GeoExplorer

Tag: III Rzesza

Sztolnia Rycerska w Dzikowcu Wielkim

by on Lut.15, 2016, under Pod ziemią

Sztolnia Rycerska (1)Sztolnia Rycerska, nazywana również Sztolnią Wodną (Wasserstollen) zlokalizowana jest na północno – wschodnim zboczu góry Dzikowiec Wielki (GrossWildberg) 836 m n.p.m., znajdującej się na południe od miejscowości Boguszów-Gorce. Aby do niej dojść należy kierować się z betonowego parkingu za przejazdem kolejowym z dzielnicy Boguszowa, Kuźnic Świdnickich, leśną drogą kilkaset metrów do skrzyżowania z kolejną drogą (przy platanie), a następnie skręcić w prawo i po około 60 metrach (przed pierwszą przepływką pod drogą) skręcić w lewo, w leśną ścieżkę, która po około 200 metrach doprowadza wprost pod wlot sztolni. Wlot znajduje się na wysokości 652 m n.p.m. Przed wlotem sztolni znajdują się ceglane pozostałości budynku, a po prawej stronie wylot Źródła Rycerskiego – RitterQuelle. Znajduje się tam również studzienka z wybijającą wodą i widoczne fragmenty ceramicznych rur. Wydajność źródła miała wynosić 400 l/min.Wejście do sztolniDrążenie sztolni rozpoczęto w maju 1938 roku (według innych źródeł w styczniu 1941 roku), a ukończono w maju 1942 roku. Do sztolni prowadzi obetonowane wejście w którym znajduje się studzienka łącząca się z właściwym ujęciem wody zlokalizowanym 50 metrów niżej, w dół od hałdy powstałej w wyniku składowania wydobytego materiału skalnego podczas drążenia sztolni. Nie przypadkowo wybrano miejsce jej wydrążenia, bowiem masyw Dzikowca Wielkiego jak i Gór Kamiennych zbudowany jest ze skał mających dużą przepuszczalność wody – melafirów i porfirów, co powoduje szybkie jej przenikanie przez grunt pozostawiając go suchym, a sztolnia pozwalała na szybkie i łatwe ujmowanie czystej wody. Według niektórych opracowań miała być ujęciem wody dla Kuźnic Świdnickich, chociaż spotyka się też wątki o rzekomym wykorzystaniu jej w 1945 roku przez Niemców jako miejsce ukrycia depozytów.Sztolnia Rycerska (2)Za wejściem sztolnia ma łukowaty profil obudowany betonowymi bloczkami. Chodnik ma wymiary 180 x 90 cm i prowadzi wśród najbardziej wodonośnych warstw skał. Na spągu zalega ceramiczna rura. W początkowym odcinku znajdują się dwa niewielkie odgałęzienia po lewej i prawej stronie. Jest to najdłuższy obudowany odcinek sztolni. Po około 100 metrach obudowa kończy się, a dalej chodnik sztolni prowadzi na przemian w litej skale lub w obudowie z bloczków. W całej sztolni obudowanych odcinków jest siedem.
Obudowa stosowana była w miejscach gdzie struktura skał jest nieco słabsza. W kilku miejscach brak jest w ścianach bloczków, a za nimi znajdują się komory. W sztolni znajduje się jeden przebity zawał na końcu jednej z obudów. Po 250 metrach sztolnia zwęża się, a infiltracja górotworu przez wodę jest znaczna, strumienie wody leją się ze stropu, głównie na rozwidleniu i w obszerniejszej komorze, a to za sprawą chodników znajdujących się poziom wyżej.Kamionkowa ruraW tym miejscu różnica poziomów (od wlotu) wynosi +6,3 m, niewyczuwalnego wznoszenia się pod kątem w czasie penetracji.
Od komory w prawo prowadzi chodnik, a z niego w lewo dwa krótkie wyrobiska zakończone przodkami. W pierwszym o ocios oparta jest stalowa płyta, która zapewne zapewniała ochronę pracującym tu ludziom przy odstrzale skały. Środkowy chodnik prowadzi na drugi poziom do tak zwanego „labiryntu”, do którego wejście zostało zamaskowane krótką obudową z bloczków. Wejście prowadzi ciasną szczeliną nad obudową, a za nią znajduje się stroma pochyłe wejście na poziom drugi, położony około 10 metrów wyżej. W tym miejscu często dochodzi do osuwania się luźnych fragmentów skał. Na końcu pochyłego wejścia znajduje się wysoka i wąska szczelina, a na spągu pozostałości drewnianej obudowy, stojaków i drabinek oraz żelazne płyty najprawdopodobniej ułatwiające transport materiału skalnego.Mineralizacja w Sztolni RycerskiejW bocznym korytarzu widoczna jest woda uciekająca przez spąg na niższy poziom. Górny poziom zakończony jest czterema przodkami i ma łączna długość około 80 metrów. Na spągu komory zalega dużo nie wydobytego materiału skalnego. Od komory, główny chodnik prowadzi jeszcze przez około 50 metrów i kończy się przodkiem na wysokości 659 m n.p.m., gdzie prace miano zakończyć w dniu 9 maja 1942 roku. W całości wyrobiska woda na spągu nie przekracza głębokości 30 cm. W sztolni znajduje się jeszcze kilka innych chodników ukrytych za betonowymi bloczkami obudowy oraz nad obecnym głównym chodnikiem. Po zakończeniu drążenia sztolni w maju 1942 roku opiekę nad nią miała przejąć organizacja Todt i prowadzić w niej dalsze prace, w trakcie których między innymi zamurowano wejście do wyższego jej poziomu, tak zwanego „labiryntu”, betonowymi bloczkami oraz prowadzić inne prace w jej okolicach, co mogą potwierdzać ślady w terenie widoczne do dnia dzisiejszego.Obudowa sztolni i infiltracjaOkoło 100 metrów na północ od Sztolni Rycerskiej znajduje się wlot do kolejnej sztolni nazywanej potocznie Sztolnią Rycerską II, a pomiędzy nimi zasypany szybik. Istnieje relacja więźnia z obozu Gross-Rosen, Jana Grodzickiego, który został przewieziony w okolice Kuźnic Świdnickich w 1941 roku i pracować przy drążeniu sztolni. W zeznaniach złożonych po wojnie przed prokuratorem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich we Wrocławiu podał, że został zapędzony do robót przy drążeniu sztolni na północnym stoku góry Dzikowiec, w miejscu gdzie bezpośrednio ze skał tryskało źródło:

„Najpierw wbijaliśmy się w głąb góry na odległość około dwustu metrów, a następnie wykuwaliśmy coś w rodzaju labiryntu na dwóch poziomach. Przy czym, aby nikt z nas nie zapamiętał rozmieszczenia tych sztolni, przerzucano nas z poziomu na poziom”.Końcowy odcinekMusiał on pracować w końcowej części sztolni, przy „labiryncie” lub na dwóch poziomach wyrobiska – według zachowanych planów wynika, że prace w tym miejscu prowadzono po grudniu 1940 roku. Tym samym większa część chodników sztolni nie została wykonana przez więźniów obozu Gross-Rosen (ten powstał w sierpniu 1940 roku). W chwili obecnej znane są dwa wykonane plany sztolni, jeden wykonany przez mierniczego Friekego (styczeń 1942). Jeden z nich przedstawia sztolnię z bocznymi chodnikami i drugim poziomem nazywanym „labiryntem”, ujęciem wody oraz szczegółowym przebiegiem i długością chodników. Drugi z planów, wykonany w styczniu 1942 roku stanowi kopię pierwszego rozszerzoną o takie szczegóły jak wysokości bezwzględne poszczególnych fragmentów wyrobiska, dokładne dane geologiczne o warstwach skalnych w których wydrążono sztolnię i daty drążenia poszczególnych jej odcinków.8Z dat umieszczonych na mapie wynika, że informacje o warstwach geologicznych wewnątrz sztolni musiano pozyskać już w 1939 roku, a inne dokumenty mówią, że do 1941 roku wyrobisko było już wydrążone prawie w całości. Pierwszą datą, która pojawia się na planie (w odległości 20 m od wlotu sztolni) jest 26 września 1938 roku. Do tego dnia miano wykonać około 60 m chodnika z 38-metrowym bocznym chodnikiem w prawym ociosie. Całkowita długość poznanych wyrobisk Sztolni Rycerskiej na poziomie 1 i 2 wynosi około 410 metrów. W sztolni schronienie znajduje kilkadziesiąt gatunków nietoperzy – jest miejscem ich zimowania, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Możliwość komentowania Sztolnia Rycerska w Dzikowcu Wielkim została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Mieroszowski depozyt Karla Hankego (2)

by on Lis.15, 2015, under Skarby

Golińsk. Fabryka Fritza HankeZlokalizowanie majątku Hankego w Golińsku (Hof Göhlenau) nie jest sprawą trudną. Osoby tropiące od lat ślady gauleitera już dawno ustaliły dokładną jego lokalizację, jak również udało im się odkryć tajemniczą budowlę położoną w nieodległym Mieroszowie. Okazała się nim rozpoczęta budowa podziemnego obiektu o nieustalonym przeznaczeniu, którego budowę prowadzono w oparciu o system budowy obiektów w Bolkowie i Marciszowie. Oględziny wykazały, że podziemny obiekt w Mieroszowie drążony był w wielkim pośpiechu i nie został on nigdy skończony. Do jego budowy wykorzystywani byli najprawdopodobniej więźniowie z miejscowej filii obozu koncentracyjnego w Rogoźnicy Gross-Rosen, AL Friedland. Pewna relacja może potwierdzać informację o tym, że ta niedokończona budowla została jednak wykorzystana wiosną 1945 roku na miejsce złożenia depozytu. Relację tą kilka lat temu przekazał jeden Niemiec, podający się za byłego pracownika majątku gauleitera, niejaki Fritz Hanke. Nazwisko Fritza Hankego odnaleziono na fakturach fabryki z Golińska. Co ciekawe Fritz Hanke był właścicielem fabryki (zdjęcie starej pocztówki „Fabrik von Fritz Hanke”). Czy to tylko jest zwykła zbieżność nazwisk? Przypadek? Czy też ów Fritz był rodziną dla Karla Hanke?

