GeoExplorer

Tag: Kolegiata w Tumie

Kolegiata w Tumie

by on Lut.16, 2015, under Zabytki

Kolegiata w TumieOkoło 997 roku w Tumie powstaje pierwsze w Polsce opactwo benedyktynów pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Aleksego z fundacji Bolesława Chrobrego i św. Wojciecha. Najprawdopodobniej założenie to może być związane z szerszą akcją misyjną z 2 poł. XI wieku za sprawą odnowy monarchii piastowskiej za czasów Kazimierza Odnowiciela, jednakże około 1140 roku opactwo zostaje przeniesione do Mogilna, a budowla rozebrana w związku z realizacją nowego założenia.
Rozpoczęcie budowy archikolegiaty w Tumie nastąpiło najprawdopodobniej w 1149 roku z inicjatywy metropolity gnieźnieńskiego Janika, a konsekracja jeszcze nie w pełni ukończonej świątyni, w której brali udział wszyscy polscy biskupi i książęta oraz arcybiskup Janik (następca zmarłego w 1148 roku arcybiskupa Jakuba), odbyła się 21 maja 1161 roku. Kolegiata za patronów otrzymuje (po znajdującym się tutaj wcześniej benedyktyńskim opactwie) Najświętszą Marię Pannę i św. Aleksego. Odbyło się w niej 21 synodów prowincjonalnych (synodów łęczyckich), pierwszy w 1181 roku, a ostatni w 1547 roku, wiele zjazdów kościelnych i książęcych.

Kolegiata w Tumie założona w pobliżu dawnej lokalizacji wczesnośredniowiecznego grodu stanowi jeden z najlepszych przykładów sakralnej architektury romańskiej na terenie Polski. Ta romańska budowla, wzniesiona z piaskowca, kamienia polnego i granitu, prócz swojej funkcji religijnej w założeniu miała także pełnić rolę obronnej twierdzy. Między innymi oparła się najazdowi Tatarów w 1241 roku. Została zdobyta przez Litwinów pod przywództwem Witenesa w Zielone Świątki 1293 roku. Okoliczna ludność, która znalazła schronienie w świątyni, została po części wzięta do niewoli, a po części zamordowana i spalona wraz z kolegiatą. Litwini dokonali również spalenia grodu łęczyckiego (jego ślady są widoczne na południowy-zachód od kolegiaty). W 1306 roku Łęczyca przeżywa najazd zakonu krzyżackiego i następny w 1331 roku. Po tych wydarzeniach kolegiata pozostaje przez kilka dziesięcioleci w ruinie.Kolegiata w Tumie - nawa głównaProwadzone prace zmierzające do jej odbudowy zatarły częściowo dotychczasowy romański styl. Kolejnej odbudowy dokonano w 1487 roku po pożarze, który ją dotknął w 1473 roku. Wówczas to pojawiły się zachowane do chwili obecnej gotyckie ostrołukowe arkady, filary międzynawowe z cegły i sklepienia krzyżowo-żebrowe w nawach bocznych. W 1569 roku dobudowano do wejścia głównego przedsionek osłaniający romański portal (renesansową kruchtę), wnętrze otynkowano zdobiąc je freskami. Następnego zniszczenia dokonały wojska szwedzkie najeżdżające Łęczycę w 1705 roku. Z inicjatywy prymasa Łubieńskiego i kosztem biskupa Kajetana Sołtyka w latach 1765-1785 pod kierownictwem architekta Efraima Schregera kościół zostaje przebudowany w stylu klasycystycznym. Przebudowana zostaje nawa główna, wnętrze, okna, zachodnia fasada oraz wieża. Równolegle z prowadzonymi pracami powstaje nieopodal drewniany kościół św. Mikołaja. W 1818 roku kolegiata traci swoją rangę za sprawą kasaty zarządzonej przez rosyjskiego cara Aleksandra I Romanowa i do 1915 roku pozostaje kościołem parafialnym.

