myszy, to w końcu z potomków tych amputowanych zwierząt powstaną myszy bez ogonów.
Ku przerażeniu swoich słuchaczy twierdził również, że całkiem jest możliwe, by stworzyć ludzi o jednym oku – należałoby tylko wykłuwać dzieciom lewe oko, następnie kojarzyć wśród nich małżeństwa, a u ich potomków powtarzać ciągle ten okrutny eksperyment – wówczas wreszcie urodziłoby się dziecko posiadające tylko prawe oko. Na szczęście Lamarck nie myślał poważnie o dokonywaniu eksperymentów na ludziach, był bowiem bardzo humanitarnym i subtelnym człowiekiem. Być może wybrał ten przykład tylko dlatego ponieważ cierpiał na chorobę oczu i nie bez podstaw ciągle obawiał się, aby nie oślepnąć. Wierząc mocno w swoją teorię bał się, że jego dzieci mogły odziedziczyć jego dolegliwość, dlatego by temu zapobiec zmuszał siebie i swoją rodzinę do stałego ćwiczenia oczu.

Bez jakiegokolwiek wahania włączył również człowieka do swojej teorii ewolucji:
„Gdyby jakakolwiek rasa czterorękich (zaliczał do nich wszystkie małpiatki i małpy, a dla człowieka stworzył w obrębie ssaków rodzinę „dwurękich”) zmuszona okolicznościami utraciła zwyczaj wspinania się na drzewa i gdyby osobniki tej rasy przez szereg pokoleń musiały posługiwać się nogami tylko do chodzenia i przestały używać rąk jako nóg, nie ma wątpliwości, że wówczas te czterorękie przekształciłyby się w końcu w dwurękie”.
Należy tutaj zaznaczyć, że chociaż Lamarck zaliczył w swojej systematyce człowieka do ssaków i podkreślał jego związki ze światem zwierzęcym, to wywody swoje zakończył stwierdzeniem „innego pochodzenia” człowieka niż pochodzenie zwierząt. To ostatnie stwierdzenie traktuje się jednak w literaturze naukowej jako jego ustępstwo na rzecz panujących wówczas poglądów.Georges Buffon i Georges CuvierNowa postawa doprowadziłaby do wyższego rozwoju zmysłów, do udoskonalenia mózgu i wykształcenia mowy.
„Ta rasa o bardziej udoskonalonych właściwościach, uzyskawszy dzięki temu możność zapanowania nad innymi, zawładnęłaby wszystkimi okolicami na powierzchni naszego globu, które jej odpowiadają. Udałoby się jej wytworzyć między sobą, a najdoskonalszymi zwierzętami różnicę i utrzymać pewnego rodzaju znaczny dystans”.
W czasach Lamarcka nie znano, poza zaprzepaszczonymi okazami proboszcza Espera, żadnych kopalnych szczątków ludzkich lub form przedludzkich. Jak dzisiaj wiemy teoria Lamarcka opierała się i bez tego na bardzo kruchych podstawach. Jego idea ewolucji w większym stopniu była filozofią niż biologią i nie mogła udowodnić ani wpływu środowiska na postać istot żywych, ani dziedziczenia cech nabytych.

Dopiero prawie w 100 lat później rozgorzał spór właśnie na temat tych zagadnień między lamarkistami i darwinistami, między zwolennikami działania warunków środowiska na organizmy i reprezentantami teorii doboru naturalnego.
Koncepcja Lamarcka podjęta w drugiej połowie XIX wieku dała początek nowym kierunkom, jako neolamarkizm i psycholamarkizm. Później zapanowała teoria dominująca w biologii, tak zwany „syntetyczny ewolucjonizm” oparty na teorii Darwina i na nowych zdobyczach poszczególnych dyscyplin biologicznych.
Jan Baptysta Lamarck poniósł porażkę nie tylko z powodu słabych punktów swojej teorii. Do klęski przyczyniła się ta część teorii, która jak się później okazało, była zupełnie słuszna – mianowicie, iż wśród organizmów kopalnych znajdują się przodkowie dzisiejszych istot żywych.
Kariera naukowa Lamarcka skończyła się w chwili, gdy wypowiedział mu walkę największy zoolog i paleontolog tego niespokojnego czasu, młodszy od niego o 25 lat, Georg Cuvier.