Golińsk od początku XVI wieku znajdował się w rękach Hochbergów. W 1657 roku Heinrich von Hochberg, właściciel Mieroszowa, wzniósł, a raczej przebudował z wcześniejszej budowli (z 1610 roku) w Golińsku dwór jako ośrodek tamtejszych dóbr, ustanawiając go siedzibą właściciela, a gdy stolicą ośrodka stał się Książ (od 1780 roku) dwór stracił swoje znaczenie i zamieszkiwał go tylko administrator. Będąc budynkiem drewnianym spłonął w 1838 roku. Dwór wraz z towarzyszącym mu folwarkiem powstał w pewnej odległości od zabudowy historycznej Golińska, na południowy – wschód od drogi prowadzącej do Czech – Göhlenau Hof (Göhlenauer), stanowiąc odrębną jednostkę osadniczą. Później powstała przy nim osada przyfolwarczna zamieszkana przez pracowników. Folwark był centrum dóbr leśnych obejmujących należące do Hochbergów lasy w Mieroszowie, Łącznej i Unisławiu Śląskim. W samym Golińsku do Hochbergów należał jeszcze folwark będący dawnymi dobrami sołeckimi zwany Kolberci. Z końcem XIX wieku został on wydzierżawiony, a w 1917 roku rozparcelowany. Na przełomie XIX i XX wieku nastąpił dalszy rozwój przemysłu – powstaje tkalnia, zakład produkujący żaluzje, zakład dekoratorski wyrobów ceramicznych i zakład uszlachetniania płótna. Jeden z tych zakładów zlokalizowany był na południe od folwarku Hochbergów i został rozebrany po 1945 roku, zapewne ze względu na swe przygraniczne położenie.

Jak podaje w swojej relacji Fritz, Karl Hanke miał pod koniec wojny wielokrotnie odwiedzać swój majątek. Wizyty te miały odbywać się zawsze w kilka godzin lub w najwyżej kilka dni po przybyciu do majątku kolejnych transportów z nieznaną zawartością. Według niego krążyły wówczas pogłoski, że gauleiter „przygotowuje” się do powojennych czasów, gromadząc zrabowane dobra i kosztowności w najlepszym dla niego z możliwych miejsc. Miała temu służyć między innymi dogodna lokalizacja – niespełna dwukilometrowe oddalenie od starej granicy z Czechami, która po wojnie (jak przypuszczano) stała by się ponownie granicą suwerennych Czech, a to z kolei dla Hankego (bliskość granicy) stwarzałoby wiele dogodnych okazji. Fritz twierdził, że osobiście nigdy nie widział zawartości transportów, tego co było w skrzyniach przywożonych na ciężarówkach, ale jest prawie pewien, że znajdowały się w nich dzieła sztuki oraz wyroby ze srebra i złota. Część skrzyń z przybywających transportów do majątku miała zostać zdeponowana w niedokończonej, podziemnej fabryce pod Mieroszowem.Rynek w MieroszowiePodziemna mieroszowska fabryka miała składać się z trzech sztolni, które pod koniec kwietnia 1945 roku zostały wysadzone w powietrze, a wybuch miał być tak silny, że Fritz porównał go do trzęsienia ziemi. Fakt istnienia podziemnych wyrobisk jest niepodważalny, ponieważ do dziś, po omawianych sztolniach zachowały się w terenie widoczne ślady w postaci zapadlisk i wlotów, które mogą być świadectwem całkowitego zawalenia się na dość długim odcinku podziemnego obiektu, na południowych stokach Kościelnej Góry. Poszukiwacze kilkakrotnie próbowali dotrzeć do nieznanych partii podziemi, ale podejmowane przez nich działania kończyły się już w początkowym etapie prac eksploracyjnych, o czym świadczą pozostawione ślady, a w ich wyniku udrożniono sztolnie tylko na niewielkich odcinkach. Relacja przekazana przez Fritza nie jest odosobniona i nie potwierdzają jej tylko odnalezione sztolnie, ale zachowała się także relacja pewnej kobiety, autochtonki, również byłej pracownicy majątku Hankego o podobnej treści. Według niej na teren posiadłości gauleitera przywożono różne transporty, które grupa zaufanych mu ludzi selekcjonowała zawartość, po czym sporządzane były kolejne, nowe transporty, wyjeżdżające szybko w kierunku Mieroszowa.

Jak wynika z relacji pracownicy Hankego, z części nadchodzących transportów „coś” wydzielano i zamykano w niedostępnej bibliotece gauleitera, której okna zawsze pozostawały zasłonięte ciężkimi kotarami. Dostęp do bibliotecznego pomieszczenia miał tylko Hanke i co najwyżej dwóch innych ludzi. Według dalszej relacji, zawartość biblioteki na przełomie lutego i marca 1945 roku załadowano na dwie ciężarówki, które opuściły Golińsk i udały się jako jedyny transport w kierunku Czech. Ten fakt zapamiętała ona szczególnie gdyż w przygotowywaniu transportu oraz pakowaniu zawartości uczestniczył przez kilka godzin sam gauleiter, co nigdy wcześniej się nie zdarzało. Mówiono wówczas, że był to „złoty skarb Hankego”.
Po zakończeniu II wojny światowej na terenie posiadłości gauleitera w ocalałych ogromnych zabudowaniach gospodarczych, zlokalizowano fabrykę przemysłu metalowego. Działała przez wiele lat jako przeciętny, przemysłowy, terenowy zakład, w którym znajdowali zatrudnienie okoliczni mieszkańcy. Produkowano w niej między innymi metalowe siatki, żaluzje, końcówki żarówek i wyroby dla gospodarstwa domowego.

W latach osiemdziesiątych XX wieku, jeden z takich mieszkańców, będący wieloletnim pracownikiem fabryki, został jej zakładowym portierem. Relacjonuje on, że w 1990 roku zgłosił się do niego pewien Niemiec, który poprosił go o możliwość zwiedzenia majątku, który niegdyś należał do jego rodziny, a on sam miał się w nim urodzić. Niemiec opowiedział portierowi czym był ten majątek w czasach wojny. Portier dowiedział się również, że dom rodzinny „gościa” do początku II wojny światowej wchodził w skład dóbr terenowych właścicieli zamku Książ, których jak większości po wybuchu wojny, pozbawiono nie tylko zamku, ale i okolicznych posiadłości ziemskich. Tym sposobem majątek w Golińsku miał trafić w ręce Hankego, który szybko uznał go za swoją rodową siedzibę. Portier, jak twierdzi, nigdy nie wpuścił tego Niemca na teren zakładu, pomimo, że ten przyjeżdżał nawet w niedziele gdy był on nieczynny i na jego terenie nie było innych osób. Nie uległ Niemcowi nawet gdy ten chciał nawiązać z nim bliższy kontakt, proponował mu za przysługę pewna sumę marek, a nawet zapraszał do Hamburga.Mapa okolic Mieroszowa z 1936 rokuJak zakończyła się ta „znajomość” tak na prawdę do końca nie wiadomo, ale skoro prośby owego Niemca miały także poważne poparcie w finansach, portier mógł ulec. Odmowę tłumaczył rzekomą kiepską znajomością języka niemieckiego i zwykłą niechęcią do Niemców.
„Miałem trochę radości, twardo mówiąc „nie” bogatemu gościowi, który sądził, że kupi mnie za kilkanaście marek. Teraz może nie byłbym taki twardy, bo emeryturę mam nędzną, ale on już tutaj nie przyjeżdża (…) Wtedy zresztą nie wiedziałem co znaczy nazwisko Hanke” (takim nazwiskiem przedstawił mu się ten Niemiec).
Znaczenie nazwiska Hanke portier zrozumiał dopiero wtedy, gdy kilka lat temu pochwalił się otrzymaną od Niemca wizytówką pewnemu wałbrzyskiemu nauczycielowi, a ten uświadomił go o jaką rodzinę chodzi.
Tak oto około sześćdziesięcioletni syn Karla Hankego przyjeżdżał do Golińska pięciokrotnie w latach 1990 – 1995, twierdząc, że poszukuje śladów ojca, a z relacji rodzinnych wynika, że majątek jest tym miejscem, w którym na pewno ostatni raz widziano jego ojca.

Portier w relacji dotyczącej swoich kontaktów z odwiedzającym majątek synem Hankego dodał, że ten powiedział mu, iż wie, że ojciec był w Golińsku z jakimś profesorem i stąd mieli odlecieć prawdopodobnie helikopterem do pobliskiego Krzeszowa, a następnie do Jeleniej Góry. Czy tym profesorem był Günther Grundmann? Wszystko wskazuje, że to mógł być on. Warto dodać, że przecież Krzeszów był jedną z oficjalnych skrytek Grundmanna i obaj, zarówno on jak i Hanke mieli wspólny interes w tym, by ryzykować i po wizycie w Golińsku polecieć do Krzeszowa. Składnicę dokumentów i woluminów w Krzeszowie (Grüssau) zlokalizowano w kościele p.w. św. Józefa, a w pobliskiej Kamiennej Górze (Landeshut) zdeponowano obrazy z Dessau, które jesienią 1944 roku na powrót przewieziono do Dessau.
Istnieją też informacje o kilku podziemnych, dobrze zamaskowanych i efektownie wysadzonych, korytarzach w Kochanowie (2 km na północny-zachód od Mieroszowa, w kierunku Dobromyśla i Krzeszowa), w których miano ukryć depozyty, a których nigdy nie spenetrowano.

