GeoExplorer

Tag: stworzenie świata

Dawne teorie ewolucji (1)

by on Maj.01, 2016, under Historia

Ewolucja człowiekaPierwsze próby przedstawienia teorii ewolucji brzmiały jak cudowne opowieści, legendy lub bajki, tak bowiem rozbrajająco naiwna jest ich treść. Autorami tych teorii zgoła nie byli przyrodnicy, a przewijali się wśród nich filozofowie, poeci, a nawet politycy czy bohaterzy wojenni. W związku z tym nie dziwi fakt, że uczeni specjaliści nie traktowali ich poważnie.
W starożytnej Grecji filozofowie przyrody z okresu przed Sokratesem prawie wszyscy wierzyli w rozwój życia. Jak jednak wyobrażali wyobrażali oni sobie ten rozwój, dowiadujemy się o tym niestety tylko z fragmentarycznych i najczęściej bardzo niejasnych relacji pochodzących z drugiej lub trzeciej ręki.
Anaksymander i inni filozofowie (z okresu przed Sokratesem) sądzili, że całe życie pochodzi z wody. Empedokles zbudował nawet coś w rodzaju pierwszego zarysu teorii doboru, jednak autorytet Arystotelesa zagłuszył skutecznie myśl o rozwoju bowiem uznanie zdobył dogmat o niezmienności gatunków.

Wszystkie istoty żywe jak odtąd głoszono, powstały w swojej dzisiejszej formie w jednym akcie stworzenia. Nie istnieją żadne przejścia między gatunkami lub między niższymi i wyższymi organizmami. Podobnie jak wiara w biblijny potop, tak samo wiara w niezmienność gatunków wiązała się ściśle z ówczesnymi wyobrażeniami przyrodniczymi kościoła. Kto próbował ją podważać, ten łatwo mógł popaść w konflikt z tą instytucją, toteż tylko nieliczni zwolennicy teorii ewolucji, ci, którzy wypowiadali swoje myśli we wczesnym okresie badań przyrodniczych, starali się lękliwie pogodzić swoje hipotezy z biblijnymi opowieściami.
W centrum tych usiłowań musiała znaleźć swój wątek legenda o arce Noego. Za tym jak podawała Biblia, Noe z boskiego polecenia uratował przed potopem jedną parę każdego gatunku zwierząt. Jeśli ktoś wątpił w stałość gatunków, to musiał na wszelki wypadek unikać wątpliwości na temat arki Noego i jego pływającego ogrodu zoologicznego.

Dlatego kilku mądrych ludzi wpadło na myśl, że właśnie legenda o Noem można się posłużyć jako przekonującym dowodem słuszności teorii ewolucji.
Zadano więc sobie pytanie – jak wielka w ogóle musiała być arka Noego? Wynikałoby zatem, że okręt musiał być niezwykłej wielkości, jeśli Noemu udało się ulokować w nim po jednej parze z każdego gatunku fauny. Czy było w ogóle możliwe zbudowanie takiego okrętu?
Pierwszym człowiekiem, który w to zwątpił był doświadczony żeglarz Sir Walter Raleigh – wielki admirał brytyjski i podróżnik-odkrywca. Raleigh gdy popadł w niełaskę królowej Elżbiety I, został osadzony w więzieniu Tower, w którym to lata 1603 – 1616 spędził na pisaniu pięciotomowej historii świata. Wyraził w niej przypuszczenie, że tylko zwierzęta Starego Świata mogły znaleźć miejsce w arce i tylko te Noe mógł uratować. Natomiast zwierzęta Nowego Świata rozwinęły się później z gatunków Starego Świata.Arka NoegoNastępnie w 1685 roku zwierzętami z arki Noego zajął się lord Matthew Hale, będący naczelnym sędzią w Anglii. Mianowicie uważał on, że nawet gatunki Starego Świata były zbyt liczne, by znalazło się dla nich wszystkich miejsce w arce. Jeżeli już, to Noe mógł uratować tylko niewielką ich część – pradawne formy dzisiejszych zwierząt. W dziele Hale’a o stworzeniu człowieka miejsce znalazły zdumiewające myśli, które stawiają go w rzędzie prekursorów Lamarcka i Darwina:
„Nie powinniśmy bynajmniej wyobrażać sobie, że wszystkie gatunki tak zostały stworzone, jak my je dziś widzimy. Dotyczy to tylko tych gatunków, które moglibyśmy nazwać formami wyjściowymi dla wszystkich pozostałych. Liczne gatunki zwierzęce, które teraz oglądamy, nie maja już takiej samej postaci, w jakiej zostały stworzone, lecz zmieniły się różnorodnie pod wpływem rozmaitych okoliczności”.