Kolejne poważne zniszczenia przynosi okres II wojny światowej. We wrześniu 1939 roku podczas trwającej bitwy nad Bzurą, w wieży północnej Niemcy ulokowali punkt obserwacyjny kierujący ogniem artylerii. Artyleria wojsk polskich skutecznie ostrzelała kolegiatę niszcząc tym samym wieżę i powodując pożar całej budowli. Gdy okolice Łęczycy zostają opanowane przez wojsko polskie świątynia zostaje zbombardowana przez Luftwaffe, powodując zniszczenie stropów i murów oraz pożar. Po wkroczeniu wojsk niemieckich istnieją już tylko mury, a pozostałości wyposażenia przysypanego gruzem i resztkami dachu splądrowano. Powojenną odbudowę rozpoczęto w 1947 roku (kierował nią Jan Witkiewicz-Koszyc) pomimo wcześniejszych planów rozbiórki budowli uznanej za nienadająca się do remontu. 20 lipca 1947 roku w oczyszczonych z gruzu murach ordynariusz łódzki odprawił pierwszą po wojnie mszę. W 1954 roku pod nawą główną kościoła odkryto fundamenty budowli opactwa benedyktynów.Kolegiata w Tumie - prospekt organowyPrace remontowe, które przywróciły zewnętrzny romański wygląd z gotyckimi cechami wnętrza, trwały przez kilkanaście lat, w trakcie których wykonano strop z betonu oraz stabilizujące ściany zapobiegające zawaleniu się sędziwych murów. Obecnie w nawie głównej dominuje styl romański, a w nawach bocznych gotycki. Podczas przypadającego w 1961 roku 800-lecia pierwszej konsekracji świątyni dokonano poświęcenia trzech ołtarzy, przywracając ją tym samym do funkcjonowania. Niestety na remont wnętrza nie wystarczyło środków, w związku z czym przez następne lata pozostawała ona niewykończona i dopiero w 1993 roku po erygowaniu kapituły łęczyckiej (25 marca 1992 roku parafia tumska została włączona do diecezji łowickiej i kościół podniesiono do rangi archikolegiaty) rozpoczął się kolejny, tym razem zakończony etap odbudowy.

Wejście do kolegiaty (od północy) prowadzi przez XII-wieczny bogato rzeźbiony portal. Z tego okresu pochodzi również rzeźba Jezusa wmurowana w ścianę prezbiterium, epitafium nagrobne przedstawiające rycerza znajdujące się w nawie południowej i malowidło figuralne w absydzie zachodniej. Trójnawowa budowla z dwuwieżową częścią zachodnią nawiązuje swoim planem do nieistniejącej już katedry wawelskiej z czasów Władysława Hermana. Jedną z pierwszych publikacji opisujących architekturę i historię kościoła jest „Archikolegiata Łęczycka w narodowo-królewskiej wsi Tumie” autorstwa miejscowego proboszcza Emila Gielca z 1930 roku. W kolegiacie znajduje się wykonany z brązu odlew krucyfiksu wykonanego w 1943 roku przez Józefa Gosławskiego. W 1999 roku sprowadzono tu z Gniezna relikwię św. Wojciecha upamiętniając to wydarzenie zasadzeniem dęba w ogrodzie okalającym kościółek św. Mikołaja. W trakcie obchodzonych w 2011 roku uroczystości 850-lecia konsekracji odsłonięto kamień pamiątkowy.Odciski pazurów Boruty na wieży kolegiaty w TumieZ tumską kolegiatą związana jest też legenda o diable Borucie, która podaje:
„Bogata panna była na Tumie. Boruta przyjeżdżał i chciał koniecznie się żenić. Przyjeżdżał ładnymi końmi. Jak był ostatni raz, ona na ślub się zgodziła, ale potem mówi do służby:
-Kto to może być? Jest człowiekiem, a ma kopyta. Jak ona powiedziała tej służbie, to ta służba poszła do księdza. Ksiądz przyszedł i panna mu wszystko wyznała. Ksiądz powiedział, że to diabeł. Jak miał się odbyć ślub, to ksiądz zamknął w kościele tę pannę, a sam czekał z monstrancją w jej domu i wtedy przyjechał Boruta na to wesele. Jak wjechał w podwyrko, to ksiądz wyszedł na próg do niego i oświadczył diabłu, że panny jego nie ma i że ta wieś nazywa się teraz Tum, bo przedtem nazywała się inaczej. Boruta chciał wliźć do kościoła, ale było pozamykane, więc ze złości chciał przewrócić kościół i widać te odciski palców Boruty na wieży. Odjechał ze swoją drużyną, bo swoją siłą nic nie mógł poradzić, bo kościół był poświęcany”.
Również Zbigniew Nienacki, autor książki „Pan Samochodzik i Święty Relikwiarz” podając opis fikcyjnej kolegiaty w Opornej inspirował się archikolegiatą w Tumie.