Możliwość komentowania Mieroszowski depozyt Karla Hankego (2) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Mieroszowski depozyt Karla Hankego (1)

by on Lis.01, 2015, under Skarby

Panorama przedwojennego MieroszowaMieroszów (Friedland in Niederschlesien) to 6 tysięczne, kamieniczne miasteczko, leżące na południowy – zachód od Wałbrzycha, oddalone o 4 km od granicy z Czechami, znane dolnośląskim miłośnikom paralotniarstwa z góry Jatki, posiadającej jedyną rampę lotniarską w Polsce. Zostało założone w XIV wieku przez czeskich benedyktynów. Nakręcono w nim również serial przygodowy dla młodzieży „Gruby” (1971 rok) na podstawie powieści Aleksandra Minkowskiego, przedstawiający życie w realiach tak zwanych „ziem odzyskanych”, na których działają grupy Werwolfu i szabrowników. Tuż po II wojnie światowej nosiło ono nazwę Fyrląd Wałbrzyski. W czasie wojny znajdowała się w nim filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen z Rogoźnicy.
Z jego historią w ostatnich latach wojny, a także pobliskiej miejscowości Golińsk (Göhlenau) związana jest postać gauleitera Dolnego Śląska – Karla Hankego.

Karl Hanke urodził się 24 sierpnia 1903 roku w Lubaniu (wówczas Lauban), a zmarł najprawdopodobniej 8 czerwca 1945 roku w Novej Vsi nad Popelkou (Czechosłowacja), choć jego powojenne losy pozostają do dziś tajemnicą, a okoliczności śmierci nie są do końca wyjaśnione. Po ukończeniu szkoły młynarskiej w Saksonii (od 1921 – 1926 roku pracował w młynarstwie i warsztacie kolejowym) w 1928 roku ukończył w Berufspädagogischen Institut w Berlinie studia, a już w listopadzie 1928 roku wstępuje do NSDAP i tym samym, poprzez zaangażowanie polityczne, jego kariera zaczyna się błyskawicznie rozwijać – 1 kwietnia 1932 roku zostaje osobistym sekretarzem Josepha Goebbelsa. W tym samym roku zostaje delegatem NSDAP do Landtau, później do Reichstagu. Stanowisko to piastował do końca wojny. W 1937 roku został wiceprezesem Izby Kultury Rzeszy.

Ministerialna kariera Hankego kończy się w przededniu II wojny światowej ostrą interwencją Adolfa Hitlera, która była odpowiedzią na romans Goebbelsa z czeską aktorką Lidą Baarovą – Hanke staje się wówczas „powiernikiem” żony Josepha, Magdy. Od 1939 do 1941 roku służy w wojsku, między innymi w Polsce i we Francji, otrzymując za zasługi Krzyż Żelazny pierwszego i drugiego stopnia. Po opuszczeniu szeregów armii Karl Hanke z rozkazu Adolfa Hitlera zostaje gauleiterem Dolnego Śląska, a następnie Heinrich Himmler awansuje go na Gruppenführera SS. Jego bezwzględne rządy doprowadzają do nadania mu przydomka „kata z Breslau”.
29 kwietnia 1945 roku po uznaniu przez Hitlera za zdrajcę Heinricha Himmlera, Hanke otrzymuje po nim urząd Reichsführera SS i dowódcy niemieckiej policji. W Festung Breslau przebywa niemal do samego jej zdobycia przez wojska Armii Czerwonej.Karl HankeW nocy z 5 na 6 maja 1945 roku, tuż przed kapitulacją, Hanke miał rzekomo uciec z Wrocławia za pomocą zarekwirowanej awionetki typu Storch. Samolot podczas lotu dostał się w ogień nieprzyjaciela i najprawdopodobniej został trafiony w zbiornik paliwa, co skutkowało przymusowym awaryjnym lądowaniem. Naprawy dokonano koło lotniska w Mirosławicach, po czym Hanke z pilotem skierowali się do Świdnicy na tamtejsze lotnisko Luftwaffe.
O tego momentu dalsze losy Hankego są niejasne. Przyjmuje się, że najprawdopodobniej przesiadł się w Świdnicy na inny samolot, który rozbił się w Kraju Sudeckim (Sudetenland). Hanke miał przeżyć i dołączyć do Dywizji „Horst Wessel”, z którą prawdopodobnie trafił do niewoli. Kolejny jego ślad miał urwać się też na przejeździe kolejowym w Czechach. Tutaj pojawia się jedna z wersji mówiąca o okolicznościach jego śmierci, a mianowicie miał zostać zabity podczas próby ucieczki z miejsca internowania (osadzenia) przez czeskich wartowników pod Chomutovem.

Niektóre źródła podają, że był widziany po 1945 roku w Argentynie, w której schroniło się wielu niemieckich zbrodniarzy wojennych, po tym jak odleciał z jednej z lokalnych, drugorzędowych dróg zamienionych w prowizoryczny pas startowy w okolicach Jeleniej Góry, przez Rzeszę do Hiszpanii (w kierunku Madrytu), a dalej przy pomocy patriotów niemieckich z zachowaniem już poczucia zupełnego bezpieczeństwa za Atlantyk. Kierowany dalszą pomocą „obywateli wiernych III Rzeszy” miał osiąść w niemieckojęzycznej osadzie koło Rosario.
Od zakończenia II wojny światowej minęło już 70 lat, a mimo upływu tak długiego okresu czasu powojenne losy wielu czołowych przywódców III Rzeszy nie zostały wyjaśnione i pozostają nieznane. Podobnie jest w przypadku Karla Hankego. Z jego postacią wiąże się nie tylko sprawa tajemniczego zniknięcia, ale również historia ukrywania na jego polecenie w 1944 i 1945 roku tysięcy zrabowanych dzieł sztuki na terenie Dolnego Śląska.

Pewnym jest fakt współpracy na tym polu gauleitera z dolnośląskim konserwatorem zabytków profesorem Güntherem Grundmannem (urodzonym w 1892 roku w Jeleniej Górze, a zmarłym w 1976 roku w Hamburgu). Zadaniem Grundmanna pod koniec II wojny światowej było „zabezpieczanie” dzieł sztuki z kościołów, muzeów, klasztorów i podobnych obiektów. W obliczu zagrożenia ze strony wojsk armii radzieckiej Grundmann dokonywał selekcji i jeździł po różnych miejscach w celu wybrania najcenniejszych rzeczy. Wywożone były one w głąb Dolnego Śląska i ukrywane między innymi w pałacach i zamkach. Pod koniec wojny Grundmann ewakuował zabytki o wyjątkowym charakterze w głąb Rzeszy.
Grundmann stworzył ponad 80 tajnych schowków mających tworzyć podwaliny finansowe pod „nową Rzeszę”, a jego słynna lista („lista Grundmanna”) kończy się datą 21 czerwca 1944 roku (on sam wyjeżdża w głąb Rzeszy dopiero w 1945 roku).prof Gunther GrundmannSpis zabytków (lista) i skrytek depozytowych został odnaleziony w gruzach urzędu konserwatorskiego. Dokument rozszyfrował Józef Gębczak będący historykiem sztuki. Po wojnie wszystkie miejsca ze spisu odwiedziła polska komisja rewindykacyjna Ministerstwa Kultury i Sztuki pod kierownictwem Witolda Kieszkowskiego, który był dyrektorem Naczelnej Dyrekcji Muzeów. Niestety okazało się, że skrytki nie były już kompletne. Komisja podjęła się zabezpieczenia tego co w nich pozostało. Istnieją przypuszczenia, że po 21 czerwca 1944 roku, Günther Grundmann mógł jeszcze sporządzić około 100 skrytek dzieł sztuki i kosztowności.
Osoby zajmujące się sprawą ukrywania zrabowanych dzieł sztuki i kosztowności są przekonane, że Karl Hanke i Günther Grundmann, jesienią 1944 roku i zimą 1945 roku, poświęcili również czas na sporządzenie wielu już mniej urzędowych, prywatnych depozytów, które miały się im przydać się po wojnie.
Przypuszcza się, że takich absolutnie utajnionych depozytów na Dolnym Śląsku sporządzono wtedy kilkadziesiąt.

Günther Grundmann milczał kilkadziesiąt lat, aż do śmierci i chyba nikt nie skorzystał dotychczas z posiadanej przez niego „prywatnej” wiedzy. Poszukiwanie tych ukryć koncentrować można wokół śladów, jakie pozostawił po sobie Karl Hanke, aż do momentu swojego tajemniczego zniknięcia w kwietniu 1945 roku, gdzieś w okolicach Wałbrzycha, Jeleniej Góry lub czeskiej granicy.
Niekwestionowanym faktem, który potwierdza dość wiele wiarygodnych śladów i relacji jest to, że Hanke odleciał pod koniec kwietnia 1945 roku z oblężonego Festung Breslau samolotem. Inne przekazy mówią też o tym, że widziano go podczas oblężenia Twierdzy w wielu innych miejscach, między innymi na zamku Książ, do którego miał przybyć helikopterem. Helikoptery pod koniec wojny były już montowane we Wrocławiu, a gauleiter o tym doskonale wiedział i mógł wykorzystać jeden z nich. Jeżeli wizyta ta jest prawdą, musiała być ona znaczącą i tym samym potwierdza to fakt, że Fürstenstein był do końca przygotowywany do spełniania zadań specjalnych przez wiele powojennych lat.

Karl Hanke korzystając z możliwości jakie dawało szybkie przemieszczanie się helikopterem, wiosną 1945 roku dokonał odwiedzin kilku miejsc, które dziś pod kątem zorganizowania skrytek depozytowych są niemniej istotne, a z pewnością tych, które były miejscami prowadzenia podziemnych robót pod obiekty o niewyjaśnionym do końca przeznaczeniu. Niektóre źródła informują o tym, że widziano go przylatującego helikopterem między innymi w kilku miejscach Gór Sowich jak również w jego własnym majątku w Golińsku, w Mieroszowie, Krzeszowie i Jeleniej Górze. Po II wojnie światowej upowszechniono informację o rzekomej śmierci Hankego podczas ucieczki przed nadciągającym frontem na terenie Czech – miał się on stać całkiem przypadkową ofiarą czeskiego patrolu, który strzelił do uciekającego człowieka. Niestety wersja ta nigdy nie została zweryfikowana, nawet przez jego rodzinę, która dość szczegółowo badała sprawę jego zaginięcia, a po pewnym czasie z jakichś ważnych, zapewne racjonalnych powodów porzuciła zainteresowanie tym wątkiem.

