GeoExplorer

Tag: lwówek śląski

Skarby epoki Napoleona

by on Sty.02, 2015, under Skarby

Kampania NapoleonaNa Moskwę!
Każdemu chyba znana jest postać Napoleona Bonapartego cesarza Francuzów, dlatego nie będę przytaczał tutaj jego życiorysu i dokonań, bowiem wszystkie informacje można znaleźć bez trudu w internecie. Ważniejsze dla nas ze „skarbowego” punktu widzenia są jego wyprawy, które jak każdy zakręt historii, sprzyjał powstawaniu skarbów.
Za swego panowania Napoleon prowadził liczne wojny i kampanie, jego wojska przemierzały całą Europę. Tam gdzie wojska Napoleona dotarły dochodziło zwykle (ówczesnym zwyczajem) raz na większą, innym razem na mniejszą skalę do łupienia przeciwnika i podbitych ziem. Niektórzy marszałkowie cesarza znani byli z zapobiegliwości w gromadzeniu dóbr na podbitych ziemiach.

Zwrotnym punktem w karierze Napoleona była słynna wyprawa na Rosję w 1812 roku. Brały w niej udział również polskie wojska Księstwa Warszawskiego. Cała wyprawa pomimo zdobycia Moskwy, zakończyła się klęską i Napoleon musiał wycofać się z Rosji. Trasa odwrotu wiodła przez ziemie Księstwa Warszawskiego, Prusy, Śląsk, a więc przez ziemie obecnej Polski. Jest to ważne o tyle, że teraz padnie kilka słów na temat skarbów związanych z działalnością żołnierzy napoleońskich na ziemiach polskich. Bez wątpienia największym co do objętości (a zarazem wartości) jest „prywatny” skarb Napoleona, pochodzący z łupów z wyprawy na Moskwę. Sam Napoleon interesował się bardzo dziełami sztuki i cennymi przedmiotami zgromadzonymi zwłaszcza w najstarszym i najbogatszym muzeum kremlowskim w Moskwie – otrzymywał na ten temat raporty od szpiegów.

Rosjanie jednak przed wkroczeniem Francuzów do stolicy zdołali je bezpiecznie ewakuować. Mimo to splądrowane miasto dało obfity łup – obrabowano między innymi mennicę z wielką ilością złota i srebra, łupem padły też moskiewskie cerkwie (podobno tylko z Soboru Uspieńskiego Francuzi zabrali 300 kg złota i 5 ton srebra). Rabunki na szeroką skalę czynione w Moskwie zasiliły również prywatny bagaż cesarza, stanowiąc jego osobistą zdobycz. Znajdowały się nim w złote przedmioty, mnóstwo cennych obrazów i dzieł sztuki, wymienia się także trzy złote trumny pochodzące z cerkwi moskiewskich, jak również wielki złoty krzyż z Kremla. W drugiej połowie października 1812 roku Francuzi stopniowo opuszczają Moskwę, wywożąc ogromne łupy.

Złoty łup cesarza
Stolicę Rosji opuściła także cesarska prywatna zdobycz rozmieszczona na wozach i pomimo pospiesznego odwrotu z Rosji, bezpiecznie dociera w okolice miejscowości Supraśl. Jeden z powozów zawierający złota trumnę wypełnioną złotymi monetami, zostaje skierowany do Supraśla, gdzie konwojenci w podziemiach pobazyliańskiego zespołu klasztornego skutecznie ukrywają cenny depozyt tak, że do dzisiaj nie natrafiono na jej ślad. Pozostała część „konwoju”, dla skrócenia drogi podejmuję marszrutę przez zamarznięte Jezioro Augustowskie Długie. Mniej więcej w połowie drogi, pod ciężarem przewożonego ładunku załamuje się lód i dwie karety z cenną zawartością toną w wodach jeziora. Nie muszę chyba dodawać, że również nie odnaleziono ich do dzisiaj.

Konwój skrzyń
W okolicach wsi Bojanowo niedaleko Gdyni, na przełomie XIX i XX wieku, jeden z okolicznych mieszkańców trudniący się wydobywaniem torfu, w trakcie eksploatacji przygotowanego uprzednio terenu, wydobył skrzynię zawierająca bliżej nieokreślone kamienie oraz kawałki metalu. Zniszczoną skrzynię, kamienie oraz żelastwo wyrzucił, zachowując jeden kawałek metalu kształtem przypominający ruszt do pieca, który zaniósł do domu. Metal przeleżał zapomniany w domu znalazcy kilka lat. Dopiero potem okazało się, że bezwartościowy z pozoru kawałek metalu w formie sztabki jest czystym złotem. Sztabka trafiła następnie do Muzeum Gdańskiego.
Zachowała się informacja pochodząca z ustnego przekazu, że w grzęzawiskach istniejących wówczas pomiędzy Bojanowem i Głodowem żołnierze napoleońscy zatopili konwojowane przez siebie skrzynie, lecz co do przyczyny takiego postępowania oraz zawartości i ich ilości brak jest informacji.SkarbyKasa pułkowa
W 1813 roku mała miejscowość Płakowice w powiecie lwóweckim na Dolnym Śląsku stała się areną starcia między Rosjanami i Francuzami. Dowodzący Francuzami generał Puthod zdając sobie sprawę z możliwości okrążenia przez Rosjan i Prusaków, przyjął bitwę, która zakończyła się jego klęską i zagładą całej dywizji. I tutaj na scenę wchodzi „skarbowy” trop. Otóż podobno przed bitwą w pobliżu miejscowego pałacu, w odległości 50 kroków od małego stawu i rosnącego tam krzewu zakopano resztki pułkowej kasy w okutej skrzyni, z której uprzednio wypłacono żołnierzom podwójny żołd. Druga wersja mówi o tym, że eskorta miała wywieźć kasę w kierunku Bielanki, gdzie miało dojść do częściowego rozdzielenia kasy pomiędzy eskortujących żołnierzy, a reszta została zakopana w lesie. Trzecia wersja wspomina, że kasę zakopano na wzgórzu Jaglarz 301 m n.p.m. lub Wietrznik 291 m n.p.m. Te same wzgórza są wymieniane jako miejsca zakopania kosztowności będących własnością jednego z generałów.

