GeoExplorer

Tag: sztolnie

Sztolnia Rycerska w Dzikowcu Wielkim

by on Lut.15, 2016, under Pod ziemią

Sztolnia Rycerska (1)Sztolnia Rycerska, nazywana również Sztolnią Wodną (Wasserstollen) zlokalizowana jest na północno – wschodnim zboczu góry Dzikowiec Wielki (GrossWildberg) 836 m n.p.m., znajdującej się na południe od miejscowości Boguszów-Gorce. Aby do niej dojść należy kierować się z betonowego parkingu za przejazdem kolejowym z dzielnicy Boguszowa, Kuźnic Świdnickich, leśną drogą kilkaset metrów do skrzyżowania z kolejną drogą (przy platanie), a następnie skręcić w prawo i po około 60 metrach (przed pierwszą przepływką pod drogą) skręcić w lewo, w leśną ścieżkę, która po około 200 metrach doprowadza wprost pod wlot sztolni. Wlot znajduje się na wysokości 652 m n.p.m. Przed wlotem sztolni znajdują się ceglane pozostałości budynku, a po prawej stronie wylot Źródła Rycerskiego – RitterQuelle. Znajduje się tam również studzienka z wybijającą wodą i widoczne fragmenty ceramicznych rur. Wydajność źródła miała wynosić 400 l/min.Wejście do sztolniDrążenie sztolni rozpoczęto w maju 1938 roku (według innych źródeł w styczniu 1941 roku), a ukończono w maju 1942 roku. Do sztolni prowadzi obetonowane wejście w którym znajduje się studzienka łącząca się z właściwym ujęciem wody zlokalizowanym 50 metrów niżej, w dół od hałdy powstałej w wyniku składowania wydobytego materiału skalnego podczas drążenia sztolni. Nie przypadkowo wybrano miejsce jej wydrążenia, bowiem masyw Dzikowca Wielkiego jak i Gór Kamiennych zbudowany jest ze skał mających dużą przepuszczalność wody – melafirów i porfirów, co powoduje szybkie jej przenikanie przez grunt pozostawiając go suchym, a sztolnia pozwalała na szybkie i łatwe ujmowanie czystej wody. Według niektórych opracowań miała być ujęciem wody dla Kuźnic Świdnickich, chociaż spotyka się też wątki o rzekomym wykorzystaniu jej w 1945 roku przez Niemców jako miejsce ukrycia depozytów.Sztolnia Rycerska (2)Za wejściem sztolnia ma łukowaty profil obudowany betonowymi bloczkami. Chodnik ma wymiary 180 x 90 cm i prowadzi wśród najbardziej wodonośnych warstw skał. Na spągu zalega ceramiczna rura. W początkowym odcinku znajdują się dwa niewielkie odgałęzienia po lewej i prawej stronie. Jest to najdłuższy obudowany odcinek sztolni. Po około 100 metrach obudowa kończy się, a dalej chodnik sztolni prowadzi na przemian w litej skale lub w obudowie z bloczków. W całej sztolni obudowanych odcinków jest siedem.
Obudowa stosowana była w miejscach gdzie struktura skał jest nieco słabsza. W kilku miejscach brak jest w ścianach bloczków, a za nimi znajdują się komory. W sztolni znajduje się jeden przebity zawał na końcu jednej z obudów. Po 250 metrach sztolnia zwęża się, a infiltracja górotworu przez wodę jest znaczna, strumienie wody leją się ze stropu, głównie na rozwidleniu i w obszerniejszej komorze, a to za sprawą chodników znajdujących się poziom wyżej.Kamionkowa ruraW tym miejscu różnica poziomów (od wlotu) wynosi +6,3 m, niewyczuwalnego wznoszenia się pod kątem w czasie penetracji.
Od komory w prawo prowadzi chodnik, a z niego w lewo dwa krótkie wyrobiska zakończone przodkami. W pierwszym o ocios oparta jest stalowa płyta, która zapewne zapewniała ochronę pracującym tu ludziom przy odstrzale skały. Środkowy chodnik prowadzi na drugi poziom do tak zwanego „labiryntu”, do którego wejście zostało zamaskowane krótką obudową z bloczków. Wejście prowadzi ciasną szczeliną nad obudową, a za nią znajduje się stroma pochyłe wejście na poziom drugi, położony około 10 metrów wyżej. W tym miejscu często dochodzi do osuwania się luźnych fragmentów skał. Na końcu pochyłego wejścia znajduje się wysoka i wąska szczelina, a na spągu pozostałości drewnianej obudowy, stojaków i drabinek oraz żelazne płyty najprawdopodobniej ułatwiające transport materiału skalnego.Mineralizacja w Sztolni RycerskiejW bocznym korytarzu widoczna jest woda uciekająca przez spąg na niższy poziom. Górny poziom zakończony jest czterema przodkami i ma łączna długość około 80 metrów. Na spągu komory zalega dużo nie wydobytego materiału skalnego. Od komory, główny chodnik prowadzi jeszcze przez około 50 metrów i kończy się przodkiem na wysokości 659 m n.p.m., gdzie prace miano zakończyć w dniu 9 maja 1942 roku. W całości wyrobiska woda na spągu nie przekracza głębokości 30 cm. W sztolni znajduje się jeszcze kilka innych chodników ukrytych za betonowymi bloczkami obudowy oraz nad obecnym głównym chodnikiem. Po zakończeniu drążenia sztolni w maju 1942 roku opiekę nad nią miała przejąć organizacja Todt i prowadzić w niej dalsze prace, w trakcie których między innymi zamurowano wejście do wyższego jej poziomu, tak zwanego „labiryntu”, betonowymi bloczkami oraz prowadzić inne prace w jej okolicach, co mogą potwierdzać ślady w terenie widoczne do dnia dzisiejszego.Obudowa sztolni i infiltracjaOkoło 100 metrów na północ od Sztolni Rycerskiej znajduje się wlot do kolejnej sztolni nazywanej potocznie Sztolnią Rycerską II, a pomiędzy nimi zasypany szybik. Istnieje relacja więźnia z obozu Gross-Rosen, Jana Grodzickiego, który został przewieziony w okolice Kuźnic Świdnickich w 1941 roku i pracować przy drążeniu sztolni. W zeznaniach złożonych po wojnie przed prokuratorem Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich we Wrocławiu podał, że został zapędzony do robót przy drążeniu sztolni na północnym stoku góry Dzikowiec, w miejscu gdzie bezpośrednio ze skał tryskało źródło:

