GeoExplorer

Tag: prehistoria

Ichtiozaur – historia odkrycia

by on Gru.14, 2017, under Historia

IchtiozaurCzy słusznie za protoplastę delfina uważany jest ichtiozaur? Gad nie ssak, który żył w okresie wczesnej jury, około 200 – 176 mln lat temu, na terenach współczesnej Europy, Azji i Ameryki Północnej.
Jego szczątki odnaleziono w Niemczech, Chinach, Kanadzie, USA i na Grenlandii.
Najbardziej znany przedstawiciel rzędu ichtiozaurów osiągał długość ciała około 2 metrów i ważył około 100 kilogramów.
Charakteryzował się wysoką płetwą grzbietową oraz płetwą ogonową w kształcie półksiężyca. Jego skóra była gruba i gładka.
Wyodrębnione obecnie gatunki to: Ichthyosaurus breviceps (Owen, 1881), Ichthyosaurus communis (Beche & Conybeare, 1821), Ichthyosaurus conybeari (Lydekker, 1888)

Niestety nie da się jednoznacznie stwierdzić, kto był odkrywcą pierwszego ichtiozaura i kiedy tego odkrycia dokonano.
Czarne łupki jurajskie w Szwabii, Frankonii i Anglii zawierają tak liczne szczątki tych prehistorycznych gadów, że byłby to po prostu cud, gdyby nie odkryto kości tych zwierząt już przed wiekami podczas prac w kamieniołomach.
Pierwsza wzmianka o ichtiozaurze pojawiła się w 1669 roku za sprawą antykwariusza Edwarda Lluyda z Walii, który w ilustrowanym dziele „Lithophylacii Britannici„, opisał takie pradawne zwierzę z dawnego morza liasowego. Lluyd uznał ichtiozaura za wielką skamieniałą rybę, rybę jakiegoś dziwnego, szczególnego gatunku. Co ciekawe sądził, iż ikra tej ryby podczas parowania wody morskiej dostała się do chmur i spadła wraz z deszczem na ląd, po czym miały się z niej w piasku rozwinąć nie żywe ryby, lecz skamieniałe.Ichtiozaur (1)40 lat później Scheuchzer i Baier toczyli spór o naturę kręgów ichtiozaura znalezionego w Altdorfie. W klasycznym dla tych gadów terenie, niedaleko Bad Boll (Szwabia) w 1749 roku odkryto pierwszy kompletny (!) szkielet. Odkrywcą okazu był licencjat i praktykujący lekarz Mohr z Göpingen. Swoje odkrycie potraktował jako szczątki rekina, co trzeba mu wybaczyć gdyż te gady były wtedy jeszcze zupełnie nieznane. „Rekin Mohra” spoczywał nie zauważany w zbiorach przyrodniczych gimnazjum w Stuttgarcie do 1824 roku, kiedy to stuttgarcki lekarz Georg Friedrich Jäger ujrzał go i poznał natychmiast, że znalezisko to nie jest rybą. Jäger należał do tych niezmordowanych geologów amatorów i kolekcjonerów skamieniałości, w które właśnie ziemia Wirtembergii była tak szczególnie bogata.

Niezwłocznie pojechał do Bad Boll i stwierdził na miejscu, że podobne stworzenia występują tam często w kamieniołomach łupków. Badając gruntownie znalezisko Mohra, przypomniał sobie, że podobne szkielety, kości i czaszki odkryto również na południowym wybrzeżu Anglii. Przez szereg następnych lat były one przedmiotem zażartej dyskusji największych autorytetów Anglii i Francji jako tak zwana „zagadka z Lyme Regis”. Geogr Jäger napisał nawet niewielką książkę zamieszczając w niej wizerunek szkieletu z Bad Boll, dodając przy tym, że nie trzeba jeździć aż do Anglii aby wpaść na ślad takich „zagadek”, ponieważ pełno ich jest w Jurze Szwabskiej.

