GeoExplorer

Tag: potop

Kot Van – pływający gaduła

by on Gru.19, 2017, under Flora i Fauna

VanVan to kot, który stał się znany za sprawą swojej nieprzeciętnej gadatliwości oraz zamiłowania do wody …

Turecki Van (tureckie „von”) to wyjątkowa rasa kotów, niezwykła pod wieloma względami i naturalna (jedna z dwóch naturalnych ras pochodzących z Turcji), nie będąca wynikiem krzyżowania. Jej przedstawiciele cieszą się doskonałym zdrowiem i zachowali wiele przyzwyczajeń swoich przodków. Jest pływającym kotem uwielbiającym kontakt z wodą, posiada piękne i specyficzne futro oraz bogaty język – to właśnie przez tą zdolność uzyskał miano „gadającego kota”. Nie należy do popularnych ras kotów w Polsce ale dzięki swoim niezaprzeczalnym zaletom zyskuje coraz większą liczbę sympatyków.

Rozważny, elegancki i wierny towarzysz, o nieprzeciętnym charakterze i wysokim poziomie inteligencji, oczach pełnych ekspresji – to tylko nieliczne cechy stawiające go w pierwszych szeregach kociej arystokracji.
Półdługowłosa rasa swoje korzenie ma w południowo-wschodniej Turcji, w rejonie Jeziora Van (Wschodnia Anatolia) i Wyżynie Armeńskiej. Ich oryginalna nazwa to Van Kedisi (kedi – kot). Wolnożyjące Vany spotyka się również w Iranie i Iraku. W historii istnieje przekaz mówiący o świętych kotach znad Jeziora Van. Van zawdzięcza swoją rasowość Ministerstwu Kultury i Turystyki w Turcji, a zwłaszcza koty o zupełnie białym umaszczeniu, mają szczególne znaczenie i są objęte specjalnym programem ochrony, jako skarb i narodowe dziedzictwo (wolno żyjące Vany zostały uznawane za gatunek zagrożony i podlegają ścisłej ochronie).

Obecnie w nomenklaturze felinologicznej rasa ta występuje jako „Kot Turecki Van”, a za odrębną rasę został oficjalnie uznany w 1969 roku.
Postacie półdługowłosych kotów z pręgowanymi ogonami znaleziono na biżuterii pochodzącej z około 1600 roku p.n.e., wykonanej przez indoeuropejskie ludy Hetytów oraz wśród wykopalisk z okresu starożytnych wojen rzymsko-ormiańskich. Odkrycia archeologów wykazały, że płaskorzeźby z wizerunkami vanów zdobiły fasady domów starożytnego miasta Tushpa, w rejonie jeziora Van (Vany zadomowiły się tutaj ponad 2000 lat temu). Van po raz pierwszy w Europie pokazany był w Wielkiej Brytanii miłośnikom kotów w 1955 roku przez Laurę Lushington.Van1Laura Lushington podróżując z przyjaciółką Sonią Halliday przez Dystrykt Lake Van w Turcji była oczarowana tymi kotami. Nabyła parę kotów tej rasy (kot o imieniu Stambul Byzantium oraz kotka Van Güzeli Iskenderun). Udało się jej bezpiecznie przywieźć je do Anglii i rozpoczynając starania o wypromowanie tureckiego Vana. Oba z bursztynowymi znaczeniami na głowie, o bursztynowych ogonach i oczach zapoczątkowały wzorzec rasy. Z tej pary urodziły się identyczne kociaki jak ich rodzice, białe z puszystymi ogonami w bursztynowym kolorze oraz z plamami w tym kolorze na głowie. W Turcji Vany uważane są za jej wizytówkę i dobro narodowe. Wywóz Vanów poza Turcję jest zakazany. Spotyka się jednak oferty nielegalnego ich wywozu.

Do USA zostały sprowadzone w 1982 roku i uczestniczyły w wystawie Stowarzyszenia Miłośników Kotów (CFA) w 1994 roku. W Europie i USA zarejestrowano tylko kilkadziesiąt hodowli. W Polsce jest ich około pięciu, ale te urocze koty wciąż podbijają serca nowych osób.
Badaniem białego Vana zajęło się Centrum Badań Van Kedisi, które prowadzi badania nad odtworzeniem naturalnej populacji tych kotów, które są jednym ze skarbów narodowych tego kraju. Są kochane i cenione przez autochtonów za ich wyjątkowy charakter i wygląd. Nadal istnieją spory o nazewnictwo, bardziej w politycznym niż kocim wymiarze. Niektórzy domagają się, by nazywano je „armeńskimi vanami”, inni „vanami kurdyjskim”.

