GeoExplorer

Tag: krypty

Ruiny kościoła ewangelickiego w Unisławiu Śląskim

by on Lip.01, 2016, under Zabytki

Bryła kościoła ewangelickiego w UnisławiuUnisław Śląski (Langwaltersdorf) zlokalizowany jest przy drodze krajowej numer 35, biegnącej z Wałbrzycha do Mieroszowa. Ta malowniczo położona miejscowość na Wyżynie Unisławskiej w dolinie rzeki Ścinawka, pomiędzy górującym nad nią majestatycznie Wielkim Stożkiem 840 m n.p.m. (charakterystyczny punkt krajobrazu), a Dzikowcem Wielkim 836 m n.p.m., powstała na początku XIV wieku (pierwsze wzmianki pochodzą z 1350 roku).
Jest największą wsią w Górach Kamiennych. Przejeżdżając przez Unisław nie można nie zauważyć ponurych ruin kościoła ewangelickiego z wieżą, zniszczonego po II wojnie światowej, nigdy już nieodrestaurowanego i niewyremontowanego.Wnętrze ruinKościół ewangelicki p.w. św. Mateusza w Unisławiu Śląskim powstał w 1742 roku (niektóre źródła za datę powstania w tym miejscu świątyni wymieniają rok 1659) jako murowana budowla w stylu późnobarokowym, na planie wieloboku z trzema przybudówkami. Jego elewacje były utrzymane w stylu klasycystycznym z trójkątnymi tympononami dzielącymi pilastry na niskim cokole. Był przebudowywany w latach 1748 – 1750 oraz w XIX wieku. Świątynia została opuszczona wraz z wysiedleniem miejscowej ludności niemieckiej po 1945 roku. Był dwukrotnie trawiony przez ogień: w latach 60-tych i 70-tych (1972 rok) XX wieku. Pożary spowodowały osłabienie konstrukcji, a tym samym zawalenie się dachu, stropów i budynku (2007 – 2008). Dziś pozostały jedynie dość spore fragmenty murów. Na terenie świątyni istnieje wejście do podziemi. Z wnętrza świątyni zachował się rokokowy ołtarz, który obecnie można oglądać w kościele ewangelickim w Kudowie Zdrój.Pastorówka przy kościeleDo bryły kościoła w XIX wieku dobudowana została strzelista, dwustopniowa wieża z zegarem na planie kwadratu, obecnie mocno nadkruszona czasem i niedostępna z zewnątrz, nie mniej jednak do chwili obecnej robiąca imponujące wrażenie. Wieżę można oglądać jedynie z zewnątrz (brak możliwości wejścia do środka i na jej szczyt) ponieważ wszystkie wejścia ze względów bezpieczeństwa zostały zamurowane – podobnie jak mury kościoła grozi zawaleniem.
Między ruinami kościoła, a drogą znajduje się dobrze zachowany okazały budynek, wybudowany w drugiej połowie XVIII wieku o konstrukcji częściowo szachulcowej (obecnie dom prywatny), w którym niegdyś mieściła się pastorówka i szkoła ewangelicka. Kilka metrów na zachód od kościoła, na zalesionej górce, znajduje się opuszczony, zarośnięty i zdewastowany cmentarz parafialny, z widocznymi jeszcze pozostałościami kostnicy z XVIII wieku.Fragmenty nagrobkówZostał założony na przełomie XIX i XX wieku. Wśród wielu zniszczonych i zarośniętych kamiennych płyt nagrobkowych można znaleźć kilka, na których bez trudu da się odczytać kogo pochowano. Pierwsze pochówki miały tutaj miejsce na początku XX wieku, a ostanie w latach 50-tych XX wieku.
Kościół i przyległa do niego wieża znajdują się w stanie zaawansowanej, trwałej ruiny, nie mniej jednak niewątpliwie warto zatrzymać się choć na chwilę w Unisławiu i odwiedzić to niezwykłe miejsce, które pomimo zniszczeń oraz daleko posuniętej ruiny posiada swój specyficzny i niepowtarzalny klimat. Podczas zwiedzania należy zachować szczególną ostrożność, gdyż pozostałości murów grożą w każdej chwili zawaleniem, a wejście na jego teren jest na własną odpowiedzialność – na ogrodzeniu i ścianach umieszczone są tabliczki informujące o zagrożeniu.