O krok dalej posunął się Robert Hooke, znakomity znawca skał i skamieniałości. W swoim dziele z 1705 roku, o powstaniu i oddziaływaniu trzęsień ziemi, napisał:
„… niektóre gatunki zostały zupełnie zniszczone i wymarły, podczas gdy inne przekształcały się i zmieniały. Musiało się zdarzać, że z jednego gatunku powstawały różne nowe odmiany wskutek zmiany klimatu, podłoża i pokarmu…”.
Była to zatem już pierwsza jaskółka teorii ewolucji przyjmującej wpływ środowiska. Podobnie brzmiały uwagi Leibniza w 1700 roku:
„Ongiś gdy ocean pokrywał wszystko, zwierzęta zamieszkujące dziś lądy były formami wodnymi. Następnie, wraz z cofaniem się tego żywiołu, stawały się one stopniowo płazami, aż wreszcie ich potomkowie odzwyczaili się od swej pierwotnej ojczyzny”.
Jednak Leibnitz nie był buntownikiem naukowym, wolał nie zadzierać z teologami i natychmiast rejterował, dodając: „Ale stoi to w sprzeczności z Pismem Świętym, a odstępstwo takie jest grzechem”.

Najbardziej interesującą na owe czasy teorię wysnuł francuski urzędnik państwowy i autor książek podróżniczych – Benoit de Maillet. Ten „uniwersalnie wykształcony” człowiek rozwijał swoją działalność jako dyplomata w Egipcie, Abisynii i we Włoszech. W 1715 roku napisał książkę, która usiłowała zerwać pęta biblijnej chronologii i w swojej treści nawiązywała do filozofów przyrody starożytnej Grecji.
Według de Mailleta zarodki pierwszych istot żywych przybyły z kosmosu i rozwinęły się w ziemskim praoceanie pierwotnie w stworzenia morskie. Niektóre z tych morskich zwierząt i roślin wydostały się na ląd i nie mogąc już powrócić do wilgotnego środowiska, przystosowały się stopniowo do życia na stałym lądzie. Jak ryby mogły stopniowo przemieniać się w ptaki, Benoit de Maillet przedstawił w następujący sposób:
„Potem pod wpływem powietrza płetwy się rozszczepiły, promienie podpierające płetwy przekształciły się w dutki, a wysychające łuski w pióra. Skóra pokryła się puchem, płetwy brzuszne zmieniły się w kończyny, całe ciało przyjęło inny kształt. Szyja i dziób wydłużyły się i wreszcie ryba przeistoczyła się w ptaka. W całości jednak zachowała się zgodność z pierwotna formą, która da się zawsze łatwo rozpoznać”.Benoit de MailletNiektórzy uczeni i teologowie, wierzący w najdziwniejsze teorie stworzenia, potopu i katastrof, pokpiwali sobie zdrowo z Benoita de Mailleta, który to czarodziejskim trikiem chciał przemienić ryby w ptaki. Jednakże jego krytycy zataili, że autor tej teorii ewolucyjnej wyobrażał sobie ową przemianę na przestrzeni niezmiernie długiego okresu czasu. De Maillet nie twierdził bynajmniej, że ryba przemieniła się w ptaka w ciągu kilku dni lub tygodni – w tej teorii, dla niego, podobnie jak to utrzymuje Biblia, tysiące lat były jednym dniem.
Aby ustrzec swoje dzieło przed trudnościami i prześladowaniami, de Maillet zastosował pewien środek ostrożności, wybieg, a mianowicie odwrócił pisownię swojego nazwiska, przez co powstał anagram – Telliamed. Ponadto swoją teorię ewolucji włożył w usta hinduskiego filozofa, który miał rzekomo rozmawiać z francuskim misjonarzem.
Przede wszystkim jednak postarał się o to, aby książkę wydrukowano dopiero w 11 lat po jego śmierci. Za jego życia kursował zapewne w paryskich salonach rękopis w wielu kopiach. Jego treść wywarła silny wpływ na Buffona i być może właśnie Telliamed zachęcił go do snucia własnych myśli na temat rozwoju.