Historyczny przekaz mówi o tym, że Noe właśnie te koty zabrał na swoją Arkę, ratując je przed potopem, a gdy wody opadły i Arka osiadła na szczycie góry Ararat, Allah pobłogosławił je, gdy wychodziły na ląd, pozostawiając na ich głowie ślad swojego palca, który białą ścieżką rozdziela od tej pory barwne plamy na głowie Vanów. Niektóre koty dostąpiły szczególnego zaszczytu i Allah kciukiem odcisnął na ich grzebiecie owalny znak.
Znak ten podobno przynosi szczęście zarówno kotom jak i ich opiekunom. Do dziś te kolorowe znaczenia określa się jako „palec Allaha” i „kciuk Allaha”.Van2Przodkowie współczesnych Vanów żyli w stadach, w trudnych warunkach wyżynno-górskiego klimatu. Życie nad jeziorem i lata ewolucji spowodowały, że przystosowały się do kontaktu z wodą, jezioro stanowiło dla nich najlepsze źródło pokarmu. Wykształciły umiejętność pływania, a nawet nurkowania i łowienia ryb. Woda była także świetnym sposobem na schłodzenie się podczas upalnych dni.
Koty podchodziły do ludzkich osad, podpływały do rybackich łodzi w poszukiwaniu łatwej zdobyczy i smakowitych kąsków, stając się z czasem nieodłącznymi towarzyszami ludzkiego życia.

Dzisiejsze Vany zachowały intrygujące umiłowanie do wody. Lubią pływać i bawić się w umywalce czy kałuży. Dobrowolnie pływają jeśli mają tylko do tego sposobność czy okazję. To zamiłowanie do wody, uważane jest jako niesamowite przez wielu ludzi. Przez setki lat mieszkańcy Turcji obserwowali te rodzime koty kąpiące się w strumieniach rzek i w jeziorze Van. Łapy wyposażone są w powiększony fałd skóry, który jest swego rodzaju błoną pławną i pomaga podczas wodnych zabaw. Futro nie ma wełnistego podszerstka i jest prawie wodoodporne. Nie nasiąka i nie przyjmuje brudu. Ekstremalne warunki klimatyczne sprawiły, że latem futro Vanów ma krótki włos, natomiast w chłodnej porze roku staje się dłuższe, gęściejsze, bardziej puchate, a kosmki sierści między palcami chronią poduszeczki łap przed przemrożeniem.

Klasyczny Van jest biały, jedynie na głowie ma jedną albo dwie rozdzielone plamki w kolorze bursztynowym i w tym samym kolorze ogon (zawsze muszą występować plamy na głowie i ogon w tym samym kolorze). Koty te mogą mieć oczy bursztynowe, niebieskie albo różnokolorowe (jedno niebieskie, drugie bursztynowe), co związane jest z wrodzoną wadą, zwaną różnobarwnością tęczówki heterochromia iridis.
Jest wiele śnieżnobiałych vanów, które są głuche. W większości ras istnieje podejrzenie głuchoty u kotów białych, gdy co najmniej jedno z oczu ma kolor niebieski.
Rasa ta wykształciła oprócz umaszczenia i koloru oczu jeszcze kilka unikatowych cech.Van3Jedną z nich jest futro, które szybko obsycha z wody. Kot ten posiada tylko jeden rodzaj sierści – okrywową, nie ma natomiast puszystego podszerstka (z tego powodu nie wymaga wielu zabiegów pielęgnacyjnych). Klimat regionu Jeziora Van charakteryzuje się skrajnościami temperatur – od upalnych lat, po mroźne, półroczne zimy. Pomimo takiej sierści kot w tych warunkach radzi sobie doskonale. Jedwabiste futro jest grubsze i dłuższe. Pióra długiego futra rosną na uszach i między palcami łap chroniąc przed zimnem i upałem. Bardzo ciepłe lata sprawiają, że dodatkowa powłoka ochraniającego futra jest szybko zrzucana. Znaki na głowie i ogonie u innych ras kotów są określane jako „wzór van”.
Kolejną charakterystyczną cechą jest gadatliwość (ale nie wrzaskliwość). Przedstawiciele tej rasy wykształcili chyba najbardziej złożony język kota. Na mowę Vana składają się komunikaty werbalne i niewerbalne.

Całkowicie normalny jest fakt, że kot informuje nas o swoim samopoczuciu poprzez mruczenie, gruchanie i miauczenie. Jeżeli jednak choćby raz usłyszymy gadającego tureckiego Vana, to dojdziemy do wniosku, że jego język jest niezwykły. Chociaż może wydawać się to dziwne, ten kot zachowuje się tak, jakby rzeczywiście starał się prowadzić rozmowę z człowiekiem. Odpowiednio moduluje dźwięki, by dostosować się do tonu naszej mowy. Opiekun po pewnym czasie z pewnością nauczy się rozpoznawać niektóre z odgłosów składających się na język Vana, ponieważ nie są to przypadkowe dźwięki. Szeroki wachlarz sygnałów dźwiękowych sprawia, że z tymi kotami można się porozumieć. One nie miauczą jak szalone (nawet kotki w rui raczej gardłują niż drą się wniebogłosy), za to potrafią mruczeć jak kot, beczeć jak owca, poszczekiwać jak pies, marudzić pod nosem, a nawet zdarza im się ludzkim głosem zawołać „mamo”.