Możliwość komentowania Ruiny kościoła ewangelickiego w Unisławiu Śląskim została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Kościół św.Marii Dominiki Mazzarello w Lubinie

by on Cze.18, 2014, under Zabytki

KDMTen XIV-wieczny gotycki kościół znajduje się przy ul. Przemysłowej w Lubinie i jest filialnym kościołem rzymskokatolickim parafii w Chróstniku. Najstarsza wzmianka pochodzi z 1399 roku i związana jest z nadaniem mu uprawnień parafialnych. Świątynia została przebudowana i powiększona w XVII wieku, a następnie restaurowana w XIX wieku. Częściowo zniszczona podczas II wojny światowej, kiedy to między innymi w 1945 roku zniszczono ostrosłupowy hełm wieży, poddana była odbudowie podjętej w latach 1959-1960, a zarazem obniżona o czym świadczy widoczny ślad po wschodniej stronie wieży. Kościół jest wzniesiony na planie prostokąta, orientowany, z kamienia i z cegły. Jednonawowy z węższym, prostokątnym prezbiterium i zakrystią. Od zachodu przylega do niego kwadratowa, kamienna wieża przykryta płaskim dachem.KDM (1)Korpus nawowy, prezbiterium i przybudówki zwieńczone są dachami dwuspadowymi. Od południa do wieży przylega XVII-wieczne, dwukondygnacyjne mauzoleum grobowe rodziny von Hoberck, pełniące funkcję kaplicy, ze sklepieniem krzyżowym wspartym na filarze centralnym. W podziemiach znajduje się krypta grobowa ze sklepieniami kolebkowymi, w której umiejscowione są trumny oraz kamienne sarkofagi. Wewnątrz kościoła zachowały się renesansowe, bogato zdobione rzeźbiarsko i polichromowane, ołtarz i ambona oraz barokowa, dekorowana ornamentem roślinnym loża kolatorska z przełomu XVII i XVIII wieku, która po wojnie została zamurowana. Loża kolatorska to określenie (kolator) pochodzące z łaciny i oznaczające darczyńcę, patrona kościoła, opiekuna lub fundatora.KDM (2)Kolatorami byli dawniej właściciele ziemscy z terenu parafii. Mieli między innymi prawo przedstawiania biskupowi kandydatów na beneficjentów przy kościele, mogli wewnątrz świątyni umieszczać tablice nagrobkowe i posiadać własne, wydzielone miejsce w trakcie nabożeństw – loże. Wewnątrz kościoła zachowały się również piaskowcowe płyty nagrobne Krzysztofa von Brauchitscha (rodzina Brzuchaczy) i jego żony Ewy von Brauchitsch z domu Bock, z około 1600 roku. Kościół otoczony jest murem ceglano – kamiennym. Na jego terenie znajduje się kilka kamiennych płyt nagrobnych, wiekowa studnia (czynna), a na elewacji kościoła kilka piaskowcowych okazałych płyt epitafijnych. W 1969 roku ksiądz Szafarski sprowadził relikwie i wizerunek św. Marii Dominiki Mazzarello, założycielki sióstr Salezjanek. Mówi się o niej jako o świętej Marii.KDM (3)Urodziła się 9 maja 1837 roku w Mornese, a zmarła 14 maja 1881 roku w Nizza Monferrato. Wychowywana była w głębokiej pobożności i niestrudzonej pracowitości, a to ściśle złączone było ze zmysłem praktycznym i zdrowym rozsądkiem. Cechy te uzewnętrzniły się także później, gdy była Przełożoną. Mając 15 lat zapisała się do Stowarzyszenia Córek Maryi Niepokalanej i rozpoczęła apostolat wśród dziewcząt. W wieku 27 lat zapada na tyfus. Choroba miała mocny oddźwięk duchowy – doświadczenie słabości fizycznej z jednej strony czyni głębszym zanurzenie w Bogu, a z drugiej strony popycha do otwarcia pracowni krawieckiej w celu nauczania dziewcząt zawodu, modlitwy i miłości do Boga. Dzięki intensywnemu uczestnictwu w sakramentach i pod mądrym i światłym przewodnictwem księdza Pestarino, czyni wielkie postępy w życiu duchowym.KDM (4)Podczas pierwszej wizyty księdza Jana Bosko w Mornese (1864 rok) miała powiedzieć: „Ksiądz Bosko to święty, a ja to czuję”. W 1872 roku ksiądz Bosko wybrał ją do zainicjowania Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki. Jako przełożona okazała się zdolną formatorką i mistrzynią życia duchowego, miała charyzmat radości pogodnej i zaraźliwej, promieniując radością i włączając kolejne dziewczęta w misję poświecenia się wychowaniu kobiet. Zgromadzenie rozwijało się szybko. W chwili śmierci zostawiła swoim Córkom tradycję wychowawczą całkowicie przenikniętą wartościami ewangelicznymi: poszukiwanie Boga poznawanego podczas katechezy i gorącą miłość, odpowiedzialność w pracy, szczerość i pokorę, surowość życia i radość z dawania siebie.KDM (5)Beatyfikowana została 20.11.1938 roku przez Piusa XI, kanonizowana 24.06.1951 roku przez Piusa XII. Jej szczątki spoczywają w Bazylice Maryi Wspomożycielki w Turynie. Wspomnienie liturgiczne w kościele katolickim obchodzone jest 14 maja, a zgromadzenie salezjańskie wspomina świętą 13 maja. Corocznie obchodzony jest tu odpust parafialny, na który zjeżdżają się siostry Salezjanki, Salezjanie i młodzież salezjańska. Po remoncie organów odbywają się koncerty organowe. Na koniec warto też wspomnieć o znajdującym się około 200 metrów na zachód od kościoła, między rozwidleniem szutrowych dróg a dawnym stawem, kamiennym obelisku poświęconym pamięci ofiar I wojny światowej. W sąsiedztwie kościoła znajdował się do niedawna drewniany budynek mieszkalny przypominający swym wyglądem średniowieczny szynk.