W jednym ze swoich listów Buffon (intendent ogrodów królewskich) wspomina, że osoba cenzora stoi mu ciągle przed oczyma „jak zjawa”. Stąd też poglądy na temat ewolucji przedstawia w swoich dziełach dość mgliście. W jego „Teorii Ziemi” miejsce znalazło takie oto twierdzenie:
„Można przyjąć, że wszystkie zwierzęta pochodzą od jednej istoty żywej, która z biegiem czasu na drodze doskonalenia i degeneracji wytworzyła wszystkie inne formy zwierzęce”.
Buffon wpadł na tę myśl, gdyż dopatrywał się wszędzie w przyrodzie „pierwotnego, powszechnego planu budowy”.
Również wielki przeciwnik Buffona, Karol Linneusz, ojciec systematyki, pod koniec swojego życia zbliżył się do hipotez ewolucyjnych. Jego dzieło „Systema naturae” zawierało jeszcze kategoryczne stwierdzenie: „Istnieje tyle gatunków, ile zostało na początku stworzonych”. Natomiast w książce „Metamorfoza roślin”, która ukazała się 15 lat później, pisał tak: „Gatunki zwierząt i roślin, a także rodzaje są dziełem czasu. Jedynie naturalne rzędy są dziełem Stwórcy”.

Wreszcie Linneusz ogłosił podobna teorię jak Buffon:
„W zaraniu życia istniał tylko malutki punkt, z którego wszystko wzięło swój początek i stopniowo się rozszerzało”.
W tym okresie półtora wieku, który dzielił Buffona od Raleigha, myśl ewolucyjna zrobiła więc zdumiewający postęp. Początkowe domysły na temat tonażu arki Noego, przekształciły się w punkt wyjściowy dla teorii ewolucji w sensie Lamarcka lub Darwina. Również i filozofom myśl ta wydawała się co najmniej warta dyskusji. Immanuel Kant w 1790 roku w swojej „Krytyce władzy sądzenia” napisał: „Ta analogia form, …wzmacnia domniemanie ich rzeczywistego pokrewieństwa w pochodzeniu od wspólnej pramacierzy” – i podkreślił, że paleontologom przypadło teraz w udziale wielkie zadanie odkrycia wśród skamieniałości przodków dzisiejszych istot żywych i odcyfrowania z warstw ziemi przebiegu rozwoju życia.

Dla Kanta było zupełnie jasne, że paleontologowie będą wykopywać początkowo „stworzenia o mniej celowej formie”, następnie w młodszych warstwach ziemi coraz doskonalsze istoty i coraz bardziej różnorodnej natury, wszystkie wywodzące się z jednego „macierzyńskiego łona ziemi”.
Właściwie więc panowała już atmosfera sprzyjająca pojawieniu się geniusza, znawcy zarówno skamieniałości, jak i organizmów współczesnych, który byłby zdolny z tych wzmianek, hipotez i teorii stworzyć nowy, dynamiczny obraz świata. Człowiek ten rzeczywiście już wkrótce się zjawił. Zdumiewające jest jednak, że pomimo tak sprzyjających okoliczności nie zdobył uznania.
Może właśnie Kant przewidywał przyczynę tego fiaska. Określił on myśli ewolucyjne jako tak „niesłychane, że rozsądek wzdraga się przed nimi”. Można się zajmować takimi teoriami, ale gdy stają się one poważne, nie należy wówczas porywać się na to „awanturnicze ryzyko rozumu”, jak pisał. Etap ewolucyjnych systemów filozoficznych poprzedzał pojawienie się i upadek Jana Baptysty Lamarcka.