Kot jest średniej wielkości, a jego waga wynosi około 8 kilogramów (kocur 5-9 kg, kotki 4-6 kg). Mylącym może być lekki chód sugerują zdecydowanie niższą wagę. Zaliczany jest do kotów o sierści półdługiej/półdługowłosej, jedwabistej bez podszerstka, leżącej gładko przy ciele. Dominuje ubarwienie białe z bursztynowymi łatami na pyszczku z białymi wstawkami.
Ciało ma muskularne i silnie zbudowane, o szerokich barkach i mocnej klatce piersiowej, tułów jest długi ze średniej długości pręgowanym ogonem, który daje niebywałą zwrotność w biegu. W pokoju, gdzie przebywa ten kot, żaden owad nie ma szans na przetrwanie.Van4Łapy średnio długie, okrągłe z kępkami futra między palcami. Tylne nogi są nieco dłuższe niż przednie, dobrze umięśnione, co pozwala na błyskawiczny pościg za zdobyczą i wysokie skoki. Poduszeczki łap są różowe.
Głowa osadzona jest na mocnej szyi, o kształcie tępego, nieco wydłużonego trójkąta, z mocną brodą i wysoko osadzonymi kośćmi policzkowymi. Poduszeczki wibrów (wąsów) są zaokrąglone. Czoło lekko wypukłe. Linia nosa prosta z nieznacznym załamaniem na wysokości oczu.

Oczy umiejscowione lekko skośnie, duże i owalne, bursztynowe, niebieskie lub różnobarwne, otoczone różową obwódką powiek (u hodowców szczególnie pożądane są vany różnookie, z jednym okiem niebieskim, a drugim bursztynowym). Nos prosty i stały, różowy. Podbródek dobrze zarysowany. Uszy wysoko osadzone, duże i szerokie, lekko zaokrąglone i wyprostowane, daleko rozstawione od siebie, różowe, od wewnątrz porośnięte dłuższymi włosami, tworzącymi za linią małżowiny podkręcone frędzelki. Od strony zewnętrznej powinny być białe.

Umaszczenie to bursztynowe plamy, które mogą znajdować się na głowie. Dwie łaty symetrycznie, pionowo rozdzielone na pół „palcem Allaha”, na plecach niewielka, owalna plama w okolicy łopatki (kciuk Allaha) oraz barwny ogon w kolorze plam na głowie. Mogą występować dodatkowe łatki na ciele. W Turcji zdarzają się koty zupełnie białe z błękitnymi, zielonymi lub dwukolorowymi oczami. W miotach hodowlanych również trafiają się białe osobniki z błękitnymi oczami. Muszą one być poddane specjalistycznym testom na sprawność słuchu, gdyż przy białym kolorze futra gen odpowiedzialny za błękitny lub zielony kolor oka może nieść ze sobą upośledzenie słuchu. Nie wszystkie organizacje felinologiczne uznają białe vany za zgodne ze standardem rasy.Van5Osobniki tej rasy dojrzewają późno. Pełną dojrzałość osiągają w wieku około 3 lat. Dojrzałość płciową, jak większość kotów, osiągają około pierwszego roku życia ale nie idzie ona w parze z pełnym rozwojem fizycznym, psychicznym i społecznym. Tak więc w ciele dużego vana przez długi czas drzemie dusza dziecka skorego do zabaw i psot.
Nie posiada szczególnych wymagań żywieniowych i nie należy do kotów wybrednych – chętnie zjada karmy przeznaczone dla kotów jak i kawałki ze stołu domowników. Warto jednak zwrócić uwagę, że należy do łasuchów.
Niektórzy twierdzą, że koty te są hipoalergiczne i mogą mieszkać z osobami cierpiącymi na alergię.

Van jest przede wszystkim bardzo towarzyski i czuły. Ciekawski, wesoły, aktywny, silny i wytrzymały, zdrowy, bez wad genetycznych (rasa tonaturalna), skłonny do zabawy, zrównoważony, wysoce inteligentny i dociekliwy, posiadający bardzo rozwinięty język i mowę ciała. Ponieważ Vany od stuleci były związane z ludźmi dlatego rozwinęły dużą uczuciowość. Łagodny i wierny. Kot może tak przywiązać się do jednego z domowników, że nie będzie chciał go opuszczać nawet na krok. Konsekwencja działania i dawka niezależności powoduje, że koty te zachowują się często jak psy. Vany wymagają wczesnej socjalizacji, pełnego uczestnictwa w naszym codziennym życiu. Potrzebują kontaktu z człowiekiem bardziej niż zabawek. Wybiera sobie jednego opiekuna spośród domowników i to jemu okazuje szczególne względy. Będzie towarzyszył mu we wszystkich codziennych czynnościach.