Możliwość komentowania Kościół św.Marii Dominiki Mazzarello w Lubinie została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Z pamiętnika eksploratora…

by on Kwi.05, 2014, under Galimatias

Płyta z otworemO odnalezionych podziemiach cysterskich…

Historia z podziemiami cysterskimi w okolicach miejscowości Słup rozpoczyna się w 1810 roku, kiedy to w wyniku sekularyzacji zakonu grupka mnichów nie godząc się na zarekwirowanie dóbr i kosztowności zgromadzonych w lubiąskim klasztorze, buntuje się i ucieka z ich częścią w kierunku Krzeszowa, gdzie mieści się kolejne opactwo. Docierają do Winnicy, gdzie umiejscowiona była ich grangia, a dalej w kierunku Słupa i góry Górzec.

Jedna z legend dotycząca terenu gminy Męcinka mówi o podziemnym przejściu z kościoła w Słupie do kaplicy we wsi Żarek, która obecnie nie istnieje – pozostaje zalana pod wodami zbiornika Słup. Owa kaplica była niegdyś częścią klasztoru należącego do zakonnic, o surowej regule zakazującej pokazywania się wśród ludzi, zatem do słupskiego kościoła chodziły tym podziemnym korytarzem.

Krnąbrni mnisi wraz z przywłaszczonymi dobrami kierują się na Górzec. Masyw jest im dobrze znany z racji tego, iż od połowy XIII w. góra ta jak i obszar Mniszego Lasu należał do cystersów z Lubiąża, a w 1740 r. wytyczyli oni na niej tzw. Drogę Kalwaryjską, wzdłuż której ustawiono 14 piaskowcowych kapliczek. Ponadto znajduje się on mniej więcej w połowie drogi z Lubiąża do Krzeszowa. W 1810 roku u podnóża Górzca powstaje pustelnia, w której to zamieszkał jeden z mnichów, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr, ukrytych gdzieś w okolicy. O losach pozostałych jego kompanów nic nie wiadomo. Sam teren masywu Górzca obfituje w różnego rodzaju pozostałości po średniowiecznych pracach górniczych, takich jak sztolnie, szyby, pingi, itp., co niewątpliwie sprzyja możliwości ukrycia dóbr. Na szczycie zaś znajdował się XIII-wieczny zamek wzniesiony przez Henryka Brodatego, który mógł posiadać podziemia.