Inna informacja podaje, że kasa pułkowa strzeżona stale przez batalion piechoty Westfalskiej, została jeszcze przed bitwą zakopana w beczce na jednym z okolicznych bagnisk. Sprawa może być warta zastanowienia, bo podejmowano kilkakrotnie poszukiwania, ostatnie w 1925 roku. Ponadto dowódca wojsk rosyjskich w pobitewnym raporcie wśród zdobyczy nie wymienia kasy.
Z kolei mieszkańcy nieodległego Mojesza przekazywali sobie legendę z okresu wojen napoleońskich o tym, że w pobliżu wsi oddział Kozaków zdobył podobno transport złota bądź innych kosztowności ochraniany przez konwój francuski. Z uwagi na konieczność ucieczki Kozacy w pośpiechu ukryli w okolicach wsi drogocenny łup – nie odnalezione do dziś kasy wojenne, beczki ze złotem i nie tylko.

Gdzie?
Oto garść szczątkowych informacji dotyczących skarbów pozostawionych przez żołnierzy napoleońskich:
1. Wieś Parszywka (powiat Proszowice, woj. małopolskie) – wycofujący się żołnierze francuscy mieli na terenie wsi ukryć jakieś kosztowności. Brak dalszych informacji.
2. Wieś Solistówka (powiat Augustów, woj. podlaskie) – na łąkach niedaleko wsi miała zostać zakopana beczułka ze złotem przez żołnierzy napoleońskich.
3. Jezioro Sunowo (powiat Ełk) – na jeziorze usytuowane są dwie wyspy zwane Siedliskie Kępy, a przez ludność niemiecką nazywane Francozen Inseln (Francuskie Wyspy) – na ich terenie schronienie znaleźli maruderzy i chorzy żołnierze napoleońscy, którzy mieli tam zakopać swoje łupy.
4. Jezioro Tonka (powiat Lidzbark Warmiński) – w lutym 1807 roku żołnierze gwardii Napoleona rozłożyli się na nocleg na zamarzniętym jeziorze. W nocy pod wpływem ciepła ognisk lód załamał się i wielu żołnierzy utonęło. Najprawdopodobniej do wypadku doszło w północno-wschodniej części jeziora. Zapewne można by odnaleźć sporo z wyposażenia i majątku osobistego żołnierzy, tym bardziej, że jest to akwen zanikający (kurczące się jezioro).
5. Jezioro Kacapka (powiat Hrubieszów) – zgodnie z informacją, powracający żołnierze z kampanii rosyjskiej mieli w nim zatopić jakieś beczki. Niestety nie wiadomo co w nich było ale chodzą słuchy, że… skarby.
6. Kalisz – po przegranej bitwie w lutym 1813 roku wycofujące się wojska francuskie dokonały grabieży dworków i kościołów w Kaliszu. Łupy wieziono na wozach, z których jeden w czasie ucieczki zatonął na mokradłach w okolicach Skarszewa w rozlewiskach Swędrni, a według innej wersji w rzece Prośnie.
7. Jezioro Hańcza – w głębokich wodach tego akwenu napoleońscy żołnierze podczas ucieczki przed Kozakami mieli zatopić taczankę ze złotymi monetami.
8. Lniano (powiat Świecki, woj. kujawsko-pomorskie) – w okolicach starej lipy zwanej „Krzywą Lipą”, przy której miał odpoczywać cesarz Napoleon, z jego polecenia miała zostać zakopana kasa wojenna, która była zbyt ciężka (nieporęczna) do dalszego transportu.
9. Osiek (powiat Starogard Gdański, woj. pomorskie) – przez Jezioro Kałębie miał kiedyś prowadzić most, po którym przejeżdżał Napoleon podczas odwrotu spod Moskwy. Polecił wrzucić do jeziora skrzynię z pieniędzmi, która obciążała go podczas ucieczki.
10. Wiele (powiat Kościerski, woj. pomorskie) – miano w tej okolicy zakopać kasę wojenną, kiedy wojska francuskie pod naporem Rosjan wycofywały się. Wiele lat po wojnach napoleońskich kasy mieli szukać jacyś francuscy oficerowie jednak ich szkice odręczne nie były na tyle dokładne by ją odnaleźć.