Jest bardzo ciekawy świata i wyjątkowo aktywny. Uwielbia biegać, wspinać się i obserwować otoczenie z najwyższego miejsca. Uczy się różnych sztuczek oraz chodzenia na smyczy. Van to świetny przyjaciel dzieci lubiący się z nimi bawić. Nie jest w stosunku do nich agresywny i charakteryzuje się dużą cierpliwością.
Vany lubią się przytulać, ale nie są to typowe „nakolanniki” i same decydują o tym, kiedy mają ochotę na przytulanki. Nie narzucają się ze swoją obecnością i nie przeszkadzają natrętnym plątaniem się pod nogami (może czasami). Akceptują innych domowników i zwierzęta mieszkające z nimi pod jednym dachem. Są instynktowne, a ich ulubione zabawki to orzechy włoskie lub zgnieciony w kulkę papier, folia. Lubią kraść wszelakie przybory. Nie sposób się z Vanem nudzić. Mają świetnie wykształcony instynkt łowcy.Van6Dla Vana najodpowiedniejsze jest mieszkanie z ogrodem ale nie jest to warunek gdy tylko odpowiednio zaaranżujemy mieszkanie, stworzymy miejsce, w którym Van będzie mógł się wspinać, skakać i znajdzie odpowiednie kryjówki, jednym słowem dobrze by było urozmaicone. Lubi penetrować wszelkie dziury w polowaniu za jedzeniem (szuflady, szafki). Ważne jest, by codziennie znaleźć czas na wspólną zabawę z kotem ale nie jest to warunkiem, gdyż nie należy do ras, które źle znoszą samotność. Uwielbiają gdy właściciel spędza z nimi jak najwięcej czasu. Pod względem pielęgnacji nie jest wymagający. Wystarczy raz w tygodniu wyczesywać futro pozbywając się martwych włosów i uniknąć tworzenia kul włosowych. W zależności od potrzeb, kota można także kąpać.

Umiejętność przystosowania się do każdych warunków pozwala Vanom na szczęśliwe życie nawet w małym mieszkanku, choć oczywiście z wielką radością przyjmą one zabezpieczony balkon, taras, czy dom z ogrodem i przebywanie na świeżym powietrzu.
Jednakże żadne zbytki i luksusy nie mają znaczenia, jeśli życie tureckiego Vana będzie pozbawione uwagi opiekuna i codziennego uczestniczenia w jego życiu, bycia razem „na dobre i na złe”.
Koty te swoją ludzką rodzinę kochają bezwarunkowo, bez względu na wszystko, choćby zawalić miał się cały świat.

(na zdjęciach Van „Amonit”)

Możliwość komentowania Kot Van – pływający gaduła została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Dawne teorie ewolucji (1)

by on Maj.01, 2016, under Historia

Ewolucja człowiekaPierwsze próby przedstawienia teorii ewolucji brzmiały jak cudowne opowieści, legendy lub bajki, tak bowiem rozbrajająco naiwna jest ich treść. Autorami tych teorii zgoła nie byli przyrodnicy, a przewijali się wśród nich filozofowie, poeci, a nawet politycy czy bohaterzy wojenni. W związku z tym nie dziwi fakt, że uczeni specjaliści nie traktowali ich poważnie.
W starożytnej Grecji filozofowie przyrody z okresu przed Sokratesem prawie wszyscy wierzyli w rozwój życia. Jak jednak wyobrażali wyobrażali oni sobie ten rozwój, dowiadujemy się o tym niestety tylko z fragmentarycznych i najczęściej bardzo niejasnych relacji pochodzących z drugiej lub trzeciej ręki.
Anaksymander i inni filozofowie (z okresu przed Sokratesem) sądzili, że całe życie pochodzi z wody. Empedokles zbudował nawet coś w rodzaju pierwszego zarysu teorii doboru, jednak autorytet Arystotelesa zagłuszył skutecznie myśl o rozwoju bowiem uznanie zdobył dogmat o niezmienności gatunków.

Wszystkie istoty żywe jak odtąd głoszono, powstały w swojej dzisiejszej formie w jednym akcie stworzenia. Nie istnieją żadne przejścia między gatunkami lub między niższymi i wyższymi organizmami. Podobnie jak wiara w biblijny potop, tak samo wiara w niezmienność gatunków wiązała się ściśle z ówczesnymi wyobrażeniami przyrodniczymi kościoła. Kto próbował ją podważać, ten łatwo mógł popaść w konflikt z tą instytucją, toteż tylko nieliczni zwolennicy teorii ewolucji, ci, którzy wypowiadali swoje myśli we wczesnym okresie badań przyrodniczych, starali się lękliwie pogodzić swoje hipotezy z biblijnymi opowieściami.
W centrum tych usiłowań musiała znaleźć swój wątek legenda o arce Noego. Za tym jak podawała Biblia, Noe z boskiego polecenia uratował przed potopem jedną parę każdego gatunku zwierząt. Jeśli ktoś wątpił w stałość gatunków, to musiał na wszelki wypadek unikać wątpliwości na temat arki Noego i jego pływającego ogrodu zoologicznego.

