GeoExplorer

Tag: legnica

Kolumna Łez

by on Cze.14, 2014, under Historia

KŁ” … Tu zwolnij kroku wędrowcze i zatrzymaj się. Rozważ w sercu i myśli łzy, którymi zwilżyła córka dostojnego ojca Dorota Elżbieta Księżniczka Legnicy i Brzegu zaślubiona szczęśliwie dostojnemu Księciu z Nassau – Henrykowi. Podziwiaj pomnik ojcowskiej miłości, zapamiętaj to miejsce, które jest święte dla dostojnego Domu Piastów, święte dla Ciebie przechodniu, święte dla następnych pokoleń. Miejsce, gdzie Jerzy III, książę Legnicy i Brzegu na Śląsku, Jego Cesarsko-Królewskiej Mości tajny radca, podskarbi i najwyższy gubernator na obydwa Śląski – żyj szczęśliwie powiedział Jedynej, pobłogosławił Najukochańszą i pod opiekę dobrych aniołów, patronów podróżnych, pozwolił jej dnia 17 marca 1664 roku wyruszyć z ojczyzny do Dillenburga, żegnając się wzajemnie tysiącami uścisków, westchnień i życzeń. Uczcij i uszanuj ten stół będący świadkiem tej wielkiej szlachetności. Jedź dalej w zdrowiu i żyj szczęśliwie.KŁ (1)Taką oto inskrypcję widzimy na symbolicznej, granitowej księdze u stóp obelisku Kolumny Łez w Ulesiu koło Legnicy. Zabytkowy obelisk znajduje się w centrum wsi, przy drodze wylotowej do Lipiec i jest najstarszym na Śląsku wystawionym w miejscu publicznym nowożytnym pomnikiem o wyłącznie świeckim charakterze. Wzniesiony został w 1664 roku na polecenie księcia legnicko – brzeskiego Jerzego III (najstarszego syna księcia Brzeskiego, czołowego przywódcy protestantów śląskich) na pamiątkę rozstania z córką, wyjeżdżającą do Dillenburga w niemieckiej Hesji do nowo poślubionego małżonka, Henryka von Nassau-Dillenburg. Na obelisku zamieszczono inskrypcję po łacinie wzywającą przechodniów do chwili zadumy w miejscu, które Dorota Elżbieta zrosiła swymi łzami. Obiekt ten uznawano za na tyle istotny, że został zaznaczony na mapie księstwa legnickiego z 1736 roku wydanej przez oficynę Spadkobierców Homanna i do końca XIX wieku oznaczano jego położenie na kolejnych mapach okolic Legnicy.KŁ (2)Pod koniec XVIII wieku zaczął jednakże ulegać zniszczeniu, a miejscowa ludność i władze nie interesowały się jego losem. Odnowienia obelisku dokonano w 1858 roku oraz na początku XX wieku z inicjatywy Towarzystwa Historii i Starożytności z Legnicy, któremu wsparcia finansowego udzieliły władze Rejencji i powiatu ziemskiego w Legnicy, a także prywatny właściciel gruntu na którym znajdował się obelisk. Pierwotnie obelisk znajdował się na skraju wsi u wylotu gościńca, do centrum wsi został przeniesiony przy okazji renowacji. Wizerunek obelisku znajduje się w herbie gminy Miłkowice, stanowiąc nawiązanie do piastowskiej historii gminy. Ponowne prace konserwacyjne przy zabytku miały miejsce w 1995 roku na zlecenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Legnicy przywracając kolumnie dawny blask, niestety nie na długo. Obelisk będący cenną pamiątką piastowskiego Śląska w chwili obecnej ponownie niszczeje (obdrapana i trawiona przez kwaśne deszcze). Kolumna Łez wkrótce może zamienić się w Szlochającą Kolumnę.

Ciekawostki z Ulesia

Tajemnicze szczątki ludzkie zostały odkopane na obrzeżach Ulesia we wrześniu 2004 roku w trakcie remontowania linii kolejowej. Z małej żwirowni brano piasek i właśnie tam koparka wykopała kości. Szczątki pozbierano, sprawdzono, czy nie ma ich więcej i wysłano do badania. Okazały się nimi szkielety dwóch kobiet i czterech mężczyzn. Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu określił ich wiek w przedziale od co najmniej 20 do nawet kilkuset lat. Wśród nich mogły się znajdować kości Azjatów, najprawdopodobniej Tatarów. Mogą to być szczątki pochodzące z 1241 roku, gdy doszło do bitwy pod Legnicą. Szkoda, że koparka zniszczyła to bardzo tajemnicze znalezisko, gdzie leżały te kości.

Wojownicy mongolscy byli soleni i zabierani na swoje ziemie albo chowano ich w kurhanach. Nic nie można powiedzieć o tym wykopalisku, bo nie zachowały się żadne przedmioty materialne. Mogą to być także szczątki jeńców czy robotników, którzy zostali zabici lub zmarli podczas działań wojennych. Prokuratura Rejonowa w Legnicy poinformowała Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Miłkowicach, że można zabrać te kości i je pochować, co nie okazało się takie proste. Jerzy Szachuniewicz, prezes Narodowego Centrum Kultury Tatarów w Polsce podjął się dalszej realizacji tego tematu, między innymi dokładnego sprawdzenia czy są to szczątki muzułmanów, a w przypadku potwierdzenia tego faktu, zajęcia się pochówkiem.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Palmiarnia w Legnicy

by on Maj.21, 2014, under Ciekawe miejsca

Palmiarnia w LegnicyPalmiarnia znajduje się na terenie Parku Miejskiego w Legnicy. Wybudowana została w 1898 roku, a obecnie zajmuje powierzchnię ponad 1 ha. Towarzystwo Upiększania Promenad od 1893 roku gromadziło środki na jej wybudowanie i w styczniu 1898 roku legniczanin Feodor Beer zadeklarował pokrycie kosztów, przekazując na ten cel 30.000 marek. Pierwsze rośliny zostały dostarczone do niej w październiku 1898 roku z Bordighery, miasta znajdującego się nieopodal San Remo we Włoszech. W zachodniej części budynku palmiarni wybudowano antresolę, na którą prowadzą dwubiegunowe schody. Ma ona spełniać funkcje punktu widokowego. Poniżej stworzono mały staw.Palmiarnia L1Uroczyste otwarcie palmiarni miało miejsce 10 grudnia 1898 roku, jako drugiej na Śląsku, po wybudowanej w 1864 roku palmiarni we Wrocławiu. Przez wiele lat po jej utworzeniu należała do najciekawszych obiektów tego typu w środkowej Europie. Kolejne lata przynoszą jej rozbudowę między innymi w 1904 roku dobudowano do południowego transeptu nową część mającą pełnić funkcję szklarni zimnej. W 1911 roku szklarnię zimna przekształcono w ciepłą, do której dobudowano nową, znacznie dłuższą, 30-metrową szklarnię zimną. Otwarcie rozszerzonych pomieszczeń odbyło się 11 listopada 1911 roku. Ostatnia rozbudowa miała miejsce w 1937 roku zwiększająca przestrzeń obiektu oraz wprowadzająca nowe ekspozycje – egzotyczne ptaki i terraria z gadami.Palmiarnia L2W chwili obecnej, po rewitalizacji wnętrza, zdecydowano o kolejnym wprowadzeniu egzotycznych ptaków. W klatkach i wolierach znajdują się m.in. ary błękitne, amadyny, kulczyki, piona, rozelle, lorysy, kakadu, amazonka „Balbinka” witająca odwiedzających słowami „dzień dobry”, papużki faliste i nimfy. W przypadku niektórych z tych ptaków pomysł nie był trafiony – ptaki są zestresowane, na widok ludzi reagują krzykiem i rzucaniem się po klatkach. Najgorszym przykładem jest samica ary błękitnej o imieniu Hela, która w wyniku niepokojenia i doznawanego stresu ze strony osób odwiedzających, wyskubała sobie pióra na całej piersi i pod skrzydłami. Żenuje fakt braku reakcji ze strony pracowników i administracji palmiarni na męczarnie zwierząt.Ary i KakaduRewitalizacja była konieczna ze względu na cenną kolekcję wiekowych palm zakorzenionych w rodzimej glebie, które nie mogły być przeniesione w inne miejsce z przyczyn technicznych. Sam budynek palmiarni nie jest w najlepszym stanie technicznym, a w szczególności jej konstrukcja szkieletowa i szklarnie, nie mniej jednak główna ekspozycja roślin jak i wnętrze jest zadbane. W ramach dalszych prac planowane jest odbudowanie obiektu szklarni z funkcja kawiarnianą, tarasem, rewaloryzacja mnożarki, budowa pawilonu technicznego dla kwarantanny roślin, mała szklarnia na sukulenty, budowa placu zabaw dla dzieci, mini zoo i mini ogrodu botanicznego oraz wprowadzenie opłat za zwiedzanie.Palmiarnia L3Najciekawszymi okazami flory prócz palm jest sagowiec wygięty, daktylowce, wallemia szlachetna, alokazja, asplenium, papirus miniaturowy, gardenia, strelicja królewska, męczennica błękitna, kuflik, hibiskus, amarylis, oleander oraz kaktusy i sukulenty w tym echinokaktusy – „poduszki teściowej”. Obiekt jest czynny codziennie, a wstęp bezpłatny.

Leave a Comment :, , , , , , , , , więcej...

Najdłuższa w Polsce ?

by on Kwi.24, 2014, under Galimatias

Warmątowice„Warmątowice Sienkiewiczowskie” – taka oto tablica, składająca się z 28 liter wita nas przy wjeździe do tej miejscowości. Czy jest ona najdłuższą nazwą miejscowości w Polsce, a zarazem najdłuższą tablicą? Tablica ma wymiary 300 cm długości i 50 cm szerokości !NiewodnicaOto kolejny przykład, tym razem bardzo długiego drogowskazu (Niewodnica Nargilewska-Kolonia), o którym poinformował nas czytelnik „Cameel” (23.07.2014). Niestety nie znamy jej wymiarów. Dziękujemy.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , więcej...

Muzeum Bitwy nad Kaczawą w Duninie

by on Kwi.19, 2014, under Historia

Dunino (Dohnau) to niewielka wieś położona około 10 km na południowy – zachód od Legnicy, w gminie Krotoszyce, nieopodal ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy. 26 sierpnia 1813 r. w pobliżu Dunina rozegrała się jedna z bitew wojny napoleońskiej, zwana „Bitwą nad Kaczawą”. Naprzeciw siebie stanęły wówczas napoleońska Armia Bobru, którą dowodził marszałek James Macdonald oraz prusko-rosyjska Armia Śląska dowodzona przez feldmarszałka Leberechta von Blüchera. Decydująca walka rozegrała się w obszarze ograniczonym miejscowościami: Warmątowice, Bielowice, Winnica, Janowice Duże. Od północy teren ten zamykała rzeka Kaczawa, a od zachodu i południa Nysa Szalona. Przed bitwą przez wiele dni padały w tym regionie ulewne deszcze, broń palna, oprócz armat, zamokła. Dlatego walkę stoczono na bagnety i szable. Dzięki temu, że armia rosyjsko-pruska miała znakomicie rozlokowaną artylerię na południe od Warmątowic, udało jej się pokonać wojska napoleońskie. Chociaż Bitwa nad Kaczawą nie miała większego znaczenia strategicznego, to w celu jej upamiętnienia w 1908 r. wzniesiono koło Dunina kamienny kopiec z kul armatnich zebranych z pola bitwy, na wale Nysy Szalonej nieopodal jej ujścia do Kaczawy. W 1909 r. w samym Duninie wybudowano pawilon w kształcie wielobocznej rotundy i umieszczono w niem pamiątki z wojen napoleońskich. W muzeum znajdują się różne pamiątki związane z bitwą i jej uczestnikami. Jako eksponowane przedmioty znalazły się tu liczne elementy uzbrojenia i umundurowania walczących stron, dokumenty, miedzioryty i pamiątki udostępnione przez instytucje i osoby prywatne. Muzeum Bitwy nad Kaczawą funkcjonowało do 1945 r. Dopiero w 1996 r. zostało reaktywowane. Przy muzeum znajduje się replika armaty i przewiezione z okolic uszkodzone obeliski upamiętniające wydarzenie oraz tablica informacyjna. Do chwili obecnej zachowało się 8 obelisków upamiętniających bitwę: 1. Dunino (na wale u ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy), 2. Krajewo (nad brzegiem Nysy Szalonej), 3. Przy drodze gruntowej z Krajewa do Janowic, 4. Przy drodze z Winnicy do Koźlic, 5. Warmątowice, 6. Przy drodze gruntowej z Warmątowic do Bielowic, 7. Dwa obeliski przy drodze z Bielowic do Starego Jawora.

O bitwie słów kilka…

Bitwa nad Kaczawą rozegrała się na dużym obszarze między Legnicą a Złotoryją. Była to największa bitwa stoczona na Śląsku podczas wojen napoleońskich. Naprzeciw siebie stanęły wówczas III, V i IX korpus Wielkiej Armii, w sumie około 102.000 żołnierzy, dowodzone przez gen Jacquesa Macdonalda i „Armia Śląska” feldmarszałka Gebharda Leberechta Blüchera, licząca około 84.000 żołnierzy, z tego ponad 2/3 Rosjan wchodzących w skład korpusów, na czele których stali Fabian Gottlieb von der Osten-Sacken i Alexandre-Louis Andrault de Langeron. Bitwę poprzedziła burzowa noc. W deszczowy poranek 26 sierpnia 1813 r. doszło do starcia przeciwników na obszarze pomiędzy Kaczawą na północ i północny-zachód, wysoczyzną Płaskowyżu Janowickiego na wschodzie, a Warmątowicami i Bielowicami.
Bitwę stoczono głównie na bagnety i szable, ponieważ zamokły karabiny skałkowe, w które zaopatrzone były obie armie. Ostatecznie rosyjsko-pruskie wojska powstrzymały francuskie natarcie. Francuzi stracili 36 armat, 110 wozów z amunicją i najprawdopodobniej 5000 – 7000 zabitych i rannych oraz około 1400 wziętych do niewoli. Straty Armii Śląska wyniosły około 8000 zabitych i rannych. Zwycięstwo armii Blüchera spowodowało wyparcie Francuzów do końca sierpnia za linię Nysy Łużyckiej. W rękach napoleońskich na Śląsku pozostał tylko Głogów. Samemu głównodowodzącemu bitwa przyniosła tytuł Księcia Wahlstatt.