Możliwość komentowania Kolegiata w Tumie została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , więcej...

Legendy o diable Borucie… (2)

by on Sty.18, 2015, under Legendy

BorutaW pierwszej części zaprezentowaliśmy legendę o diable Borucie na podstawie „Klechd, Starożytnych podań i powieści ludu polskiego i Rusi” Kazimierza Władysława Wóycickiego, wydanych w Warszawie w 1837 roku.
W tej części chcielibyśmy przedstawić legendy krążące wśród ludności zamieszkującej ziemię łęczycką. Oto kilka z nich:

Popłoch w synagodze…
Żydzi też mieli wielki strach od Boruty. To był Sądny Dzień zaraz z wieczora, na jesieni, w roku 1898 czy 1899.
Na chórze w synagodze modliły się same żydówki, bo nie wolno było żadnemu mężczyźnie wejść tam, gdzie siedziały kobiety. Wejście na chór było z dworu, drzwi były zamknięte.
Nagle patrzą, a tu na murze, który był wysoki, siedzi Boruta i nogę miał aż do ziemi z tego wysokiego muru. Wlazł do bóżnicy, w ręku trzymał kruka i kobietom przytykał do nosa. Zrobił się okropny popłoch, kobiety się strachły i zaczęły uciekać. Drzwi się jednak do środka otwierały. Jak jedna spadła, to drzwi sobą zamknęła, drugie chciały otworzyć, już nie mogły, bo drzwi były ciałem tej pierwszej zaparte. 37 kobiet, niektórych ciężarnych, się zadusiło, bo się Boruty przelękło. Byłoby więcej katastrofy, tylko straż z krzyżem przyleciała i diabeł uciekł, bo by się wszyscy podusili i popalili. Niektóre kobiety siedziały na krześle i były nieżywe z przerażenia. Ani jedna nie ocalała. To był dzień bardzo smutny dla całego miasta i dla żydów i dla katolików. Takie okropne wielki nieszczęście.

Boruta z Besiekier…
Nieznany z imienia rycerz założył się z diabłem Borutą, że zbuduje od podstaw zamek bez użycia siekiery. Faktycznie – sprowadził niemieckich majstrów, którzy zamek na niewielkiej wysepce pośród sztucznego stawu, wymurowali z cegły i okolicznych kamieni. Rycerz pewnie, dzięki temu fortelowi, zakład by wygrał, gdyby nie to, że jeden z kmieciów zwożących kamienie na budowę nazwany był Siekierka. Rycerz o tym nie wiedział i zapłacił za to duszą. Zamek co prawda się ostał, a miejscowość nazwano Besiekiery, ale diabeł przypilnował tego, co do niego należało i z czasem zamek obrócił w malowniczą ruinę, w której podobno spotkać można go czasami spotkać po zmroku.