Znaleziska z Lyme Regis mają również swoją bardzo prywatną i rodzinną historię. Niejaki Richard Anning otworzył w południowo-angielskim kąpielisku Lyme Regis sklep z pamiątkami dla turystów. Miłośnicy sportu oraz spragnieni świeżego powietrza Brytyjczycy odkrywali wtedy właśnie zbawienne działanie kąpielisk morskich. Małe i dotąd zaledwie dostrzegalne miejscowości na brzegiem morza zamieniały się nagle w ośrodki wypoczynkowe i kurorty. Anning zbierał i sprzedawał między innymi piękne skorupy małży, zasuszone rozgwiazdy i inne dary morskiej fauny, jakie jeszcze i dzisiaj można nabyć w każdym kiosku na wybrzeżu. Przy pozyskiwaniu okazów pomagała mu jego 12-letnia córka Mary. Wśród gości kąpieliska bawił w owych czasach niejeden miłośnik zbiorów przyrodniczych.Ichtiozaur (2)Spostrzegawczy Anning szybko zauważył, że skamieniałe małże budziły większe zainteresowanie i osiągały wyższe ceny niż normalne skorupy małży, a tym bardziej gdy jeszcze ozdobiło się je pięknym napisem „In memory of Lyme Regis”. Zatem mała Mary wyruszała w teren i wykopywała skamieniałe skorupy małży z warstw jurajskich na wybrzeżu.
Pewnego dnia w 1811 roku, Mary podczas kolejnego kopania, natrafiła na szkielet ichtiozaura. Oczywiście nie wiedziała, co to za stworzenie ale zorientowała się natychmiast, że jest to nie lada rzadkość. Przypadek sprawił, że właśnie w tym samym czasie w Lyme Regis przebywała wybitna osobistość interesująca się naukami przyrodniczymi osobistość – będący królewskim lekarzem przybocznym, profesor anatomii i chirurgii na Uniwersytecie Londyńskim, Sir Everard Home.

Sir Everard Home nabył okaz ichtiozaura. Podczas gdy Mary Anning nadal zajmowała się poszukiwaniem skamieniałości z jeszcze większym zapałem, czołowy chirurg Wielkiej Brytanii zastanawiał się czy pozyskał jakąś wielką nieznaną rybę, płaza, gada, czy też gatunek walenia. W 1819 roku Sir Everard Home podejmuje wyzwanie i decyduje się oznaczyć „zagadkę z Lyme Regis” jako płaza. Uznał, że forma ta może być spokrewniona z odmieńcem jaskiniowym, ślepym płazem ogoniastym ze słoweńskiego krasu właśnie wtedy opisanym w sposób naukowy. Odmieniec otrzymał naukową nazwę Proteus, dlatego też Sir Everard Home nadał zwierzęciu z Lyme Regis nazwę Proteosaurus (obecnie: Ichthyosaurus – „rybi jaszczur”, rodzina Ichthyosauridae).

Mary udało się wykopać jeszcze kilka innych okazów ichtiozaurów, z których kilka nabyło Muzeum Brytyjskie. Angielski geolog, William Daniel Conybeare, będący założycielem wielkich zbiorów skał w Cardiff, wystarał się również o jeden kompletny szkielet oraz zbadał stanowisko w Lyme Regis z którego pochodziły okazy ichtiozaurów. Mary Anning tymczasem kończy już 22 lata i stopniowo zaczyna zawodowo zajmować się handlem skamieniałościami, a przede wszystkim staje się wysokiej klasy ekspertką od kopalnych gadów.
Georg König, mineralog Muzeum Brytyjskiego, spotkał się z Conybeare’em i po wspólnych konsultacjach doszli do wniosku, że zwierzę z Lyne Regis jest pół rybą, a pół gadem. Ponieważ, sądząc po znaleziskach Mary Anning, była to dawniej dość pospolita forma, zatem König i Conybeare nadali jej nazwę Ichtiosaurus communis – rybojaszczur pospolity.IchtiozauryTymczasem również w Paryżu, Georges Cuvier* otrzymał kilka okazów z Lyme Regis. Przeczytał on rozprawę Conybeare’a o ichtiozaurach i wyjaśnił, że chodzi tu o:
„stworzenie z pyskiem delfina, zębami krokodyla, czaszką i klatką piersiową jaszczurki, płetwami waleni i kręgami jak u ryby”.
Wszystko razem wziąwszy, jak podkreślił Cuvier, był ten rybosmok gadem.
Niedługo potem radca Georg Jäger poinformował światową opinię publiczną o stuttgarckim okazie ichtiozaura oraz o stanowiskach w Jurze Szwabskiej.
Także w Szwabii znaleźli się ludzie, którzy zaczęli naśladować Mary Anning. Ich zawodowym zajęciem stało się poszukiwanie skamieniałości. Otwierali oni sklepy ze skamielinami i wysyłali okazy na zamówienie.