Podsumowując
Jak sami widzicie mimo odległych już czasów od tych wydarzeń historycznych (ponad 200 lat), pamiątki po ludziach z tamtej epoki nadal są możliwe do znalezienia. Jeśli jednak szukamy skarbów to odwiedziny starych napoleońskich pobojowisk, jak na przykład te w okolicach Lidzbarka Warmińskiego (bitwa w czerwcu 1807 roku na zachód od miasta) nie jest najlepszym ku temu krokiem, gdzie można znaleźć zwykle destrukty broni, kule armatnie i resztki wyposażenia. Chociaż z drugiej strony, mieszkańcy Płakowic jeszcze przez wiele lat po bitwie znajdowali w rzece i jej pobliżu francuskie monety, złote epolety, zegarki, obrączki i duże ilości broni. I jeszcze jedna uwaga ogólna dotycząca wojen napoleońskich.

Nie tylko skarbów i skarbczyków pozostawionych przez żołnierzy cesarza należy spodziewać się ukrytych w różnych miejscach, zarówno regularnych jednostek, jak też maruderów, z których potrafiły się utworzyć kilkuset osobowego bandy rabujące wszystko dookoła. Ludność cywilna również miała coś do ukrycia – swój dorobek. Jak wynika z zapisów archiwalnych, ludzie nauczeni doświadczeniem, kupcy, urzędnicy, właściciele majątków wraz z informacją o nadchodzących armiach francuskiej i rosyjskiej oraz zbliżającej się wojnie w okolicach Lwówka Śląskiego, w pośpiechu ukrywali swój cenniejszy dobytek w okolicznych lasach, nie bardzo licząc na łagodne traktowanie ze strony zwycięzców, bowiem żołnierze obu armii dopuszczali się rabunków i grabieży. A przecież zdarzało się, że niejedna rodzina opuszczała okolicę i nie wracała bądź ginęła.

Okres wojen napoleońskich można chyba przyrównać do którejś z wojen światowych, z uwagi na ich zasięg. Przez kilkanaście lat jego podbojów i wypraw pożoga wojny zdołała dotrzeć do wszelkich zakątków Europy – od Kanału La Manche do Afryki (Egipt), od Hiszpanii i Portugalii do Rosji i dzisiejszej Chorwacji. Pamiętać też trzeba, że wszystkie te niespokojne czasy, gdy chwieją się podstawy ludzkiej egzystencji i stabilizacji, sprzyjają ukrywaniu dobytku zarówno przez bogatych, jak i biedniejszych ludzi. A głowę daje, że niejedno jeszcze ciekawe znalezisko pamiętające czasy Napoleona leży spokojnie w ziemi czekając na odkrywców – z pewnością także na terenach Polski.

Tekst: Zibi (ZB), Wielka Brytania

Możliwość komentowania Skarby epoki Napoleona została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Tajemnice „Złotego Lasu”

by on Lip.11, 2014, under Skarby

TZL1Jest styczeń 1945 roku. Niemiec Otto Bergman ze wsi Hockenau (Czaple) udaje się przez Pilgramsdorfer Forst (obecnie część Złotoryjskiego Lasu) do swojej siostry w Harpersdorf (Twardocice). Są to ostanie dni, w których zamieszkująca na tych terenach ludność niemiecka szykuje się do ucieczki w głąb Rzeszy przed nadciągającymi wojskami Armii Czerwonej. Znalazłszy się w pobliżu wzgórza LangeBerg (Długotka 291 m n.p.m.) słyszy huk silnika nadjeżdżającego polną drogą samochodu. Zatrzymuje się i kryje za drzewem. Z mijającej niewielkiej ciężarówki dostrzega go żołnierz niemiecki. Ciężarówka zatrzymuje się. Otto wystraszony ucieka w głąb lasu. Żołnierz wyskakuje z ciężarówki i posyła w jego kierunku serię z karabinu maszynowego. Bergman w pewnym momencie czuje potworny ból i gorąco rozchodzące się po jego ciele – jedna z kul dosięgła jego barku.

Mimo odniesionej rany biegnie w panice na oślep przed siebie jeszcze przez kilkadziesiąt metrów, brnąc ostatkiem sił przez zalegający śnieg, po czym wpada w jakiś dół i traci przytomność na kilka minut. Gdy odzyskuje świadomość ostrożnie wychyla się z wykrotu, z przerażeniem obserwując teren. Widzi grupę kilku niemieckich żołnierzy przenoszących jakieś niewielkie skrzynie z ciężarówki w kierunku leśnej studni, które opuszczają do wnętrza. Po chwili dają mu się słyszeć strzały, a chwilę potem głuchy huk, po czym żołnierze wsiadają do samochodu, a ten zawraca w kierunku drogi Złotoryja – Lwówek Śląski. Otto ranny i ostatkiem sił wraca do swojego domu. W nim tygodniami dochodzi do siebie. Sam nie wie dlaczego wtedy nie zginał, dlaczego niemiecki żołnierz go nie dobił. Być może był przekonany o celności swoich strzałów, być może uznał, że szkoda tracić czas na tropienie przypadkowego świadka transportu, który przecież samej akcji ukrycia skrzyń już nie widział.TZL2Otto przeżył. Nie wyjechał jak jego siostra z rodziną i większość Niemców w głąb Rzeszy. Postanowił zostać na ojcowiźnie. Po wojnie do Czapli zawitali przesiedleńcy z kresów wschodnich. Jego dom został „przydzielony” rodzinie Władysława Zychlewicza. Nie byli złymi ludźmi pałającymi nienawiścią do ludności niemieckiej, uprzedzonymi do niego. Rozumieli los przymusowo wypędzonych z tych ziem Niemców – oni przecież też zostali przymusowo przesiedleni, rozumieli przywiązanie i miłość Otta do ziemi ojca. Z upływem czasu zaprzyjaźnili się na tyle, że traktowali go jak członka rodziny, jak wujka. Bergman wyjechał do Niemiec, do siostry dopiero pod koniec lat 50-tych i tam po paru latach zmarł.