O kamieniach w Sławęcinie…
Boruta nosił kamienie na kościół w Tumie dwa razy. Drugi raz nie zdążył, bo kogut zapiał i kamienie mu upadły w Sławęcinie i góra z tych kamieni się zebrała. Boruta w złości jak chciał rozwalić kościół, to kamieniami uderzał i te kamienie są w murze z prawej strony.

Jak Boruta służył u bernardynów za parobka…
Boruta dawno przestał być zwyczajnym diabłem. Wśród ludzi się obracał i obraca, może i teraz co broi, a myślą, że to chłop, rzemieślnik, albo i kto na urzędzie.
Dawno już, ale i nie tak dawno, może za saskich czasów, Boruta przystał na parobka do bernardynów w Łęczycy. No dobrze, spodobał im się, bo co jaka robota, to mu się w rękach pali, zrobione nie wiadomo kiedy i jak, a już gotowe. Miał pojechać bernardyn – kwestarz po dworach w same żniwa. Pojechali maleńką bryczuszką. Ten nowy parobek, a był to Boruta, powoził. Zajechali na pole. Ludzie na pańskim pracują, snopki wiążą i w mendle stawiają. Ale to ponoć pszenicę sprzątali, bo sterta już jedna na polu była, widać żyta. Bernardyn Pana Boga przed dziedzicem pochwalił i o jałmużnę prosi. A ten szlachcic pyszny był, roześmiał się i powiada:
Dam, dam, czemu by nie. O tę całą stertę dam, jeżeli ojciec ją na wóz drabiniasty włoży i w buhaja, co się na łące pasie, zawiezie.
Bernardyn nie wie, co począć, tylko się uśmiecha, a tu mu parobek mówi:
Dopraszam się łaski dobrodzieja, ja tę stertę na wóz nałożę, buhaja zaprzęgnę i do klasztoru zawiezę.
Głupi, czy co? – pomyślał ojciec bernardyn, ale mówi:
Ano, spróbuj.
I co się dzieje. Boruta wóz drabiniasty pod stertę przyciągnął, ludzi zwołał, drągami ją podparł, przechylił i na wóz zwalił. Potem jarzmo na woły od jednego sprzężaju zabrał, buhaja w nie przystroił, do wozu zaciągnął i dalej – zaprzęgać. Pobrał tam, co było potrzeba, ludzie dawali, bo się zlecieli patrzeć, co będzie. Boruta z bata strzelił i jedzie. Buhaj środkiem drogi prosto cały wóz ciągnie. I tak do klasztoru wszystko przywiózł. Dziwu było, ale i strach. Ojcowie i braciszkowie zmówili się, że to tego parobka trzeba odprawić, ale jak, kiedy pracowity i posłuszny.
Ano, kazali mu studnię kopać, i w takim miejscu, gdzie woda głęboko była, nie płytko. Jak się już wkopał na łokci z pięćdziesiąt, naznosili kamieni dokoła tej dziury, zeszli się wszyscy i te kamienie wszystkie na raz zepchnęli. A tu kamienie w górę lecą z powrotem, że ledwo bernardyni pouciekali, a Boruta z dołu gniewnie woła:
Kto mi tam w oczy piaskiem prószy?
To wiedzieli, że mu nie dadzą rady.
Ale i Boruta nie chciał u nich służyć. Posłali go do lasu po drzewo. Przywiózł, na szczapy długie, na polana rozrąbał i po kątach w korytarzach i pod oknami i przy drzwiach, po całym klasztorze porozstawiał. A było właśnie święto jakieś i zjazd szlachty. W klasztorze radzili. Szlachta za karabele, a bernardyni za polana chwycili. Szlachta między sobą się rąbali, a bernardyni między sobą drewnem dyskurs zaczęli. I biedy było od tego wiele. A jak oprzytomnieli, parobka już nie było. A przecież służył im, tylko nie wiedzieli jak z nim postępować.