Pierwsze zwycięstwo nad armią Napoleona odniesione po klęsce z 1807 r. wyzwoliło w Niemcach poza radością, ogromną fale patriotyzmu. Świętowanie tego wydarzenia stało się jednym z elementów polityki mającej na celu ściślejsze związanie prowincji śląskiej z państwem pruskim. Pamięć o kampanii lat 1813-1814 nazywanej Befreiungskrieg (wojną wyzwoleńczą), przybrała różne formy, poprzez architekturę, malarstwo, rzeźbę, literaturę i medalierstwo znajdując swoje znaczące miejsce w tutejszej tradycji. Spora liczba miejscowości przez które przetoczyły się olbrzymie masy wojsk, z biegiem czasu wytworzyły swoje własne formy utrwalania pamięci o wydarzeniach z sierpnia 1813 r. Krótko po ostatecznym pokonaniu Napoleona, władze rejencji nakazały magistratom prowadzenie kronik miejskich, ze szczególnym uwzględnieniem lat 1813-1815. Już w 1813 r. wybito pierwsze medale upamiętniające zwycięstwo nad Kaczawą, a także postać feldmarszałka Blüchera. Dokładnie cztery lata po bitwie, 26 sierpnia 1817 r. na jej pole powrócili zwycięscy dowódcy: Blücher, York i Gneisenau. W obecności następcy tronu, księcia Augusta dokonali oni odsłonięcia pomnika poświęconego poległym żołnierzom pruskim. Pomnik usytuowany został w sąsiedztwie folwarku Christianhöhe koło Bielowic. W czasie bitwy w folwarku mieścił się lazaret, tutaj też Blücher miał jeden ze swoich punktów obserwacyjnych. Pomnik był jednym z kilku identycznych monumentów zaprojektowanych przez Karla Friedricha Schinkla na zlecenie króla Fryderyka Wilhelma III, ustawionych na polach bitew z 1813 r. Miał on kształt neogotyckiej wieży o wysokości około 8 metrów, zwieńczonej formą Żelaznego Krzyża. Pomnik nie zachował się do dziś. 26 maja 1818 r. odsłonięto taki sam pomnik w Budziwojowie koło Chojnowa. Jeszcze tego samego dnia w pobliżu pałacu w Warmątowicach poświęcony został pomnik upamiętniający zwycięska bitwę. Swoją formą i symboliką pomnik nawiązywał do antycznych ołtarzy ofiarnych. Monument posiadał kształt prostopadłościanu, którego ściany boczne pokrywały napisy, zaś górną płaszczyznę wieńczyła forma znicza. Obiekt nie zachował się. Także 26 sierpnia 1817 r. miały miejsce uroczystości związane z oddaniem do użytku pawilonu widokowego położonego na wzgórzu w pobliżu Lipiec i Jaszkowa. Był to belweder poświęcony bitwom z 1634 i 1813 r., który został wzniesiony przez Carla Siegmunda Otto von Unruha. Był to przede wszystkim pomnik poświęcony pamięci dowódców oraz żołnierzy pruskich i rosyjskich walczących w bitwie nad Kaczawą. Budowla nie zachowała się. W kilka lat po bitwie przy polnej drodze pomiędzy wzgórzami Gołębie i Krowiarka nasadzono lipę, która rosła w tym miejscu prawie 150 lat. Określano ja jako „lipa Blüchera”. Miała wyznaczać miejsce, w którym pod osobistym dowództwem feldmarszałka rozegrało się generalne starcie kawalerii pruskiej z francuską. W 1912 r. legnicki oddział Riesengebirgsverein (Towarzystwo Karkonoskie) ufundował cementową ławkę, która wraz z pamiątkową tablicą ustawiona została pod lipą. 6 lipca 1813 r. poświęcono w pobliżu Obiekty te już nie istnieją. Oprócz pomników, pamięć o bitwie kaczawskiej była pielęgnowana poprzez organizację spotkań weteranów, młodych żołnierzy oraz okolicznych mieszkańców na polu bitwy. Na uroczystości zorganizowanej w 1843 r. wzięło udział 12.000 osób. Największe uroczystości rocznicowe przygotowano na stulecie bitwy. Jeszcze w 1908 r. gmina Dunino wzniosła kamienny kopiec w pobliżu ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy. Posiadał on z dwóch stron tablice pamiątkowe, a jego narożniki wieńczyły kule armatnie. Rok później w Duninie wybudowano nieduży pawilon, w którym urządzono Muzeum Bitwy nad Kaczawą. W 1913 r. z inicjatywy legnickiego towarzystwa historycznego Geschichts und Altertms Vereins zu Liegnitz umieszczono na polu bitwy obeliski ułatwiające orientację w terenie. Wszystkie one posiadały jednakową formę, znak Krzyża Żelaznego, napis: Schlacht na der Kazbach” oraz inskrypcje odnoszące się do szczegółowych wydarzeń, które miały miejsce w 1813 r. na terenie ich usytuowania. Spośród jedenastu dwumetrowych pomników ustawionych w 1913 r. cztery przeniesiono do Dunina, gdzie są eksponowane obok Muzeum Bitwy nad Kaczawą. W samej Legnicy 26 sierpnia 1913 r. odsłonięto pomnik dowódców bitwy kaczawskiej. Na placu Wilhelma (obecnie pl. Wolności) ustawione zostały cztery odlane z brązu wizerunki Blüchera, Yorcka, Gneisenaua i Sackena. W tym samym dniu, na ścieżce w pobliżu obecnej ul. Powstańców Śląskich odsłonięto pomnik generałów Friedricha von Hellwiga i Heinricha von Wedela.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Kościół w Kościelcu

by on Lut.19, 2014, under Zabytki

KKW miejscowości Kościelec, położonej na południe od Legnicy znajduje się XV-wieczny gotycki, rzymskokatolicki kościół filialny Parafii w Małuszowie p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa, usytuowany na wzniesieniu i tym samym górujący nad okolicą. Dawniej był on ewangelickim kościołem ucieczkowym, w czasach panującego na tych terenach luteranizmu dla wyznawców spoza księstwa legnicko-brzeskiego, którzy to na swoich terenach nie posiadali swobody wyznaniowej. Fakt nieodległego przebiegu księstwa przełożył się na wygląd zewnętrzny kościoła mającego cechy budowli obronnej. Przebudowano i rozbudowano go w XVII wieku na kościół trzynawowy, z wnętrzem w którym przedzielone jest ono rzędami drewnianych słupów podtrzymujących barokowe empory.KK1Drewniane wnętrze bogato ozdobiono malowidłami religijnymi. Kolejna przebudowa miała miejsce na początku XX wieku. Znajduje się tu także tablica pamiątkowa poświęcona Alfredowi Olszewskiemu, dziedzicowi z nieodległych Warmątowic Sienkiewiczowskich. Na zewnętrznych ścianach kościoła znajdują się wmurowane liczne epitafia. Teren kościoła częściowo ogrodzony jest murem. Na jego terenie znajduje się cmentarz, w murze kilkanaście tablic nagrobnych, a od północnej strony grobowce rodzinne. Po południowej stronie znajduje się krzyż pokutny. Nieopodal kościoła, tuż przy parkingu umiejscowiony jest kamienny obelisk poświęcony ofiarom wojen XIX-wiecznych.

 

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , więcej...

Bitwa nad Kaczawą 1813 r.

by on Lut.03, 2014, under Historia

Bitwa nad Kaczawą (Schlacht an der Katzbach) rozegrała się na dużym obszarze między Legnicą a Złotoryją. Była to największa bitwa stoczona na Śląsku podczas wojen napoleońskich. Naprzeciw siebie stanęły wówczas III, V i IX korpus Wielkiej Armii (w sumie ok. 102 tys. żołnierzy), dowodzone przez gen Jacquesa Macdonalda i „Armia Śląska” feldmarszałka Gebharda Leberechta Blüchera, licząca ok. 84 tys. żołnierzy, z tego ponad 2/3 Rosjan wchodzących w skład korpusów, na czele których stali Fabian Gottlieb von der Osten-Sacken i Alexandre-Louis Andrault de Langeron. Bitwę poprzedziła burzowa noc. W deszczowy poranek 26 sierpnia 1813 r. doszło do starcia przeciwników na obszarze pomiędzy Kaczawą na pn. i pn-zach, wysoczyzną Płaskowyżu Janowickiego na wschodzie, a Warmątowicami i Bielowicami. Stoczono ją głównie na bagnety i szable, ponieważ zamokły karabiny skałkowe, w które zaopatrzone były obie armie. Ostatecznie rosyjsko-pruskie wojska powstrzymały francuskie natarcie. Francuzi stracili 36 armat, 110 wozów z amunicją i najprawdopodobniej 5000-7000 zabitych i rannych oraz ok. 1400 wziętych do niewoli. Straty Armii Śląska wyniosły ok. 8000 zabitych i rannych. Zwycięstwo armii Blüchera spowodowało wyparcie Francuzów do końca sierpnia za linię Nysy Łużyckiej. W rękach napoleońskich na Śląsku pozostał tylko Głogów. Samemu głównodowodzącemu bitwa przyniosła tytuł Księcia Wahlstatt.Pamięć o bitwie

Pierwsze zwycięstwo nad armią Napoleona odniesione po klęsce z 1807 r. wyzwoliło w Niemcach poza radością, ogromną fale patriotyzmu. Świętowanie tego wydarzenia stało się jednym z elementów polityki mającej na celu ściślejsze związanie prowincji śląskiej z państwem pruskim. Pamięć o kampanii lat 1813-1814 nazywanej Befreiungskrieg (wojną wyzwoleńczą), przybrała różne formy, poprzez architekturę, malarstwo, rzeźbę, literaturę i medalierstwo znajdując swoje znaczące miejsce w tutejszej tradycji. Spora liczba miejscowości przez które przetoczyły się olbrzymie masy wojsk, z biegiem czasu wytworzyły swoje własne formy utrwalania pamięci o wydarzeniach z sierpnia 1813 r. Krótko po ostatecznym pokonaniu Napoleona, władze rejencji nakazały magistratom prowadzenie kronik miejskich, ze szczególnym uwzględnieniem lat 1813-1815. Już w 1813 r. wybito pierwsze medale upamiętniające zwycięstwo nad Kaczawą, a także postać feldmarszałka Blüchera. Dokładnie cztery lata po bitwie, 26 sierpnia 1817 r. na jej pole powrócili zwycięscy dowódcy: Blücher, York i Gneisenau. W obecności następcy tronu, księcia Augusta dokonali oni odsłonięcia pomnika poświęconego poległym żołnierzom pruskim. Pomnik usytuowany został w sąsiedztwie folwarku Christianhöhe koło Bielowic. W czasie bitwy w folwarku mieścił się lazaret, tutaj też Blücher miał jeden ze swoich punktów obserwacyjnych. Pomnik był jednym z kilku identycznych monumentów zaprojektowanych przez Karla Friedricha Schinkla na zlecenie króla Fryderyka Wilhelma III, ustawionych na polach bitew z 1813 r. Miał on kształt neogotyckiej wieży o wysokości ok. 8 m, zwieńczonej formą Żelaznego Krzyża. Pomnik nie zachował się do dziś. 26 maja 1818 r. odsłonięto taki sam pomnik w Budziwojowie koło Chojnowa.Jeszcze tego samego dnia w pobliżu pałacu w Warmątowicach poświęcony został pomnik upamiętniający zwycięska bitwę. Swoją formą i symboliką pomnik nawiązywał do antycznych ołtarzy ofiarnych. Monument posiadał kształt prostopadłościanu, którego ściany boczne pokrywały napisy, zaś górną płaszczyznę wieńczyła forma znicza. Obiekt nie zachował się. Także 26 sierpnia 1817 r. miały miejsce uroczystości związane z oddaniem do użytku pawilonu widokowego położonego na wzgórzu w pobliżu Lipiec i Jaszkowa. Był to belweder poświęcony bitwom z 1634 i 1813 r., który został wzniesiony przez Carla Siegmunda Otto von Unruha. Był to przede wszystkim pomnik poświęcony pamięci dowódców oraz żołnierzy pruskich i rosyjskich walczących w bitwie nad Kaczawą. Budowla nie zachowała się. W kilka lat po bitwie przy polnej drodze pomiędzy wzgórzami Gołębie i Krowiarka nasadzono lipę, która rosła w tym miejscu prawie 150 lat. Określano ja jako „lipa Blüchera”. Miała wyznaczać miejsce, w którym pod osobistym dowództwem feldmarszałka rozegrało się generalne starcie kawalerii pruskiej z francuską. W 1912 r. legnicki oddział Riesengebirgsverein (Towarzystwo Karkonoskie) ufundował cementową ławkę, która wraz z pamiątkową tablicą ustawiona została pod lipą. Obiekty te już nie istnieją. Oprócz pomników, pamięć o bitwie kaczawskiej była pielęgnowana poprzez organizację spotkań weteranów, młodych żołnierzy oraz okolicznych mieszkańców na polu bitwy. Na uroczystości zorganizowanej w 1843 r. wzięło udział 12 tys. osób. Największe uroczystości rocznicowe przygotowano na stulecie bitwy. Jeszcze w 1908 r. gmina Dunino wzniosła kamienny kopiec w pobliżu ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy. Posiadał on z dwóch stron tablice pamiątkowe, a jego narożniki wieńczyły kule armatnie. Rok później w Duninie wybudowano nieduży pawilon, w którym urządzono Muzeum Bitwy nad Kaczawą. Znalazły się tam liczne elementy uzbrojenia i umundurowania walczących stron, dokumenty, miedzioryty i pamiątki udostępnione przez instytucje i osoby prywatne.W 1913 r. z inicjatywy legnickiego towarzystwa historycznego Geschichts und Altertms Vereins zu Liegnitz umieszczono na polu bitwy obeliski ułatwiające orientację w terenie. Wszystkie one posiadały jednakową formę, znak Krzyża Żelaznego, napis: Schlacht na der Katzbach” oraz inskrypcje odnoszące się do szczegółowych wydarzeń, które miały miejsce w 1813 r. na terenie ich usytuowania. Spośród jedenastu dwumetrowych pomników ustawionych w 1913 r. cztery przeniesiono do Dunina, gdzie są eksponowane obok Muzeum Bitwy nad Kaczawą. W samej Legnicy 26 sierpnia 1913 r. odsłonięto pomnik dowódców bitwy kaczawskiej. Na placu Wilhelma (obecnie pl. Wolności) ustawione zostały cztery odlane z brązu wizerunki Blüchera, Yorcka, Gneisenaua i Sackena. W tym samym dniu, na ścieżce w pobliżu obecnej ul. Powstańców Śląskich odsłonięto pomnik generałów Friedricha von Hellwiga i Heinricha von Wedela.