Opowiedział jednak kiedyś Władysławowi Zychlewiczowi swoją przygodę w Złotoryjskim Lesie, o niemieckiej ciężarówce, która wjechała w las, o żołnierzach ukrywających jakieś skrzynie w studni. Studni, która tkwiła samotnie przez wieki w lesie i nigdy nie była studnią z prawdziwego zdarzenia, bo… nie było w niej wody!Otto nazywał ją „Ahnbrunnen”. Władysław kiedyś powtórzył zasłyszaną od Niemca historię swojemu synowi Zygmuntowi. Władysław zmarł, a Zygmunt wraz z rodziną wyprowadził się na Pomorze. W Czaplach pozostali inni członkowie rodziny Władysława nie znający tej historii. Zygmunt zaś opowiedział o tych wydarzeniach swojemu synowi Grzegorzowi i dlatego teraz, za jego sprawą, ujrzała ona światło dzienne.TZL3Jak zapewnia pan Grzegorz, historia ta nie jest żadną miejscową legendą jakich istnieje wiele, podobnych, krążących w wielu miejscach na Dolnym Śląsku. Ani Otto, ani Władysław i Zygmunt nikomu więcej o niej nie opowiadali. Co wiadomo na temat Złotoryjskiego Lasu nazywanego też błędnie Złotym Lasem? Otóż las stał się własnością Złotoryi w 1393 roku (stąd nazwa – Goldberger Forst). Przez leżący w jego centrum dzisiejszy przysiółek Czapli – Choiniec (Hainwald), w średniowieczu przebiegała uczęszczana przez kupców i pielgrzymów droga ze Złotoryi do Lwówka Śląskiego (obecnie droga krajowa nr.364). Istniało tutaj kilka zajazdów i kościół po którym w chwili obecnej nie ma żadnego śladu. W XIV wieku Złotoryjski Las zmienia nazwę na potoczną – „Złoty Las”, a to za sprawą odkrytych tu pokładów złotonośnych żwirów.

Od tego momentu staje się on średniowiecznym obszarem górnictwa złota. W chwili obecnej zachowało się niewiele śladów na powierzchni po ówczesnej „gorączce złota”, gdyż sztolnie i szyby drążone były w warstwach żwirów złotonośnych posiadając znikomą obudowę drewnianą, a opuszczone szybko ulegały zawaleniu. Pozostałe odkrywki polegały na drążeniu jam, ponieważ złotonośny żwir zalegał niezbyt głęboko, a wewnątrz nich pozostawiano dla bezpieczeństwa górników filary. Właśnie dzięki tym filarom dziś można jeszcze zidentyfikować w terenie kilka miejsc po wydobyciu oraz przebieg chodników, ponieważ teren wokół nich zapadł się. Odnajdywane do dziś jamy nie są typowymi sztolniami, a wybraniami w czwartorzędowych żwirach o głębokości paru metrów.TZL4Pewien zapis mówi o przypadku zapadnięcia się starego szybu na polu złotonośnym koło nieodległej wsi Chmielno w 1825 r. (około 9 km na północny-zachód od Złotoryjskiego Lasu). W tym samym roku, w sierpniu, miało mieć miejsce podobne zdarzenie na dawnym złotonośnym polu górniczym pomiędzy miejscowościami Bielanka a Dworek, około 5 km na zachód od Złotoryjskiego Lasu. Wówczas to niejaki Bergemann, będący inspektorem leśnym, odkrył tam głęboki na około 170 cm szybik prowadzący do sztolni. Ponieważ wzbudził on jego zainteresowanie, po usunięciu przeszkód wszedł do sztolni znajdując w niej tkwiące w zawalisku żwirowym szyny kolejki.