„Najpierw wbijaliśmy się w głąb góry na odległość około dwustu metrów, a następnie wykuwaliśmy coś w rodzaju labiryntu na dwóch poziomach. Przy czym, aby nikt z nas nie zapamiętał rozmieszczenia tych sztolni, przerzucano nas z poziomu na poziom”.Końcowy odcinekMusiał on pracować w końcowej części sztolni, przy „labiryncie” lub na dwóch poziomach wyrobiska – według zachowanych planów wynika, że prace w tym miejscu prowadzono po grudniu 1940 roku. Tym samym większa część chodników sztolni nie została wykonana przez więźniów obozu Gross-Rosen (ten powstał w sierpniu 1940 roku). W chwili obecnej znane są dwa wykonane plany sztolni, jeden wykonany przez mierniczego Friekego (styczeń 1942). Jeden z nich przedstawia sztolnię z bocznymi chodnikami i drugim poziomem nazywanym „labiryntem”, ujęciem wody oraz szczegółowym przebiegiem i długością chodników. Drugi z planów, wykonany w styczniu 1942 roku stanowi kopię pierwszego rozszerzoną o takie szczegóły jak wysokości bezwzględne poszczególnych fragmentów wyrobiska, dokładne dane geologiczne o warstwach skalnych w których wydrążono sztolnię i daty drążenia poszczególnych jej odcinków.8Z dat umieszczonych na mapie wynika, że informacje o warstwach geologicznych wewnątrz sztolni musiano pozyskać już w 1939 roku, a inne dokumenty mówią, że do 1941 roku wyrobisko było już wydrążone prawie w całości. Pierwszą datą, która pojawia się na planie (w odległości 20 m od wlotu sztolni) jest 26 września 1938 roku. Do tego dnia miano wykonać około 60 m chodnika z 38-metrowym bocznym chodnikiem w prawym ociosie. Całkowita długość poznanych wyrobisk Sztolni Rycerskiej na poziomie 1 i 2 wynosi około 410 metrów. W sztolni schronienie znajduje kilkadziesiąt gatunków nietoperzy – jest miejscem ich zimowania, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Możliwość komentowania Sztolnia Rycerska w Dzikowcu Wielkim została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnie w Mieroszowie