Opis bitwy

Początek kampanii

Na początku sierpnia 1813 roku na Dolnym Śląsku znalazły się naprzeciw siebie dwa wielkie zgrupowania wrogich armii – francuska Armia Bobru oraz rosyjsko – pruska (w takiej kolejności ze względu na wielkość poszczególnych kontyngentów) Armia Śląska.
Armia Bobru miała w myśl pierwotnych zamierzeń Napoleona rozbić Armię Śląska gen. Blüchera i utrzymać Dolny Śląsk jako bazę przyszłego ataku na teren Księstwa Warszawskiego. Dowódcą tego zgrupowania, liczącego przeszło 130 tyś. ludzi, był marszałek Ney. Działania wojenne rozpoczął jednak Blücher atakując 19 sierpnia (na 49 godzin przed upływem terminu zawieszenia broni) oddziały osłonowe Francuzów rozłożone na Bobrem. 21 sierpnia Napoleon przejął dowodzenie nad Armią Bobru i poprowadził kontratak. Blücher uchylił się jednak od walki z samym cesarzem i wycofał swoje korpusy na Pogórze Kaczawskie w rejon Jawora. Wobec niepomyślnego rozwoju wydarzeń na zachodzie 23 sierpnia cesarz przekazał komendę marsz. Macdonaldowi, po czym opuścił Armię Bobru i zabierając ze sobą gwardię, większość kawalerii rezerwowej oraz korpusy Neya i Marmonta i wyruszył w kierunku Drezna. Obejmując dowództwo Macdonald miał teraz do dyspozycji III korpus gen. dyw. Souhama, V korpus gen. dyw. Louristona, XI korpus gen. dyw. Gerarda oraz II korpus kawalerii rezerwowej gen. dyw. Sebastianiego. W sumie było to 91000 ludzi ( z tego 8000 kawalerii) i 314 armat. Zadaniem Macdonalda było kontynuowanie ofensywy, wyrzucenie przeciwnika poza Jawor i zajęcie pozycji obronnych na linii Kaczawy. Jeszcze tego samego dnia korpus XI korpus Gerarda zajął Złotoryję. Na podejściach do miasta broniła 2 brygada ks. von Meklemburg-Strelitz z korpusu Yorcka. Potężny atak francuskiej piechoty wsparła silne przygotowanie artyleryjskiej. Stojące w pierwszej linii bataliony 6 pułku landwehry śląskiej zostały praktycznie zdziesiątkowane i odrzucone. Wspierająca je 1 bateria artylerii pieszej straciła od ognia przeciwnika trzy armaty. Kontratak obu pułków wschodnio-pruskich spotkał się z kolei z szarżą 20 szwadronów francuskich strzelców konnych (3 dywizja lekkiej kawalerii gen. Chastela i brygada gen. Montbruna z XI korpusu). 2 batalion 2 pułku wschodnio-pruskiego został w pewnym momencie odcięty wśród mas francuskiej kawalerii. Tylko kontratak 2 szwadronów huzarów meklemburskich płk. von Wartburga uratował go przede całkowitym zniszczeniem. Prusacy przeprowadzili jeszcze jeden kontratak. Tym razem ks. Meklemburski osobiście poprowadził 1 batalion 1 pułku wschodnio-pruskiego. Była to jednak już tylko próba osłonięcia odwrotu całej brygady. Prusacy stracili w tej bitwie przeszło 1780 ludzi (przede wszystkim z 6 pułku landwehry). Nie mogąc stawiać oporu znacznie silniejszemu przeciwnikowi musieli się wycofać. Miasta próbował jeszcze bronić 4 batalion 14 pułku landwehry śląskiej z 8 brygady von Hünerbeina. Został jednak praktycznie zniszczony (stracił około 500 ludzi) a Złotoryję zajęli Francuzi. Jeszcze tego samego dnia Gerard, Souham i Sebastiani rozłożyli swoje oddziały na wschód od Legnicy. Przez 2 dni Macdonald nie podejmował żadnych działań.
Armia Blüchera składała się z centrum – pruskiego I korpusu armijnego gen. von Yorcka, prawego skrzydła – rosyjskiego XI korpusu gen. por. Osten-Sackena oraz rosyjskiego lewego skrzydła gen. piech. Langerona – VI korpusu piechoty gen. por. ks. Szczerbatowa, IX korpusu piechoty gen. por. Ołsuwiewa, X korpusu piechoty gen. por. Kapcewicza i I korpusu kawalerii rezerwowej gen. por. Korffa. Dodatkowo do armii przydzielony był rosyjski VIII korpus piechoty gen. por. Saint-Priesta. Ogółem wyjściowa siła Armii Śląska to 75000 piechoty, 15000 kawalerii, 353 armaty i prawie 11000 Kozaków. W dotychczasowych walkach obie strony poniosły spore straty. Armia Śląska straciła około 8000 ludzi. Po stronie francuskiej ubytki w szeregach były mniej więcej o połowę mniejsze.
Interpretując zachowanie Macdonalda jako przejście Francuzów do defensywy Blücher zdecydował się zaatakować 26 sierpnia Armię Bobru. Skrzydło Osten-Sackena miało atakować oddziały Souhama wzdłuż drogi Jawor-Legnica. Korpus Yorcka otrzymał rozkaz przekroczenia Kaczawy i uderzenia przez Krotoszyce na Studnicę w celu odcięta korpusów francuskich od Chojnowa. Prawe skrzydło pruskiego korpusu miało wesprzeć Osten-Sackena w starciu z Souhamem. Skrzydło Langerona po przekroczeniu Kaczawy miało zająć Kozów i Rzymówkę oraz osłaniać od południa siły główne. Nas wieść o ofensywie przeciwnika także marsz Macdonald rozpoczął swoje działania. Korpus Souhama wyruszył główną drogą z Legnicy do Jawora. Korpus Gerarda dowodzony osobiście przez Macdonalda oraz kawaleria Sebastianiego miał przekroczyć Kaczawę w Krotoszycach i przez Dolny Krajów wejść na Płaskowyż Janowicki obejść Jawor od południa. Lauriston miał uderzyć na Jawor przez Sichów i Męcinkę.Przeciwnicy. Organizacja i wyszkolenie

Francja

Podstawową formacją armii francuskiej była oczywiście piechota. Dzieliła się na pułki liniowe i pułki lekkie. Teoretycznie każdy z nich miał według etatu 5 batalionów (w tym jeden zakładowy przeznaczony do szkolenia uzupełnień) po 6 kompanii w każdym (4 fizylierskie, grenadierska, woltyżerska, piechocie lekkiej były to 4 kompanie strzelców, karabinierska i woltyżerska), liczących w sumie około 3400 ludzi. W praktyce większość pułków wyruszała w pole w sile 2-3 batalionów (sporadycznie 4-5) liczących od 450 do 950 oficerów i żołnierzy (przeważnie około 600). Dwa pułki tworzyły brygadę a dwie brygady dywizję piechoty. Dysponowała ona własną artylerią (1-2 baterie piesze) oraz oddziałami pociągów (taborów). Niektóre pułki (np. w XI korpusie gen. Gerarda) dysponowały własną artylerią. Były to przeważnie 2 działa 4-6 funtowe. Dwie lub trzy dywizje tworzyły korpus. Jego siłę wzmacniała artyleria rezerwowa (2-3 baterie pozycyjne artylerii pieszej), brygada lekkiej kawalerii oraz oddziały pociągów i saperów. Wyżsi oficerowie francuskiej piechoty byli nie tylko dobrze wyszkoleni, ale z reguły także bardzo doświadczeni. Znacznie gorzej było niestety z tzw. „zwykłym żołnierzem”. Na początku kampanii jesiennej 1813 roku francuska piechota w jej zasadniczej masie tworzyli żołnierze najmłodszych roczników (w 2/3 mieli najwyżej 18-20 lat). Było to wojsko generalnie słabo wyszkolone. Teoretycznie każdy rekrut miał przejść 4-tygodniowe szkolenie podstawowe w zakładzie pułkowym a przez następne 4-6 tygodni w trakcie marszu do Niemiec Szkołę Plutonu, Kompanii i Batalionu. Na Szkołę Pułku i naukę współdziałania z innymi rodzajami broni z reguły brakowało już czasu. Niedostatki wyszkolenia oraz wiek rekrutów sprawiały, że były to oddziały słabe fizycznie i psychicznie. Sformowane z nastolatków pułki bardzo źle znosiły długie marsze i wszelkie kłopoty z zaopatrzeniem. Jeszcze przed wejściem do walki notowano duże ubytki z racji wycieńczenia, dezercji czy chorób. Także na polu bitwy umiejętności tej piechoty sprowadzały się z reguły do walki na bagnety w kolumnach batalionowych. Wyszkolenie strzeleckie, z którego słynęła niegdyś francuska piechota stało teraz na niskim poziomie, zarówno, jeśli idzie o prowadzenie ognia salwowego w szyku liniowym czy czworoboku jak i walkę w tyralierze. Niewiele lepiej było w pułkach lekkiej piechoty, które ze względu na brak czasu szkolono często według regulaminów piechoty liniowej. Było to typowe wojsko „jednej bitwy”. Potrafiło walczyć z wielkim, właściwym młodości poświęceniem, jednak po klęsce bardzo łatwo traciło morale, co powodowało z reguły straty znacznie większe niż walce (znakomitym przykładem jest tutaj los Armii Bobru po bitwie nad Kaczawą).
Najpotężniejszą siłę uderzeniową francuskiej kawalerii stanowiły pułki ciężkie – karabinierzy i kirasjerzy. Dobierano do tych oddziałów wysokich i silnych żołnierzy oraz odpowiednio rosłe konie. Podstawową bronią był długi, prosty pałasz oraz para pistoletów i kawaleryjski karabinek. Obronę zapewniał dwuczęściowy kirys oraz hełm. Szarża ciężkiej kawalerii potrafiła w sprzyjającym terenie potrafiła rozbić nawet doświadczoną, walczącą w czworobokach piechotę. Lekka kawaleria nie miała z kirasjerami większych szans. Tylko ciężkie pułki lub lansjerzy mogły nawiązać z nimi równorzędną walkę. Do 1812 roku francuska ciężka kawaleria była pod każdym względem formacją wzorową, stanowiącą śmiertelne niebezpieczeństwo dla każdego przeciwnika. Zdziesiątkowaną po klęsce w Rosji odbudowano częściowo dopiero na wiosnę i w trakcie letniego rozejmu 1813 roku. Problemem były może nie tylko braki kadrowe, ale także trudności w znalezieniu odpowiednich koni. Z tego powodu pułki kirasjerów wyruszały do walki w sile przeciętnie 2-3 szwadronów. Kadry oficerskie tych oddziałów i morale były bez zarzutu (choć wyszkolenie co najwyżej średnie). Mimo tych niedostatków heroiczne szarże pułków ciężkiej kawalerii w kampanii jesiennej 1813 roku przeszły do legendy francuskiej armii. Jazdę liniową, przeznaczoną zarówno do przełamujących uderzeń jak i działań rozpoznawczo-osłonowych stanowili szwoleżerowie-lansjerzy (dragonów stanowiących w armii francuskiej trzon kawalerii liniowej nie było w Armii Bobru). Sześć takich pułków sformowano w 1811 roku na bazie oddziałów dragonów. Byli oni wyszkoleni i uzbrojeni na wzór polskich ułanów (choć oczywiście nie dorównywali im bitnością i doświadczeniem). Oddziały te walczyły bardzo dzielnie podczas kampanii rosyjskiej, ale podobnie jak reszta kawalerii zostały tam praktycznie zniszczone. Ze względu na problemy ze skompletowaniem odpowiednich kadr i koni pułki te liczyły jesienią 1813 roku po 2-3 słabe szwadrony. Zasadniczą masę lekkiej kawalerii stanowiły pułki strzelców konnych. Były to oddziały przeznaczone do rozpoznania, osłony i pościgu. Uzbrojenie stanowiła szabla oraz kawaleryjski karabinek. Choć stosunkowo silne liczebnie (od 400 do 850 ludzi) pułki te składały się z młodych i niedoświadczonych żołnierzy. Elitę lekkiej kawalerii stanowili huzarzy. Spełniali podobne zadania jak strzelcy konni a różnili się tylko mundurami. Także w tym przypadku po klęsce w Rosji obudowywano te pułki z młodych rekrutów a wyszkolenie zdecydowanie odstawało od poziomu prezentowanego przez francuską kawalerię jeszcze przed rokiem. W realiach kampanii 1813 roku problemem lekkiej jazdy był także niedobrany materiał koński oraz niekompletne uzbrojenie (zwłaszcza wśród huzarów zdarzały się całe oddziały pozbawione karabinków). Trzeba przyznać, że lekka kawaleria Armii Bobru dzielnie walczyła w tej krótkiej kampanii, jednak była zbyt słaba jakościowo oraz o wiele za słaba liczebnie żeby sprostać postawionym przed nią zadaniom. Francuska artyleria mimo klęski w Rosji zachowała doświadczone kadry i tradycyjnie wysoki poziom wyszkolenia. Jej podstawową siłą były kompanie ciężkie artylerii rezerwowej przydzielane do poszczególnych korpusów. Każda z nich była uzbrojona w 6 armat 12-funtowych oraz 2 haubice. Kompanie piesze wchodzące w skład dywizji piechoty posiadały po 6 armat 8-funtowych (po stratach w Rosji, gdzie przepadła większość armat 6-funtowych był to ponownie podstawowy kaliber francuskiej artylerii pieszej oraz 2 haubice. Bezsprzeczną słabością francuskiej artylerii pieszej była niska mobilność – jej kanonierzy maszerowali pieszo. Elitą artylerii były kompanie konne przydzielane dywizjom i korpusom kawalerii. Typowe wyposażenie takiej kompanii to 4 armaty 4-funtowe i 2 haubice. Francuska artyleria konna stosowała zaprzęgi 6-konne, co dawało jej bardzo wysoką manewrowość. Trzeba tutaj zaznaczyć, że główną siłą artylerii francuskiej była nie tyle liczebność, uzbrojenie czy doskonałe kadry, ale znakomita taktyka na polu bitwy. Żelazną zasadą była koncentracja możliwie zmasowanego ognia w wybranym czasie i miejscu, pozwalająca na zadawanie przeciwnikowi rozstrzygających ciosów.Rosja