Możliwość komentowania Dawne teorie ewolucji (1) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Legenda o stworzeniu świata …

by on Sie.15, 2015, under Legendy

Zachód słońcaNa początku Wszechrzeczy i Wszechświata istniało tylko światło oraz bezkresne morze. Istniał też wtedy bóg Świętowit, który krążył pod postacią łabędzia nad ową przepastną przestrzenią. Bogowi krążącemu nieustannie nad wodą zaczęła doskwierać samotność, jednakże po chwili dostrzegł na wodzie swój cień.
Świętowit postanowił oddzielić cień i ciało z cieniem związane. Tak oto powstali bogowie: Swaróg*  i Weles.
Swaróg uplótł ze światła łódź, w której zamieszkał i podróżował na kołyszących się falach morza. Weles zaś zanurkował w ciemne głębiny i tam spędzał większość czasu. Niedługo jednak taki stan rzeczy się utrzymywał. Bogom znudziła się monotonia morza i postanowili stworzyć stały ląd.

Swaróg namówił Welesa, aby ten zanurkował na samo dno otchłani i przyniósł mu garść piasku, a gdy już piasek ten zbierze, niech wypowie magiczne słowa, które zawierałyby ziarno współpracy. Formuła ta miała brzmieć: „z mocą Swaroga i moją”. Weles dwukrotnie nurkował w otchłań, by uchwycić garść piasku, ale nie mógł dosięgnąć dna morskiego. Dopiero za trzecią próbą uchwycił upragniony cel, lecz czy to z roztargnienia, czy z zawiści wyrzekł tylko „z moją mocą”.
Weles postanowił stworzyć ląd tylko dla siebie i ukrył kilka ziaren piasku w ustach.
Gdy Weles w końcu się wynurzył, wyciągnął ku Swarogowi otwartą dłoń. Ten wziął z niej parę ziaren piasku i rzucił przed siebie. Piasek w zetknięciu z wodą zmienił się w ląd i począł się rozrastać, jak i również ziarna w ustach Welesa. Ten wypluł je, a tam gdzie splunął powstały góry.

Wyspa stworzona przez bogów była niewielka, sami we dwójkę ledwo się na niej mieścili. Samolubny Weles uknuł plan zapanowania nad wyspą. Odczekał tylko, aż Swaróg pogrążył się we śnie. Z zamiarem utopienia swojego brata, podniósł śpiącego Swaroga i zaczął go nieś ku brzegowi, jednak gdy tylko Weles zbliżał się do brzegu, ziemia odsuwała się daleko w morze. Wyspa osiągała coraz większe rozmiary w miarę tego jak zdesperowany starał się pozbyć Swaroga. W końcu zrozpaczony Weles zrezygnował.
Kiedy Swaróg obudził się spostrzegł, że ląd jest większy niż był, a uradowany Weles poinformował go, że ziemia nadal się powiększa. Z początku obaj bogowie byli zadowoleni, ale po pewnym czasie Swaróg zaczął się obawiać, że w miarę powiększania się lądu niebo stanie się zbyt małe, by przykryć ziemię. Pomimo tego, że Swaróg podzielił się swoimi niepokojami z Welesem, ten zdawał się tym nie przejmować. Swaróg zaczął podejrzewać, że Weles ukrywa coś przed nim więc stworzył pszczołę, która wysłał, aby szpiegowała Welesa.

Ta siadła cicho na ramieniu Welesa i patrzyła, co ten wyczynia. Weles stworzył z morskich fal kozła, z którym zaczął rozmawiać. Opowiadał mu o głupim bogu Swarogu, który nie potrafi powstrzymać rozrastającego się lądu. Weles opowiedział kozłowi, że wystarczy kijem wyznaczyć wszystkie strony świata, aby ten przestał się rozrastać.
Pszczoła powtórzyła Swarogowi to co usłyszała, a ten uformował z światła kij i postąpił tak jak mówił Weles. Świat wtedy przestał się rozrastać i został takim, jakim go teraz widzimy.
Rozwiązawszy problem lądu, bogowie zaczęli wykłócać się o panowanie nad niebiosami, lecz tego nie mógł już ścierpieć Świętowit. Zawołał bogów do siebie i rozdzielił między nich władze. Weles panować miał odtąd nad Nawią – krainą zmarłych gdzie trafiają dusze Słowian, a Swaróg został zaś bogiem ziemi i ognistego słońca.

* w niektórych podaniach zamiast Swaroga występuje Perun

Możliwość komentowania Legenda o stworzeniu świata … została wyłączona :, , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...