by on Wrz.15, 2015, under Pod ziemią

Początek bocznego chodnikaProlog
Przez okres 70-ciu lat od zakończenia II wojny światowej na temat mieroszowskich sztolni i podziemi powstało wiele teorii, domysłów i spekulacji, dotyczących zarówno historii ich powstania i przeznaczenia, na docelowym wykorzystaniu kończąc.
Spekulowano na przykład o przyszłym wykorzystaniu ich na potrzeby przemysłu zbrojeniowego ściśle związanego z sowiogórskim kompleksem Riese, czy też uwzględniano często wątek ukrycia w ich rozbudowanych wnętrzach depozytu gauleitera Dolnego Śląska, Karla Hanke.
Wszystkie te teorie nieodzownie związane były z brakiem dokumentacji ich budowy i przeznaczenia.
Co tak na prawdę o nich wiadomo?
Istnienie trzech sztolni na zboczach Kościelnej Góry jest niezaprzeczalne. Ich wloty do chwili obecnej widoczne są w terenie.

Obozy pracy
Historia powstania sztolni i podziemi mieroszowskich ściśle powiązana jest z istniejącą tutaj w okresie II wojny światowej filią obozu koncentracyjnego Gross Rosen w Rogoźnicy – AL Friedland, utworzonego dość późno, bo 8 września 1944 roku, w odległości około kilometra od centrum miasta. Niewiele wiadomo na temat samego działania obozu, gdyż nie zachowało się zbyt wiele dokumentów mówiących o jego funkcjonowaniu.
Według danych z 16 lutego 1945 roku przebywało w nim 570 więźniów (mężczyzn, głównie Żydów), przewiezionych z obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau. Podobóz został zlikwidowany z dniem zakończenia wojny, z 8/9 maja 1945 roku. Wiadomo również, że podczas wojny w Mieroszowie funkcjonował drugi obóz, tak zwany Polenlager, będący obozem dla polskich robotników przymusowych.

W lutym 1945 roku przez Mieroszów przebiegał szlak pieszych transportów więźniów z obozu KL Riese do Czech, a docelowo do obozów KL Flossenbürg i KL Bergen Belsen. Uczestnicy tych „marszów śmierci” zatrzymywani byli na noc w AL Friedland i w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Ci, którzy zmarli zostali pochowani przez więźniów AL Friedland. Niektóre ze źródeł („Przewodnik po upamiętnionych miejscach walk i męczeństwa. Lata wojny 1939 – 1945”, Warszawa 1988, str. 776) podają, że na cmentarzu miejskim w Mieroszowie znajdują się mogiły jeńców wojennych. Można domyślać się, że również więźniów z obozu.
Wracając do AL Friedland… Więźniowie z tego obozu pracowali głównie w miejscowych zakładach koncernu VDM i „Fritz Schubert”. Wykorzystywani byli także do drążenia chodników sztolni, które zaczęły powstawać pod koniec 1944 roku.Pomik ku pamięci więźniów Gross  KL RosenDla upamiętnienia niewolniczo pracujących i tragicznie zmarłych więźniów AL Friedland, w Mieroszowie przy ul. Wałbrzyskiej ustawiono pomnik:
„AL Friedland /Mieroszów/
08.09.1945 – 09.05.1945
Pamięci 515 więźniów filii obozu Gross Rosen”,
projektu i wykonania artysty – plastyka Stanisława Olszamowskiego.