W rosyjskiej piechocie także obowiązywał podział na pułki liniowe i lekkie (jegierskie). Według etatu miały one po dwa bataliony liczące w sumie około 1450 ludzi. W praktyce po stratach poniesionych w 1812 roku i kampanii wiosennej 1813 roku większość tych oddziałów miała albo po jednym niepełnym albo po dwa słabe bataliony. Dwa pułki tworzyły brygadę a trzy brygady ( w tym jedna jegierska) stanowiły dywizję. Z reguły posiadała ona silne wsparcie artylerii (przeważnie 2 baterie piesze – pozycyjną i lekką, w sumie 24 armaty). Walczące nad Kaczawą dywizje rosyjskiej piechoty miały bardzo niskie stany, 3-6 tyś. ludzi. Dwie lub trzy dywizje tworzyły korpus wzmacniany dodatkowo silnymi oddziałami kawalerii i potężną artylerią rezerwową. Wyżsi dowódcy rosyjskiej piechoty dysponowali przeważnie niezbędnym doświadczeniem. Bardzo często stosowali jednak taktykę zacofaną w stosunku do osiągnięć armii zachodnioeuropejskich. Mieli też z reguły bardzo mgliste pojęcie o współdziałaniu poszczególnych rodzajów broni. Wciąż obowiązywała zasada Suworowa „kula głupia-bagnet zuch”. Piechota liniowa szkolona była przede wszystkim do walki na bagnety w kolumnach batalionowych i tylko pułki jegrów miały pewne doświadczenie w walce tyralierskiej. Mimo tego, że szeregi tych oddziałów wypełniali przede wszystkim rekruci po krótkim przeszkoleniu była to formacja bardzo niebezpieczna w bezpośredniej walce. Decydowały o tym tradycyjne przymioty rosyjskiego piechura – imponująca odporność na wszelkie trudy fizyczne i psychiczne, wspaniała bitność i zdyscyplinowanie. Było to wojsko zdolne zarówno do dalekich marszów jak i uporczywej walki bez oglądania się na straty. W razie klęski nie traciło też łatwo morale. Wbrew potocznym opiniom piechota rosyjska raczej nie miała kłopotów z zaopatrzeniem. Była dobrze uzbrojona, ubrana i wyekwipowana. Rosyjska kawaleria składała się z pułków regularnych i bardzo licznych, ochotniczych formacji nieregularnych. Pułki liniowe w odróżnieniu od formacji francuskich mogły pochwalić się doskonałym wyborem ludzi i koni, doświadczonymi kadrami oraz dobrym uzbrojeniem i wyposażeniem. Teoretycznie pułk regularny miał według etatu w pierwszej linii 6 szwadronów po 179 ludzi. Kłopoty z uzupełnieniem szeregów po wcześniejszych stratach sprawiły, że do kampanii jesiennej 1813 roku rosyjska kawaleria wyruszała mając w pułkach od 2 do 4 szwadronów po 120 ludzi. Podstawą regularnej kawalerii w Armii Śląskiej były pułki dragonów. Lekkie formacje to przede wszystkim strzelcy konni (wyszkoleni i wyekwipowani na wzór francuski) oraz doskonałe pułki huzarów. Bardzo cennym wsparciem były oddziały nieregularne – Kozacy, Kałmucy i Tatarzy. Wypełniały one przede wszystkim zadania rozpoznawcze, osłonowe i pościgowe znakomicie uzupełniając działania formacji liniowych i ugruntowując przewagę kawalerii Armii Śląskiej wobec nielicznej i słabo wyszkolonej jazdy francuskiej. Kawaleria rosyjska tworzyła korpusy przeważnie po 2 dywizje regularne (każda po 3 dwupułkowe brygady) oraz 2-3 brygady kozaków. Formowano też korpusy z kilku samodzielnych brygad o różnym składzie. Rosyjska artyleria cieszyła się w czasach wojen napoleońskich wielką i zasłużoną sławą. Zdecydowanie przewyższała analogiczne formacje innych państw siłą ognia i liczebnością (5 armat na 1000 ludzi). Po reformie lat 1808-10 baterie pozycyjne artylerii pieszej miały w swoim składzie po 4 haubice 20-funtowe, 4 armaty 12-funtowe i 4 armaty 6-funtowe. Baterie lekkie uzbrojone były w 6 haubic 10-funtowych i 6 armat 6-funtowych (lub 8 armat i 4 haubice). Jak widać oddziały te były prawie dwukrotnie silniejsze od kompanii francuskiej artylerii pieszej. Rosyjska artyleria konna składała się z baterii mających w swoim składzie po 6 haubic 10-funtowych oraz 6 armat 6-funtowych (tutaj przewaga była wręcz miażdżąca). Ewenementem w rosyjskiej artylerii konnej była bateria wojska dońskiego wyposażona w 12 armat 3-funtowych (brała udział między innymi w bitwach nad Kaczawą i pod Lipskiem). Do dział lekkich stosowano zaprzęgi 4-konne a do dział ciężkich 8-konne. Rosyjskie konie pociągowe były małe, ale bardzo silne i wytrzymałe. W marszu kanonierzy siedzieli na lawecie, jaszczach i wozach amunicyjnych. Oddziałom artylerii nie brakowało zarówno doświadczonych oficerów jak i dobrze wyszkolonych żołnierzy. Jedynym problemem tej formacji było to, że wyżsi dowódcy nie zawsze wiedzieli jak właściwie wykorzystać na polu walki tak wielką siłę.

Prusy

Armia pruska była z pewnością najsłabszym ogniwem anty-napoleońskiej koalicji tak pod względem doświadczenia, wyszkolenia jak i bitności. Pruska piechota składała się z kilku formacji o zróżnicowanym składzie i wartości bojowej. Podstawę armii tworzyła pułki liniowe „starej” formacji. Każdy z nich składał się z 2 batalionów muszkieterskich oraz batalionu fizylierów. Każdy batalion składał się z 4 kompanii (po 2 plutony) liczących początkowo 800 a później 1000 żołnierzy. Formowanie tak silnych kompanii było podyktowane koniecznością wykorzystania oficerów do obsadzenia jak największej liczby nowo tworzonych jednostek. Muszkieterów szkolono jak typową piechotę liniową do walki w zwartym szyku. Innowacją wniesioną przez zreformowane w 1812 roku regulaminy było przeznaczenie trzeciego szeregu każdej kompanii do walki w tyralierze. W połączeniu z wyszkolonym jako lekka piechota batalionem fizylierów dawało to pruskiemu pułkowi imponującą siłę ognia znacznie przewyższającą pod tym względem słabo wyćwiczoną i działającą przede wszystkim w kolumnach piechotę francuską. Z kolei w starciu na bagnety siła uderzeniowa płytkiej (8-12 szeregów) kolumny pruskiej była stosunkowo słaba. Poziom kadry oficerskiej pułków piechoty była bardzo różny. Obok znakomitych, zdolnych do przyswojenia nowoczesnej taktyki dowódców nie brakowało rutyniarzy, zasklepionych w doświadczeniach z poprzedniej epoki czy ochotników, poza szczerym entuzjazmem, nie mających większego pojęcia o służbie wojskowej. Generalnie pruscy oficerowie ustępowali swoim francuskim przeciwnikom (jak również austriackim i rosyjskim sojusznikom), doświadczonym w dziesiątkach bitew przez lata ciągłych wojen. Szeregowi żołnierze byli z reguły dobrze wyćwiczeni. Wysokie było morale. Szczere pragnienie zemsty za zadane ojczyźnie klęski i upokorzenia sprawiały, że pruska piechota potrafiła walczyć twardo i nieustępliwie. Było to wojsko prezentujące dobry poziom fizyczny a także przyzwoicie ubrane i wyekwipowane. Z rezerwistów mających za sobą kilkumiesięczne szkolenie formowano pułki rezerwowe. Były one zorganizowane i ćwiczone tak jak „stara” piechota. Różniły się tylko gorszym doborem kadr i pochodzącym nieraz z zagranicznych źródeł uzbrojeniem i umundurowaniem (część z nich nosiła na przykład mundury angielskie). Prawie połowę pruskiej piechoty tworzyły pułki landwehry. Formowano te oddziały ze wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni w wieku od 18 do 45 lat (za wyjątkiem księży i nauczycieli) a nie przyjętych przez pułki liniowe i rezerwowe. Kadry były bardzo przypadkowe. Część oficerów była oddelegowana z jednostek regularnych. Resztę kompletowano z emerytowanych oficerów i starszych podoficerów. Poszczególne oddziały starano się formować z ludzi z tego samego terenu (wioska, miasto). Poziom wyszkolenia był bardzo niski. Ćwiczono przede wszystkim manewry w szyku zwartym i walkę na bagnety. Była to w sumie piechota o miernej wartości bojowej, niezdolna do stałego, wzmożonego wysiłku. Typowym zjawiskiem były zarówno dzikie szarże jak i paniczne ucieczki całych oddziałów, wysokie straty w każdej bitwie i wielkie ubytki „marszowe”. Wbrew rozpowszechnianej w następnych latach legendzie landwehra wcale nie przejawiała takiego zapału do walki jak formacje regularne. Było to doskonale widoczne zwłaszcza w kampanii wiosennej i szczególnie w przypadku landwehry śląskiej. W sposób znaczący morale oddziałów milicji podniosło się dopiero po jesiennych zwycięstwach i wyzwoleniu Dolnego Śląska. Stałym problemem tej formacji były ogromne kłopoty z zaopatrzeniem (powodowane pośrednio przez wyższych dowódców, którzy woleli dbać o formacje liniowe a nie „marnować” swoich zasobów na niepewną milicję). Pułki landwehry prezentowały w warunkach frontowych siłę 3-4 batalionów po 450-600 ludzi każdy. Uzupełnieniem piechoty liniowej, rezerwowej i formacji milicyjnych były oddziały gwardii królewskiej, bataliony grenadierów formowane z kompanii wyborczych pułków liniowych oraz ochotnicze oddziały jegrów szkolonych do walki w tyralierze przy użyciu gwintowych sztucerów. Możliwości bojowe pruskiej piechoty (każdej formacji) poważnie ograniczała fatalna jakość uzbrojenia. Karabiny pruskie, zwane powszechnie „krowimi nogami”, były bardzo ciężkie i nieporęczne a do tego mało celne. Można stwierdzić, że generalnie broń palna z krajów niemieckich znacznie ustępowała swymi parametrami (może poza sztucerami gwintowanymi) karabinom francuskim nie mówiąc już np. o angielskich. Także pruska kawaleria dzieliła się na pułki liniowe i ochotnicze. Ciężką jazdę stanowili kirasjerzy (nie noszący kirysów) i dragoni. Podobnie jak w innych armiach na polski wzór sformowano pułki ułanów. Główną siłą lekkiej kawalerii byli huzarzy. Istniały także doborowe oddziały królewskiej gwardii konnej oraz ochotnicze oddziały jegrów konnych przedzielane do pułków regularnych. Była to generalnie jazda dobrze wyszkolona, wyekwipowana i na dobrych koniach. Podobnie jak w piechocie bardzo różny był poziom kadry oficerskiej. Pułki pruskiej kawalerii liniowej występowały do walki przeważnie w sile 4-6 szwadronów liczących od 600 do 800 ludzi. Uzupełnieniem formacji regularnych była milicja konna oraz jej elitarna formacja tzw. pułki Kawalerii Narodowej. Landwehrę konną szkolono jako lansjerów. Tworzyła ona pułki w sile 4 słabych szwadronów. Oczywiście ich wartość bojowa była zdecydowanie niższa niż w przypadku oddziałów liniowych. Przy lancy jako podstawowej broni praktyczna znajomość jej użycia była mizerna. Kawaleria narodowa miała w teorii być elitą milicji konnej. Tworzyła pułki w składzie 4-5 silnych szwadronów szkolonych na wzór lansjerów lub huzarów. Obie formacje wzmacniano niekiedy oddziałami jegrów konnych. Pruska artyleria mimo swej liczebności nie prezentowała ani siły ognia rosyjskich sprzymierzeńców ani doświadczenia francuskich przeciwników. Pozycyjne baterie piesze były wyposażone w 6 armat 12-funtowych i 2 haubice 10-funtowe a baterie lekkie w 6-funtówek i 2 haubice 10-funtowe. Baterie konne uzbrojone były w 6 armat 6-futnowych oraz 2 haubice 7-funtowe. Formowano także osobne baterie haubic wyposażone w 8 haubic 7-funtowych. Podstawą organizacji armii pruskiej były brygady składające się z różnych rodzajów broni. Typowy przykład takiej formacji to: pułk „starej” piechoty, pułk rezerwowy, 1-2 pułki landwehry pieszej, pułk lekkiej kawalerii, pułk landwehry konnej i bateria artylerii pieszej. Korpusy tworzono z 3-4 takich brygad. Wzmacniano je także 2-3 brygadami kawalerii rezerwowej oraz odpowiednio silną artylerią i służbami wsparcia. Oddziały doborowe w składzie korpusu z reguły grupowano w osobnej brygadzie. Armię polową uzupełniały także wystawiane prywatnym kosztem oddziały ochotnicze, tzw. freikorpsy. Miały one bardzo różny skład, uzbrojenie i umundurowanie oraz wartość bojową. Do najsłynniejszych oddziałów tego typu należał z pewnością freikorps Lützowa. O jego sławie i romantycznej legendzie zadecydowały nie jakieś szczególne osiągnięcia bojowe, ale fakt, że skupiał w swoich szeregach wielu przedstawicieli młodej niemieckiej inteligencji. Wartość bojowa tej formacji była raczej mała. Znacznie wyższy poziom prezentowały oddziały von Hellwiga czy mjr. Därnberga.