Możliwość komentowania Mieroszowski depozyt Karla Hankego (1) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnie w Mieroszowie

by on Wrz.15, 2015, under Pod ziemią

Początek bocznego chodnikaProlog
Przez okres 70-ciu lat od zakończenia II wojny światowej na temat mieroszowskich sztolni i podziemi powstało wiele teorii, domysłów i spekulacji, dotyczących zarówno historii ich powstania i przeznaczenia, na docelowym wykorzystaniu kończąc.
Spekulowano na przykład o przyszłym wykorzystaniu ich na potrzeby przemysłu zbrojeniowego ściśle związanego z sowiogórskim kompleksem Riese, czy też uwzględniano często wątek ukrycia w ich rozbudowanych wnętrzach depozytu gauleitera Dolnego Śląska, Karla Hanke.
Wszystkie te teorie nieodzownie związane były z brakiem dokumentacji ich budowy i przeznaczenia.
Co tak na prawdę o nich wiadomo?
Istnienie trzech sztolni na zboczach Kościelnej Góry jest niezaprzeczalne. Ich wloty do chwili obecnej widoczne są w terenie.

Obozy pracy
Historia powstania sztolni i podziemi mieroszowskich ściśle powiązana jest z istniejącą tutaj w okresie II wojny światowej filią obozu koncentracyjnego Gross Rosen w Rogoźnicy – AL Friedland, utworzonego dość późno, bo 8 września 1944 roku, w odległości około kilometra od centrum miasta. Niewiele wiadomo na temat samego działania obozu, gdyż nie zachowało się zbyt wiele dokumentów mówiących o jego funkcjonowaniu.
Według danych z 16 lutego 1945 roku przebywało w nim 570 więźniów (mężczyzn, głównie Żydów), przewiezionych z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau. Podobóz został zlikwidowany z dniem zakończenia wojny, z 8/9 maja 1945 roku. Wiadomo również, że podczas wojny w Mieroszowie funkcjonował drugi obóz, tak zwany Polenlager, będący obozem dla polskich robotników przymusowych.

W lutym 1945 roku przez Mieroszów przebiegał szlak pieszych transportów więźniów z obozu KL Riese do Czech, a docelowo do obozów KL Flossenbürg i KL Bergen Belsen. Uczestnicy tych „marszów śmierci” zatrzymywani byli na noc w AL Friedland i w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Ci, którzy zmarli zostali pochowani przez więźniów AL Friedland. Niektóre ze źródeł („Przewodnik po upamiętnionych miejscach walk i męczeństwa. Lata wojny 1939 – 1945”, Warszawa 1988, str. 776) podają, że na cmentarzu miejskim w Mieroszowie znajdują się mogiły jeńców wojennych. Można domyślać się, że również więźniów z obozu.
Wracając do AL Friedland… Więźniowie z tego obozu pracowali głównie w miejscowych zakładach koncernu VDM i „Fritz Schubert”. Wykorzystywani byli także do drążenia chodników sztolni, które zaczęły powstawać pod koniec 1944 roku.Pomik ku pamięci więźniów Gross  KL RosenDla upamiętnienia niewolniczo pracujących i tragicznie zmarłych więźniów AL Friedland, w Mieroszowie przy ul. Wałbrzyskiej ustawiono pomnik:
„AL Friedland /Mieroszów/
08.09.1945 – 09.05.1945
Pamięci 515 więźniów filii obozu Gross Rosen”,
projektu i wykonania artysty – plastyka Stanisława Olszamowskiego.

Spekulacje
Na początku lat 40-tych XX wieku produkcję zakładów przemysłowych w Mieroszowie ukierunkowano na potrzeby wojenne, a pod koniec 1944 roku rozpoczęto tu budowę jakiegoś tajemniczego podziemnego obiektu.
Różne przekazy pochodzące z wielu źródeł mówią, o kilku ukrytych wejściach do podziemi na terenie Mieroszowa, ale nikt nie wie, jak bardzo rozbudowany ma być ich kompleks, jaka jest prawdziwa długość sztolni i korytarzy.
Mówi się o drugim „podziemnym mieście Mieroszów”, w którym miano produkować samoloty myśliwskie oraz pociski typu V-1 i V-2.
Krążyły też swego czasu pogłoski jakoby Mieroszów był skażony promieniotwórczo, w związku z tajemniczymi wydarzeniami, które miały mieć w nim miejsce, w okresie dwóch ostatnich miesięcy II wojny światowej, a rejon ten zamierzano przekształcić w centrum naukowo – badawcze na wzór amerykańskiego Los Alamos.Skarpa w której znajdują się wejścia do sztolniW książce „Księstwo SS”, dr Jacek Wilczur (były pracownik Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce) przedstawił Mieroszów jako miejsce, w którym Niemcy przygotowywali się do produkcji broni atomowej i miał on stanowić część wielkiego ośrodka atomowego III Rzeszy.
Kolejny autor pozycji o kompleksie Riese, Jerzy Cera, w „Tajemnicach walimskich podziemi”, pisze o rzekomych próbach wzbogacania tu ciężkiej wody sprowadzanej z Norsk Hydro. Mariusz Aniszewski w „Podziemny świat Gór Sowich” nadmienia o „zakładach wzbogacania ciężkiej wody w Mieroszowie”. Ciężka woda czyli deuter nie wymaga wzbogacania, gdyż jest produktem końcowym. Prawdopodobnie chodziło o zakłady wzbogacania rudy uranowej.
Rozważano też możliwość budowy przez Niemców obiektów pod rozwijający się przemysł nuklearny, różnego przeznaczenia laboratoria, zakłady wzbogacania rudy uranowej czy też naukowo – techniczne schrony przeciwlotnicze.

Kościelna Góra
Zbudowana z latytów, góruje nad miastem od zachodu. W połowie XVIII wieku, w czasie gdy Mieroszów zaczął znacznie się rozwijać, została zauważona jako teren pod rekreację. Mieszkańcy, zgodnie z ówczesnymi trendami, rozpoczynają wyruszać na górskie szlaki. Prawdziwe jej ożywienie przypadło na koniec XIX wieku, gdy właściciel mieroszowskiego hotelu „Elsner” wybudował na niej restaurację. W 1894 roku wybudowano na nią drogę, zapoczątkowując jej zabudowę i wytyczanie ścieżek. Następnie przekształcono ją w piękny park, w którym mieszkańcy spędzali wolny czas.
W XVIII i XIX wieku na południowym krańcu góry funkcjonował młyn papierniczy, a po 1835 roku gdy wprowadzono do produkcji papieru maszyny, młyn traci na wartości. W 1890 roku zostaje strawiony przez pożar, zgliszcza rozebrane (do dziś widoczne są pozostałości fundamentów).Stok Kościelnej Góry w którym wydrążono sztolnieW 1918 roku po zakończeniu I wojny światowej, ku czci ofiar, na plateau ustawiono pomnik symbolizujący matkę opłakującą na swoich kolanach syna poległego w walce. Inna wersja mówi, że ma on podkreślać romantyczny charakter tego miejsca, związanego z legendą o parze nieszczęśliwych kochanków, mezaliansie. Bogaty ojciec dziewczyny miał zlecić zabójstwo jej biednego wybranka w miejscu ich potajemnych schadzek, a chwilę po, chłopak miał skonać na jej kolanach.

Okres przed wybuchem II wojny światowej był dla tego miejsca „złotym”. Górę odwiedzały setki turystów, podziwiający z przyległej do restauracji, drewnianej wieży panoramę okolicy. Widok był o wiele większy niż obecnie, gdyż wschodniego zbocza nie porastały drzewa. Cztery betonowe podstawy wieży można jeszcze odnaleźć w pobliżu fundamentów restauracji.
W czasach powojennych Kościelna Góra zaczęła tracić na swoim wyglądzie, zaczął pokrywać ją dziki drzewostan, zamieniając tym samym park w las. Plany jej rewitalizacji były różne i z różnym powodzeniem.
Obecnie jest to miejsce rekreacyjno – kulturalne Mieroszowian, z nową, drewnianą wieżą widokową, czynną od czerwca 2015 roku.