Gdzie mnisi ukryli przywłaszczone dobra? Czy na terenie grangi, kościoła w Słupie, w masywie Górzca, czy może w podziemiach? Do dziś pozostaje to tajemnicą. Podziemi nigdy nie zlokalizowano…Widok przez otwórI w tym momencie pojawia się nowy wątek, ślad. Otóż dowiadujemy się od znajomego, że kiedyś członek jego rodziny, w latach 70-tych XX w. pracował jako robotnik fizyczny przy prowadzonych pracach ziemnych między Winnicą a Słupem i opowiadał mu pewną historię. W trakcie prowadzonych prac ziemnych w znajdującym się tam lasku natrafili przypadkiem na jakiegoś typu „kamienny właz i komorę”. Prosimy znajomego by w miarę możliwości dopytał o szczegóły i lokalizację tego „znaleziska”. Po kilku dniach otrzymujemy odpowiedź ze szczątkowymi informacjami o tym odkryciu. Miała to być, porośnięta już runem, kamienna płyta z metalowymi uchwytami, po środku której znajdował się okrągły otwór „jakby do cyrkulacji powietrza wewnątrz-wywietrznik…”. Robotnicy uznali, że jest to pewnie jakiś stary grobowiec. Jednak gdy zajrzeli do wnętrza przez otwór, nie było w komorze trumien, a w jedną i druga stronę widoczne były łukowate, zamurowane cegłą wejścia.