Szybko okazało się, Jura Szwabska była bardziej obfita w okazy niż jura południowej Anglii.
Tak opisywał kamieniołomy w Holzmaden jeden z ówczesnych paleontologów:
„Na powierzchni jednego pręta kwadratowego przeciętnie leżał jeden „zwierzak”, jak nazywali robotnicy te gady”.
Handlem skamieniałościami zajmowali się wówczas księża, chłopi, „chirurdzy” wiejscy, właściciele kamieniołomów, a nawet arystokraci. Często też dochodziło do zaciętych sporów między tymi sprzedawcami smoków, penetrowano potajemnie stanowiska konkurentów i dokonywano prób sprzątnięcia im najlepszych okazów sprzed nosa. Skończyło się to wyznaczeniem przez kolekcjonerów w Szwabii granic swoich rewirów.

Niektórzy posiadali agencje w rozmaitych miastach i miejscowościach, inni odwiedzali co pewien czas uniwersytety, muzea i wielkie zagraniczne zbiory jako komiwojażerowie od skamieniałości.
Potomek licencjata Mohra z Göpingen, który w 1749 roku odkrył pierwszego ichtiozaura w Jurze Szwabskiej, wpadł na genialny pomysł, aby otworzyć sklep ze skamieniałościami w USA. Dzięki eksportowi znalezisk do Stanów Zjednoczonych dorobił się on majątku.
Taki był początek badań nad skamieniałościami w Szwabii, które miały jeszcze później szczególną rolę w historii myśli i odkryć paleontologicznych.
Rybosmoki i inne wielkie gady ze „średniowiecza Ziemi” weszły także do literatury, sztuki i pieśni studenckich.Ichtiozaur (3)Tymczasem w Lyme Regis również nie próżnowano. Otóż niezmordowana i zaangażowana w swoją pasję życiową Mary Anning, w latach 1821 i 1823 odkryła pierwszego (!) plezjozaura, gada morskiego o niezwykle długiej szyi, którego później chętnie kojarzono z legendarnym wężem morskim oraz z tajemniczym potworem z Loch Ness.
Plezjozaury znajdowano później również w Jurze Szwabskiej i Frankońskiej, chociaż nie tak często jak ichtiozaury. Co ciekawe, w 1828 roku udało się wreszcie dzielnej angielskiej zbieraczce Mary wykopać nawet świetnie zachowanego jaszczura latającego, nazwanego przez Georga Cuviera – Pterodactylus („latający palec”).

Obecnie paleontologia klasyfikuje ichtiozaury (ichthyosauria z greckiego: ichtio = ryba + sauros = jaszczur, „rybojaszczur”) jako rząd gadów morskich, które pojawiły się we wczesnym triasie, osiągając największe zróżnicowanie od środkowego triasu do środkowej jury. We wczesnej kredzie ustępowały miejsca plezjozaurom, a od cenomanu mozazaurom. Ostatecznie wymarły w późnej kredzie (turon) około 25 mln lat temu, tuż przed wielkim wymieraniem kredowym.
Były powszechne wśród wyższych kręgowców morskich. W erze mezozoicznej wiele z nich zajmowało niszę ekologiczną – obecnie zajmują ją delfiny. Miały podobny do nich pociskowy kształt, przednie kończyny przekształcone w płetwy i ogon zakończony dużą pionową płetwą napędową w kształcie półksiężyca (jak tuńczyki i makrele).