Przebieg bitwy

Ranek 26 sierpnia był deszczowy. Padało całą noc. W nocy przednia straż korpusu Yorcka pod dowództwem płk. von Katzlera (6 batalionów piechoty, 2 kompanie jegrów, 12 szwadronów kawalerii, 12 armat) rozłożyła biwak na wzgórzach na wschód od Winnicy. O świcie piechota von Katzlera zajęła pozycje na wschód od Dolnego Krajowa przy drodze do Janowic Wielkich. Większość kawalerii wraz z baterią artylerii konnej przeszła na południe od Krotoszyc. 2 kompanie jegrów wschodniopruskich (około 400 ludzi) oraz 3 szwadrony kawalerii przez most na Kaczawie weszły do wioski. Po godz. 12.00 uderzyła na nie 2 dywizja lekkiej kawalerii gen. dyw. barona Roussela d’Hurbala z II korpusu kawalerii Sebastianiego (11 i 12 pułki strzelców konnych, 5 i 9 pułki huzarów, 2 i 4 pułki szwoleżerów-lansjerów, w sumie około 2800 ludzi). Ciągle padający deszcz nie pozwolił jegrom na użycie gwintowanych sztucerów, dlatego francuski atak wsparty przez artylerię konną bardzo szybko wyrzucił ich z Krotoszyc. W tym samym czasie na północ od Górnego Krajowa wyszły pierwsze oddziały XI korpusu gen. Gerarda prowadzone osobiście przez marsz. Macdonalda. W odległości około 1200 m na SE zauważył on kawalerię grupy von. płk. von Katzlera (pułk ułanów brandemburskich i wschodniopruski pułk kawalerii narodowej (około 1200 ludzi) stojącą na południe od mostu nad Kaczawą. Aby odblokować drogę kawalerii II korpusu Macdonald wysłał przeciwko Prusakom brygadę gen. Meuniera (3 i 14 pułki piechoty lekkiej – 2500 ludzi) z 36 dywizji piechoty gen. Charpentiera wspartą przez 2 baterie artylerii pieszej (w tym jedną 12-funtową). W tej sytuacji von Katzler zaczął wycofywać swoje oddziały w kierunku Bielowic do głównych sił korpusu Yorcka. Postępujące za nimi lekkie pułki Meuniera przeszły przez Winnicę na wzgórze Krowiarka i rozwinęły się w kierunku południowo-zachodnim zabezpieczając w ten sposób mosty na Kaczawie i Nysie. Od lewego skrzydła Meuniera stanęła brygada piechoty gen. bryg. Simmera (22 pułk piechoty lekkiej, 10 pułk piechoty liniowej – 3000 ludzi ). Dowództwo XI korpusu wraz z 35 dywizją piechoty, brygadą kawalerii gen. bryg. Montbruna oraz rezerwowym parkiem artylerii (około 5000 piechoty i 1000 kawalerii) przeszło na południe do Sichowa. Oddziały te rozwinęły się dalej na lewym skrzydle korpusu Louristona wypełniając tym samym lukę we francuskim centrum oraz osłaniając od południa przeprawy na Płaskowyż Janowicki. Około godziny 12.00 do Krotoszyc dotarły pierwsze oddziały 8 dywizji piechoty gen. dyw. Brayera (5 pułków liniowych, 2 pułki lekkie – około 5800 ludzi) idące na czele III korpusu gen. Souhama. Na rozkaz marsz. Macdonalda pułki Brayera miały przejść na Płaskowyż i zająć wzgórza na wysokości Dolnego Krajowa. Ponieważ most w Krotoszycach był blokowany przez kawalerię Sebastianiego 8 dywizja musiała czekać na przeprawę prawie 2 godziny. Ruszyła dopiero około godz. 14.00, zostawiając jednak w Krotoszycach swoją artylerię i tabory.
Dywizje lekkiej kawalerii korpusu Sebastianiego po wejściu na Płaskowyż Janowicki zajęły pozycje na lewym skrzydle 36 dywizji. W pierwszej linii rozwinęła się lekka kawaleria gen. Roussela opierając się lewym skrzydłem o Tyńczyk Legnicki. Między prawym skrzydłem 2 dywizji a piechotą Meuniera stanęły 3 baterie artylerii konnej II korpusu. Za artylerią zajęła pozycje 4 dywizja lekkiej kawalerii gen. dyw. barona Exelmansa (4, 7, 20, 23, 24 pułki strzelców konnych, 6 pułk szwoleżerów-lansjerów, 11 pułk huzarów – w sumie około 2600 ludzi). Manewry te utrudnione były przez ciągle padający deszcz. Ziemia rozmiękła od ulewy tak, że oddziały z najwyższym trudem posuwały się naprzód, szczególnie po drogach biegnących przez nadrzeczne wąwozy na Płaskowyż. Nysa i Kaczawa gwałtownie wezbrały i w wielu miejscach wystąpiły z brzegów. Drogi dojazdowe do mostów zostały w wielu miejscach zalane przez metrowej wysokości rwącą wodę. W błocie grzęzły zaprzęgi artylerii oraz tabory. Tworzyły się zatory poważnie opóźniające lub nawet uniemożliwiające wejście do walki poszczególnych jednostek Armii Bobru. Ich konsekwencją było min. pozostawienie na lewym brzegu dywizji ciężkiej kawalerii. Problemy miała nawet piechota. Wielu żołnierzy właśnie na przeprawach pogubiło buty. Trzeba tutaj podkreślić, że opisana sytuacja nie dotyczyła Płaskowyżu Janowickiego. Na jego obszarze mimo ulewy ziemia była na tyle twarda, że możliwe były działania dużych formacji kawalerii.Podczas gdy główne siły Armii Bobru wychodziły na Płaskowyż Janowicki na południu, między Mniszym Lasem i Łaźnikami V korpus gen. dyw. Lauristona przy wsparciu 35 dywizji piechoty gen. bryg. d’Henina z XI korpusu gen. dyw. Gerarda odrzuciły, stanowiący przednią straż lewego skrzydła Armii Śląskiej, rosyjski VI korpus gen. por. Szczerbatowa prowadzony osobiście przez gen. hrabiego Langerona. Wobec przewagi przeciwnika Rosjanie cofnęli się za linię Błotnicy i około godz. 12.30 rozwinęli się między Męcinką i Słupem. W pierwszej linii na lewym skrzydle stanął VIII korpus piechoty gen. por. de Saint-Priesta (ok. 7000 piechoty, 1400 regularnej kawalerii i 1200 Kozaków, 48 armat). W centrum rozwinął się IX korpus piechoty gen. por. Ołsuwiewa (6800 piechoty, 24 armaty). Prawe skrzydło zajął VI korpus piechoty gen. por. Szczerbatowa (9400 piechoty, 24 armaty). W drugiej linii jako odwód znalazł się X korpus piechoty gen. por. Kapcewicza ( ok. 8000 piechoty i 36 armat), I korpus kawalerii rezerwowej gen. por. Korffa (2700 kawalerii regularnej i 4500 Kozaków) oraz artyleria rezerwowa (55 armat).  Około godziny 14.00 szef sztabu Armii Śląska gen. mjr. von Gneisenau oraz kwatermistrz płk. Muffling osobistym rekonesansem ustalili, że Francuzi zajmują wzgórza na wysokości Dolnej Winnicy. Wobec takiego rozwoju wypadków Blücher zdecydował się na atak. Stojący dotąd bezczynnie pod Małuszowem XI korpus rosyjski gen. por. barona Osten-Sackena otrzymał rozkaz uderzenia na skrzydło i tyły francuskich wojsk stojących na Płaskowyżu. Rosjanie ustawili swoją artylerię na wzgórzu Gołębim na południe od Warmątowic. Otworzyli z tej pozycji ogień na oddaloną około 1500 metrów lekką kawalerię dywizji gen. Roussela. W tym samym czasie 16 dywizja piechoty gen. maj. Riepninskiego (2 pułki liniowe – 1100 ludzi), słynna 27 dywizja piechoty gen. maj. Niewierowskiego (4 pułki liniowe, 2 pułki jegrów – około 3000 ludzi) oraz 10 dywizja piechoty gen. mjr. Liwena III (3 pułki liniowe, 2 pułki jegrów – około 4000 ludzi) rozwinęły się między północno-wschodnim zboczem wzgórza Gołębiego i zachodnią częścią parku warmątowickiego. Wzdłuż drogi Warmątowice-Kościelec stanęła kawaleria gen. por. Wasilczikowa. W pierwszej linii rozwinęła się dywizja kozaków gen. maj. Karpowa II (8 pułków kozaków dońskich, 1 pułk kozaków ukraińskich, 1 pułk Baszkirów, 1 pułk Kałmuków – około 4000 ludzi). W drugiej linii stanęła 2 dywizja huzarów gen. maj. Łańskoja (4 pułki huzarów – 3000 ludzi) oraz 3 dywizja dragonów gen. mjr Panczuliczewa (2 pułki dragonów – 500 ludzi). Kiedy Rosjanie zajmowali swoje pozycje rozpoczął się atak korpusu Yorcka. Jego artyleria stanęła także na wzgórzu Gołębim, na lewo do baterii rosyjskich. Za artylerią zajęła pozycje kawaleria rezerwowa płk von Wahlen-Jürgatza (2 pułki dragonów, pułk ułanów brandemburskich, 4 pułki landwehry konnej – około 2500 ludzi). Na zachód od kawalerii rozwinęła się piechota. W pierwszej linii Yorck umieścił brygady gen. mjr. von Horna (pułk piechoty du Corps, batalion z Turyngii, 2 kompanie jegrów gwardii, 2 pułki pieszej landwehry, 3 szwadrony huzarów brandemburskich oraz 2 szwadrony konnej landwehry – w sumie 7300 piechoty i 600 kawalerii) gen. mjr. von Hünerbeina (brandemburski pułk piechoty, 12 pułk rezerwowy piechoty, pułk pieszej landwehry, 2 szwadrony huzarów brandemburskich oraz 2 szwadrony konnej landwehry – w sumie 6000 piechoty i 600 kawalerii). W drugiej linii stanęła brygada gen. mjr. ks. von Mecklembourg-Strelitz (2 pułki piechoty wschodniopruskiej, pułk pieszej landwehry, pułk huzarów meklemburskich – około 5200 piechoty i 500 kawalerii). Odwód stanowiła doborowa brygada płk. von Steinmetza (batalion grenadierów wschodniopruskich, batalion grenadierów pułku du Corps, batalion grenadierów śląskich, batalion grenadierów zachodnio-pruskich, 2 pułki pieszej landwehry oraz elitarny pułk huzarów du Corps – w sumie 7500 piechoty, 750 kawalerii). Jako pierwsza skrajem płaskowyżu uderzyła na pozycje brygady gen. Meuniera 8 brygada gen. mjr. von Hünerbeina wsparta przez część 7 brygady gen. mjr. von Horna. Celem tego ataku była francuska artyleria na wzgórzu Krzyżowa. Gwałtowny ostrzał nie zatrzymał pruskich kolumn. Dwa bataliony francuskiej piechoty lekkiej asekurujące baterię wycofały się za wzgórze. Trzeci został rozbity w walce na bagnety przez 2 batalion pułku brandenburskiego (według pruskich przekazów z 800 żołnierzy tego batalionu ocalało zaledwie 150, są to dane zawyżone, pułki brygady Meuniera miały w batalionach najwyżej po 500-550 ludzi). Prusacy kontynuowali natarcie spychając francuskich strzelców oraz wspierającą ich kawalerię. Przekonany o rychłym załamaniu się przeciwnika Yorck wezwał na pomoc piechocie brygadę dragonów (zachodnio-pruski pułk dragonów, litewski pułk dragonów) płk. hrabiego von Donnersmarcka, prowadzoną osobiście przez płk. von Wahlen-Jürgatza. W centrum i na prawym skrzydle rozwinął on w linię 6 szwadronów. Na lewym skrzydle ustawił eszelonami 3 szwadrony. Prawe skrzydło pruskiej szarży zostało odrzucone przez kawalerię gen. Roussela, który częścią swoich oddziałów wsparł piechotę Charpentiera (odznaczył się tutaj szczególnie 12 pułk strzelców konnych). Porażki dopełniło częściowe zniszczenie wspierającej atak dragonów Donnersmarcka artylerii konnej. Szwadrony lewego skrzydła wdarły się tymczasem na pozycje francuskiej artylerii i zdobyły nawet kilka armat. Chwilę później zostały jednak rozbite i zmuszone do ucieczki przez zdecydowany atak wchodzącej właśnie na Płaskowyż 8 dywizji piechoty gen. Brayera. Widząc kryzys pruskiego natarcia Sebastiani zdecydował się „pójść za ciosem” i rzucił do ataku 4 dywizję lekkiej kawalerii gen. Exelmansa. Jego pułki uderzyły na skrzydło pruskiej artylerii i front brygad von Horna i von Hünerbeina. Sytuację walczących w czworobokach Prusaków uratował ks. von Mecklembourg-Strelitz, który poprowadził do kontrataku 4 bataliony piechoty wschodniopruskiej wsparte przez 10 szwadronów kawalerii. Po zażartej walce francuska kawaleria musiała cofnąć się na pozycje wyjściowe. Tym razem Blücher postanowił przejąć inicjatywę i zarządził generalne uderzenie linie przeciwnika. Jako pierwsza ruszyła kawaleria Sprzymierzonych. Yorck wysłał do tego ataku całą rezerwę swojej kawalerii. Rosjanie uruchomili dywizje Łańskoja i Panczuliczewa oraz kozaków Karpowa. W sumie do ataku poszło prawie 80 szwadronów (ponad 9000 ludzi) regularnej kawalerii (z czego ponad połowa nie wzięła jeszcze udziału w walce) oraz 10 pułków kozaków. Nawet jeśli założymy, że część tych sił nie posunęła się zbyt daleko, żeby mimo wszystko zachować osłonę prawego skrzydła to reszta i tak wystarczyła do złamania oporu Francuzów. Sebastiani mógł im przeciwstawić tylko 35 szwadronów lansjerów, huzarów i strzelców konnych (po odliczeniu poniesionych tego dnia strat nie więcej jak 3800-4000 ludzi), co gorsze solidnie już zmęczonych. Bitwa kawaleryjska na Płaskowyżu Janowickim była kulminacyjnym momentem całego starcia. Skończyła się oczywiście zwycięstwem Sprzymierzonych. Francuzi stawili wprawdzie twardy opór jednak zdecydowana przewaga liczebna przeciwnika oraz groźba oskrzydlenia i odcięcia od przeprawy ostatecznie zmusiła dywizje Sebastianego do odwrotu. Teraz na placu boju pozostały już tylko pułki Brayera i Charpentiera. Stojąca w czworobokach piechota wśród ulewnego deszczu odpierała pierwsze ataki kawalerii Sprzymierzonych walcząc bagnetem i kolbą. Nie można było jednak długo utrzymać pozycji wobec przeciwnika mającego o prawie 4 razy więcej piechoty i miażdżącą przewagę w artylerii. Na chwałę francuskich piechurów przyznać trzeba, że w tak ekstremalnie ciężkiej sytuacji potrafili wycofać się w zorganizowanym porządku, nie mającym wiele wspólnego z paniczną ucieczką. Nie powiodła się tylko ewakuacja artylerii, którą bezskutecznie próbowała osłonić 1 brygada 8 dywizji. Przepadł prawie w całości park artylerii 36 dywizji, artyleria konna II korpusu kawalerii oraz tabory tych jednostek. Nieliczne armaty i wozy, które zdołano mimo wszystko ściągnąć z płaskowyżu porzucono w zatorach, jakie ponownie potworzyły się na podejściach do mostów. Do niewoli dostała się także część oddziałów walczących w straży tylnej i osłaniających francuską przeprawę. Być może straty Francuzów byłyby większe, gdyby nie to, że zmęczeni walką Prusacy nie ścigali ich zbyt opieszale a korpus Osten-Sackena nie został nieoczekiwanie zatrzymany pojawieniem się na jego prawym skrzydle głównych sił korpusu Souhama. Między godziną 16. a 17.00 10 dywizja piechoty gen. dyw. Alberta oraz (3 pułki liniowe, 1 pułk lekki – ok. 5000 ludzi) oraz 11 dywizja piechoty gen. dyw. Ricarda (4 pułki liniowe, 1 pułk lekki – ok. 4300 ludzi)), brygada lekkiej kawalerii gen. bryg. Beurmanna (pułk huzarów, pułk dragonów badeńskich – 1100 ludzi) oraz artyleria rezerwowa korpusu weszły na Płaskowyż Janowicki na wschód od Dunina. Na SE od Dunina rozwinęła się z kolei 9 dywizja piechoty gen. dyw. Delmasa (3 pułki liniowe, 2 pułki lekkie – ok. 4500 ludzi). Kawaleria Beurmanna natychmiast zaatakowała kozaków osłaniających prawe skrzydło Osten-Sackena i nawet przebiła się do piechoty. Sformowane pośpiesznie czworoboki zatrzymały jednak francuską szarżę. Ustawiona na Płaskowyżu artyleria 9 dywizji rozpoczęła ostrzał rosyjskich baterii na Wzgórzu Gołębim. Odpowiedź przeciwnika była jednak szybka i skuteczna. Także tutaj Francuzi musieli się wycofać. Dywizje Alberta i Ricarda walczyły przez pewien czas z prawym skrzydłem Rosjan jednak na wieść o klęsce na Płaskowyżu około godz. 18.00 pośpiesznie wycofały się za Kaczawę.
Zupełnie inny przebieg miała bitwa na lewym skrzydle armii francuskiej. Około godziny 14.00 wobec biernej postawy oddziałów rosyjskich gen. Lauriston postanowił zaatakować pozycje przeciwnika na skraju Chroślic. Szturm przygotowała artyleria V korpusu, wsparta przez rezerwowe baterie XI korpusu ustawione wzdłuż drogi Sichów-Chroślice. Zdecydowany atak 16 dywizji piechoty gen. dyw. Maisona (3 pułki liniowe – ok. 6200 ludzi) i najsilniejszej w Armii Bobru 19 dywizji piechoty gen. dyw. Rochambeau (4 pułki liniowe – prawie 9000 ludzi) odrzucił jegrów przeciwnika w stronę Męcinki. Langeron próbował ratować sytuację kontratakiem części I korpusu kawalerii gen. por. Korffa. Ciągle padający deszcz uniemożliwił francuskim piechurom strzelanie, ale mimo tego odparli jazdę przeciwnika walcząc bagnetami i kolbami. Atakując dalej piechota Lauristona wdarła się do Chroślic i około godz. 16.00 zdobyła Górę Kamienną oraz Górę Winnik zmuszając do odwrotu stojące tam baterie rosyjskiej artylerii. Zagrożony załamaniem lewego skrzydła Blücher skierował na pomoc Langeronowi brygadę von Steinmetza. Atakując przez Słup starł się on z 35 dywizją piechoty gen. d’Henina (ok. 6000 ludzi) osłaniającą lewe skrzydło Louristona. Wraz z brygadą kawalerii Montbruna zatrzymała ona natarcie Prusaków. W tym samym czasie Langeron rzucił do kontrataku w kierunku Chroślic 9 dywizję piechoty gen. mjr. Udoma II (Naszemburski, Riajski i Jakucki pułki liniowe – ok. 2700 ludzi). Rosjanie wsparci silnym ogniem artylerii jeszcze raz wdarli się do wioski. W ulewnym deszczu ciężkie walki na bagnety trwały prawie do północy, po czym dywizje Lauristona rozpoczęły odwrót w kierunku Złotoryi. Główne siły pobitej armii wycofywały się w kierunku Legnicy, po czym oba skrzydła połączyły się odchodząc na Bolesławiec i Lwówek.
Bitwa była skończona. Precyzyjne określenie strat, jakie tego dnia poniosło obie armie jest dość trudne, zwłaszcza w odniesieniu do Armii Bobru. Po stronie francuskiej dokładnie znane są tylko ubytki w broni ciężkiej i sprzęcie pomocniczym – 36 armat, 110 wozów z amunicją, 2 ambulanse i 4 kuźnie polowe. Straty w ludziach to najprawdopodobniej 5000-7000 zabitych i rannych oraz około 1400 wziętych do niewoli (głównie z oddziałów walczących na Płaskowyżu Janowickim). Straty Armii Śląska były podobne – około 8000 zabitych i rannych.
Fatalne skutki dla cofających się Francuzów miał upadek morale. Już po wycofaniu się do Złotoryi oddziały Lauristona pobite przez Rosjan Langerona straciły prawie 4000 ludzi (z tego połowę jeńców) i 6 armat. Kolejna klęska spotkała ten korpus 29 sierpnia pod Lwówkiem. 17 dywizja piechoty gen. dyw. Puthoda (nie brała udziału w bitwie nad Kaczawą) odcięta od sił głównych została zmuszona do kapitulacji. Do niewoli pomaszerowało 3 generałów i 4000 żołnierzy. Rosjanie zdobyli też 16 armat i 3 orły pułkowe. 31 sierpnia na wieść o klęsce Sprzymierzonych pod Dreznem Blucher wstrzymał pościg. Zatrzymując swoje oddziały na linii Kwisy. Pobita przez niego Armia Bobru wycofała się za Nysę Łużycką. Napoleon definitywnie utracił Dolny Śląsk.
Podsumowanie strat poniesionych przez Francuzów między 19 a 30 sierpnia to 12000 zabitych i rannych, 18000 jeńców ( w tym 3 generałów), 103 armaty, przeszło 300 wozów z zaopatrzeniem i 3 orły pułkowe (134, 146 i 148 pułków piechoty liniowej). Armia Śląska utraciła 22000 ludzi, ale zwycięstwo i dostatek zaopatrzenia pozwoliły zachować jej morale.