Po tej informacji, mając jako takie namiary na ten „lasek” i umiejscowienie w nim płyty, nie pozostało nic innego jak zweryfikować ją w terenie. Jest grudzień 2013 roku. Zaopatrzeni w metalowe pręty do sondowania podłoża udajemy się do Winnicy i wskazanego lasku. Na miejscu bez problemu odnajdujemy go, po czym „przeczesujemy” dokładnie wzrokiem jego runo. Niestety nic charakterystycznego nie zauważamy. Postanawiamy zatem wykorzystać metalowe pręty i mniej więcej co 1 m sondujemy podłoże w nadziei natrafienia na „coś” twardego. Ponieważ jest przełom jesieni i zimy, a co za tym idzie dzień krótki, jesteśmy zmuszeni nasze poszukiwania rozbić na kilka dni po około 2 godziny dziennie. Teren nie jest mały, a dodatkową trudność nastręcza gęste poszycie runa leśnego, plątanina różnego rodzaju roślin. Często natrafiamy na duże kamienie zalegające tuż pod powierzchnią, dające nam fałszywą nadzieję, że to już to.Podziemia (1)W końcu po kilku dniach sondowania podłoża natrafiamy na coś twardego i o większych gabarytach, ukryte pod warstwą ściółki i porastającego ją bluszczu. Zaczynamy nerwowo rozgrzebywać bluszcz, a naszym oczom ukazuje się… kamienna płyta! Nareszcie! Pozbawiamy ja maskującej okrywy roślinnej, pojawiają się metalowe uchwyty i na jej środku otwór wielkości piłki do koszykówki. Płyta ma grubość 12 cm, wymiary 1,5×1,5 m. Oświetlamy przez otwór wnętrze. Komora jest pusta, w całości wykonana z cegły, głębokości około 2-2,5 m, wymiarach około 2×2 m, do której sprowadza kilka stopni również wykonanych z cegły. Podłoże jest wilgotne. Ściana naprzeciw stopni jest jednolita, natomiast w jedną jak i w drugą stronę widoczne są łukowate chodniki zamurowane cegłą. Na tą chwilę nie jesteśmy w stanie „ruszyć” płyty i odsłonić na tyle, aby dostać się do wnętrza. Na koniec robimy zdjęcia wnętrza opuszczając aparat przez otwór na tyle, na ile pozwala nam długość ramion oraz samej płyty. Informacja przekazana przez znajomego okazuje się w 100% prawdziwa. Zadowoleni z wyników poszukiwań odpuszczamy sobie na razie dalszą eksplorację odkrytej komory. Na powrót maskujemy ją roślinnością nie pozostawiając po sobie żadnych śladów naszej bytności i prac. Miejsce jest jak nie naruszone. Co kryje się w zamurowanych cegłą chodnikach? Dokąd prowadzą? Czy są drożne? Tą tajemnicę zostawiamy sobie na cieplejsze dni, gdy będą dłuższe, a roślinność bujna, by nie przykuwać uwagi osób postronnych… Jedno wiemy na pewno – nie jest to grobowiec, ani jakakolwiek konstrukcja drenująca. Nie w tym miejscu…Podziemia (3)W marcu 2014 roku powracamy do tematu odnalezionej komory. Zaopatrzeni w sprzęt niezbędny do odsłonięcia kamiennej płyty na tyle, aby móc wejść do wnętrza, ponownie udajemy się w kierunku Winnicy. Dochodzimy do „naszego” miejsca – jest w stanie takim, w jakim je pozostawiliśmy. Oczyszczamy płytę. Po kilku próbach nareszcie udaje się nam ją odsłonić na szerokość pozwalającą wejść do środka. Wnętrze jest czyste, jakby nieużytkowane. Cegły trochę zmurszałe na powierzchni, ale w dobrym stanie. Ostukujemy ściany. Ściana na wprost schodków wydaje dźwięk „pełnej”, natomiast boczne, o łukowatych sklepieniach „głuchych”. Postanawiamy rozkuć warstwę muru zabezpieczającego przestrzeń za. Po godzinie pracy wykonujemy otwór przez który możemy przecisnąć się dalej. Kierunek Słup… Chodnik jest wąski , nie przekracza metra szerokości i wysoki na 160 cm, w całości obudowany cegłą, podłoże wilgotne. Po około 100 m napotykamy na niewielki zawał z prawej strony, napór ziemi i czasu wypchnął dość spory fragment cegieł. Po niewielkim rozkopaniu go brniemy dalej. Napotykamy na pozostałości jakichś desek, wiklinowego kosza i porozrzucanych fragmentów porcelany, najwyraźniej z potłuczonego naczynia. Trochę dalej na kawałki szkła, fragmenty materiału, drzewiec niedopalonej pochodni.Podziemia (4)Korytarz cały czas biegnie lekkim łukiem w lewo. Po następnych 100 m napotykamy na kolejny, tym razem już sporych rozmiarów zawał ze stropu, odcinający dostęp do dalszych partii. Wracamy i dokładnie przyglądamy się ścianom, stropowi. Nic na nich nie ma. Żadnych napisów, żadnych rytów. Żadnych szczegółów, czysta cegła. Wychodzimy z komory, powtórnie nasuwamy płytę, maskujemy ją, zacieramy ślady naszej obecności w tym miejscu. W tym momencie nie mamy już więcej czasu by podjąć się próby przekopania zawału oraz wykucia otworu w drugiej ścianie. Przeszliśmy około 200 m. Ile jeszcze czeka przed nami? Ile czeka w drugim kierunku? Tę zagadkę zostawiamy sobie na kolejną wizytę… Kolejne co wiemy na pewno – są to podziemia.

Napotkany zawał nie daje spokoju… Wracamy po kilku dniach, nastawieni na przekopanie go. Początek eksploracji podobny do poprzedniego. Docieramy do zawału. Kopiemy… 1 godzina… 2 godzina… Udaje się! Zawał został przekopany,a za nim (!) widnieje ściana z cegieł! Kujemy. Cegły są wilgotne i zmurszałe, szybko ustępują naszym przecinakom, łomom i młotkom. Zaglądamy przez otwór oświetlając wnętrze. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to następna ściana z cegieł oddalona o około 5 metrów. Ha! Specjalnie utworzona komora, oddzielona ścianami z cegieł, grodziami! Widzimy w niej ceglane schody biegnące ku stropowi, a przecież nad nimi nie ma żadnej budowli? (…) Chodnik biegnący od „komory wejściowej” w kierunku Słupa okazał się być zakończony opisaną komorą. Komorą, grobowcem, ossarium, schowkiem, depozytem. Dalej, za ścianą komory nie było już nic (obudowanego cegłą korytarza/tunelu), jedynie zwykła ziemia. Pozostaje eksploracja zamurowanego chodnika od „komory wejściowej” w kierunku Winnicy…

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...