Ponownie miało zainteresować się terenem Złotoryjskiego Lasu OBB, wydając w 1924 roku koncesję na wydobycie złota. W związku z tym powstaje sztolnia „Hedwig”, w której wydobywano złoto do 1928 roku, po czy zamknięto ją z braku rentowności. Na tym kończy się blask „Złotego Lasu”. Złotoryjski Las słynie też z innego powodu, mianowicie jedynie tutaj w Polsce, na stosunkowo niewielkim obszarze znajduje się dużo kamiennych krzyży (7), w tym kamień ze starą inskrypcją, 2 pamiątkowe i 4 pokutne, bardzo interesujące ze względu na ryty narzędzi zbrodni i inskrypcje.TZL54 października 2013 r. leśniczy Wojciech Grzywa i podleśniczy Jarosław Rudnicki rutynowo patrolowali fragment Złotoryjskiego Lasu od strony Nowych Łąk, a zarazem niedaleko tajemniczego kamiennego krzyża z jedynym w Europie rytem poziomicy i kielni. Przy okazji próbowali wyjaśnić pochodzenie kilkudziesięciu zagadkowych niezbyt głębokich dołów w tym rejonie. Tak wspomina ten moment Wojciech Grzywa: Jarek potknął się o wystający z ziemi kikut podstawy krzyża i (…) zwrócił tym moją uwagę: wtedy zobaczyłem na ziemi przed sobą zarys leżącego pod mchem krzyża. Spod darni, gałęzi i mchu, odsłonili wykonany z piaskowca krzyż z inskrypcją, rozpoczynającą się datą 1808. Po ułamaniu leżał tam zapewne od dłuższego czasu, samoistnie znikając pod ściółką. Tkwiący obok w ziemi prostokątny kamień okazał się fragmentem trzonu krzyża. Pełni emocji spędzili przy krzyżu blisko godzinę, wydobywając go z ziemi i oczyszczając inskrypcję na tyle, by na gorąco wykonać kilka zdjęć telefonem komórkowym. Nie spodziewali się takiego odkrycia w tym  miejscu; mieli nadzieję na takie znalezisko ewentualnie bardziej na północy Złotoryjskiego Lasu, ponieważ na starych mapach figuruje taki zaginiony obiekt. Krzyż trafił z powrotem do swojej kryjówki, by nie paść łupem poszukiwaczy skarbów (…).Odnaleziony krzyż fot Marzena SzkutnikKrzyż, razem z wystającym fragmentem trzonu, liczy 86 cm wysokości, rozpiętość ramion wynosi 51 cm; trzon i ramiona mają przekrój kwadratu o boku 21 cm. Udało się odczytać inskrypcję: 1808 Ist ein Geh: Man gef: word: Den 14 Oct. We współczesnym języku niemieckim brzmiałaby: „Am 14. Oktober 1808 ist ein gehängter Mann gefunden worden”, a w tłumaczeniu na język polski: 14 października 1808 r. został znaleziony powieszony mężczyzna. Niewykluczone, że archiwalia przyniosą szczegóły tego tragicznego wydarzenia, którego nie wiążemy w tej chwili z jakąś wojenną zawieruchą. Ten siódmy krzyż ma więc charakter pamiątkowy i jest najmłodszym kamiennym krzyżem Złotoryjskiego Lasu (…). Dzięki Wojciechowi Grzywie i Jarosławowi Rudnickiemu Złotoryjski Las ujawnił kolejną ze swych tajemnic. A kryć może jeszcze niejedną. Jakiś czas temu saperzy usuwali stąd niewybuchy. W leśnych ostępach natrafić można nie tylko na tajemnicze zagłębienia i ślady kamieniołomów, ale także na sporych rozmiarów piaskowcowe głazy czy fragmenty fundamentów. Złotoryjskiego Lasu nie mieli okazji zbadać archeolodzy„.StudniaWracając do tajemniczej studni. By do niej trafić wystarczy zatrzymać się przy pomniku „40-lecia Koła Łowieckiego Cyranka” po prawej stronie drogi do Lwówka Śląskiego za wsią Nowe Łąki i dalej iść polna drogą w prawo. Po około 300 m po lewej stronie w lesie znajduje się opisywana studnia. Czy na pewno jest to studnia skoro w czasach przedwojennych i powojennych nie było w niej wody? Kto i po co miałby budować studnię w środku lasu między dwoma, niewielkimi wsiami? Sporej średnicy obiekt, wykonany z ciosanych bloków piaskowca, bez przybudowy naziemnej, głębokości ponad 12 metrów, z suchym dnem. Czym zatem była skoro nie czerpnią wody? Odpowiedź może być następująca – prawdopodobnie owa studnia mogła być szybem (studnią rewizyjną) przeprowadzającym przez piaski i żwiry do warstwy złotonośnej znajdującej się nad piaskowcami. Znane są podobne rozwiązania i konstrukcje na terenie Dolnego Śląska.Lokalizacja studni w Złotoryjskim LesieZ jej dna mogły rozchodzić się chodniki w nieokreślonych bliżej kierunkach, posiadające obudowę drewnianą, a być może kamienną. Wykucia na górnej krawędzi studni, w blokach piaskowcowych, świadczą o zamontowanej tu dawniej belce, która mogła służyć jako element urządzenia wyciągowego do transportu urobku. Na jej ścianach nie ma widocznych śladów po stopniach sprowadzających w dół. A może jednak była zwykłą studnią, w której ciek wodny zanikł na przestrzeni wieków, ginąc w spękaniach powstałych w piaskowcu na jej dnie. Nie mniej jednak żołnierze niemieccy z pewnością wiedzieli o jej istnieniu. Co było w skrzyniach? Tajne dokumenty, kosztowności, zbędny sprzęt wojskowy, broń? Skąd przyjechał transport? Może z nieodległego zamku Grodziec, w którym zorganizowano jedną ze składnic Gunthera Grundmanna? Czy skrzynie nadal spoczywają na dnie studni, czy zostały już wydobyte? Tajemnica „Ahnbrunnen” ciągle czeka na swoje rozwiązanie. Imiona i nazwiska bohaterów na prośbę pana Grzegorza zostały zmienione.