Ocena bitwy

O bitwie nad Kaczawą można powiedzieć, że nie tyle Blücher ją wygrał, ale Macdonald przegrał. Klęskę Francuzów przesądziły nie działania przeciwnika, ale ich własne błędy. Zdecydowanie zawiodła koordynacja między centrum i lewym skrzydłem. Dywizje Souhama, które mogły przesądzić o wyniku starcia na korzyść Francuzów weszły na Płaskowyż Janowicki zbyt późno, kiedy bitwa była już przegrana. Także w centrum przeprawa przez Kaczawę prowadzona była zdecydowanie za wolno. W konsekwencji 2 dywizja ciężkiej kawalerii nie wzięła udziału w walce i pozostała na lewym brzegu. Wejście do walki tej elitarnej formacji, dysponującej potężną siłą uderzenia, mogła poważnie zagrozić całemu korpusowi Yorcka (już sama lekka kawaleria okazała się dla Prusaków niebezpiecznym przeciwnikiem). Swoją wartość bojową francuscy kirasjerzy już pokazali w tej kampanii pod Dreznem i potwierdzili później także w bohaterskich szarżach pod Lipskiem. W połączeniu z akcją Souhama, który mógł co najmniej zablokować uderzenie Osten-Sackena atak ciężkiej kawalerii miałby spore szanse przynajmniej na pobicie przeciwnika. Stało się jednak inaczej i na skutek całej serii błędów Francuzi musieli się wycofać. Była to oczywista porażka. Mitem jest jednak przekonanie, że Armia Bobru została w tej bitwie zupełnie rozbita. Mimo poniesionych strat wyszła z tego starcia zachowując zdolność bojową. Dopiero chaotyczny odwrót, w czasie którego Macdonald praktycznie utracił kontrolę nad swymi korpusami i poniesiona wówczas seria dotkliwych porażek a przede wszystkim ogólne załamanie morale przesądziło o klęsce Francuzów. Zwartość bojową zachowali tylko kirasjerzy, pełniący na całym szlaku odwrotu rolę straży tylnej. Można dyskutować, czy inny dowódca mimo przegranej bitwy mógłby zapanować nad armią, odbudować morale i spróbować jeszcze raz zaatakować przeciwnika. Osobiście wątpię czy w ogóle było to możliwe. W ciągu roku po klęsce w Rosji poziom armii francuskiej obniżył się drastycznie. Pułki, którymi Macdonald dowodził w 1812 roku, choć też już nie prezentowały poziomu legendarnej armii z lat 1805-1807, bez większych problemów przetrwałyby porażkę. Dla tych, które tworzyły w 1813 roku Armię Bobru klęska w bitwie nad Kaczawą i związane z odwrotem uciążliwości okazały się doświadczeniem zbyt ciężkim do udźwignięcia. Dopiero osobista interwencja cesarza pomogła odzyskać morale pobitych korpusów i przygotować je do pełnej poświęcenia i wielkiej odwagi walki pod Lipskiej.
Trzeba w tym miejscu rozprawić się z mitem o tysiącach Francuzów potopionych w Kaczawie w trakcie panicznego odwrotu z Płaskowyżu Janowickiego. Zdominował on obraz bitwy w potocznej wyobraźni, większość związanej z nią ikonografii i do tej pory straszy w niektórych nowożytnych opracowaniach. Pojawił się po raz pierwszy na szerszą skalę w pracach pruskich historyków 2 poł. XIX wieku. Był elementem kampanii, która miała odpowiednio udramatyzować to dość przypadkowe zwycięstwo Blüchera i uczynić je bardziej przekonującym. Drugorzędny cel to określenie decydującej roli oddziałów pruskich i częściowe odwrócenie uwagi od walki korpusów rosyjskich. Podsumowując temat można stwierdzić, że wersja o tonących w Kaczawie francuskich oddziałach nie ma żadnego potwierdzenia w wiarygodnych źródłach.
O tym jak poświęcone bitwie nad Kaczawą pruskie opracowania z 2 poł. XIX wieku przesiąknięte są propagandą świadczyć może jeszcze inny szczegół pojawiający się na praktycznie wszystkich, poświęconych bitwie obrazach – ślady klęski francuskich kirasjerów. Nawet u znanego z solidności R. Knötla zawsze znajdziemy gdzieś w tle uciekających karabinierów i kirasjerów (lub nawet dragonów), czy porzucone charakterystyczne kaski lub kirysy. Rozbicie legendarnej formacji francuskiej kawalerii miało dodać tej bitwie splendoru, podkreślić wspaniałość odniesionego w niej zwycięstwa. Jak to zwykle w takich wypadkach bywa, fakt, że dywizja Saint-Germaine’a w ogóle nie wzięła udziału w walce okazał mało istotnym, niegodnym zapamiętania szczegółem.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Gorączka złota podlegnickich wzgórz – Mikołajowice