Możliwość komentowania Dawne teorie ewolucji (2) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Dawne teorie ewolucji (1)

by on Maj.01, 2016, under Historia

Ewolucja człowiekaPierwsze próby przedstawienia teorii ewolucji brzmiały jak cudowne opowieści, legendy lub bajki, tak bowiem rozbrajająco naiwna jest ich treść. Autorami tych teorii zgoła nie byli przyrodnicy, a przewijali się wśród nich filozofowie, poeci, a nawet politycy czy bohaterzy wojenni. W związku z tym nie dziwi fakt, że uczeni specjaliści nie traktowali ich poważnie.
W starożytnej Grecji filozofowie przyrody z okresu przed Sokratesem prawie wszyscy wierzyli w rozwój życia. Jak jednak wyobrażali wyobrażali oni sobie ten rozwój, dowiadujemy się o tym niestety tylko z fragmentarycznych i najczęściej bardzo niejasnych relacji pochodzących z drugiej lub trzeciej ręki.
Anaksymander i inni filozofowie (z okresu przed Sokratesem) sądzili, że całe życie pochodzi z wody. Empedokles zbudował nawet coś w rodzaju pierwszego zarysu teorii doboru, jednak autorytet Arystotelesa zagłuszył skutecznie myśl o rozwoju bowiem uznanie zdobył dogmat o niezmienności gatunków.

Wszystkie istoty żywe jak odtąd głoszono, powstały w swojej dzisiejszej formie w jednym akcie stworzenia. Nie istnieją żadne przejścia między gatunkami lub między niższymi i wyższymi organizmami. Podobnie jak wiara w biblijny potop, tak samo wiara w niezmienność gatunków wiązała się ściśle z ówczesnymi wyobrażeniami przyrodniczymi kościoła. Kto próbował ją podważać, ten łatwo mógł popaść w konflikt z tą instytucją, toteż tylko nieliczni zwolennicy teorii ewolucji, ci, którzy wypowiadali swoje myśli we wczesnym okresie badań przyrodniczych, starali się lękliwie pogodzić swoje hipotezy z biblijnymi opowieściami.
W centrum tych usiłowań musiała znaleźć swój wątek legenda o arce Noego. Za tym jak podawała Biblia, Noe z boskiego polecenia uratował przed potopem jedną parę każdego gatunku zwierząt. Jeśli ktoś wątpił w stałość gatunków, to musiał na wszelki wypadek unikać wątpliwości na temat arki Noego i jego pływającego ogrodu zoologicznego.

Dlatego kilku mądrych ludzi wpadło na myśl, że właśnie legenda o Noem można się posłużyć jako przekonującym dowodem słuszności teorii ewolucji.
Zadano więc sobie pytanie – jak wielka w ogóle musiała być arka Noego? Wynikałoby zatem, że okręt musiał być niezwykłej wielkości, jeśli Noemu udało się ulokować w nim po jednej parze z każdego gatunku fauny. Czy było w ogóle możliwe zbudowanie takiego okrętu?
Pierwszym człowiekiem, który w to zwątpił był doświadczony żeglarz Sir Walter Raleigh – wielki admirał brytyjski i podróżnik-odkrywca. Raleigh gdy popadł w niełaskę królowej Elżbiety I, został osadzony w więzieniu Tower, w którym to lata 1603 – 1616 spędził na pisaniu pięciotomowej historii świata. Wyraził w niej przypuszczenie, że tylko zwierzęta Starego Świata mogły znaleźć miejsce w arce i tylko te Noe mógł uratować. Natomiast zwierzęta Nowego Świata rozwinęły się później z gatunków Starego Świata.Arka NoegoNastępnie w 1685 roku zwierzętami z arki Noego zajął się lord Matthew Hale, będący naczelnym sędzią w Anglii. Mianowicie uważał on, że nawet gatunki Starego Świata były zbyt liczne, by znalazło się dla nich wszystkich miejsce w arce. Jeżeli już, to Noe mógł uratować tylko niewielką ich część – pradawne formy dzisiejszych zwierząt. W dziele Hale’a o stworzeniu człowieka miejsce znalazły zdumiewające myśli, które stawiają go w rzędzie prekursorów Lamarcka i Darwina:
„Nie powinniśmy bynajmniej wyobrażać sobie, że wszystkie gatunki tak zostały stworzone, jak my je dziś widzimy. Dotyczy to tylko tych gatunków, które moglibyśmy nazwać formami wyjściowymi dla wszystkich pozostałych. Liczne gatunki zwierzęce, które teraz oglądamy, nie maja już takiej samej postaci, w jakiej zostały stworzone, lecz zmieniły się różnorodnie pod wpływem rozmaitych okoliczności”.