Typowy jurajski ichtiozaur miał krótkie ciało, bocznie lekko spłaszczone, wrzecionowate, zakończone dobrze rozwiniętą płetwą ogonową kształtu księżyca, co pozwalało mu rozwijać znaczne prędkości. Prawdopodobnie mogły pływać nawet 70 km/h. Najwcześniejsze rekonstrukcje ichtiozaurów pomijały płetwę grzbietową, która nie nie była usztywniona elementami kostnymi. Dopiero odnalezienie świetnie zachowanych okazów w 1890 roku (Fossillagerstätte w Holzmaden, Niemcy) ujawniło ślady płetwy grzbietowej. Pas miednicowy nie miał połączenia z kręgosłupem i był słabiej rozwinięty od pasa barkowego. Żebra ciągnęły się aż po nasadę ogona wzdłuż całego tułowia. Ogonowy odcinek kręgosłupa był charakterystycznie zagięty ku dołowi.Ichtiozaur (4)Wiosłowate kończyny przednie miały zredukowaną długość, a kości ramieniowe były bardzo krótkie, palce wydłużone były przez wykształcenie licznych, dodatkowych segmentów palcowych (hiperfalangia). U niektórych form nastąpiło zwiększenie ilości palców (hiperdaktylia) lub zmniejszenie poniżej pięciu (hipodaktylia). Czaszka była zakończona długim dziobem, powstałym w wyniku przerostu kości międzyszczękowych i nosowych (kości szczękowe nie były duże). Skroń czaszki była mocno zredukowana, otwory nosowe mocno przesunięte ku tyłowi i usadowione tuż przed oczodołami. Oczy wielkości małej piłki (największe wśród kręgowców!), opatrzone w dobrze wykształconą twardówkę w postaci pierścienia drobnych kościstych płytek, zapewniały doskonałą widoczność w ciemnych, głębokich wodach, pozwalając polować nocą.

Błona bębenkowa zanikła w wyniku przystosowania do dużego ciśnienia wody – fale dźwiękowe odbierały elementami kostnymi jak wieloryby. Jednakowe, ostro zakończone zęby, rozmieszczone były wzdłuż brzegu szczęki w jednym szeregu, gdzie ich liczba w jednej szczęce mogła dochodzić do 200. Wydłużony pysk, uzbrojony w liczne szpiczaste zęby, wykazywał tendencję do ich zaniku, aż do wykształcenia całkowicie bezzębnych szczęk, służących jedynie do zgniatania pokarmu. Wszystkie ichtiozaury były drapieżnikami żywiąc się belemnitami, amonitami, małżami, ślimakami, skorupiakami i rybami, a większe mogły polować na duże kręgowce, gady morskie, nie wyłączając nawet kanibalizmu.

Przeprowadzone badania polegające na porównaniu składu izotopu tlenu w zębach z tymi występującymi u ryb sugerują, że ichtiozaury były w stanie utrzymywać wysoką i stałą temperaturę ciała w ekosystemach oceanicznych od tropików do wód chłodnych. Szacowana temperatura ciała, wynosząca 35-39°C, sugeruje wysokie tempo przemiany materii, wymagane do drapieżnictwa i szybkiego przemierzania dużych odległości
Największy okaz ichtiozaura, zaliczany do gatunku Shonisaurus sikanniensis/Shastasaurus sikanniensis, który osiągał 23 metry długości, został odnaleziony przez Elizabeth Nicholls w 1991 roku na terenie Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie.