by on Sty.15, 2014, under Historia

Mikołajowice to wioska położona na północnym skraju Sudetów, we Wzgórzach Strzegomskich. Choć może się to wydawać zaskakujące, owe wzgórza kończą się w okolicach dzisiejszej autostrady niedaleko Legnicy. W tym miejscu znajduje się zjazd z tej arterii w kierunku Legnickiego Pola, skąd do wspomnianych Mikołajowic jest już bardzo blisko. Niewysokie, częściowo zalesione wzgórza w okolicy tej wsi kryją w sobie bogatą górnicza historię. Biblioteka publiczna w Legnicy ma w swoich zbiorach książkę pt: „Heimatbuch der beiden Liegnizer Kreise” z 1927 r. Na stronie z ilustracjami znajduje się interesująca fotografia na której przedstawiono ośmiu mężczyzn, sześciu stojących, dwóch siedzących, w przybrudzonych ubraniach, na chwilę oderwanych od pracy i ustawionych do zdjęcia. jeden z nich musi być kierownikiem/sztygarem sądząc po czystości jego pasiastych spodni. Kolejny dzierży piłę do drewna, inny siekierę, a za ich plecami piętrzą się stosy desek. W tle niewielka hałda, a na niej drewniana konstrukcja nadszybia oraz drabina wystająca z szybu. Zainstalowane jest także koło poruszane maszyną parową, służące zapewne do odwadniania. Podpis pod fotografia jest jednoznaczny: Die letzten Goldgraber von Nikolstadt, czyli Ostatni górnicy złota w Mikołajowicach. Zdjęcie pochodzi z 1898 r. i jest to pewnie ostatni znany nam akcent górniczej przeszłości tej miejscowości. Do 1344 r. Mikołajowice (Niklasdorf,Niclausdorf) były wsią jakich istniało wiele w okolicy. W tym roku jednakże zmieniło się wszystko – odkryto wydajne złoża złota w położonych nieopodal wzgórzach – zachodnim, położonym między Legnickim Polem a Mikołajowicami i wschodnim, między Mikołajowicami a Wądrożem Wielkim. Od południa granicę tego obszaru stanowiła wieś Strachowice. Ówcześni książęta legniccy do których należała ta okolica wiązali z odkryciem złóż złota wielkie nadzieje. Przejawem tego jest informacja, że w 1345 r. legnicki książę Ludwik I nadał Mikołajowicom miejskie prawa górnicze wraz z herbem przedstawiającym trzy szczyty i symbole górnicze – młotek i klin. nadanie praw miejskich niewielkiej osadzie miało przede wszystkim zachęcić do osiedlania się w niej gwarkom i zwiększenia rozmachu prac górniczych. Takim obrotem spraw zaniepokoili się nawet mieszczanie złotoryjscy, chojnowscy i lubińscy, a zwłaszcza legniccy obawiając się osłabienia praw przysługującym tym miastom. Książę Ludwik uspokajał jednak, że chodzi mu tylko o rozwój prac górniczych i że tereny te nie zostaną sprzedane bez ich zgody, na dokładkę zapewniając Legnicy monopol hutniczego przerobu koncentratu złota. W praktyce prawa miejskie Mikołajowic nigdy nie zostały w pełni zrealizowane, a po przejęciu w 1346 r. władzy w księstwie przez Wacława I została wydana gwarancja, że Mikołajowice nie będą konkurować w handlu z innymi miastami. Zmieniła się też nazwa miejscowości na Nikolstadt. Cała ta historia jest szczegółowo opisana w pracy dr Moscha pt. „Ueber den fruhern Bergbau um Nikolstadt in Schlesien zawartej w Allgemeines fur Geschichtsfunde des Preussichen Staates” pod redakcją Leopolda von Ledebara z 1831 r. Nadzieje na bogactwo wydawały się spełnione. W Codex diplomaticus Silesiae znajdują się nazwy kopalń na terenie Mikołajowic, w których wydobywano wtedy złoto. Były to kopalnie: Zum Schperling, Cranisch-Grunde, Zu den jungen Mausen, Zu den alten Mausen, Bey der Muhle, Bey dem See, Zum Reisicht, Zum rothen Berge, Zum Mosentzern, Kragnitschern Molatschern. Nazwy te zostały spisane ze sprawozdania z 1404 r. z zaznaczeniem, że dotyczą XIV w. Złoża okazały się bogate, a rzesza górników pracujących w okolicy miała wynosić nawet 15 tys.ludzi (!). Ocenia się, że uzyskiwano wówczas do 30 kg złota tygodniowo. Ówczesny książę legnicki Wacław wielokrotnie pożyczał pieniądze od legnickich mieszczan pod zastaw przychodów z mikołajowickich kopalń złota. Huta znajdowała się w Legnicy podobnie jak mennica (dzisiejsza ul.Piekarska). W 1345 r. pracował w niej Anastasio Venturi, Włoch, wybitny specjalista od reform monetarnych, znany w Europie. W latach 1345-1364 bito w niej złote floreny, których nazwa wzięła się od umieszczonego kwiatu lilii (flos), występującego wcześniej na monetach florenckich. Złote floreny legnickie oraz emitowane nieco krócej floreny świdnickie Bolka II były pierwszymi obiegowymi monetami złotymi na Śląsku i ziemiach piastowskich. XIV-wieczna gorączka złota trwała krótko gdyż już po około 20 latach, po 1364 r., brak jest wzmianek o działalności górniczej w tej okolicy. Kolejna próba podjęcia prac górniczych w tej okolicy następuje w 1404 r. Aemil Steinbeck w swoim dziele „Geschichte den schlesischen Bergbaues” z 1857 r. skrótowo ja opisuje. Syn księcia legnickiego Wacława – Ruprecht chce zawrzeć z Michaelem (proboszczem z Deutschbrodu) umowę na odwodnienie nieczynnych kopalń. Chce nawet udzielić prawa do prowadzenia prac górniczych i jednorazowo wynagrodzić w wysokości 50 grzywien złota. Proboszcz miał zapewniać, że odwodni kopalnie za pomocą urządzeń, które nie będą wymagały drogich w utrzymaniu kieratów konnych. Chodziło mu zapewne o zmyślne urządzenia odwadniające zwane kunsztami lub systemy sztolni odwadniających czy rozkopów. Ponieważ nie zachowały się żadne archiwalne informacje o dalszych losach tego kontraktu można przypuszczać, że nie udało się go zrealizować. Na tym kończy się średniowieczna historia górnictwa w Mikołajowicach.

Nie kończy się jednak pamięć o poszukiwaniu złota w tej okolicy i górnikach zachowana np. poprzez wystawienie sztuki teatralnej przez uczniów 24 stycznia 1771 r. (urodziny króla Fryderyka II), w „Ruebezahlider Schlesische Provinzblatter” z 1786 r., „Sammlung verschiedener Schriften uber Schlesiens Geschichte” z 1790 r., „Umrissvon preussischen Monarchie” z 1800 r. Również Stanisław Staszic w swoim dziele z lat 1805-1810 ” O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin Polski” wspomina o złocie w Mikołajowicach: „…Gora ta Flins, cała jest z białego, litego kwarcu. W tym widać dawne wyroby na złoto, dziś wszystko zalane wodą. Te wyroby ciągną się wzdłuż Zolen aż do Lwiei gory (Loewenberg), a wzdłuż Lwiei gory do Nikolstadt…”. Wskazać na te różne źródła należy z tego powodu, że choć wygląd dawnych kopalń złota w tej okolicy nie był zbyt imponujący i niewiele różnił się od dzisiejszego, to jednak ich rozmach został zauważony i zapamiętany.

W 1898 r. von Kramsta i hr Pourtales podejmują się ponownie poszukiwania złota w okolicy Mikołajowic, a dokładnie w miejscu zwanym Roten Berge, pomiędzy Mikołajowicami a Legnickim Polem. Dziś to miejsce nosi nazwę Polskie Wzgórze. Według opisu zawartego w ” Heimatbuch der beiden Liegnizer Kreise”, pracowało tam 20 górników, którzy wydrążyli 42-metrową sztolnię, lecz niestety prace zostały uznane za nieopłacalne  i je zakończono. Fotografia przedstawiająca 20 górników przy wejściu do sztolni wisiała jeszcze w latach 20. XX w. w reprezentacyjnej sali w mikołajowickiej gospodzie.

Jakie jest geologiczne pochodzenie złóż złota pod Legnicą, które nie kojarzy się na pierwszy rzut oka z górnictwem złota? Zagadnienie to zostało zaprezentowane w dość przystępny sposób w dziele Tadeusza Dziekońskiego z 1972 r. „Wydobywanie i metalurgia kruszców na Dolnym Śląsku” : ” złoto występowało tam początkowo w magmowych żyłach kwarcowych w postaci rodzimych ziarenek, a także w pirytach. W trzeciorzędzie żyły te w wyniku wietrzenia i kaolinizacji granitów i gnejsów uległy zniszczeniu i utworzyły żwirowiska. Piaski i żwirowiska złotonośne występują więc między utworami trzecio- i czwartorzędowymi”. Natomiast prof A.Grodzicki z Instytutu Nauk Geologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego pisze: ” złoto występuje w postaci ziaren ostrokrawędzistych, nie obtoczonych, niekiedy w przerostach z kwarcem. jego większe koncentracje stwierdza się w stropie wkładek ilastych oraz nad wychodniami granitognejsów z Wądroża Wielkiego”. Jakimi technikami pozyskiwano złoto w okolicach Mikołajowic? Mikołajowickie złoto występuje w postaci ziarenek, bardziej w żwirze niż w piasku. Po wydążeniu szybiku, przebijając się przez wierzchnia warstwę rozpoczynano eksploatacje poziomu złotonośnego żwiru. Tradycyjnymi technikami (kołowrót) wyciągano go na powierzchnię w celu dalszej obróbki. Żwir musiał być przed płukaniem rozkruszany do czego używano ręcznych i nożnych stępów (moździerzy) oraz bardziej technologicznie zaawansowanego rozwiązania, tzn. tłuczki poruszanej kołami wodnymi. Dokładnie rozdrobniona skałę płukano następnie w płaskich drewnianych korytach lub w blaszanych naczyniach w kształcie patelni. Złoto jako cięższe pozostawało na dnie, a inne składniki wypłukiwała woda. Ten system mógł mieć kilka etapów. Szeregowo ustawiano koryta, co z pewnością spowalniało pracę, ale polepszało jej wydajność. Najstarszym sposobem zwiększania możliwości wychwycenia drobinek złota było układane w korytach owczych skór na których odkładało się złoto. Można wysnuć tezę, że koncentrat uzyskany po tym procesie mógł być później przerabiany w Legnicy, gdzie był oczyszczany i przetapiany. Dawnych mikołajowickich górników dręczył odwieczny problem odwadniania wyrobisk. Wzmianka o tym pochodzi już z 1404 r. kiedy to planowano wznowić prace górnicze, a odwodnienia miano dokonać bez zastosowania kosztownych kieratów konnych. Takie warunki spełnia budowa tzw. kunsztu, maszyny odwadniającej poruszanej siłą wody lub inne rozwiązanie jak budowa systemu sztolni odwadniających bądź rozkopów. Dostarczany do probierni koncentrat zawierał nie więcej niż 30-50% ziarenek czystego złota. Do procesu odżużlania niezbędnego przy takim zanieczyszczeniu niezbędny był ołów. Kolejnym problemem związanym z mikołajowickim złotem było większe niż w złotoryjskim zanieczyszczenie srebrem. Prof Grodzicki podaje: „należy zaznaczyć, że złoto występujące w okolicach Legnickiego Pola – Wądroża Wielkiego miało więcej zanieczyszczeń i domieszek niż złoto z okolic Złotoryi, które zawierało mniej srebra. Odbiło się to na różnej wartości tego kruszcu. Dokument pochodzący z 27 maja 1345 r. określa grzywnę złota z Mikołajowic na 11,5 marki, natomiast grzywnę złota ze Złotoryi na 12 marek. Analiza składu chemicznego złota wykonana za pomocą mikrosondy elektronowej wykazała 90,4% Au i około 9,8% Ag”. Osiągnięcie takiego stanu wiązało się z dodatkowym zabiegiem, gdyż wcześniejsze etapy obróbki nie były w stanie oddzielić srebra. Jedną z metod służących temu celowi była metoda inkwartacji,  która polegała na potraktowaniu oczyszczonego koncentratu kwasem azotowym. Kwas rozpuszczał srebro, złota nie. Metoda była pracochłonna, pomijając fakt, że pozyskiwanie kwasu azotowego tez miało swoją cenę. W procesie i tak zawsze pozostawały drobne resztki srebra, co obniżało próbę złota, a podwyższało koszt jego uzyskania. Mimo tych wszystkich problemów monety bite ze złota uzyskanego pod Legnicą zawierały 999 gramów złota w 1kg, co jest zaskakująco dobrym wynikiem.

W zbiorach Archiwum Państwowego w Katowicach znajduje się mapa o tytule: „Handzeichnung der Gegend von Wahlstadt, Nicolstadt, Gross Und Klein Wandris bis Mertschutz, mit den daselbst noch vorhandenen alten Pingen Und Quarz Felsen” (Rysunek obszaru od Legnickiego Pola, Mikołajowic, Wielkiego i Małego Wądroża po Mierczyce z nadal istniejącymi starymi pingami i skałami kwarcowymi) z października 1826 r. i wykonana została w Miedziance (Kupferberg) przez mierniczego Hellera. Miejsce wykonania (górnicze miasto Miedzianka) nie powinno dziwić – mimo, że opisywana mapa nie jest typowa mapą górnicza, to zawiera pozostałości po dawnym górnictwie złota oraz czynne kopalnie piasku i kamieniołomy bazaltu. Na mapie wyraźnie zaznaczone są dwa główne skupiska starych wyrobisk: większe – położone między Legnickim Polem, Strachowicami (Strachwitz) i Mikołajowicami oraz mniejsze – pomiędzy Mikołajowicami, Wądrożem Małym i Wądrożem Wielkim, bliżej tych dwóch ostatnich miejscowości. W legendzie mapy oznaczono dwa rodzaje tych pozostałości: na nieco ciemniejszym tle „starożytne, jeszcze dostępne pingi” (Uralte, noch vorhandene Pingen) oraz „zawalone, stare pingi” (Eingeakkerte alte Pingen). Ciekawostką jest zamieszczenie porównania trzech różnych miar. Obok siebie występują łatry pruskie (preussisch Lachter), kroki (Schritt) i pręty pruskie (preussisch Ruthen). Jednak najważniejsze na mapie jest przedstawienie bardzo licznej gromady starych wyrobisk. Tylko w charakterystycznym zalesionym fragmencie są 34 pingi (!), które do dziś są doskonale widoczne w terenie. Obszar tych wyrobisk oraz kształt tego częściowo zalesionego terenu niewiele się zmienił od 200 lat. Bardzo interesujące jest także porównanie stanu zachowania tego miejsca przy użyciu łatwo dostępnych dzisiaj programów komputerowych umożliwiających spojrzenie na Ziemię z satelity. Fakt, że w dalszym ciągu pozostały liczne ślady po gorączce złota najpewniej należy wiązać z trudnościami, jakich nastręczać mogły liczne i dość głębokie doły oraz znaczne jak na tą okolicę wzniesienie.W latach 70. i 80. XX w. na owych terenach były przeprowadzane prace archeologiczne, których celem było przede wszystkim rozpoznanie średniowiecznej techniki eksploatacji i wypłukiwania piasków oraz żwirów na terenie Dolnego Śląska. Pierwsze prace wykopaliskowe w rejonie Mikołajowic przeprowadzone zostały w latach 1973-1974 i objęły swym zasięgiem las pomiędzy Legnickim Polem a Mikołajowicami oraz obszar położony na SE od Wądroża Wielkiego. W ich trakcie przebadano dwa wyrobiska szybowe oraz pozostałości dawnych urządzeń płuczkarskich, wykonano również plan pomiarowy fragmentu stanowiska Legnickie Pole. Badania te stanowiły jedynie wstęp do kolejnych prac wykopaliskowych. Podjęto je w tym rejonie dekadę później w zachodniej części stanowiska Legnickie Pole. Wykopy badawcze o łącznej powierzchni 363 m2 założone zostały w centralnej części stanowiska. Współcześnie obejmuje ono powierzchnię około 60 ha, jednak, co potwierdziły jednoznacznie ratownicze badania z 1993 r., pozostałości dawnych robót górniczych rozciągają się na znacznie większym terenie. Jak wykazały badania archeologiczne, podstawowe znaczenie dla udostępnienia złóż na terenie opisywanego okręgu górniczego miały szyby. W związku ze współczesnym stanem zachowania reliktów dawnych robót górniczych trudno określić pierwotną liczbę założonych tu szybów. Według szacunkowych ocen przeprowadzonych w czasie prac powierzchniowych w zachodniej części stanowiska Legnickie Pole znajduje się około 1500 (!) zapadlisk po dawnych szybach. Archiwalne materiały kartograficzne wskazują, że obszar dzisiejszego stanowiska Legnickie Pole, stanowił pierwotnie największe skupisko reliktów działalności górniczej i być może właśnie tu znajdowały się najzasobniejsze w kruszec złoża. Duża część obiektów została zniszczona w wyniku prowadzonej działalności rolniczej. W rejonie Legnickiego Pola, Mikołajowic i Wądroża Wielkiego udało się rozpoznać metodą wykopaliskową 8 szybów górniczych. Jedynie dwa obiekty z tej grupy przebadano na znacznie większej głębokości (6 i 4,5 m poniżej obecnego poziomu gruntu), a są to szyb rozpoznany przez J.Kaźmierczyka w 1974 r. i szyb udokumentowany przez S.Firszta (badania z lat 1984-1985, 1987-1988). Pierwszy z nich został założony na planie koła o średnicy około 5 m. Górna część obiektu miała formę kielicha i jego średnica stopniowo zwężała się i na głębokości około 5 m wynosiła około 1,2-1,5 m. Prace dokumentacyjne zakończono na poziomie 6 m. Drugi z szybów założono na planie koła o średnicy około 6 m. Do głębokości 3 m miał on kształt doniczkowaty, przy czym w górnej części jego średnica wynosiła 4 m, a w części dolnej około 2,5. Od tej głębokości lej szybu przechodził w komin o średnicy 2 m. trudno odnieść się do sposobów zabezpieczenia pracy górników. W trakcie badań obu szybów nie stwierdzono obecności reliktów obudowy ścian wyrobisk, choć ze względu na głębokość prac eksploatacyjnych górnicy musieli stosować jakieś formy zabezpieczenia. Ich brak może mieć dwie przyczyny: bądź relikty konstrukcji drewnianych na rozpoznanych poziomach nie zachowały się do naszych czasów, bądź istniejące zabezpieczenia ścian rozebrane zostały jeszcze w średniowieczu i wykorzystane w innym celu, np. obudowy nowych wyrobisk. Hałdy odłożone w sąsiedztwie szybów i dość znaczna głębokość wskazują, że transport urobku odbywał się najprawdopodobniej za pomocą urządzeń mechanicznych – kołowrotu. Mógł być on zainstalowany na specjalnym pomoście. Odkrycie 6 dołów posłupowych w bezpośrednim otoczeniu wlotu szybu rozpoznanego przez Firszta świadczyć może o istnieniu tu zadaszenia chroniącego szyb przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Trzy płytkie, nieckowate zagłębienia, powstałe w wyniku działania dużego nacisku, stanowić mogą ślad po składzie urobku, być może odpowiednio selekcjonowanym przez doświadczonych górników.