O spotkaniu plebana z Borutą…
Ksiądz z Łęczycy, zaproszony jadąc na obiad, w swej dorożce odmawiał pacierze poranne. Przewidując, że nie będzie miał czasu po kolacji zaczął odmawiać i modlitwy nieszporne. Właśnie gdy jechał nasypem nad wodą, wśród błota, napotkał wieśniaka, który go z rubaszną pozdrawia miną i tymi słowami się do niego odezwał:
Dobry wieczór, księże!
Zadziwiony pleban odpowiada:
A wszakże to nie wieczór, ale rano.
Ale wieśniak tak dalej mówi z szyderstwem:
Musi być wieczór, kiedy już po nieszporach!
Przelękniony pleban poznał z kim rozmawia i prędzej popędzić konia kazał. Wiedział, że to Boruta, co przybrał na się postać rubasznego wieśniaka.

Boruta ratuje króla Kazimierza…
Król jechał do Łęczycy. I koło Orszewice kareta w cztery konie zapadła się na błotach, bo król nie wiedział, że nie ma tam przejazdu i drogi do Łęczycy. Zaczęli szukać ludzi, żeby wóz i konie wyciągnęli. A była już noc. Przy trytwie, co przechodzi z Orszewic do Kuchar, mieszkał silny chłop, nazywał się Boruta. Na trytwie to kamienie ze wszystkich stron i tą trytwą owce i bydło pędzili. Boruta wziął linkę i króla z wozem i końmi sam w nocy z błota wyciągnął. Król wtedy wziął Borutę do swojej karety, zawiózł do zamku do Łęczycy i powiedział:
Po mojej śmierci będziesz tu władcą.

Jak panna nie chciała Boruty…
Stara kobieta opowiadała: bogata panna była na Tumie. Boruta przyjeżdżał i chciał koniecznie się żenić. Przyjeżdżał ładnymi końmi. Jak był ostatni raz, ona na ślub się zgodziła, ale potem mówi do służby:
Kto to może być? Jest człowiekiem, a ma kopyta.
Jak ona powiedziała tej służbie, to ta służba poszła do księdza. Ksiądz przyszedł i panna mu wszystko wyznała. Ksiądz powiedział, że to diabeł. Jak miał się odbyć ślub, to ksiądz zamknął w kościele tę pannę, a sam czekał z monstrancją w jej domu i wtedy przyjechał Boruta na to wesele. Jak wjechał w podwyrko, to ksiądz wyszedł na próg do niego i oświadczył diabłu, że panny jego nie ma i że ta wieś nazywa się teraz Tum, bo przedtem nazywała się inaczej. Boruta chciał wliźć do kościoła, ale było pozamykane, więc ze złości chciał przewrócić kościół i widać te odciski palców Boruty na wieży. Odjechał ze swoją drużyną, bo swoją siłą nic nie mógł poradzić, bo kościół był poświęcany.

Możliwość komentowania Legendy o diable Borucie… (2) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , więcej...