* Georges Cuvier „Dawne teorie ewolucji”

Możliwość komentowania Ichtiozaur – historia odkrycia została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Historia zaklęta w bursztynie

by on Gru.15, 2015, under Flora i Fauna

Mucha w bursztynieŻywica dolnotrzeciorzędowej sosny bursztynowej w historii ludzkości stała się jedną z najważniejszych skamieniałości dla ludzi, niewychodzącą z mody nawet na wskutek zwiększonego zastosowania obecnie sztucznych żywic, z kolei paleontologom dostarcza naocznych dowodów istnienia małych zwierząt przed 50 – 55 milionami lat.
Owady i inne niewielkie zwierzęta posiadają nietrwały organizm i w związku z tym bardzo rzadko znajdowane są one w stanie kopalnym. Otoczone bursztynową żywicą ginęły, mogąc tym samym przetrwać w prawie niezmienionej w formie, w tej specyficznej złocistej komorze grobowej, zachowując wygląd jakby dopiero niedawno przestały żyć.
Nawet w starożytnej Grecji i Rzymie wiedziano, że w bursztynie można odnaleźć uwięzione komary, mrówki oraz inne owady i takie kawałki bursztynu były od dawna szczególnie cenione i poszukiwane. Na tym tle dochodziło także do wielu fałszerstw.

Około 1500 roku rękodzielnicy wynaleźli sposób zatapiania w wydrążeniach kawałków bursztynu mały jaszczurek, żab lub ryb. Powstałą przy tym dziurkę wypełniano olejem lnianym po czym zaklejano ją drugim fragmentem bursztynu. Kolekcjonerzy dobrze płacili fałszerzom za tego typu „osobliwości”, a nawet taki znawca przyrody jak Atanazy Kircher dał się niejednokrotnie nabrać na tego rodzaju falsyfikaty. Z praktycznego punktu widzenia nie było możliwości, by rybę lub żabę mogła zaskoczyć spływająca żywica sosny bursztynowej pogrążając ją na wieki. Nie mniej jednak zdarzył się przypadek znalezienia w kawałku bursztynu młodej jaszczurki. Najczęstszymi ofiarami żywicy były owady, których śmierć spowodowały „krwawiące drzewa” – spadająca kropla ogarniała ich ciała.
Z zawartości bursztynu wynika, że w paleocenie lasy sosnowe zamieszkiwała fauna tropikalna i subtropikalna. Wśród najczęstszych ofiar żywicy znajdowano termity, mrówki budujące gniazda z liści, modliszki, cykady, chrząszcze i drapieżne pluskwiaki.Pająk w bursztynieW odróżnieniu od wszystkich innych skamieniałości największą ich wartość stanowi fakt, że zostały one zaskoczone przez śmierć w żywicy we wszelkich możliwych sytuacjach życiowych. Bursztyn przekazuje nam w ten sposób nie tylko doskonały i dokładny obraz drobnej fauny starych lasów sosnowych, lecz także informuje o życiu i współżyciu tych drobnych zwierząt. Stanowi on wspaniałe i bogate archiwum minionej epoki. Przedstawia nam na przykład komary w locie godowym i w czasie kopulacji, owady drapieżne przy nawiercaniu i wysysaniu swej zdobyczy, samice szarańczaków w trakcie składania pokładełkiem jaj, mrówki na wędrownych szlakach, motyle wylęgające się z poczwarek, pająki w sieci, w którą wpadały muchy, zaleszczotki kurczowo obejmujące nogami gąsieniczniki aby odbyć powietrzną podróż – wszystkie te sceny zostały „sfotografowane” w bursztynie. Można również zaobserwować, że niektóre z tych zwierząt broniły się do ostatniego tchu przed śmiercią. Komary straciły w trakcie tej bezcelowej walki kilka nóg, a chrząszcze poruszające usilnie skrzydłami próbujące z niezwykłą energią uwolnić się od lepkiej cieczy potworzyły głębokie bruzdy, które jeszcze dziś można zauważyć i rozpoznać w bursztynie.