Dlatego kilku mądrych ludzi wpadło na myśl, że właśnie legenda o Noem można się posłużyć jako przekonującym dowodem słuszności teorii ewolucji.
Zadano więc sobie pytanie – jak wielka w ogóle musiała być arka Noego? Wynikałoby zatem, że okręt musiał być niezwykłej wielkości, jeśli Noemu udało się ulokować w nim po jednej parze z każdego gatunku fauny. Czy było w ogóle możliwe zbudowanie takiego okrętu?
Pierwszym człowiekiem, który w to zwątpił był doświadczony żeglarz Sir Walter Raleigh – wielki admirał brytyjski i podróżnik-odkrywca. Raleigh gdy popadł w niełaskę królowej Elżbiety I, został osadzony w więzieniu Tower, w którym to lata 1603 – 1616 spędził na pisaniu pięciotomowej historii świata. Wyraził w niej przypuszczenie, że tylko zwierzęta Starego Świata mogły znaleźć miejsce w arce i tylko te Noe mógł uratować. Natomiast zwierzęta Nowego Świata rozwinęły się później z gatunków Starego Świata.Arka NoegoNastępnie w 1685 roku zwierzętami z arki Noego zajął się lord Matthew Hale, będący naczelnym sędzią w Anglii. Mianowicie uważał on, że nawet gatunki Starego Świata były zbyt liczne, by znalazło się dla nich wszystkich miejsce w arce. Jeżeli już, to Noe mógł uratować tylko niewielką ich część – pradawne formy dzisiejszych zwierząt. W dziele Hale’a o stworzeniu człowieka miejsce znalazły zdumiewające myśli, które stawiają go w rzędzie prekursorów Lamarcka i Darwina:
„Nie powinniśmy bynajmniej wyobrażać sobie, że wszystkie gatunki tak zostały stworzone, jak my je dziś widzimy. Dotyczy to tylko tych gatunków, które moglibyśmy nazwać formami wyjściowymi dla wszystkich pozostałych. Liczne gatunki zwierzęce, które teraz oglądamy, nie maja już takiej samej postaci, w jakiej zostały stworzone, lecz zmieniły się różnorodnie pod wpływem rozmaitych okoliczności”.

O krok dalej posunął się Robert Hooke, znakomity znawca skał i skamieniałości. W swoim dziele z 1705 roku, o powstaniu i oddziaływaniu trzęsień ziemi, napisał:
„… niektóre gatunki zostały zupełnie zniszczone i wymarły, podczas gdy inne przekształcały się i zmieniały. Musiało się zdarzać, że z jednego gatunku powstawały różne nowe odmiany wskutek zmiany klimatu, podłoża i pokarmu…”.
Była to zatem już pierwsza jaskółka teorii ewolucji przyjmującej wpływ środowiska. Podobnie brzmiały uwagi Leibniza w 1700 roku:
„Ongiś gdy ocean pokrywał wszystko, zwierzęta zamieszkujące dziś lądy były formami wodnymi. Następnie, wraz z cofaniem się tego żywiołu, stawały się one stopniowo płazami, aż wreszcie ich potomkowie odzwyczaili się od swej pierwotnej ojczyzny”.
Jednak Leibnitz nie był buntownikiem naukowym, wolał nie zadzierać z teologami i natychmiast rejterował, dodając: „Ale stoi to w sprzeczności z Pismem Świętym, a odstępstwo takie jest grzechem”.

Najbardziej interesującą na owe czasy teorię wysnuł francuski urzędnik państwowy i autor książek podróżniczych – Benoit de Maillet. Ten „uniwersalnie wykształcony” człowiek rozwijał swoją działalność jako dyplomata w Egipcie, Abisynii i we Włoszech. W 1715 roku napisał książkę, która usiłowała zerwać pęta biblijnej chronologii i w swojej treści nawiązywała do filozofów przyrody starożytnej Grecji.
Według de Mailleta zarodki pierwszych istot żywych przybyły z kosmosu i rozwinęły się w ziemskim praoceanie pierwotnie w stworzenia morskie. Niektóre z tych morskich zwierząt i roślin wydostały się na ląd i nie mogąc już powrócić do wilgotnego środowiska, przystosowały się stopniowo do życia na stałym lądzie. Jak ryby mogły stopniowo przemieniać się w ptaki, Benoit de Maillet przedstawił w następujący sposób:
„Potem pod wpływem powietrza płetwy się rozszczepiły, promienie podpierające płetwy przekształciły się w dutki, a wysychające łuski w pióra. Skóra pokryła się puchem, płetwy brzuszne zmieniły się w kończyny, całe ciało przyjęło inny kształt. Szyja i dziób wydłużyły się i wreszcie ryba przeistoczyła się w ptaka. W całości jednak zachowała się zgodność z pierwotna formą, która da się zawsze łatwo rozpoznać”.Benoit de MailletNiektórzy uczeni i teologowie, wierzący w najdziwniejsze teorie stworzenia, potopu i katastrof, pokpiwali sobie zdrowo z Benoita de Mailleta, który to czarodziejskim trikiem chciał przemienić ryby w ptaki. Jednakże jego krytycy zataili, że autor tej teorii ewolucyjnej wyobrażał sobie ową przemianę na przestrzeni niezmiernie długiego okresu czasu. De Maillet nie twierdził bynajmniej, że ryba przemieniła się w ptaka w ciągu kilku dni lub tygodni – w tej teorii, dla niego, podobnie jak to utrzymuje Biblia, tysiące lat były jednym dniem.
Aby ustrzec swoje dzieło przed trudnościami i prześladowaniami, de Maillet zastosował pewien środek ostrożności, wybieg, a mianowicie odwrócił pisownię swojego nazwiska, przez co powstał anagram – Telliamed. Ponadto swoją teorię ewolucji włożył w usta hinduskiego filozofa, który miał rzekomo rozmawiać z francuskim misjonarzem.
Przede wszystkim jednak postarał się o to, aby książkę wydrukowano dopiero w 11 lat po jego śmierci. Za jego życia kursował zapewne w paryskich salonach rękopis w wielu kopiach. Jego treść wywarła silny wpływ na Buffona i być może właśnie Telliamed zachęcił go do snucia własnych myśli na temat rozwoju.