O krok dalej posunął się Robert Hooke, znakomity znawca skał i skamieniałości. W swoim dziele z 1705 roku, o powstaniu i oddziaływaniu trzęsień ziemi, napisał:
„… niektóre gatunki zostały zupełnie zniszczone i wymarły, podczas gdy inne przekształcały się i zmieniały. Musiało się zdarzać, że z jednego gatunku powstawały różne nowe odmiany wskutek zmiany klimatu, podłoża i pokarmu…”.
Była to zatem już pierwsza jaskółka teorii ewolucji przyjmującej wpływ środowiska. Podobnie brzmiały uwagi Leibniza w 1700 roku:
„Ongiś gdy ocean pokrywał wszystko, zwierzęta zamieszkujące dziś lądy były formami wodnymi. Następnie, wraz z cofaniem się tego żywiołu, stawały się one stopniowo płazami, aż wreszcie ich potomkowie odzwyczaili się od swej pierwotnej ojczyzny”.
Jednak Leibnitz nie był buntownikiem naukowym, wolał nie zadzierać z teologami i natychmiast rejterował, dodając: „Ale stoi to w sprzeczności z Pismem Świętym, a odstępstwo takie jest grzechem”.

Najbardziej interesującą na owe czasy teorię wysnuł francuski urzędnik państwowy i autor książek podróżniczych – Benoit de Maillet. Ten „uniwersalnie wykształcony” człowiek rozwijał swoją działalność jako dyplomata w Egipcie, Abisynii i we Włoszech. W 1715 roku napisał książkę, która usiłowała zerwać pęta biblijnej chronologii i w swojej treści nawiązywała do filozofów przyrody starożytnej Grecji.
Według de Mailleta zarodki pierwszych istot żywych przybyły z kosmosu i rozwinęły się w ziemskim praoceanie pierwotnie w stworzenia morskie. Niektóre z tych morskich zwierząt i roślin wydostały się na ląd i nie mogąc już powrócić do wilgotnego środowiska, przystosowały się stopniowo do życia na stałym lądzie. Jak ryby mogły stopniowo przemieniać się w ptaki, Benoit de Maillet przedstawił w następujący sposób:
„Potem pod wpływem powietrza płetwy się rozszczepiły, promienie podpierające płetwy przekształciły się w dutki, a wysychające łuski w pióra. Skóra pokryła się puchem, płetwy brzuszne zmieniły się w kończyny, całe ciało przyjęło inny kształt. Szyja i dziób wydłużyły się i wreszcie ryba przeistoczyła się w ptaka. W całości jednak zachowała się zgodność z pierwotna formą, która da się zawsze łatwo rozpoznać”.Benoit de MailletNiektórzy uczeni i teologowie, wierzący w najdziwniejsze teorie stworzenia, potopu i katastrof, pokpiwali sobie zdrowo z Benoita de Mailleta, który to czarodziejskim trikiem chciał przemienić ryby w ptaki. Jednakże jego krytycy zataili, że autor tej teorii ewolucyjnej wyobrażał sobie ową przemianę na przestrzeni niezmiernie długiego okresu czasu. De Maillet nie twierdził bynajmniej, że ryba przemieniła się w ptaka w ciągu kilku dni lub tygodni – w tej teorii, dla niego, podobnie jak to utrzymuje Biblia, tysiące lat były jednym dniem.
Aby ustrzec swoje dzieło przed trudnościami i prześladowaniami, de Maillet zastosował pewien środek ostrożności, wybieg, a mianowicie odwrócił pisownię swojego nazwiska, przez co powstał anagram – Telliamed. Ponadto swoją teorię ewolucji włożył w usta hinduskiego filozofa, który miał rzekomo rozmawiać z francuskim misjonarzem.
Przede wszystkim jednak postarał się o to, aby książkę wydrukowano dopiero w 11 lat po jego śmierci. Za jego życia kursował zapewne w paryskich salonach rękopis w wielu kopiach. Jego treść wywarła silny wpływ na Buffona i być może właśnie Telliamed zachęcił go do snucia własnych myśli na temat rozwoju.