Sztolnie
Zlokalizowane są u podstawy południowego zbocza Kościelnej Góry (Kirch Berg) 545 m n.p.m.
Ich otwory znajdują się na wysokości 488 m n.p.m. (według niemieckiej Messtischblatt nr. 5363 z 1936 roku), po prawej stronie drogi prowadzącej do miejscowości Różana.
Aby do nich dotrzeć należy na skrzyżowaniu ulic Hożej i Żeromskiego skręcić w prawo (od ulicy Żeromskiego) w szutrową drogę okalającą od południa i zachodu Kościelną Górę. Po kilku metrach w zboczu uwidacznia się niewielkie wcięcie zakończone odsłonięciem skał (latytów), w którym znajduje się zawalone obecnie wejście do sztolni nr. 1. Niewielkim nakładem prac można je odgruzować, by dostać się do wnętrza, a za nim sztolnia pozostaje drożna. Idąc dalej szutrową drogą, po około 20 metrach widoczne jest kolejne wcięcie prowadzące do wlotu sztolni nr. 2, a po kolejnych 50 metrach do sztolni nr. 3. Wloty sztolni nr. 2 i 3 są również niedrożne, zlokalizowanie w zaroślach, stanowią dzikie wysypisko śmieci.Wlot sztolni nr.1Szutrowa droga okalająca Kościelną Górę (z której jest dostęp do sztolni) dawniej stanowiła trasę kolejki wąskotorowej, za pomocą której wywożono urobek ze sztolni.
Sztolnia nr. 1 ma około 25 metrów długości. Po 10 metrach od wlotu skręca pod kątem prostym w prawo.
Sztolnia nr. 2 ma długość około 75 metrów. Chodnik początkowo biegnie 10 metrów prosto, następnie pod kątem prostym skręca w lewo na 10 metrów, przez kolejne 40 metrów biegnie prosto i ponownie skręca pod kątem prostym w lewo na 15 metrów.
Wymiary wyrobisk (docelowe) to 4 metry szerokości i 2,5 metra wysokości. Na spągu zalega miejscami dużo niewydobytego urobku oraz rumosz odpadniętych ze stropu i ociosów fragmentów skał.
Należy zauważyć, że wyrobiska są obiektami nieukończonymi, pozostawionymi we wstępnej fazie ich drążenia i nie będącymi obiektami związanymi z dawnym górnictwem rud metali.
Niektóre przekazy mówią, że wszystkie wyrobiska mają się łączyć w jednym miejscu, w samym centrum góry.Sztolnia w MieroszowieEpilog
Poprzedni samorządowcy z Mieroszowa, za kadencji burmistrza Andrzeja Laszkiewicza chcieli podjąć się rozwiązania „podziemnej tajemnicy”. Przez krótki okres czasu noszono się z zamiarem udostępnienia sztolni jako atrakcji turystycznej. W planach miano podjąć się wykarczowania okolic wejść jak i odgruzowania ich, a następnie ustalenia rozległości kompleksu i opracowania planu przekształcenia go w trasę turystyczną.
Gmina zamierzała na ten cel pozyskać środki finansowe między innymi z Unii Europejskiej.
Za sprawą Bogdana Rosickiego (który realizował podobne projekty między innymi na Włodarzu i w Walimiu) zaczęto uważać, że mieroszowskie podziemia mogą być jedną z największych tego typu „konstrukcji” na świecie, większą nawet od kompleksu Riese.Sztolnia w Mieroszowie (1)Władze gminne zostały zmienione, a plan udostępnienia sztolni nie został do chwili obecnej wcielony w życie. Nie wiadomo też jakie są zapatrywania na ten pomysł obecnego burmistrza Marcina Raczyńskiego.
Aby dostać się do mieroszowskich podziemi wystarczy podnieść właz jednej ze studzienek na terenie miasta i zapuścić się do jej wnętrza. Którą? Analitycznym i spostrzegawczym poszukiwaczom odnalezienie jej nie nastręczy problemu. W okresie ostatnich kilku miesięcy (od czerwca 2015 roku) mieszkańcy mają kłopoty związane z dostawami wody do mieszkań. Borykają się z tym problemem do chwili obecnej (wrzesień 2015). Tłumaczone są one wieloletnimi zaniedbaniami sieci wodociągowej, awariami pomp, suszą, itp.
W podziemiach jest jej jednak sporo…

Możliwość komentowania Sztolnie w Mieroszowie została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Red Tails nad Kędzierzynem

by on Lut.05, 2015, under Historia

Red Tails nad KędzierzynemZmagania militarne podczas II wojny światowej stały się w późniejszym czasie inspiracją do powstania wielu filmów, produkcji telewizyjnych, publikacji książkowych. Czytając te publikacje lub oglądając filmy często nie zdajemy sobie sprawy, że znane wojenne historie, heroizm i groza wojny utrwalone na kliszy fotograficznej lub taśmie filmowej dotyczą wydarzeń, które często działy się nieopodal miejsc, w których żyjemy czy pracujemy. Jednym z takich przypadków są działania bojowe „czarnej eskadry”, czyli 332 Grupy Myśliwskiej USAAF.

Spośród licznych celów, będących przedmiotem ofensywy bombowej 15th USAAF, zakłady paliwowe zlokalizowane na Górnym Śląsku były grupą obiektów najbardziej oddalonych od baz w południowych Włoszech, skąd operowała 15 Armia Powietrzna Armii Stanów Zjednoczonych. Wyprawy nad rafinerie w Blachowni, Kędzierzynie, Zdzieszowicach czy Oświęcimiu były misjami wyjątkowo niebezpiecznymi i długotrwałymi. Czas dolotu nad cel i powrotu na lotniska macierzyste przekraczał 8 godzin.
Samoloty lecące nad Górny Śląsk były zagrożone zarówno przez dużą koncentrację artylerii przeciwlotniczej nad celem oraz w drodze do celu, jak i przez ataki myśliwców Luftwaffe oraz lotnictwa sprzymierzonych z III Rzeszą Węgier, w tym słynnego 101. Honi Légvédelmi Vadászrepülő Osztály, czyli 101 Skrzydła Obrony Powietrznej, powszechnie znanego jako Grupa Puma.Messerschimitt Bf-109 Grupy PumaDla obrony formacji bombowców przed myśliwcami nieprzyjaciela w obrębie 15 Armii Powietrznej utworzono 2 skrzydła myśliwskie, w skład których wchodziło 7 grup myśliwskich.
Niezbyt powszechnie znany, ale niewątpliwie warty szerszego upowszechnienia jest fakt, że jedną z tych grup była chyba najsłynniejsza jednostka myśliwska Lotnictwa Armii Stanów Zjednoczonych okresu II wojny światowej – składająca się wyłącznie z czarnoskórych lotników 332nd Fighter Group, znana także jako Red Tails (od malowanych na czerwono ogonów samolotów) lub jako Tuskegee Airmen (od nazwy miasteczka Tuskegee w Alabamie, gdzie czarnoskórzy lotnicy mieli swoją bazę treningową przed wyruszeniem na wojnę).
W tym miejscu warto umieścić kilka słów objaśnienia kontekstu historycznego. W tamtym czasie Ameryka była krajem, w którym obowiązywała segregacja i dyskryminacja rasowa, obejmująca także swoim zasięgiem służbę wojskową. Czarnoskórzy mieszkańcy USA nie byli dopuszczani do służby w Siłach Powietrznych USA w charakterze lotników. Jednakże wieloletnie starania na rzecz zniesienia dyskryminacji czynione przez wiele wpływowych osobistości zaczęły przynosić pierwsze efekty.The Tuskeegee AirmenW kwietniu 1939 roku Kongres uchwalił ustawę przyznającą finansowanie dla szkół lotniczych mających szkolić czarnych lotników. Obstrukcje oraz wygórowane wymagania stawiane przez Departament Wojny sprawiły, że program był wdrażany z olbrzymimi trudnościami. Przełomem okazało się wsparcie okazane przez Pierwszą Damę panią Eleonor Roosevelt, która w marcu 1941 roku odwiedziła Tuskegee i odbyła półgodzinny lot z jednym z czarnoskórych weteranów lotnictwa cywilnego – C. A. Andersonem, który był zatrudniony w Tuskegee jako instruktor. Po tej podniebnej przejażdżce i poparciu udzielonym przez Panią Roosevelt sprawy ruszyły szybko do przodu.
Jeszcze w tym samym roku utworzono 99 Dywizjon Myśliwski (99th Fighter Squadron), który rozpoczął cykl szkoleniowy w Tuskegee Army Airfield. Mimo bardzo dobrych rezultatów szkoleniowych Dowództwo Sił Powietrznych z powodów rasowych piętrzyło przeszkody przed skierowaniem dywizjonu do działań bojowych. Otwarcie wyraził to jeden z głównodowodzących USAAF generał Henry „Hap” Arnold mówiąc:
„Piloci Murzyni nie mogą służyć w naszym Korpusie Sił Powietrznych, gdyż rezultatem tego będzie sytuacja w której czarni oficerowie będą przełożonymi białych poborowych, co będzie społecznie nieakceptowalne”.Red TailsJednak ostatecznie w kwietniu 1943 roku 99 Dywizjon został uznany za gotowy do działań bojowych, a następnie przerzucony do Afryki, gdzie wszedł w skład 33rd Fighter Group (33 Grupy Myśliwskiej). Swój chrzest bojowy przeszedł 30 maja, atakując strategiczną wyspę Pantelleria na Morzu Śródziemnym. Ataki ponawiano aż do 11 czerwca, kiedy włoski garnizon skapitulował. Był to pierwszy w historii przypadek, gdy militarny opór przeciwnika został złamany wyłącznie przy u życiu ataków lotniczych. Za swój wyczyn Dywizjon otrzymał Distinguished Unit Citation – wyróżnienie przyznawane za wybitne męstwo na polu walki.
Pomimo bojowych sukcesów i udowodnieniu w praktyce, że nie są gorsi od swych białych kolegów, rasistowskie traktowanie było wciąż na porządku dziennym, a czarni piloci nie byli akceptowani przez białych lotników z innych dywizjonów 33 Grupy. Nie przekazywano im także jako nowicjuszom żadnych informacji i wskazówek pomocnych w wykonywaniu misji bojowych.
Tymczasem w Tuskegee szkolenie czarnych pilotów postępowało i wiosną 1944 roku kolejne grupy lotników zostały wysłane do udziału w działaniach bojowych we Włoszech. Były to myśliwskie dywizjony 100, 301 oraz 302, które w maju 1944 roku dołączyły do 99 dywizjonu. W ten sposób pierwsza składającą się wyłącznie z czarnych pilotów grupa myśliwska w USAAF – 332nd Fighter Group uzyskała gotowość bojową. Jej dowódcą został pułkownik Benjamin O. Davis Jr. Bazą macierzystą całej grupy aż do końca wojny stało się lotnisko Ramitelli niedaleko Termoli w południowych Włoszech.Col. Benjamin O. Davis Jr.Odtąd głównym zadaniem grupy stało się eskortowanie bombowców 15 Armii Powietrznej podczas rajdów na cele w środkowej i południowej Europie.
Mustangi z pomalowanymi na czerwono statecznikami pionowymi wiele razy pojawiały się na niebie wokół Blachowni, Kędzierzyna, Zdzieszowic i Oświęcimia.
Pierwsza misja eskortowa „Czerwonych Ogonów” nad Górny Śląsk miała miejsce podczas nalotu 7 sierpnia 1944 roku, kolejna w niespełna dwa tygodnie później – 20 sierpnia, tym razem atakowanym przez bombowce celem były zakłady Buna Werke w Oświęcimiu. Była to jedyna misja nad to miasto osłaniana przez 332nd Fighter Group.
27 sierpnia samoloty z białymi gwiazdami nadleciały nad Kędzierzyn i Blachownię. W drodze powrotnej do bazy piloci 332 Grupy atakując lotnisko na terenie Czech zniszczyli 22 samoloty nieprzyjaciela na ziemi. Za ten wyczyn 3 pilotów Grupy zostało odznaczonych krzyżem Distinguished Flying Cross. Byli to kapitan Dudley M. Watson, kapitan Wendell O. Pruitt oraz porucznik Roger Romine.P-51C Mustang w barwach Red Tails13 września celem bombowców były zakłady Blechhammer North, czyli obecna Blachownia Śląska (obecnie dzielnica Kędzierzyna-Koźla). „Trzynastka” okazała się pechowa dla podporucznika Wilbura F. Longa z 99 dywizjonu. Jego Mustang zapędził się nad sam cel, gdzie został trafiony ogniem Flaku – niemieckiej artylerii przeciwlotniczej. Lt. Long po latach tak wspominał to wydarzenie:
„…zostałem trafiony przez Flak nad celem, osłona kabiny była uszkodzona, system chłodzenia pokiereszowany, samolot miał też liczne, mniejsze uszkodzenia. Gdy tylko odzyskałem zimną krew niezwłocznie sprawdziłem stan samolotu. Sądząc, że mój Mustang nie został aż tak mocno trafiony postanowiłem, że spróbuję wrócić do bazy (…) lecz po pewnym czasie silnik zaczął zamierać więc zacząłem przygotowania do skoku ze spadochronem. Niestety, gdy próbowałem otworzyć osłonę kabiny okazało się że jest ona uszkodzona. Poinformowałem kpt. Danielsa (prowadzący por. Longa, w rzeczywistości Daniels był wówczas porucznikiem – przypis autora), że nie jestem w stanie otworzyć kabiny i muszę lądować awaryjnie. Poinstruował mnie, żebym znalazł pole na którym będę mógł wylądować „na brzuchu”. Zauważyłem pole, które wyglądało na „czyste” z dużej wysokości, lecz gdy podchodziłem do lądowania okazało się, że są tam liczne przeszkody. Przeskakując nad wierzchołkami drzew i manewrując w przesmykach miedzy nimi ostatecznie uderzyłem w ziemię i zacząłem się ślizgać. Od tego momentu nie pamiętam nic więcej z mojego lądowania.”
Porucznik Long wylądował na terenie Węgier i trafił do obozu jenieckiego Stalag Luft III w Żaganiu, a następnie do Moosburga, gdzie w kwietniu 1945 roku został wyzwolony przez oddziały US Army.The Tuskegee Airmen 332nd Fighter GroupKolejna wyprawa, dokładnie w miesiąc później, 13 października przyniosła ofiarę śmiertelną w szeregach 332 Grupy Myśliwskiej.
Myśliwce w drodze powrotnej do bazy miały za zadanie atakować zauważone cele naziemne (samoloty, pociągi, składy paliw i amunicji, barki na Dunaju itp.) ogniem swych karabinów maszynowych. Tego dnia powracający lotnicy dostrzegli lotnisko polowe w okolicach Balatonu. Grupa kpt. Jacksona przystąpiła do ataku w wyniku którego zniszczono 7 samolotów nieprzyjaciela. Niestety samolot por. Waltera D. Westmorelanda został trafiony przez obronę przeciwlotniczą i rozbił się podczas próby awaryjnego lądowania. Lt. Westmoreland zginął na miejscu. W tym samym czasie druga grupa Mustangów prowadzona przez kpt. Pruitta zaatakowała kolejową stację rozrządową, atakując lokomotywy, wagony oraz budynki. Por. Luther Smith oraz por. William W. Green trafili olbrzymi magazyn, jak się okazało wypełniony materiałami wybuchowymi. Potężna eksplozja poważnie uszkodziła obydwa Mustangi. Piloci zostali zmuszeni do wyskoczenia z uszkodzonych maszyn nad Jugosławią.Pułkownik DavisJeszcze wiele razy czarnoskórzy lotnicy latali nad Kędzierzyn, Blachownię i Zdzieszowice osłaniając Latające Fortece i Liberatory 15 Armii w tych niezwykle trudnych misjach. Z kronikarskiego obowiązku wymieńmy daty: 14 i 17 października, 20 listopada, 2, 18, 19 i 26 grudnia.
Załogi bombowców 15 Armii były niezmiernie zadowolone, gdy przydzielano im jako eskortę Mustangi z 332nd FG. Doceniali ich ofiarność, poświęcenie i to, że nigdy nie „odpuszczali” nieprzyjacielskim myśliwcom. Pomimo że przez długi czas rozpowszechniane twierdzenie, mówiące że 332 Grupa Myśliwska nigdy nie straciła żadnego osłanianego bombowca w wyniku działań wrogich myśliwców, okazało się mitem (w rzeczywistości utracono około 25 bombowców) to i tak w porównaniu z innymi podobnymi jednostkami jest to liczba znikoma, a bilans bojowy czarnych lotników jest imponujący. Wymieńmy tylko parę liczb:
– 111 samolotów zestrzelonych w powietrzu
– 150 samolotów zniszczonych na ziemi
95 pilotów odznaczono krzyżem Distinguished Flying Cross. Podczas misji nad Górny Śląsk Grupa utraciła 7 samolotów, 1 pilot poległ (KIA), 3 dostało się do niewoli (POW), 3 innych uniknęło pojmania i powróciło do macierzystej jednostki z terenu Jugosławii (EVD).