W jednym ze swoich listów Buffon (intendent ogrodów królewskich) wspomina, że osoba cenzora stoi mu ciągle przed oczyma „jak zjawa”. Stąd też poglądy na temat ewolucji przedstawia w swoich dziełach dość mgliście. W jego „Teorii Ziemi” miejsce znalazło takie oto twierdzenie:
„Można przyjąć, że wszystkie zwierzęta pochodzą od jednej istoty żywej, która z biegiem czasu na drodze doskonalenia i degeneracji wytworzyła wszystkie inne formy zwierzęce”.
Buffon wpadł na tę myśl, gdyż dopatrywał się wszędzie w przyrodzie „pierwotnego, powszechnego planu budowy”.
Również wielki przeciwnik Buffona, Karol Linneusz, ojciec systematyki, pod koniec swojego życia zbliżył się do hipotez ewolucyjnych. Jego dzieło „Systema naturae” zawierało jeszcze kategoryczne stwierdzenie: „Istnieje tyle gatunków, ile zostało na początku stworzonych”. Natomiast w książce „Metamorfoza roślin”, która ukazała się 15 lat później, pisał tak: „Gatunki zwierząt i roślin, a także rodzaje są dziełem czasu. Jedynie naturalne rzędy są dziełem Stwórcy”.

Wreszcie Linneusz ogłosił podobna teorię jak Buffon:
„W zaraniu życia istniał tylko malutki punkt, z którego wszystko wzięło swój początek i stopniowo się rozszerzało”.
W tym okresie półtora wieku, który dzielił Buffona od Raleigha, myśl ewolucyjna zrobiła więc zdumiewający postęp. Początkowe domysły na temat tonażu arki Noego, przekształciły się w punkt wyjściowy dla teorii ewolucji w sensie Lamarcka lub Darwina. Również i filozofom myśl ta wydawała się co najmniej warta dyskusji. Immanuel Kant w 1790 roku w swojej „Krytyce władzy sądzenia” napisał: „Ta analogia form, …wzmacnia domniemanie ich rzeczywistego pokrewieństwa w pochodzeniu od wspólnej pramacierzy” – i podkreślił, że paleontologom przypadło teraz w udziale wielkie zadanie odkrycia wśród skamieniałości przodków dzisiejszych istot żywych i odcyfrowania z warstw ziemi przebiegu rozwoju życia.

Dla Kanta było zupełnie jasne, że paleontologowie będą wykopywać początkowo „stworzenia o mniej celowej formie”, następnie w młodszych warstwach ziemi coraz doskonalsze istoty i coraz bardziej różnorodnej natury, wszystkie wywodzące się z jednego „macierzyńskiego łona ziemi”.
Właściwie więc panowała już atmosfera sprzyjająca pojawieniu się geniusza, znawcy zarówno skamieniałości, jak i organizmów współczesnych, który byłby zdolny z tych wzmianek, hipotez i teorii stworzyć nowy, dynamiczny obraz świata. Człowiek ten rzeczywiście już wkrótce się zjawił. Zdumiewające jest jednak, że pomimo tak sprzyjających okoliczności nie zdobył uznania.
Może właśnie Kant przewidywał przyczynę tego fiaska. Określił on myśli ewolucyjne jako tak „niesłychane, że rozsądek wzdraga się przed nimi”. Można się zajmować takimi teoriami, ale gdy stają się one poważne, nie należy wówczas porywać się na to „awanturnicze ryzyko rozumu”, jak pisał. Etap ewolucyjnych systemów filozoficznych poprzedzał pojawienie się i upadek Jana Baptysty Lamarcka.

Możliwość komentowania Dawne teorie ewolucji (1) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Odkrycie ludzkich szczątków w Jaskini Gailenreuth

by on Cze.01, 2015, under Pod ziemią

Czaszka ludzkaDo XIX wieku potop był jedyną dopuszczalną przez kościół teorią tłumaczącą przemiany, jakim ulegała Ziemia oraz odkrywane skamieniałości dawnych organizmów. Pomimo, że zaczynały się już wielkie dni geologii i paleontologii, okres w którym te nauki wyszły z wieku dojrzewania i przeszły wręcz burzliwy rozwój, wielu badaczy nie mogło się zdobyć na zrezygnowanie z biblijnego opisu stworzenia jako źródła poznania.
Teza o potopie wywoływała wielki rozkwit kolekcjonerstwa, przyczyniając się tym samym do powstania wielu znakomitych dzieł. Równolegle jednak stawała się stopniowo coraz skuteczniejszym hamulcem dla dalszych badań. Nim jednak inne teorie i metody zastąpiły hipotezę o wielkiej powodzi, udało się pewnemu teologowi odkryć obok innych przedpotopowych istot także pierwszego prawdziwego człowieka z pradawnych czasów.
Wśród kolekcjonerów i badaczy jaskiń tamtych czasów znajdowało się wielu teologów, których musiała w szczególny sposób nęcić możliwość poznania wyglądu świadków potopu oraz przekonania się, w jakim stopniu potwierdzają oni biblijną Księgę Rodzaju.