W jednym ze swoich listów Buffon (intendent ogrodów królewskich) wspomina, że osoba cenzora stoi mu ciągle przed oczyma „jak zjawa”. Stąd też poglądy na temat ewolucji przedstawia w swoich dziełach dość mgliście. W jego „Teorii Ziemi” miejsce znalazło takie oto twierdzenie:
„Można przyjąć, że wszystkie zwierzęta pochodzą od jednej istoty żywej, która z biegiem czasu na drodze doskonalenia i degeneracji wytworzyła wszystkie inne formy zwierzęce”.
Buffon wpadł na tę myśl, gdyż dopatrywał się wszędzie w przyrodzie „pierwotnego, powszechnego planu budowy”.
Również wielki przeciwnik Buffona, Karol Linneusz, ojciec systematyki, pod koniec swojego życia zbliżył się do hipotez ewolucyjnych. Jego dzieło „Systema naturae” zawierało jeszcze kategoryczne stwierdzenie: „Istnieje tyle gatunków, ile zostało na początku stworzonych”. Natomiast w książce „Metamorfoza roślin”, która ukazała się 15 lat później, pisał tak: „Gatunki zwierząt i roślin, a także rodzaje są dziełem czasu. Jedynie naturalne rzędy są dziełem Stwórcy”.

Wreszcie Linneusz ogłosił podobna teorię jak Buffon:
„W zaraniu życia istniał tylko malutki punkt, z którego wszystko wzięło swój początek i stopniowo się rozszerzało”.
W tym okresie półtora wieku, który dzielił Buffona od Raleigha, myśl ewolucyjna zrobiła więc zdumiewający postęp. Początkowe domysły na temat tonażu arki Noego, przekształciły się w punkt wyjściowy dla teorii ewolucji w sensie Lamarcka lub Darwina. Również i filozofom myśl ta wydawała się co najmniej warta dyskusji. Immanuel Kant w 1790 roku w swojej „Krytyce władzy sądzenia” napisał: „Ta analogia form, …wzmacnia domniemanie ich rzeczywistego pokrewieństwa w pochodzeniu od wspólnej pramacierzy” – i podkreślił, że paleontologom przypadło teraz w udziale wielkie zadanie odkrycia wśród skamieniałości przodków dzisiejszych istot żywych i odcyfrowania z warstw ziemi przebiegu rozwoju życia.

Dla Kanta było zupełnie jasne, że paleontologowie będą wykopywać początkowo „stworzenia o mniej celowej formie”, następnie w młodszych warstwach ziemi coraz doskonalsze istoty i coraz bardziej różnorodnej natury, wszystkie wywodzące się z jednego „macierzyńskiego łona ziemi”.
Właściwie więc panowała już atmosfera sprzyjająca pojawieniu się geniusza, znawcy zarówno skamieniałości, jak i organizmów współczesnych, który byłby zdolny z tych wzmianek, hipotez i teorii stworzyć nowy, dynamiczny obraz świata. Człowiek ten rzeczywiście już wkrótce się zjawił. Zdumiewające jest jednak, że pomimo tak sprzyjających okoliczności nie zdobył uznania.
Może właśnie Kant przewidywał przyczynę tego fiaska. Określił on myśli ewolucyjne jako tak „niesłychane, że rozsądek wzdraga się przed nimi”. Można się zajmować takimi teoriami, ale gdy stają się one poważne, nie należy wówczas porywać się na to „awanturnicze ryzyko rozumu”, jak pisał. Etap ewolucyjnych systemów filozoficznych poprzedzał pojawienie się i upadek Jana Baptysty Lamarcka.