Spekulacje
Na początku lat 40-tych XX wieku produkcję zakładów przemysłowych w Mieroszowie ukierunkowano na potrzeby wojenne, a pod koniec 1944 roku rozpoczęto tu budowę jakiegoś tajemniczego podziemnego obiektu.
Różne przekazy pochodzące z wielu źródeł mówią, o kilku ukrytych wejściach do podziemi na terenie Mieroszowa, ale nikt nie wie, jak bardzo rozbudowany ma być ich kompleks, jaka jest prawdziwa długość sztolni i korytarzy.
Mówi się o drugim „podziemnym mieście Mieroszów”, w którym miano produkować samoloty myśliwskie oraz pociski typu V-1 i V-2.
Krążyły też swego czasu pogłoski jakoby Mieroszów był skażony promieniotwórczo, w związku z tajemniczymi wydarzeniami, które miały mieć w nim miejsce, w okresie dwóch ostatnich miesięcy II wojny światowej, a rejon ten zamierzano przekształcić w centrum naukowo – badawcze na wzór amerykańskiego Los Alamos.Skarpa w której znajdują się wejścia do sztolniW książce „Księstwo SS”, dr Jacek Wilczur (były pracownik Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce) przedstawił Mieroszów jako miejsce, w którym Niemcy przygotowywali się do produkcji broni atomowej i miał on stanowić część wielkiego ośrodka atomowego III Rzeszy.
Kolejny autor pozycji o kompleksie Riese, Jerzy Cera, w „Tajemnicach walimskich podziemi”, pisze o rzekomych próbach wzbogacania tu ciężkiej wody sprowadzanej z Norsk Hydro. Mariusz Aniszewski w „Podziemny świat Gór Sowich” nadmienia o „zakładach wzbogacania ciężkiej wody w Mieroszowie”. Ciężka woda czyli deuter nie wymaga wzbogacania, gdyż jest produktem końcowym. Prawdopodobnie chodziło o zakłady wzbogacania rudy uranowej.
Rozważano też możliwość budowy przez Niemców obiektów pod rozwijający się przemysł nuklearny, różnego przeznaczenia laboratoria, zakłady wzbogacania rudy uranowej czy też naukowo – techniczne schrony przeciwlotnicze.

Kościelna Góra
Zbudowana z latytów, góruje nad miastem od zachodu. W połowie XVIII wieku, w czasie gdy Mieroszów zaczął znacznie się rozwijać, została zauważona jako teren pod rekreację. Mieszkańcy, zgodnie z ówczesnymi trendami, rozpoczynają wyruszać na górskie szlaki. Prawdziwe jej ożywienie przypadło na koniec XIX wieku, gdy właściciel mieroszowskiego hotelu „Elsner” wybudował na niej restaurację. W 1894 roku wybudowano na nią drogę, zapoczątkowując jej zabudowę i wytyczanie ścieżek. Następnie przekształcono ją w piękny park, w którym mieszkańcy spędzali wolny czas.
W XVIII i XIX wieku na południowym krańcu góry funkcjonował młyn papierniczy, a po 1835 roku gdy wprowadzono do produkcji papieru maszyny, młyn traci na wartości. W 1890 roku zostaje strawiony przez pożar, zgliszcza rozebrane (do dziś widoczne są pozostałości fundamentów).Stok Kościelnej Góry w którym wydrążono sztolnieW 1918 roku po zakończeniu I wojny światowej, ku czci ofiar, na plateau ustawiono pomnik symbolizujący matkę opłakującą na swoich kolanach syna poległego w walce. Inna wersja mówi, że ma on podkreślać romantyczny charakter tego miejsca, związanego z legendą o parze nieszczęśliwych kochanków, mezaliansie. Bogaty ojciec dziewczyny miał zlecić zabójstwo jej biednego wybranka w miejscu ich potajemnych schadzek, a chwilę po, chłopak miał skonać na jej kolanach.

Okres przed wybuchem II wojny światowej był dla tego miejsca „złotym”. Górę odwiedzały setki turystów, podziwiający z przyległej do restauracji, drewnianej wieży panoramę okolicy. Widok był o wiele większy niż obecnie, gdyż wschodniego zbocza nie porastały drzewa. Cztery betonowe podstawy wieży można jeszcze odnaleźć w pobliżu fundamentów restauracji.
W czasach powojennych Kościelna Góra zaczęła tracić na swoim wyglądzie, zaczął pokrywać ją dziki drzewostan, zamieniając tym samym park w las. Plany jej rewitalizacji były różne i z różnym powodzeniem.
Obecnie jest to miejsce rekreacyjno – kulturalne Mieroszowian, z nową, drewnianą wieżą widokową, czynną od czerwca 2015 roku.