Nawet później, gdy pogląd dyluwialistów został już dawno obalony, księża pozostali wierni badaniom paleontologicznym – teraz nie chodziło im już o powódź ze Starego Testamentu, lecz o „źródło” pochodzenia człowieka. Wielu badaczy, takich jak między innymi Bourgeois, Teilhard de Chardin, Hugo Obermaier czy Henry Breuil, zapisało się na zawsze w historii paleontologii i prehistorii.
Jeden z wczesnych poprzedników tych „badaczy w sutannach”, którzy entuzjazmowali się paleontologią, podjął się w 1774 roku eksploracji jaskini w pobliżu Gailenreuth (frankońska Szwajcaria) i zbierania w niej kopalnej kości słoniowej. Nie wiadomo do jakiego stopnia proboszcz Johann Friedrich Esper (1732 – 1781) był wiernym zwolennikiem teorii potopu, stwierdzono tylko, że gdy natknął się w jaskini na rozmaite kości, nie uznał ich od razu za szczątki zatopionych w czasie potopu zwierząt, lecz zastanawiał się nad nimi w sposób jak najbardziej racjonalistyczny. Czyżby to zwierzęta drapieżne zagrzebywały tu swoją zdobycz? A może ludzie wykorzystywali jaskinie jako miejsce gromadzenia padliny?Johann Friedrich EsperJak na duchownego były to aż nadto wystarczająco heretyckie rozważania. Ksiądz J.F. Esper od swych współczesnych różnił się ponadto jeszcze tym, że w sposób dramatyczny, ale bardzo dokładny opisywał swoje eskapady do jaskiń. Umiał wczuć się w swoistą i niepowtarzalną atmosferę podziemi jaskiń i oddać bardzo obrazowo uczucia ogarniające go, jako samotnego badacza:
Jeszcze nie dojdzie się do końca tych grobowców, a już powietrze staje się bardzo duszne. Jeśli spędzi się tu kilka godzin, nikt nie jest w stanie, mając nawet najlepszy materiał palny, rozniecić ognia. Nie wiem też, co to za szczególna woń unosi się z odzieży… Jeśli się nagle odłamie i rozbije jakąś kość, to często się zdarza, że nieprzyjemny i odurzający zapach uderza w nozdrza… Mimo to nikt, kto choć trochę jest ciekawy, nie zawraca, zanim nie dojdzie do końca„.
Esper czołgał się na brzuchu przez najwęższe przejścia w jaskiniach, wybierając wszędzie z mulistego gruntu (namuliska) kości i ich małe fragmenty.

W swej żywej fantazji wyobrażał sobie, w jaki sposób zginęły w jaskiniach te stworzenia, których szczątki odnajdywał:
Czy te gromady stworzeń żyły tu w pobliżu? Czy zginęły one w tym miejscu jedynie przez przypadek? A może to jakiś cudowny zbieg okoliczności spowodował nagromadzenie się ich szczątków we wspólnej mogile? Wyobrażałem sobie ich ostatnie chwile, myślałem o tych westchnieniach i wrzaskach, wśród których zmęczone i zbolałe oddały swe ostatnie tchnienie… Ze zgrozą myślałem o szalonym oporze tych potężnych kości przeciw temu zbiegowi okoliczności, który pozbawił je życia… Teraz na nich wszystkich ciąży ogromne milczenie„.
Im dokładniej Esper badał Jaskinię Gailenreuth, tym silniej dręczyły go stawiane samemu sobie pytania. Mówił o przypadku, o katastrofach, roztrząsał jeszcze inne różne przypuszczenia i hipotezy związane z pochodzeniem starych pokładów kości.
Początkowo sądził, że są to kości ludzkie, uważając Jaskinię Gailenreuth za starą jaskinię zbójecką, w której to zbójnicy mordowali i grzebali swoje ofiary.Czaszka pokryta polewą kalcytowąNastępnie badając dokładniej w późniejszym czasie odnajdywane kości, doszedł do wniosku i stwierdził, że ludzi o głowach i zębach tego typu nigdy nie spotykano na ziemi, zatem musiały to być (jak przez jakiś czas sądził) kości drapieżników takich jak wilki i hieny.
Czyżby jednak wilki i hieny wykorzystywały tę jaskinię jako wspólny grób? To wydawało mu się niemożliwe.
W końcu Esper stwierdził, że większość szczątków zwierzęcych w Jaskini Gailenreuth wykazuje uderzające podobieństwo do kości niedźwiedzia. Wprawdzie określił je jako szczątki niedźwiedzia brunatnego (Ursus arctos) żyjącego do dziś, podczas gdy w rzeczywistości należały one do niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus), który zamieszkiwał tereny Europy w okresie plejstocenu około 300 tysięcy lat temu, wymierając pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, około 28 tysięcy lat temu. Nie pomniejsza to jednak wcale jego zasługi dla tego odkrycia, gdyż do czasów Espera szczątki niedźwiedzi jaskiniowych powszechnie uważano za resztki smoków lub innych potworów.Kości niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus)Z genialną przenikliwością jednak ten frankoński duchowny, który w dziedzinie anatomii i zoologii był zupełnym laikiem, wydał o tych pozornych „smoczych kościach” opinię, która już była tylko o włos od prawdy.
Człowiek, który miał odwagę stawiać pytania i rozważać możliwość powstania skamieniałości dzięki jeszcze innym zjawiskom oprócz biblijnego potopu, naturalnie nie był zaskoczony, gdy wreszcie natrafił na niewątpliwe, autentyczne szczątki ludzkie (!).
Esper odkrył najpierw w namulisku Jaskini Gailenreuth żuchwę ludzką, a później ludzką łopatkę. Po długich poszukiwaniach wykopał w końcu z mieszanym uczuciem radości i przerażenia nawet dobrze zachowaną ludzką czaszkę.
Zwolennicy szkoły Scheuchzera bez wahania przedstawiliby te znaleziska jako szczątki człowieka z czasów potopu. Esper jednak zastanawiał się. Szczątki człowieka bowiem leżały wspólnie z kośćmi zwierząt, których nie był w stanie zidentyfikować.
Leży tam być może chłop i jego zwierzę, może szlachcic i jego rumak, może jakiś człowiek dyluwialny, może kapłan celtycki lub chrześcijanin… Jak długo już spoczywacie, synowie ziemi ukołysani nicością? Wydaje się, że sam Stwórca użyczył wam pokoju…