Możliwość komentowania Dawne teorie ewolucji (1) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Palmiarnia w Legnicy

by on Maj.21, 2014, under Ciekawe miejsca

Palmiarnia w LegnicyPalmiarnia znajduje się na terenie Parku Miejskiego w Legnicy. Wybudowana została w 1898 roku, a obecnie zajmuje powierzchnię ponad 1 ha. Towarzystwo Upiększania Promenad od 1893 roku gromadziło środki na jej wybudowanie i w styczniu 1898 roku legniczanin Feodor Beer zadeklarował pokrycie kosztów, przekazując na ten cel 30.000 marek. Pierwsze rośliny zostały dostarczone do niej w październiku 1898 roku z Bordighery, miasta znajdującego się nieopodal San Remo we Włoszech. W zachodniej części budynku palmiarni wybudowano antresolę, na którą prowadzą dwubiegunowe schody. Ma ona spełniać funkcje punktu widokowego. Poniżej stworzono mały staw.Palmiarnia L1Uroczyste otwarcie palmiarni miało miejsce 10 grudnia 1898 roku, jako drugiej na Śląsku, po wybudowanej w 1864 roku palmiarni we Wrocławiu. Przez wiele lat po jej utworzeniu należała do najciekawszych obiektów tego typu w środkowej Europie. Kolejne lata przynoszą jej rozbudowę między innymi w 1904 roku dobudowano do południowego transeptu nową część mającą pełnić funkcję szklarni zimnej. W 1911 roku szklarnię zimna przekształcono w ciepłą, do której dobudowano nową, znacznie dłuższą, 30-metrową szklarnię zimną. Otwarcie rozszerzonych pomieszczeń odbyło się 11 listopada 1911 roku. Ostatnia rozbudowa miała miejsce w 1937 roku zwiększająca przestrzeń obiektu oraz wprowadzająca nowe ekspozycje – egzotyczne ptaki i terraria z gadami.Palmiarnia L2W chwili obecnej, po rewitalizacji wnętrza, zdecydowano o kolejnym wprowadzeniu egzotycznych ptaków. W klatkach i wolierach znajdują się m.in. ary błękitne, amadyny, kulczyki, piona, rozelle, lorysy, kakadu, amazonka „Balbinka” witająca odwiedzających słowami „dzień dobry”, papużki faliste i nimfy. W przypadku niektórych z tych ptaków pomysł nie był trafiony – ptaki są zestresowane, na widok ludzi reagują krzykiem i rzucaniem się po klatkach. Najgorszym przykładem jest samica ary błękitnej o imieniu Hela, która w wyniku niepokojenia i doznawanego stresu ze strony osób odwiedzających, wyskubała sobie pióra na całej piersi i pod skrzydłami. Żenuje fakt braku reakcji ze strony pracowników i administracji palmiarni na męczarnie zwierząt.Ary i KakaduRewitalizacja była konieczna ze względu na cenną kolekcję wiekowych palm zakorzenionych w rodzimej glebie, które nie mogły być przeniesione w inne miejsce z przyczyn technicznych. Sam budynek palmiarni nie jest w najlepszym stanie technicznym, a w szczególności jej konstrukcja szkieletowa i szklarnie, nie mniej jednak główna ekspozycja roślin jak i wnętrze jest zadbane. W ramach dalszych prac planowane jest odbudowanie obiektu szklarni z funkcja kawiarnianą, tarasem, rewaloryzacja mnożarki, budowa pawilonu technicznego dla kwarantanny roślin, mała szklarnia na sukulenty, budowa placu zabaw dla dzieci, mini zoo i mini ogrodu botanicznego oraz wprowadzenie opłat za zwiedzanie.Palmiarnia L3Najciekawszymi okazami flory prócz palm jest sagowiec wygięty, daktylowce, wallemia szlachetna, alokazja, asplenium, papirus miniaturowy, gardenia, strelicja królewska, męczennica błękitna, kuflik, hibiskus, amarylis, oleander oraz kaktusy i sukulenty w tym echinokaktusy – „poduszki teściowej”. Obiekt jest czynny codziennie, a wstęp bezpłatny.

Leave a Comment :, , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...