(źródła: własne i „Siódmy krzyż odnaleziony w złotoryjskim lesie”- R.Gorzkowski, J.Banaszek)

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szwajcaria Lwówecka

by on Mar.21, 2014, under Ciekawe miejsca

Piaskowcowe-skałyNa południowym krańcu Lwówka Śląskiego, po lewej stronie drogi biegnącej do Pławnej, znajduje się okazała grupa skalna zwana Szwajcarią Lwówecką lub Lwóweckimi Skałami (250-260 m n.p.m.). Stanowi ona naturalną bramę Parku Krajobrazowego Doliny Bobru poprzez ciąg baszt skalnych na długości około 200 metrów, wznoszących się nad głęboko wciętą doliną potoku Srebrna, lewostronnego dopływu Bobru. Tworzą je ciekawe formy skalne w postaci szeregu wolnostojących baszt skalnych, ambon, półek, szczelin i niewielkich jaskiń szczelinowych oraz malownicze labirynty z urwiskami, o wysokości około 30 metrów, powstałe w wyniku intensywnego mrozowego wietrzenia ławicowych czerwonych piaskowców triasowych i szarych piaskowców kredowych.Piaskowcowa-ścianaU podnóża grupy skalnej znajduje się parking z którego w Szwajcarię wprowadza kamiennymi schodami ścieżka dydaktyczna o długości około 1 km. Została ona utworzona przez Nadleśnictwo Lwówek Śląski w 80.rocznicę powstania Lasów Państwowych. Składa się z ośmiu przystanków wyposażonych w tablice informacyjne i miejsca odpoczynku. Częściowo po trasie ścieżki dydaktycznej biegnie żółty szlak turystyczny, który prowadzi do najwyższego punktu widokowego na jednej ze skalnych baszt. Ścieżka ma za zadanie przedstawienie lasu jako cennego ekosystemu. Szwajcaria Lwówecka jest najwyższą naturalną piaskowcową formacją skalną poza Górami Stołowymi w całych Sudetach. Ze względu na wysokie walory geologiczne, geomorfologiczne i florystyczne planuje się tu utworzenie rezerwatu przyrody. Skały wykorzystywane są jako teren wspinaczkowy.

Leave a Comment :, , , , , , więcej...

Legenda o Trzech Sosnach…

by on Sty.23, 2014, under Legendy

Przy drodze między Gryfowem Śląskim a Lwówkiem Śląskim, w pobliżu wsi Ubocze, stała dawniej grupa sosen, którą okoliczni mieszkańcy nazywali Trzema Sosnami. Po zdobyciu pobliskiego zamku Podskale miało miejsce pewne wydarzenie. Mury warowni leżały już w gruzach, więzionych w nim okolicznych chłopów uwolniono, a rycerza-rabusia Nikola von Czirna i jego drużynę wzięto do niewoli. Wszystkich przekazano w ręce kowarskich górników. Mieli oni największy udział w zdobyciu zamku i dlatego im właśnie przypadło ukaranie złoczyńców. Początkowo zamierzali zabrać Czirna wraz z kompanami do Jeleniej Góry i oddać tam pod sąd. Jednak doprowadzenie tam całej grupy pojmanych wydawało się nieco uciążliwe. Ponadto zachodziła obawa, że górnicy, rozzłoszczeni na złoczyńców i pełni gniewu oraz pragnienia zemsty, mogliby dokonać samosądu. Postanowiono więc wykonać wyrok na miejscu, wykorzystując do tego rosnące w pobliżu sosny. Na nich więc, bez niepotrzebnych uprzejmości i zbędnych ceregieli, wszystkich napadających na okolicznych chłopów rabusiów powieszono. Usatysfakcjonowani górnicy wrócili do swojej pracy w kowarskich kopalniach.

Leave a Comment :, , , , więcej...