Sztolnie
Zlokalizowane są u podstawy południowego zbocza Kościelnej Góry (Kirch Berg) 545 m n.p.m.
Ich otwory znajdują się na wysokości 488 m n.p.m. (według niemieckiej Messtischblatt nr. 5363 z 1936 roku), po prawej stronie drogi prowadzącej do miejscowości Różana.
Aby do nich dotrzeć należy na skrzyżowaniu ulic Hożej i Żeromskiego skręcić w prawo (od ulicy Żeromskiego) w szutrową drogę okalającą od południa i zachodu Kościelną Górę. Po kilku metrach w zboczu uwidacznia się niewielkie wcięcie zakończone odsłonięciem skał (latytów), w którym znajduje się zawalone obecnie wejście do sztolni nr. 1. Niewielkim nakładem prac można je odgruzować, by dostać się do wnętrza, a za nim sztolnia pozostaje drożna. Idąc dalej szutrową drogą, po około 20 metrach widoczne jest kolejne wcięcie prowadzące do wlotu sztolni nr. 2, a po kolejnych 50 metrach do sztolni nr. 3. Wloty sztolni nr. 2 i 3 są również niedrożne, zlokalizowanie w zaroślach, stanowią dzikie wysypisko śmieci.Wlot sztolni nr.1Szutrowa droga okalająca Kościelną Górę (z której jest dostęp do sztolni) dawniej stanowiła trasę kolejki wąskotorowej, za pomocą której wywożono urobek ze sztolni.
Sztolnia nr. 1 ma około 25 metrów długości. Po 10 metrach od wlotu skręca pod kątem prostym w prawo.
Sztolnia nr. 2 ma długość około 75 metrów. Chodnik początkowo biegnie 10 metrów prosto, następnie pod kątem prostym skręca w lewo na 10 metrów, przez kolejne 40 metrów biegnie prosto i ponownie skręca pod kątem prostym w lewo na 15 metrów.
Wymiary wyrobisk (docelowe) to 4 metry szerokości i 2,5 metra wysokości. Na spągu zalega miejscami dużo niewydobytego urobku oraz rumosz odpadniętych ze stropu i ociosów fragmentów skał.
Należy zauważyć, że wyrobiska są obiektami nieukończonymi, pozostawionymi we wstępnej fazie ich drążenia i nie będącymi obiektami związanymi z dawnym górnictwem rud metali.
Niektóre przekazy mówią, że wszystkie wyrobiska mają się łączyć w jednym miejscu, w samym centrum góry.Sztolnia w MieroszowieEpilog
Poprzedni samorządowcy z Mieroszowa, za kadencji burmistrza Andrzeja Laszkiewicza chcieli podjąć się rozwiązania „podziemnej tajemnicy”. Przez krótki okres czasu noszono się z zamiarem udostępnienia sztolni jako atrakcji turystycznej. W planach miano podjąć się wykarczowania okolic wejść jak i odgruzowania ich, a następnie ustalenia rozległości kompleksu i opracowania planu przekształcenia go w trasę turystyczną.
Gmina zamierzała na ten cel pozyskać środki finansowe między innymi z Unii Europejskiej.
Za sprawą Bogdana Rosickiego (który realizował podobne projekty między innymi na Włodarzu i w Walimiu) zaczęto uważać, że mieroszowskie podziemia mogą być jedną z największych tego typu „konstrukcji” na świecie, większą nawet od kompleksu Riese.Sztolnia w Mieroszowie (1)Władze gminne zostały zmienione, a plan udostępnienia sztolni nie został do chwili obecnej wcielony w życie. Nie wiadomo też jakie są zapatrywania na ten pomysł obecnego burmistrza Marcina Raczyńskiego.
Aby dostać się do mieroszowskich podziemi wystarczy podnieść właz jednej ze studzienek na terenie miasta i zapuścić się do jej wnętrza. Którą? Analitycznym i spostrzegawczym poszukiwaczom odnalezienie jej nie nastręczy problemu. W okresie ostatnich kilku miesięcy (od czerwca 2015 roku) mieszkańcy mają kłopoty związane z dostawami wody do mieszkań. Borykają się z tym problemem do chwili obecnej (wrzesień 2015). Tłumaczone są one wieloletnimi zaniedbaniami sieci wodociągowej, awariami pomp, suszą, itp.
W podziemiach jest jej jednak sporo…

Możliwość komentowania Sztolnie w Mieroszowie została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

21. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych

by on Cze.15, 2015, under Galimatias

21TJW dniach 29 – 31 maja 2015 roku na terenie nieczynnego kamieniołomu „Gruszka” w Wojcieszowie odbyły się 21. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych, których corocznym organizatorem jest Speleoklub „Bobry” z Żagania, mający na miejscu swoją bazę „Dziuśkową Chatę”.
Podobnie jak w poprzednich latach na speleomistrzostwa przyjechało wielu zawodników z kilku speleoklubów. W tym roku pogoda nie była sprzyjająca, ilość przybyłych osób była mniejsza, a oprawa imprezy wydawała się być skromniejsza. Przygotowania do zawodów głównych jak i imprezy towarzyszące rozpoczęły się w piątek 29 maja, między innymi zakwaterowaniem zawodników. O godz. 19.00 tradycyjnie rozegrano mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną grotołazów, a drużyną z Wojcieszowa.21TJ1Po raz pierwszy w historii został on wygrany przez grotołazów (wynik 7:6). W trakcie zaciętej walki kontuzjowany i zniesiony z boiska był prezes „Bobrów” Marcin Furtak, zaś bohaterem meczu okrzyknięto Marcina Wesołowicza z WKGiJ, który dzielnie obronił karnego w końcówce spotkania.
O godz. 20.30 otwarto wystawę z prelekcją pt: „Przyrodnicze Skarby Gór Kaczawskich” autorstwa Mariana Bochynka, a także wystawę Speleoklubu Bobry Żagań „Chiny: Korona Podziemi – Chińskie Giganty” (w miejscowej Sali Widowiskowej przy ul. Bolesława Chrobrego 105). W sobotę 30 maja o godz. 10.00 (po rejestracji, zamknięciu listy i odprawie zawodników), nastąpiło oficjalne otwarcie 21. Mistrzostw Polski w Technikach Jaskiniowych i rozpoczęcie zmagań. Opłata startowa przy zgłoszeniu internetowym wynosiła 20 zł, w dniu startu 30 zł + ubezpieczenie NNW.21TJ2Całość poprowadził szef Przeglądu Filmów Górskich im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju – Maciej Sokołowski. Kierownikiem tegorocznej trasy składającej się z 3 etapów (poręczowanie – na ścianie kamieniołomu, meander – rozbudowany w tym roku, autoratownictwo z udziałem partnera – w ubiegłym roku wykorzystywano 76 kg manekina „Janusza”) był instruktor PZA z WKGiJ Bartek Sierota, zaś sędzią głównym Rajmund Kondratowicz.
Mistrzostwa były techniczne i do czwartego etapu przeszli zawodnicy z najlepszym czasem oraz poprawnie wykonanymi zadaniami. Za błędy naliczane były punkty karne, możliwa też była dyskwalifikacja zawodnika. W speleomistrzostwach udział wzięło 30 zawodników, w tym 9 kobiet.21TJ3Mistrzostwom towarzyszyły Otwarte Zawody Wspinaczkowe (dla dużych i małych) na sztucznej ściance wspinaczkowej, zawody w pchnięciu kulą, miasteczko zabaw i tyrolka dla dzieci.
Na miejscu można było nabyć pamiątkowe t-shirty, literaturę górską (w tym archiwalne numery czasopisma „Grotołajzy” Speleoklubu Bobry), a na stoiskach sprzęt wspinaczkowy. Nie zabrakło również stoiska gastronomicznego.
Podczas tegorocznych mistrzostw możliwa była również klasyfikacja zespołowa. W zmaganiach wzięli udział członkowie takich klubów jak: Speleoklub „Bobry” Żagań, Speleoklub Dąbrowa Górnicza, SWL Politechniki Wrocławskiej, SKTJ Sopot, Wrocławski Klub Wysokogórski, Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego.
Zawody zakończyły się około godz. 17.00 klasyfikacją generalną i wręczeniem nagród za zajęcie poszczególnych miejsc oraz prenumerat czasopism „Jaskinie”, „Taternik”, NPM Magazyn Turystyki Górskiej” oraz karnetów na odbywający się we wrześniu Przegląd Filmów Górskich w Lądku-Zdroju im. Andrzeja Zawady.21TJ4Klasyfikacja:
Kobiety:
1 miejsce – Paulina Piechowiak (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Iza Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza)
3 miejsce – Małgorzata Borowiecka (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
W klasyfikacji zespołowej kobiet zwyciężył zespół w składzie Paulina Piechowiak i Małgorzata Borowiecka (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego). Pozostałe zespoły zostały zdyskwalifikowane.21TJ5Mężczyźni:
1 miejsce – Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Andrzej Żak (SWL Politechniki Wrocławskiej WKW)
3 miejsce – Krzysztof Zabłotny (Wrocławski Klub Wysokogórski)
W klasyfikacji zespołowej mężczyzn zwyciężyli:
1 miejsce – Michał Macioszczyk i Amadeusz Lisiecki (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego)
2 miejsce – Adam Stucki i Paweł Tomaszewski (SKTJ Sopot)
Pozostałe zespoły zostały zdyskwalifikowane.
W mistrzostwach zdyskwalifikowanych zostało 17 zawodników (5 kobiet i 12 mężczyzn).21TJ6Na sobotni wieczór po godz. 20.00 przygotowano ognisko integracyjne i imprezę za „Dziuśkową Chatą” (za którą również udostępniono pole namiotowe) oraz gorącą niespodziankę dla uczestników w postaci specjalnego „nocnego pokazu” w wykonaniu grotołażek z Wałbrzyskiego Klubu Górskiego i Jaskiniowego.
Partnerami speleomistrzostw byli: Polski Związek Alpinizmu, Komisja Taternictwa Jaskiniowego PZA, Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy, Speleoklub „Gawra”, Urząd Miasta Żagań, Gmina Wojcieszów, Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Stowarzyszenie „Sobieradzik”.
Partnerami medialnymi zaś: Gazeta Wyborcza, Taternik, Góry, Jaskinie, NPM Magazyn Turystyki Górskiej oraz portale: wspinanie.pl, climb.pl, portalgorski.pl, taternik.org, off.sport.pl, drytooling.pl, brytan.pl
Opieka medialna: Teleexpress