Adolf von Bachofen-Echt z Wiednia, który zajmował się badaniem fauny uwięzionej w bursztynie tak napisał o tym procesie:
„Na wszystkie te zwierzęta śmierć spadła tak znienacka, że wydają nam się żywe. Samce i samice nie mogły się już rozdzielić, mrówki porzucić larw, które dźwigały… Niszczycielska śmierć utrwaliła tu z niezwykłą wiernością obraz prężnego i bujnego życia, często w najbardziej ożywionym, gwałtownym ruchu lub w walce z innymi istotami, żywy obraz, który nagle zesztywniał”.
To specyficzne bursztynowe archiwum utrwaliło i przechowało również ślady życia roślinnego jakie panowało wówczas w lasach sosny bursztynowej bogatych w żywicę – pyłek kwiatowy, liście, igliwie, paczki, a nawet całe kwiaty, części liści palmowych i małe kawałki odłamanej kory drzew.Fragment jaszczurki w bursztyniePtaki, które usilnie próbowały wydziobać mocno przyklejone owady traciły przy tym tu i ówdzie jakieś piórko. Ptasie pióra odnajdywane w bursztynie wykazują, że wówczas w tych lasach gnieździły się sikory, kowaliki, drozdy i dzięcioły oraz piłodzioby, które obecnie pod nazwą Momotidae znane są jeszcze tylko z południowoamerykańskich lasów tropikalnych.
Małe ssaki przy zetknięciu się z żywicą zostawiały w niej swoją sierść czasami nawet grube jej pęczki. W większości takich przypadków była to sierść na przykład popielicy i innych nadrzewnych gryzoni zaś odciski w żywicy małych czteropalczastych stóp zaopatrzonych w pazury, pozwalają przypuszczać, że występowały tu i zwierzęta drapieżne.
Entomolog Alfons Dampf odkrył wśród licznych okazów uwięzionych w bursztynie wspaniale zachowaną pchłę. Okazał się nim gatunek pchły blisko spokrewniony z pchłami pasożytującymi dziś na południowoazjatyckich tupajach, których formy kopalne są prawdopodobnie przejściowymi między owadożernymi, a małpiatkami. Pchła w bursztynie wydaje się zatem zaświadczać, że te ważne pod kątem filogenetycznym zwierzęta żyły także w dolnym trzeciorzędzie rejonów nadbałtyckich.Skorpion w bursztynieW bursztynie odnajduje się również dowody potwierdzające występowanie dużych ssaków w ówczesnych lasach sosnowych, gdyż znaleziono różne duże muchówki takie jak okazy bąków bydlęcych, zatem tych kłujących, samic żywiących się wysysaną krwią dużych ssaków i czyniły to bez wątpienia także w okresie gdy tworzył się bursztyn. Uwięzione okazy niestety nie zdradzą do jakiego gatunku należały ich ofiary.
Postawiona niegdyś teoria mówiąca, że wyginięcie lasów bursztynowych było spowodowane ich chorobami i niezwykle silnym wydzielaniem żywicy, nie została do końca udowodniona. W nowozelandzkich lasach występuje krewniak araukarii (Dammara australis) wydzielający białą żywicę w tak ogromnych ilościach, że konary i gałęzie drzew wyglądają jakby były pokryte soplami lodu. Inne gatunki rodzaju Dammara również produkują tak duże ilości żywicy, że znalazła ona swoje zastosowanie w przemyśle. Czy niegdyś tak samo produktywna była sosna bursztynowa? Tego nie wiadomo.
Sosna bursztynowa, która pozostawiła nam takie obszerne archiwum z pradawnych czasów, wymarła w eocenie zostawiając po sobie trochę igieł, nasion i kawałków kory, a przede wszystkim sfosylizowaną, błyszczącą różnymi kolorami żywicę.

Możliwość komentowania Historia zaklęta w bursztynie została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...