Szubienica w Lwówku Śląskim

by on Sty.02, 2014, under Historia

Główne miejsce straceń zlokalizowano na Szubienicznej Górze (Galgenberg) na zachód od Baszty Lubańskiej. Umiejscowienie nie było przypadkowe, bo pod wzniesieniem przebiegały dwie ważne drogi – do Gryfowa Śląskiego i Lubania, z których szubienica była doskonale widoczna. Grunt ten przyjął nazwę Galgenfleck, a jego lokalizacja była atrakcyjna, bo po rozbiórce szubienicy, w marcu 1820 r., sprzedano go na licytacji. Usytuowanie szubienicy doskonale spełniało funkcje prewencyjne, dla wszystkich opuszczających i przybywających do miasta od strony Górnych Łużyc. Nie było to jedyne miejsce kaźni służące lwóweckim ławnikom, ponieważ sporadycznie wyroki wykonywano też na „placu ścięć” lub „łące ściętych” przed Furtą Zamkową i na Rynku – tam szubienice stanęły w czasie wojny 30-letniej, m.in. 21 lipca 1623 r. i 25 maja 1640 r. Nie wiadomo dokładnie kiedy wystawiono drewnianą, a później kamienną szubienicę. Kronikarze podają rok 1165 jako czas wzniesienia murowanej konstrukcji. Informacja ta została potwierdzona źródłowo w przywileju wydanym w celu założenia winnicy na Górze Szubienicznej dopiero w 1367 r. Pomimo że szubienica nie przetrwała do czasów obecnych, zachowało się wiele informacji pozwalających na zrekonstruowanie jej wyglądu i rozmiarów. Wewnętrzna średnica wynosiła 18 stóp, grubość murów 2 stopy, co dawało niemal 6,5 m średnicy całkowitej. Rozmiary lwóweckiej szubienicy były zbliżone do wojcieszowskiej. Jeden z kronikarzy zobrazował jej północną stronę jako konstrukcję wzniesioną z kamienia, z 4 słupami egzekucyjnymi stojącymi na koronie cembrowiny szubienicy, między którymi rozpięto belki egzekucyjne. Nie znane jest przeznaczenie otworu/wnęki na wysokości 2-3 m nad ziemią w murze szubienicznym, uwiecznionego na rysunku. Autor w podpisie zaznacza, że obiekt nie posiadał wejścia i wspomniał, że urządzenie stoi przed Basztą Lubańską, w kierunku zachodnim. O istnieniu wejścia wspomina relacja z remontu, z maja 1573 r., ale możliwe jest, że w późniejszym okresie podczas któregoś z remontów, otwór prowadzący do wnętrza z nieznanych powodów został zamurowany. Na miejscu straceń wielokrotnie dokonywano skutecznej eliminacji jednostek uznawanych za szkodliwe i łamiące prawo, przez co lista straconych jest bogata. Wyroki wydawane przez miejscowych ławników odnotowywano w księdze, którą zdobiło przedstawienie szubienicy, koła egzekucyjnego, katowskiego miecza i pęku rózeg. W lutym 1556 r. powieszono 4 rzezimieszków, kolejna masowa egzekucja odbywa się 4 czerwca 1573 r. W orzeczonych wyrokach powieszenia często precyzowano rodzaj stryczka mającego posłużyć do jej wykonania. Przykładem mogą być zalecenia Praskiej Izby Apelacyjnej dla lwóweckich sędziów z 1691 r., w których to skazani za kradzieże zawiśli na łańcuchach. W 1575 r. ciało mężczyzny, któremu udowodniono morderstwo, rwano cęgami i łamano kołem. W czerwcu 1609 r. połamano kołem egzekucyjnym, a następnie spalono ciało Valentina Kretschmera, który dopuścił się zabójstw, podpaleń, włamań do kościołów, kradzieży i cudzołóstwa. Podobny los spotkał w 1611 r. Hansa Meissnera i rok później Christofa Langego. 5 listopada 1678 r. na miejscowym placu kaźni zostaje stracony Georg Glotsch za liczne włamania do kościołów, któremu kat ściął głowę mieczem, a następnie zwłoki położył na kole egzekucyjnym. za te czynności kat otrzymał wynagrodzenie w wysokości 2 talarów i 18 groszy. Koszt zakupu materiału na spodnie i pończochy dla skazanego Glotscha wyniósł ponad 12 groszy. Dodatkowo przed wykonaniem wyroku otrzymał tzw.śmiertelna koszulę, która kosztowała 22 grosze. Orzeczenia ławników wykonywano nawet wtedy, gdy skazany przedwcześnie zmarł w więzieniu. Jeśli szubienica była poważnie zniszczona miasto zarządzało jej renowację. Muzyka, dźwięki bębnów i piszczałek, odświętne odzienia podczas marszu do szubienicy nie służyły jedynie uciesze zebranych, ale miały także swój wydźwięk magiczny – ich zadaniem było odstraszenie złych dusz, duchów i mocy, które gromadziły się jak wierzono na miejscu straceń. Natomiast rozpoczęcie prac przez przedstawicieli władz i sądu gwarantowało zachowanie usilnie strzeżonego honoru i dobrego imienia. Kolejne remonty szubienicy przeprowadzano w czerwcu 1622 r. i październiku 1678 r. Niespodziewanego odkrycia dokonano podczas rozbiórki szubienicy w marcu 1820 r., gdy z polecenia referenta miejskiego w jej wnętrzu przy murze rozkopano ziemię, aby przekonać się czy zostaną odnalezione szczątki straconych. Pierwsza czaszkę znaleziono na głębokości około pół metra i kolejno wydobyto leżące naokoło 14 czaszek i innych kości. Rozkopano również środkowy plac wewnątrz szubienicy, gdzie odnaleziono 9 czaszek. Materiał pozyskany z rozbiórki szubienicy wykorzystano do budowy stajni na jednej z posesji należącej do medyka, obecnie ul.Malinowskiego. Kronikarz prócz precyzyjnego zobrazowania lwóweckiej szubienicy, przedstawił obok niej wygląd kamiennego pręgierza.

(źródło: „Sudety” 07/10)

Leave a Comment : więcej...

Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego

by on Gru.16, 2013, under Pod ziemią

Jaskinie krasowe Pogórza IzerskiegoW dolinie rzeki Płóczki koło Lwówka Śląskiego znajdują się cztery jaskinie krasowe powstałe w wyniku wypłukania wapieni cechsztyńskich. Dojść do nich można ścieżką po prawej stronie od drogi Lwówek Śląski – Gryfów, na wysokości tablicy wyznaczającej koniec miejscowości Płóczki Dolne, idąc w górę koło starego wapiennika (po lewej), do czarnego szlaku i dalej za nim, a następnie po około 50 metrach w prawo, przez mały „wąwozik” wchodzimy do zarośniętego, nieczynnego wyrobiska gdzie są one zlokalizowane.

Jaskinia Lisia to 70-metrowa jaskinia położona w wyrobisku starego kamieniołomu wapienia, która została odkryta podczas jego eksploatacji, a wzmiankowana już w 1933 roku przez G.Dittricha. Otwór wejściowy jest zlokalizowany u podnóża ściany i jest dość obszerny. Następnie jaskinia zwęża się i obniża, by po około 6 m dotrzeć do rozwidlenia korytarzy. W prawo trzy niskie, choć rozległe rozszerzenia. W lewo stromo w dół (główny ciąg), dochodzimy do rozległej, niskiej salki (1,5 m). Z niej dalej w dół, niskim korytarzem, przy którego końcu warto zwrócić uwagą na kopułowate wymycie w stropie. Następnie ciasnym przejściem docieramy do wysokiego i wąskiego korytarza o wyraźnie wygładzonych przez wodę ścianach. Na pochyłach ścian zauważyć można żłobki utworzone przez wodę kapiącą ze stropu. Jaskinia kończy się zwężającym korytarzem przechodząc w około 1,5 m studzienkę i małą lecz wysoką salkę.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 1Jaskinia Czerwona o długości 50 metrów położona jest w odległości 12 m od Jaskini Lisiej. Została odkryta przez G.Dittricha w 1932 roku. Otwór wejściowy jest sztuczny, mniejszy od poprzedniej, ostatni widoczny pod ścianą. Za otworem korytarz obniża się i przez niski przełaz dochodzimy do wysokiego, wąskiego korytarza biegnącego to w górę, to w dół, do ciasnego przejścia za którym znajduje się 12-metrowa salka z niewielkimi naciekami. Dalej przez ciasny przełaz docieramy do niskiego, szerokiego, kamienistego korytarza. Następnie w górę do zacisku, a za nim niewielka salka z której korytarzykiem dochodzimy nad 1,5-metrową studzienkę. Jaskinia kończy się niewielkim korytarzykiem zakończonym ciasną szczeliną. Na ścianach i stropie ciągu bocznego widoczne są formy wirowe – ślady przepływu wody pod ciśnieniem.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 2Jaskinia Krótka (Schronisko Krótkie) o długości 11 metrów położona jest 7 m od Jaskini Lisiej, odkryta w 1970 roku przez Speleoklub Bobry Żagań. Posiada dwa małe otwory. Za otworem małym korytarzykiem dostajemy się do niewielkiej salki na której jaskinia się kończy.
Jaskinia Oaza o długości 40 metrów znajduje się poza wyrobiskiem, nieco powyżej, w kotle z kępą drzew na polach („oaza”), odkryta tak jak poprzednia w 1970 roku przez Speleoklub Bobry z Żagania. Naturalny otwór wejściowy niewielki, nad nim rosną drzewa. Za otworem strop obniża się, potem ciasnym przełazem do niskiej ale dużej sali opadającej w dół – w prawo dotrzemy do jej zakończenia ze szczeliną mającą połączenie z dalszymi partiami jaskini; w lewo między głazami dotrzemy do ciasnego zejścia za którym korytarz z naciekami błotnymi. Dalej nim do niewielkiej, wysokiej salki z 2-metrową studzienką sprowadzającą do ciasnego, kilkumetrowego korytarza kończącego jaskinię.Jaskinie krasowe Pogórza Izerskiego 3Opisane powyżej jaskinie są jaskiniami suchymi (rzadkie przesiąki wody), z bardzo skąpymi formami naciekowymi, o namulisku gliniasto-kamienistym, w partiach wejściowych zaśmieconymi i sukcesywnie niszczonymi przez pseudo-grotołazów/eksploratorów pomimo iż są pomnikami przyrody nieożywionej. Można w nich napotkać owady troglokseniczne, a przy otworach glony. Deniwelacja jaskiń jest niewielka, do zwiedzania nie jest wymagany sprzęt speleologiczny, choć jaskiń nie można zwiedzać na stojąco (miejscami naprawdę ciasne przełazy!), dlatego zalecana jest odzież ochronna, nakrycie głowy i własne źródło światła. Szczególnie ciekawie prezentuje się końcowy odcinek Jaskini Lisiej z ładnie wymytymi przez wodę ścianami i kończącym ją awenem, nacieki błotne w Jaskini Czerwonej, jak i kominy krasowe w tych jaskiniach.
Miejsce ciche, urokliwe, o charakterze wąwozu, z bogatym poszyciem roślinnym, warte uwagi, a co najważniejsze ochrony. Wymienione jaskinie są miejscem zimowania nietoperzy i automatycznie podlegają prawnej ochronie jako siedliska zwierząt chronionych.

1 Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...