Rogaty szlachcic Boruta

by on Lis.28, 2014, under Historia

Boruta w lochuSzlachcic Boruta…
Boruta według przekazów ludowych miał być szlachcicem żyjącym w XIV wieku, którego dobra ziemskie oraz drewniany zamek miały znajdować się po zachodniej stronie zakola rzeki Liswarty, w łąkach pomiędzy ówczesnymi wioskami Ługi i Niwki (obecnie Ługi-Radły i Panoszów). Fakt istnienia zabudowań w tym miejscu potwierdziły badania archeologiczne i liczne wykopaliska.
Około 1360 roku, w trakcie gdy budowano zamek w Łęczycy, na jego wizytację miał wybrać się panujący wówczas król Kazimierz Wielki. Niestety pech chciał, że w pewnym momencie drogi kareta królewska zapadła się w podmokły grunt na mokradłach tak, że za nic w świecie nie dało jej się ruszyć. Przypadkiem na miejscu pojawił się dobrze zbudowany i silny młodzieniec imieniem Boruta, który podołał wyciągnięciu karety z bagna. Za oddaną przysługę król Kazimierz hojnie go wynagrodził oraz ofiarował mu zamek w Łęczycy.
Król jechał do Łęczycy. I koło Orszewice kareta w cztery konie zapadła się na błotach, bo król nie wiedział, że nie ma tam przejazdu i drogi do Łęczycy. Zaczęli szukać ludzi, żeby wóz i konie wyciągnęli. A była już noc. Przy trytwie, co przechodzi z Orszewic do Kuchar, mieszkał silny chłop, nazywał się Boruta. Na trytwie to kamienie ze wszystkich stron i tą trytwą owce i bydło pędzili. Boruta wziął linkę i króla z wozem i końmi sam w nocy z błota wyciągnął. Król wtedy wziął Borutę do swojej karety, zawiózł do zamku do Łęczycy i powiedział:
– Po mojej śmierci będziesz tu władcąZamek w ŁęczycyBoruta przenosząc się do zamku musiał wlec za sobą ogromny gar wypełniony po brzegi złotymi monetami, gdyż był tak ciężki, że nie był w stanie go nieść. W ślad za, w ziemi powstała głęboka bruzda, która z czasem stała się korytem rzeki Liswarta – tak głoszą okoliczne podania. Niedługo potem, pod koniec XIV wieku Boruta został kolejny raz obdarowany dobrami, tym razem przez księcia mazowieckiego, który ofiarował mu skarb, coś jednak stanęło na przeszkodzie w odebraniu ich i Boruta miał przemienić się w diabła, który od tamtej pory przebywa w podziemiach łęczyckiego zamku pilnując swoich skrzyń ze złotem.

Powstanie diabła Boruty…
Diabeł Boruta to jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych postaci demonicznych występująca w podaniach, legendach i wierzeniach ludowych, znany na ziemi łęczyckiej od bardzo dawna. Na przełomie wieków jego wizerunek wielokrotnie się zmieniał. Chyba najbardziej popularnym jest postać wysokiego, przystojnego szlachcica, z długimi czarnymi wąsiskami, o czarnych oczach ale nie pozbawionego cech diabelskich – rogów i długiego ogona, które to przymioty skrywa pod szlacheckim kontuszem i czapką, stąd też nazwy – Boruta Szlachcic, Boruta Tumski, Boruta Czarny. Jego genealogia wywodzi się od mitycznego pogańskiego przodka, demona – Boruty (borowego, leszego), który miał zamieszkiwać w zalesionych i bagnistych okolicach dzisiejszego miasta Łęczycy. Jako borowy miał sprawować patronat nad lasami, leśnymi zwierzętami i myśliwymi. Samo zaś imię Boruta ma pochodzić od przeniesienia ludzkiego nazwiska na nazwę bór, w momencie uczłowieczenia postaci borowego. Imię Boruta może również pochodzić od lasu sosnowego, gdyż sosna po staropolsku to właśnie boruta.BorutaW 966 roku, po przyjęciu chrztu przez króla Mieszka I i przyjęciu wiary chrześcijańskiej, na terenie ówczesnej Polski rozpoczęły się wyprawy misyjne mające na celu chrystianizację pogańskiej ludności. Księża nawracający ludność Słowiańską utożsamiali postacie z ich wierzeń z diabłami, szatanami, demonami i duchami. Tym sposobem ludowy demon oficjalnie został nazwany diabłem Borutą.
Mimo wszystko myśliwi nadal czcili demona składając ofiary przy sosnach, po to by Boruta sprzyjał im w polowaniach.