Wojenne losy czarnoskórych lotników doczekały się opisu zarówno w publicystyce naukowej jak i kulturze masowej. Powstało kilka filmów kinowych i telewizyjnych na ich temat. Najbardziej głośne to film „The Tuskegee Airmen” (w Polsce emitowany jako „Czarna eskadra” ) z 1996 roku w reżyserii Roberta Markowitza z Laurencem Fishburnem oraz Cubą Goddingiem Jr. w rolach głównych oraz „Red Tails” z 2012 roku, którego pomysłodawcą i producentem jest znany z „Gwiezdnych wojen”  George Lucas.Filmy nawiązujące do tematyki Red TailsOglądając te produkcje warto pamiętać, że przedstawiane w nich zmagania lotnicze „czarnej eskadry” miały miejsce także wokół miast południowej Polski, a lotnicy z Tuskegee wnieśli swój wymierny wkład w zwycięstwo nad III Rzeszą.

tekst: Edward Haduch, Stowarzyszenie „Blechhammer 1944”

Możliwość komentowania Red Tails nad Kędzierzynem została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Niemieckie zakłady paliwowe w rejencji opolskiej

by on Lut.01, 2015, under Historia

Współczesny widok na Zakłady Koksownicze w ZdzieszowicachTereny należące dzisiaj do miast Kędzierzyn-Koźle oraz Zdzieszowice na Opolszczyźnie były w czasie II wojny światowej wielkim placem budowy. III Rzesza przeprowadzała tam olbrzymie inwestycje, które także dzisiaj determinują charakter tych miast. W południowej części Regierungsbezirk Oppeln powstawało największe zagłębie paliwowe III Rzeszy.
Głównym powodem, który skłonił hitlerowskich planistów do wdrożenia planów budowy sieci zakładów wytwarzających paliwa syntetyczne na bazie węgla były rosnące potrzeby machiny wojennej III Rzeszy, która planując militarną ekspansję, a jednocześnie mając ograniczony dostęp do naturalnych zasobów ropy naftowej, była zmuszona zapewnić swoim siłom zbrojnym odpowiednią ilość paliw, olejów i smarów.

Bezpieczne położenie w oddaleniu od granic potencjalnych przeciwników hitlerowskich Niemiec (Francji, Anglii i ZSRR), bliskość pokładów węgla w śląskich kopalniach oraz dogodne połączenia transportowe (wodne i kolejowe) były powodem umiejscowienia aż trzech zakładów tego typu w ówczesnej rejencji opolskiej.
W promieniu kilku kilometrów rozpoczęto budowę fabryk: Schaffgotsch Benzin Werke GmbH Odertal (obecnie Zdzieszowice) Oberschlesische Hydrierwerke AG Blechhammer w dzisiejszej Blachowni oraz IG Farbenidustrie AG Werk Heydebreck w Kędzierzynie.
W pobliżu wznoszonych zakładów zaczęły powstawać liczne obozy jenieckie i pracy przymusowej – w tej liczbie podobóz niesławnego kompleksu Auschwitz, Arbeitslager Blechhammer (Judenlager). Obozy stanowiły rezerwuar taniej, a często także niewolniczej siły roboczej, niezbędnej do szybkiego przeprowadzenia tak ogromnych inwestycji.
Ocenia się, że w samych tylko obozach podległych zakładom OHW Blechhammer mogło przebywać jednorazowo do 30.000 więźniów, jeńców wojennych oraz robotników przymusowych.

Zakłady Schafgotsch Benzin-Werke Odertal
Chronologicznie pierwszą fabryką wytwarzającą benzynę syntetyczną jaka powstała w ówczesnej rejencji opolskiej były zakłady Schaffgotsch Benzin Werke GmbH Odertal (obecnie Zdzieszowice), należące do wielkiego rodu przemysłowego Schaffgotschów, właścicieli licznych kopalń oraz majątków ziemskich na terenie Górnego Śląska.
Budowę zakładów w Zdzieszowicach rozpoczęto w 1930 roku od wzniesienia pierwszej baterii koksowniczej w zakładach koksowniczych „Deschowitzkokerei der Graflich Schaffgotsch’en Werke”. W 1936 roku rozpoczęto budowę drugiej baterii, nieco później przy istniejącej koksowni zapoczątkowano prace przy budowie zakładu produkcji benzyny syntetycznej, która miała być wytwarzana metodą Fischera-Tropscha. Metoda ta wynaleziona przez niemieckich uczonych Franza Fischera oraz Hansa Tropscha polegała na mieszaniu w wysokiej temperaturze tlenku węgla i gazu syntezowego (wodoru) w obecności katalizatora. W wyniku tej reakcji powstawała mieszanina węglowodorów ciekłych i stałych – z której wyodrębniano benzynę, paliwa dieslowskie oraz parafinę.
Benzyna oraz oleje dieslowskie wytworzone dzięki tej metodzie były paliwami niskiej jakości, wykorzystywano je głównie jako domieszkę do innych paliw.