Metody wypłukiwania złota

Urządzenia związane z tym aspektem prac górniczych znaleźć można m.in. w znanym dziele Jerzego Agricoli. Należy założyć, że odkrycia mikołajowickich złóż dokonano w pobliżu jednego z przecinających tą okolicę potoków i zapewne pierwsze roboty płuczkarskie prowadzone były przy naturalnych ujęciach wodnych, które po odpowiednim przekształceniu spełniały wymagania średniowiecznych górników. W pierwszej fazie prac, zapewne bardzo żywiołowej, kiedy gorączka złota sięgała zenitu, wykorzystywano do tych prac miejscowa sieć wodną tworzona przez Wierzbiak i liczne potoki oraz rzeczki. Wraz z postępem prac, a co za tym idzie, z zajęciem najkorzystniejszych miejsc pod budowę urządzeń płuczkarskich, rozpoczęto poszukiwania innych, lokalnych ujęć wody, nie gardząc zapewne wodą czerpana z szybów. Odkryte w trakcie badań wykopaliskowych w Legnickim Polu obiekty stanowią pozostałość takiego właśnie systemu, funkcjonującego po ustabilizowaniu się robót górniczych, bądź w ich końcowej fazie. Krótki okres ich rozwoju (dostępne źródła pisane wskazują na okres około 20-30 lat, począwszy od 1344/1345 do lat 60.XIV w., względnie schyłek tego stulecia) pozwala tak właśnie określić ich chronologię. Układ „płuczkarski” ten tworzyła siatka rowów (koryta/płuczki) i zbiorników, które mogły pełnić dwojaka funkcję – odwadniać znajdujące się w tym rejonie szyby wydobywcze lub/i pełnić jednocześnie role płuczek. Ze względu na brak odpowiednich analiz specjalistycznych, dzięki którym byłoby możliwe określenie, czy przemywaniu poddawany był faktycznie materiał złotonośny, nie można dokonać jednoznacznej i ostatecznej interpretacji opisanych założeń. Rowy o funkcji koryt/płuczek, w których mógł być prowadzony proces przemywania złotonośnego urobku, miał przebieg wschód-zachód, z odchyleniem na północ lub południe, co w większości przypadków odpowiadało kierunkowi przepływu wody. Ich szerokość była zróżnicowana i wahała się od 0,4 m do 1,2-2 m, jednak przeważnie posiadały od 0,4-0,6 m szerokości. Wypełnisko obiektu stanowiła przeważnie glinka kaolinowa, kaolin z domieszką odłamków kwarcu bądź rozdrobnionych brył kwarcowych. W obrębie ścian obiektów nie stwierdzono obecności drewnianych elementów konstrukcyjnych, choć na ich przebiegu istniały zapewne różnego typu zastawki, przegrody lub sita, regulujące przepływ wody, a zarazem pomagające w sposób właściwy prowadzić przemywanie urobku. Wyobrażenia podobnych płuczek, zbudowanych z wydrążonych pni drewnianych, znaleźć można u Agricoli. Można sądzić, że pewną rolę w tym aspekcie mógł mieć kształt nadany dolnej partii rowów, dodatkowo przegłębionych w stosunku do pozostałych odcinków obiektów. Odsłonięte w trakcie eksploracji kolejnego obiektu koliste zagłębienie o średnicy około 0,5 m, znajdujące się w poziomie środkowej partii koryta, stanowić mogło pozostałość pompy bądź naczynia drewnianego. Odsłonięte na terenie wykopów badawczych relikty dołów posłupowych świadczyć mogą o istnieniu dodatkowych obiektów, mających związek z prowadzoną tu działalnością płuczkarską, być może stanowiły one dla znanych ze źródeł ikonograficznych założeń, związanych z odzyskiem piasków i żwirów złotonośnych. Zbiorniki, w grupie tej znalazło się 6 obiektów, w układzie odkrytym w Legnickim Polu, miały za zadanie zebranie przemywanej frakcji. Ich wypełnisko stanowiła glinka kaolinowa z licznymi warstewkami przemytego piasku, materiał ilasty z domieszka kaolinu oraz bryłami i okruchami kwarcu. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że pierwotnie miały one regularna formę, zbliżona do prostokąta czy kwadratu. szerokość boków wynosiła od 1,8-2,3 do 3,3-4 m. Najmniejszy obiekt został założony na planie koła o średnicy około 1 m. Najczęściej miały one nieckowaty przekrój i cechowały się niewielka głębokością, od 0,1-0,15 do 0,3 m. Podobnie jak w wypadku koryt/płuczek, należy domniemywać istnienia nad nimi form zadaszenia bądź funkcjonowania w ich sąsiedztwie dodatkowych konstrukcji, związanych z odzyskiem złota. Wskazywać na to mogą relikty słupów odkryte w ich pobliżu. Złoża złota w rejonie okręgu mikołajowickiego występowały w żwirach kwarcowych. Zrozumiałym jest, że znacznie większe znaczenie w procesie obróbki i dalszego przemywania złotonośnego urobku miały te urządzenia, których zadaniem było kruszenie i rozdrobnienie żwiru. W badaniach archeologicznych nie rozpoznano założeń, które wiązać należy bezpośrednio z tymi czynnościami, jednak bryły kwarcu, często potłuczone, występowały licznie w większości udokumentowanych obiektów. Prace związane z kruszeniem prowadzone były za pomocą ręcznych bądź nożnych stęp, nie wykluczając zastosowania mechanicznego rozdrabniania w specjalnych młynach. Ich istnienie w Mikołajowicach poświadczać może obecność we wspomnianym już wykazie kopalń z 1404 r. kopalni o nazwie Bey der Muhle (tj. przy/koło młyna). Młyny zajmujące się rozdrabnianiem żył kwarcowych odkryte zostały w czasie badań archeologicznych na terenie Czech.

Kolejną grupą są znaleziska mające charakter obiektów mieszkalnych. Gorączka złota sprawiła, że w czasie zaledwie kilku lat w rejonie Mikołajowic ukształtował się ośrodek miejski. Budynki miały często charakter prowizoryczny, trudno było bowiem określić zasobność miejscowych złóż. na terenie pola górniczego funkcjonowały zapewne głównie tymczasowe schronienia dla pracujących tam ludzi w postaci zadaszeń i lekkich konstrukcji drewnianych (szałasy, ziemianki) ogrzewanych za pomocą ognisk. Prace archeologiczne w jakiś sposób to potwierdziły. W trakcie badań stanowiska Legnickie Pole udokumentowano obiekty wskazujące na obecność na jego terenie tymczasowych schronisk dla pracujących tam ludzi. Opisano płat zielono-szarej gliny, w kształcie wycinka koła lub owalu, w którego obrębie zarejestrowano 12 dołów posłupowych o średnicach 0,1-0,2 m. Obiekty te wskazują na istnienie w tym rejonie konstrukcji drewnianej, stanowiącej najprawdopodobniej zadaszenie miejsca pracy. W innym miejscu stwierdzono obecność reliktów paleniska o wymiarach 0,5×0,2 m. W obrębie nawarstwień jednego z wykopów udokumentowano 10 fragmentów cegieł o chronologii średniowiecznej. Znaleziska te świadczyć mogą o funkcjonowaniu na terenie pola górniczego nie tylko schronisk o charakterze tymczasowym, ale również domów o charakterze trwałym, być może ogrzewanych (odnaleziono fragment kafla). Wszystkie te górnicze odkrycia obecnie nie są widoczne. To, co można współcześnie zobaczyć, to ukryte wśród drzew zagłębienia, ślady po dawnych szybach. Istniejące tam tablice informacyjne, które są ustawione przy specjalnie wyznaczonym szlaku, umożliwiają odwiedzającym to miejsce, zapoznanie się z niezwykłą historia tego terenu.

(źródło: „Sudety” 01,03/11,K.Krzyżanowski,D.Wójcik)

Leave a Comment :, , , więcej...

Kościół w Taczalinie

by on Gru.16, 2013, under Zabytki

KTTaczalin to niewielka wieś znajdująca się kilka kilometrów na południowy – wschód od Legnicy. W latach 1295-1305, w kronice łacińskiej spisanej za kadencji biskupa Henryka z Wierzbna – „Liber fundationis episcopatus Vratislaviensis” (Księga uposażeń biskupstwa wrocławskiego), miejscowość wymieniona jest w zlatynizowanej formie Tanzlino.KT1W Taczalinie znajduje się kościół zbudowany w 1800 roku, w stylu klasycystycznym. Dawniej ewangelicki, obecnie rzymskokatolicki p.w. Nawiedzenia NMP, został przebudowany w 1860 roku. We wnętrzu z kondygnacją empor zachował się skromny klasycystyczny wystrój. Teren kościoła ogrodzony jest kamienno-ceglanym murem. Przy kościelnym murze znajduje się kaplica, a na przykościelnym cmentarzu możemy odnaleźć pomnik poświęcony ofiarom I wojny światowej.

Możliwość komentowania Kościół w Taczalinie została wyłączona :, , , , , , , więcej...

Cmentarz żydowski w Legnicy

by on Gru.16, 2013, under Zabytki

CŻCmentarz żydowski w Legnicy przy ul.Wrocławskiej powstał w 1837 roku po przeniesieniu poprzedniego kirkutu (1826 rok) z terenu koło kościoła p.w. św.Jacka (plac Papieża Wojtyły) z uwagi na podmokłość terenu. Oficjalne otwarcie nastąpiło 30 listopada 1838 roku choć pierwsze pochówki odbywały się w tym miejscu już w 1834 roku. Na cmentarzu zostało pochowanych wielu wybitnych legniczan, między innymi twórca szkoły talmudycznej (1854 rok) rabin Moritz Landsberg. W 1877 roku powstaje na jego terenie eklektyczna bożnica z przewagą dekoracji neorenesansowych.CŻ1Okres II wojny światowej przetrwał w dobrym stanie nie ulegając większym zniszczeniom, a paradoksalnie największego zniszczenia zespołu zabytkowych rzeźb nagrobnych dokonał huragan 23 lipca 2009 roku. Najstarsze macewy pochodzą z 1835 roku. Wzdłuż głównej alei usytuowane są groby członków kahału. Cmentarz użytkowany jest do chwili obecnej.

Leave a Comment :, , , , , , , więcej...

Park Wiatrowy w Taczalinie

by on Gru.16, 2013, under Ciekawe miejsca

Park wiatrowyW odległości około 10 km na południowy – wschód od Legnicy na polach pomiędzy miejscowościami Taczalin a Księgienice od października 2012 roku zaczął powstawać projekt obecnie najnowocześniejszych w Polsce elektrowni wiatrowych o ogólnie przyjętej nazwie Park Wiatrowy Taczalin, z liczbą 22 wiatraków o wysokości 100 metrów. Park wiatrowy Taczalin to inwestycja firmy EWG Taczalin Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu, należącej do WSB Neue Enerien GmbH. Łączna wartość inwestycji wyniosła 400 mln złotych, z czego 40 mln pochodziło ze środków unijnych. Pierwsze wiatraki stanęły w kwietniu 2013 roku.Park wiatrowy (1)Park wiatrowy w Taczalinie tworzą 22 stalowe wieże ponad stumetrowej wysokości wysokości z wirnikami o średnicy 92,5 metra, których producentem jest niemiecka firma „REpower Systems”. Łączna moc parku to 45,1 MW. Każdy z wiatraków jest wyposażony w turbinę o mocy 2,05 MW, a całkowita moc „Taczalina” to 45,1 MW. Nie wątpliwie park stanowi ciekawy element krajobrazu i wspaniały przykład ekoenergii. Wiatraki najlepiej podziwiać jadąc drogą z Legnicy do Taczalina (po prawej stronie) lub z Legnicy do Księgienic (po lewej stronie). Stając u podstawy można poczuć ich „potęgę”.Park wiatrowy (2)

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...