Wielką zasługą Espera jest to, że zastanawiał się i nie przyjmował bezkrytycznie panujących wówczas poglądów. W końcu jednak akceptował teorię o potopie. Z jego rąk ujrzała światło dzienne odważna publikacja pt: „Wyczerpująca wiadomość o nowo odkrytych zoolitach”, w której na wielu tablicach zamieścił dokładne ilustracje znalezisk z Jaskini Gailenreuth, pisząc w niej tak o odnalezionych kościach:
Było was zapewne wielu. Nawet legiony, które podbijały obce kraje, nie pozostawiły po sobie nigdy tylu śladów swego pobytu. Ale kimże jesteście? Wydaje się, że fale, które unosiły arkę, nasunęły na was te kamienie grobowe…
Wydaje się… – zawsze jeszcze w formie pytania, przypuszczenia, gdyż Esper był wyznawcą i kierował się prastarą mądrością, według której powątpiewanie jest źródłem poznania.
Nie wiadomo, jakie formy ludzkie udało się Esperowi wykopać, gdyż „kości z Gailenreuth” zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Być może były to szczątki człowieka z neolitu lub kromaniończyka z młodszego paleolitu lub nawet neandertalczyka.Szczątki zwierząt pokryte polewa kalcytowaJohann Friedrich Esper ewidentnie wskazał drogę antropologom i historykom pisząc:
Jeśli w namulisku jaskini pogrzebane są kości przedpotopowych zwierząt wraz z ludzkimi, to człowiek ten musiał żyć w tym samym czasie, co i te zwierzęta„.
Tymczasem „człowieka dyluwialnego” Scheuchzera przestaje się traktować poważnie za sprawą  powiewu nowych wiatrów w dziedzinach naukowych.
We Francji między innymi, w środowisku naukowym, zaczyna toczyć się dyskusja nad genezą różnych rodzajów skał, a Ziemię zaczyna się porównywać do innych ciał niebieskich. Zaczynają również nabierać rozgłosu pierwsze teorie ewolucyjne. Pogląd biskupa Ushera, według którego Ziemia została stworzona około 4.000 lat temu, był od dawna przestarzały. W Paryżu zaś hrabia Buffon próbował na drodze eksperymentalnej wykazać, że wiek Ziemi wynosi około 75.000 lat.
W klimacie tak gwałtownego postępu nie interesowano się specjalnie przedpotopowym człowiekiem.

W związku z powyższym książka proboszcza J.F. Espera pozostała nie zauważona. Wprawdzie w 1804 roku anatom Johann Christian Rosenmüller ponownie przeprowadził badania w Jaskini Gailenreuth zwracając uwagę fachowców na odkrycia Espera, jednak w opinii uczonych proboszcz-badacz jaskiń był jedynie dla nich dyletantem.
Przypuszczano, że odnalezione przez niego kości ludzkie obsunęły się podczas nieprofesjonalnie prowadzonych prac wykopaliskowych do jego „niedźwiedziej jaskini” z jakiegoś starszego cmentarzyska. Tym samym sprawę odkrytych kości w Jaskini Gailenreuth uznano za zakończona dla nauki.
Teoria potopu ustąpiła teraz miejsca walce dwóch szkół naukowych, z których każda na swym sztandarze wypisała imię antycznego boga.
W centrum zainteresowania znalazł się prastary problem: który żywioł – woda czy ogień – były praprzyczyną wszystkiego, co istnieje na Ziemi.

(PZP)
GeoExplorer

Możliwość komentowania Odkrycie ludzkich szczątków w Jaskini Gailenreuth została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...