Budowa fabryki w Zdzieszowicach została ukończona w 1939 roku, pełne moce wytwórcze zostały osiągnięte w roku 1941. Z powodu wspomnianej już niskiej jakości wyrobów końcowych była ona obok zakładów Hoesch-Benzin GmbH w Dortmund ostatnią oddaną do użytku wytwórnią paliw syntetycznych działającą wg metody Fischera-Tropscha. Fabryki budowane w następnych latach wykorzystywały do produkcji metodę Bergiusa, czyli metodę uwodornienia (hydrogenizacji) węgla.Zakłady Odertal po ataku bombowców 15th USAAFMaksymalne zdolności produkcyjne zakładów w Zdzieszowicach szacowano w analizach amerykańskich na ok. 60.000-80.000 ton wyrobów paliwowych rocznie, realna produkcja nie przekraczała 40.000 ton, co potwierdzają także meldunki składane przez wywiad Biura Studiów Przemysłowo-Gospodarczych Armii Krajowej. Meldunek z października 1943 roku mówi, że „produkcja benzyny syntetycznej (…) wynosiła 2.500 ton miesięcznie”.
Zakłady Schafgottscha były bombardowane przez samoloty 15 Armii Powietrznej USA 8 razy: 7 lipca, 22 sierpnia, 13 września, 14 października oraz 2, 17, 18 i 26 grudnia 1944 roku.
Podczas tych nalotów amerykańskie Fortece i Liberatory zrzuciły około 2.125 ton bomb.

Zakłady Oberschlesische Hydrierwerke AG Blechhammer
Plany podbojów militarnych III Rzeszy spowodowały konieczność dalszej rozbudowy przemysłu paliw syntetycznych. Hitlerowscy planiści już od połowy lat 30-tych wskazywali na Górny Śląsk jako dogodne miejsce na lokalizację kolejnych zakładów tej branży.
W 1938 roku plany te zostały skonkretyzowane, ustalono też, że nowa fabryka benzyny syntetycznej powstanie w miejscowości Blechhammer (Blachownia Śląska) w powiecie kozielskim. W sierpniu 1939 roku grupa kilkunastu przedsiębiorców górnośląskich zgodziła się sfinansować znaczącą część inwestycji zawiązując spółkę akcyjną pod nazwą Oberschlesische Hydrierwerke AktienGesellschaft Blechhammer (Górnośląskie Zakłady Hydrogenizacji Spółka Akcyjna w Blachowni Śląskiej). Pod koniec 1939 roku ruszyły prace przy karczowaniu lasów, a następnie właściwa budowa zakładów.
Wokół realizowanej inwestycji powstała sieć obozów jenieckich oraz pracy przymusowej, które zapewniały dostawy znacznych kontyngentów siły roboczej. Głównym wykonawcą inwestycji była spółka Mineralölbau GmbH z Berlina z którą kooperowało kilkadziesiąt innych przedsiębiorstw z terenu całych Niemiec.

Pierwotnie planowano, że zdolność produkcyjna zakładów w Blachowni wyniesie 150.000 ton paliw, w miarę zwiększających się potrzeb gospodarki wojennej zwiększano także zakładaną produkcję docelową, najpierw do 240.000 ton, a następnie do 350.000 ton paliw rocznie.Zakłady benzyny syntetycznej w Blechhammer podczas nalotu 15th USAAFW późniejszych latach obok pierwotnie budowanego zakładu planowano budowę drugiej fabryki, zwanej roboczo Blechhammer II (która miała produkować na potrzeby Kriegsmarine i Luftwaffe) jednak już w 1942 roku plany te zarzucono, koncentrując się na ukończeniu w terminie budowy zakładu Blechhammer I, który był wyznaczony na grudzień 1943 roku. Częściowo powrócono do nich we wrześniu 1944 roku, wtedy została nawet podpisana umowa pomiędzy OHW Blechhammer, a Naczelnym Dowództwem Kriegsmarine, które udostępniło pożyczkę w wysokości 150 milionów marek na rozbudowę zakładu. W związku z amerykańską ofensywą powietrzną w 2 połowie 1944 roku i zbliżającą się od wschodu Armią Czerwoną plany tej rozbudowy nigdy nie zostały wprowadzone w życie.

Technologia produkcji opierała się na metodzie wynalezionej przez niemieckiego chemika Friedricha Bergiusa i polegała na zgazowaniu węgla w specjalnych generatorach; z otrzymanego gazu syntezowego uzyskiwano w wyniku dalszych procesów m.in. izooktan, czyli wysokooktanowe paliwo lotnicze.
Produkcja w zakładach OHW Blechhammer ruszyła w ograniczonym zakresie na przełomie stycznia i lutego 1944 roku, w kolejnych miesiącach w wyniku trapiących zakłady awarii była okresowo wstrzymywana, by z końcem czerwca 1944 roku osiągnąć poziom 5.400 ton wyrobów paliwowych miesięcznie. W rezultacie nalotów 15 USAAF w kolejnych miesiącach znacznie się zmniejszyła, co prawda w listopadzie tego roku znów osiągnęła poziom czerwcowy, lecz po kolejnych nalotach z grudnia 1944 roku zakłady zostały zniszczone w stopniu praktycznie uniemożliwiającym dalszą produkcję.Pozostałości instalacji OHW BlechhammerFabryka w Blachowni określana w nomenklaturze USAAF jako Blechhammer North była celem nalotów amerykańskich 9-cio krotnie: 7 lipca, 7, 22, 27 sierpnia, 13 września, 14 października oraz 2, 17 i 19 grudnia.

Fabryka IG Farbenidustrie AG Werk Heydebreck
Prawie równocześnie z zakładami w Blechhammer podjęto decyzję o budowie kolejnej fabryki paliw syntetycznych; inwestorem został największy niemiecki koncern chemiczny Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG, znany powszechnie pod skróconą nazwą – IG Farben.
Jako lokalizację pod nową fabrykę wybrano zalesiony obszar na południe od Kędzierzyna. Po zakupieniu potrzebnego gruntu od księcia Hohenlohe z końcem 1939 roku rozpoczęto prace przygotowawcze oraz ziemne. Przy wyznaczaniu miejsca budowy wzięto pod uwagę planowany przebieg kanału Odra – Dunaj. By usprawnić transport potrzebnych materiałów Deutsche Reichsbahn wybudowała specjalną bocznicę kolejową do obsługi budowy zakładu.
Podobnie jak przy dwóch pierwszych zakładach wokół trwającej budowy w Kędzierzynie powstały liczne obozy robotników przymusowych oraz jeńców wojennych. Mimo to przez cały okres trwania budowy kierownictwo zakładu narzekało na niedobór siły roboczej, co wynikało z konieczności „dzielenia się” przymusową siłą roboczą z powstającymi nieopodal zakładami Oberschlesische Hydrierwerke. Mimo tych trudności, spotęgowanych dodatkowo brakami materiałowymi prace postępowały w imponującym tempie i już z początkiem 1944 roku przystąpiono do próbnego rozruchu zakładu.

W Kędzierzynie paliwo syntetyczne również było wytwarzane metodą Bergiusa  najważniejszym produktem był izooktan, produkowano tak że paliwa do rakiet, smary syntetyczne, glicerynę i formaldehydy wykorzystywane w produkcji materiałów wybuchowych, a także syntetyczne kleje, kauczuki oraz kwasy tłuszczowe.Zakłady IG Farben po ostatnim nalocie 26 XII 1944Docelowa produkcja w zakładach w Kędzierzynie – tak że zwiększana w miarę postępów budowy – miała wynieść około 300.000 ton paliw rocznie. Największą miesięczną produkcję – 2.500 ton paliw udało się uzyskać w czerwcu 1944 roku, w przeddzień nalotów 15 USAAF. Naloty te okazały się bardzo skuteczne, produkcja w kolejnych miesiącach drastycznie spadła, a po dewastującym nalocie z 27 sierpnia 1944 roku praktycznie aż do końca wojny nie została wznowiona w istotnym zakresie.

Mało znanym faktem związanym z zakładami IG Farben było stworzenie przy nich centrum zbornego dla rosyjskich naukowców i inżynierów przemysłu chemicznego, którzy zgodzili się pracować dla III Rzeszy. Centrum mieściło się w Bierawie, gdzie utworzono specjalny ośrodek w którym byli rejestrowani, sprawdzani przez tajne służby i rozsyłani do różnych zakładów, głównie do rafinerii w Leuna. Pierwszy transport przybył 21 kwietnia 1942 roku i liczył 165 specjalistów wraz z rodzinami, które na podstawie specjalnego zezwolenia Reichsfuehrera SS Heinricha Himmlera mogły przebywać razem z zatrudnionymi naukowcami. Ogółem przeszło przez ośrodek w Bierawie około 1.100 rosyjskich specjalistów, z których część pozostała na miejscu.Zdjęcie rozpoznawcze zakładów IG Farben w Kędzierzynie z 20.08.1943Spośród trzech omawianych wcześniej fabryk zakłady w Kędzierzynie (w nomenklaturze amerykańskiej określane jako Blechhammer South) były najczęściej bombardowane przez siły 15 Armii Powietrznej, bomby zrzucono na nie 13 razy: 7 lipca, 7, 22 i 27 sierpnia, 13 i 17 października, 17 i 20 listopada oraz 2, 12, 17, 19, 19 i 26 grudnia.