Wcielenia diabła Boruty…
Boruta występował i ukazywał się ludziom w różnych miejscach i pod różnymi postaciami. Ludzie zamieszkujący tereny w pobliżu łąk i bagien widywali go pod postacią ptaka z ogromnymi skrzydłami (Boruta Błotny) lub błotnego stwora (Błotnik). Mieszkańcom żyjącym w pobliżu rzeki Bzury ukazywał się pod postacią ogromnej ryby obdarzonej rogami lub topielca (Boruta Topielec). Ludzie zamieszkujący wśród pól widywali Borutę pod postacią szybkiego, ogromnego, czarnego rumaka galopującego nocami (Boruta Koń). Widywano go też w lasach okalających Łęczycę pod postacią sowy z rogami (Boruta Sowa).Diabeł BorutaZnany z legend ludowych jest też Boruta Młynarz. Właściciele młynów w okolicach Łęczycy zarzekali się, że odwiedza on ich przybytki po nocach. Miał wówczas mleć ziarno, a potem potajemnie podrzucać uzyskaną przez siebie mąkę w workach do obejść ubogich mieszkańców miasta. Obecność Boruty miał zdradzać też nagle zapalający się i szybko gasnący ogień.
We wszystkich podaniach ludowych postrzegany jest on jako wielce przebiegły i nadludzko silny, przechytrzający ludzi za pomocą swych „diabelskich sztuczek”, ale również jako empatyczny dobroczyńca pomagający ubogim.

Diabeł Boruta w literaturze i dziś…
Pierwsza pisana opowieść o nim pochodzi już z XVIII wieku pojawiając się w pamiętnikach biskupa Kossakowskiego. W literaturze na stałe zapisał się jednak dzięki opublikowanej w 1837 roku książce „Klechdy” autorstwa Kazimierza Władysława Wójcickiego, który opisał w niej najbardziej znane legendy o Borucie. W drugiej połowie XIX wieku Tygodnik Ilustrowany publikuje kolejne legendy. W 1890 roku Boruta zostaje bohaterem pięcioaktowego dramatu B.Grabowskiego i baśni scenicznej Lucjana Rydla „Zaczarowane koło”. Obecnie wiele zbiorów legend i podań oraz baśni dla dzieci zawiera opowieści o łęczyckim diable. Jedną z bardziej znanych legend jest ta o śladach odciśniętych pazurów Boruty na ścianie kolegiaty w Tumie, które powstały kiedy chciał przewrócić wieżę.Kolegiata w TumieBogata panna była na Tumie. Boruta przyjeżdżał i chciał koniecznie się żenić. Przyjeżdżał ładnymi końmi. Jak był ostatni raz, ona na ślub się zgodziła, ale potem mówi do służby:
-Kto to może być? Jest człowiekiem, a ma kopyta. Jak ona powiedziała tej służbie, to ta służba poszła do księdza. Ksiądz przyszedł i panna mu wszystko wyznała. Ksiądz powiedział, że to diabeł. Jak miał się odbyć ślub, to ksiądz zamknął w kościele tę pannę, a sam czekał z monstrancją w jej domu i wtedy przyjechał Boruta na to wesele. Jak wjechał w podwyrko, to ksiądz wyszedł na próg do niego i oświadczył diabłu, że panny jego nie ma i że ta wieś nazywa się teraz Tum, bo przedtem nazywała się inaczej. Boruta chciał wliźć do kościoła, ale było pozamykane, więc ze złości chciał przewrócić kościół i widać te odciski palców Boruty na wieży. Odjechał ze swoją drużyną, bo swoją siłą nic nie mógł poradzić, bo kościół był poświęcany„.Odciski pazurów Boruty na wieży kolegiaty w TumieZ udziałem Boruty powstała niezliczona ilość legend, których nie tylko jest bohaterem ale wręcz symbolem Łęczycy, najstarszej kasztelani w Polsce. Jego wizerunek często wykorzystywany jest jako inspiracja dla rzeźbiarzy ludowych z okolic Łęczycy, których rzeźby w pokaźnej ilości zgromadzono w komnatach łęczyckiego zamku, w tym również, prócz pojedynczych figur, rozbudowane wielopoziomowe prace przedstawiające treść legend z udziałem diabła. Figurka Boruty to najczęstsza pamiątka przywożona z wycieczek do zamkowego muzeum.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...