Dzisiaj w opisanych miejscach nie produkuje się już paliw syntetycznych, w warunkach pokoju jest to po prostu nieopłacalne. Zakłady jednak istnieją, produkując całą gamę różnorodnych produktów. Zakłady Schafgotscha w Zdzieszowicach należą do koncernu Arcelor-Mittal i są dużym producentem koksu. Na terenie byłego OHW w Blachowni działa wiele firm z branży chemicznej i nie tylko. Ówczesne IG Farben to obecny ZAKSA, wchodzący w skład największej polskiej firmy chemicznej – Grupa Azoty SA.

tekst: Edward Haduch, Stowarzyszenie „Blechhammer 1944”
zdjęcia: Edward Haduch, Waldemar Ociepski

Możliwość komentowania Niemieckie zakłady paliwowe w rejencji opolskiej została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Totenburg w Wałbrzychu

by on Sty.23, 2014, under Historia

TWW Wałbrzychu wysoko ponad miastem wznosi się góra Niedźwiadki. W obrębie jej północnego stoku, na rozległym spłaszczeniu, znajduje się unikatowy zabytek epoki nazistowskiej – kamienne mauzoleum poświęcone miejscowym narodowosocjalistycznym bojówkarzom zabitym w różnych akcjach partyjnych. Podobnie jak inne tego typu obiekty, upamiętniało także niemieckich żołnierzy z danego regionu poległych na frontach I wojny światowej, a jako nietypowy lokalny akcent dodano inskrypcję dedykowana śląskim robotnikom, którzy zginęli na posterunku pracy. Duże znaczenie w wyborze lokalizacji miała rozciągająca się stąd rozległa panorama, co nie tylko wzmacniało doznania odwiedzających, ale przede wszystkim czyniło widocznym w znacznej części Wałbrzycha znicz płonący całodobowo nad mauzoleum.TW1Budowla ta była elementem ogólnoniemieckiego programu wznoszenia spektakularnych pomników chwały (Ehrenmal) czczących poległych w boju germańskich żołnierzy, ewentualnie wybitnych wodzów czy miejsca bitew. W odróżnieniu od wcześniejszych pomników ofiar konfliktu lat 1914-1918 obecnych prawie w każdej wsi i miasteczku Niemiec, które zazwyczaj były skromne w treści i formie, nakierowane na zachowanie pamięci o licznych zmarłych z danej miejscowości i stawiane z inicjatywy ich rodzin, hitlerowskie „sanktuaria” pełniły rolę propagandową jako ośrodki indoktrynacji społeczeństwa, zwłaszcza młodzieży, w duchu kultu śmierci za „Nowe Niemcy” i gotowości oddania życia w dalszej walce o idee nazizmu. W bogatej wizualnie oprawie urządzano tam wiece i uroczystości, były one też celem licznych turystyczno-ideologicznych rajdów młodzieży.TW2Obiekty takie miały wiele wspólnych cech: surową, monumentalną bryłę wzniesioną z naturalnego kamienia, często wzorowaną na architekturze militarnej, bardzo skromne zdobienia zewnętrznych fasad, bogaty wystrój wnętrza (mozaiki,posągi), w miarę możliwości eksponowane położenie na jakimś wyniesieniu oraz rozległy plac lub amfiteatr jako miejsce masowych zlotów. Wałbrzyski Ehrenmal to modelowy przykład takiego założenia. Jest on dziełem jednego z czołowych twórców wojskowej sztuki cmentarnej Roberta Tischlera. Jako naczelny architekt (1926-1959) Volksbundes Deutscher Kriegsgraberfursorge wprowadził nowe standardy projektowania niemieckich cmentarzy wojskowych w kraju i za granicą odchodząc od jednolitego wzoru i preferując indywidualne komponowanie każdego z nich w ścisłym związku z lokalnym krajobrazem, choć z bardzo skromną, niskopienna zielenią ogrodową.TW3Według jego koncepcji cmentarze te powinny być pomnikiem chwały żołnierza germańskiego, toteż wznosił okazałe, symboliczne mauzolea, pomyślane jako centra ideowe nekropolii. Wałbrzyski pomnik powstał w latach 1936-1938 i obejmował mauzoleum, spory plac defiladowy zaprojektowany na planie podkowy (60×50 m) z trzema wejściami i rzędem 14 masztów flagowych ulokowanych na obwodzie placu. Gmach mauzoleum ma formę prostokąta o wymiarach 28×24,5 m i wysokość 6 m od strony placu defiladowego, a 7,5 m od przeciwnej strony.Naroża są zbudowane w postaci kwadratowych baszt i lekko wysunięte przed linie muru, podobnie jak baszta wejściowa wysunięta 1,5 m przed ścianę. Prawie cały budynek składa się tylko z krużganka z ciągiem arkad obiegającego rozległy kwadratowy dziedziniec o boku 16 m.TW4Jedynie we wschodniej części mauzoleum znajduje się 6 sal, w tym dwie w basztach narożnych, gdzie wystawiano księgi pamiątkowe i z których jest przejście do niskich skrzydeł będących przedłużeniem fasady głównego gmachu, a zakończonych pokaźnymi mastabami zwieńczonymi orłem z rozpostartymi skrzydłami na kuli opatrzonej swastyką (kule i orły nie zachowały się). W rezultacie oba skrzydła z mastabami i fasada mauzoleum tworzą ścianę długości 50 m zamykającą plac defiladowy. Budynek ma rozległe piwnice głębokości do 4 m. Obecnie są częściowo zarwane. Na środku brukowanego dziedzińca wznosił się znicz z brązu w postaci zdobionej kolumny, z czterema lwami u podstawy i trzema nagimi młodzieńcami podtrzymującymi misę ogniową z wiecznym ogniem, minimalnie wystającą ponad poziom dachu. Było to dzieło berlińskiego rzeźbiarza i malarza Ernsta Geigera.TW5Gmach mauzoleum swoją formą, surowością kamiennych murów grubych na 60-70 cm, basztami, brakiem okien, zastąpionych sporadycznymi wąskimi strzelnicami, imituje z zewnątrz fortecę. Prawdziwy Totenburg. Atmosferę tajemniczości i surowości pogłębia jedyny zewnętrzny otwór wejściowy, wysoki, ale niezwykle wąski (78 cm szerokości) z niewielka rzeźbą w tympanonie (nie zachowała się). Wnętrza prezentowały się bardziej ozdobnie, dzięki wyłożeniu stropów krużganka złotą i marmurową, białą i niebieską, mozaiką z wiodącym motywem gwiazd, zróżnicowanej architekturze sklepień i portali wewnętrznych, płytom i inskrypcjom epitafijnym, płaskorzeźbie herbu Wałbrzycha, wspomnianemu zniczowi oraz dużej różnorodności użytego kamienia. Również bruk dziedzińca uformowano w ozdobne pasy, radialnie rozchodzące się od kolumny.TW6Płyty, bruki, napisy i mozaiki nie przetrwały do czasów obecnych, podobnie jak znicz. Prawie cały kompleks zbudowano z naturalnego kamienia, jedynie dachy i piwnice są z betonu, a część wewnętrzna ścian działowych w salach pełniących funkcję pomieszczeń technicznych, z cegły. Większość surowca sprowadzono z Opolszczyzny. Ściany mauzoleum, filary krużganka i oba skrzydła odchodzące od głównego korpusu wraz z kończącymi je wielkimi mastabami wykonano z bloków łamanego wapienia z rejonu Góry Świętej Anny. Jedyną lokalna skałą pojawiającą się w wałbrzyskim kompleksie jest czerwony, drobnoziarnisty piaskowiec, z którego wykonano elementy placu defiladowego przed mauzoleum, głównie schody wejściowe od strony drogi dojazdowej wraz z przyległym murem platformy, krawężnik wyznaczający zewnętrzny obwód całego placu i duże, 1×1 m, płyty podstaw masztów.TW7Niestety mauzoleum wałbrzyskie jest mocno zdewastowane i niezabezpieczone. Trudno zaprzeczyć, że obiekt ten powstał bardziej jako pomnik nazizmu niż miejsce upamiętnienia zmarłych i przywrócenie go do stanu pierwotnego nie wchodzi w rachubę. Jednakże z drugiej strony częściowo wyremontowany, zaopatrzony w tablice prezentujące na przykład architekturę w służbie ideologii hitlerowskiej i zbrodnicze skutki tegoż, mógłby być nie tylko atrakcja turystyczną, ale i pełnić swoiste funkcje dydaktyczne, tym razem już w duchu szowinizmu niemieckiego, a raczej wymownego ostrzeżenia przed totalitaryzmem.

Możliwość komentowania Totenburg w Wałbrzychu została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Wzgórza Łomnickie – Grodna i Witosza

by on Gru.16, 2013, under Ciekawe miejsca

WŁWzgórza Łomnickie zbudowane są z granitów, a dzięki selektywnemu wietrzeniu skał są morfologicznie bardzo zróżnicowane tworząc kilka grup w tym między innymi Grodną i Witoszę.
Grodna jest najwyższym wzniesieniem Wzgórz Łomnickich o wysokości 506 m n.p.m. Na zalesionym granitowym szczycie wznosi się romantyczna ruina zbudowanego tu w 1806 roku zamku myśliwskiego księcia Henryka von Reuss.
W pobliżu znajdują się grupy granitowych skałek – Urwisko i Skalna Ściana wysokości około 12 metrów z naturalnym skalnym oknem. Ze szczytu jak i skałek rozpościera się panorama Karkonoszy.
Witosza jest wybitną granitową kulminacją Wzgórz Łomnickich o wysokości 484 m n.p.m., w większości zalesioną, usianą licznymi skałkami. Na jej szczyt prowadzą schody. Po drodze znajdują się trzy jaskinie.WŁ1Skalna Komora ma długość 11 metrów i stanowi jedną wielką komorę otoczona i nakrytą ogromnymi blokami granitowymi. Nad jaskinią znajduje się punkt widokowy.
Następna to Ucho Igielne długości 14 metrów i pod szczytem (na lewo od schodów) Pustelnia długości 25 metrów. Według legendy jaskinia ta miała służyć za schronienie mędrcowi – pustelnikowi Rischmannowi w połowie XVII wieku.
Na szczycie znajduje się podstawa pomnika ku czci Bismarcka. Pomnik został wysadzony w 1947 roku przez saperów Wojska Polskiego.
Ze szczytu rozciąga się panorama na Karkonosze jak i leżący u podnóża Staniszów. Na północnym stoku liczne granitowe głazy wśród których można odnaleźć kolejne pozostałości pomnika i bezimienną grotę o długości 8 metrów.

Możliwość komentowania Wzgórza Łomnickie – Grodna i Witosza została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...