relacja z 20. Mistrzostw Polski w Technikach Jaskiniowych

 

 

Możliwość komentowania 21. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia w Okrzeszynie

by on Mar.02, 2015, under Pod ziemią

Początek sztolniOkrzeszyn (Albendorf) to wieś położona w województwie dolnośląskim, w powiecie  kamiennogórskim,w gminie Lubawka, w tak zwanym „Worku Okrzeszyńskim”, nad rzeką Szkło,tuż przy granicy polsko-czeskiej. Udajemy się dzisiaj do tej małej uroczej miejscowości, aby stawić czoła kolejnemu wyzwaniu – XIX-wiecznej kopalni węgla. Uważa się że była ona częścią znajdującej się w bliskim sąsiedztwie dużej  kopalni węgla ,,Neue Gabe Gottes”. Wydobycie szło tu pełną parą jeszcze w latach 20-tych ubiegłego wieku. Później na wiele lat mroczne chodniki kopalni zostały opuszczone. Wszystko zmieniło się w latach 50-tych kiedy to do wyrobisk kopalni zawitali przedstawiciele Zakładów Przemysłowych R-1 poszukujący rud uranu. Uran był potrzebny Związkowi Radzieckiemu do budowy bomby atomowej. Jednak mała ilość tego pierwiastka w złożu sprawiła, że zaniechano wydobycia. Po tym krótkim uranowym incydencie kopalnia ponownie została opuszczona i stan ten trwa do dnia dzisiejszego.Poziom 0. Chodnik głównySłowo się rzekło – jedziemy. Pakujemy do samochodu niezbędny sprzęt, trochę tak zwanego „szturmżarcia” na wypadek gdyby coś poszło nie tak…
Droga zajęła nam około 30 minut. Zostawiamy samochód na poboczu i kierujemy się do wlotu sztolni, który znajduje się blisko drogi. Tuż obok płynie rzeka Szkło przez którą się przeprawiamy i po kilkudziesięciu metrach stajemy przed dużym wejściem zapraszającym do wnętrza obiektu. Czas na zmianę garderoby, założenie kasków, sprawdzenie latarek i krótką naradę „wojenną”. Jeszcze ostatnie spojrzenie na słońce i wchodzimy. Pierwsze metry wyglądają dość stabilnie, jednakże wszystko się zmienia gdy dochodzimy do pierwszego skrzyżowania wyrobisk. Obudowa górnicza wygląda katastrofalnie, stropnice i stojaki rozleciały się zalegając na spągu krzyżując się pod różnymi kątami. Setki ton skał napierają na nas nie mając już żadnej podpory w postaci obudowy górniczej. W głowie zaczynają włączać się sygnały alarmowe jak w kokpicie uszkodzonego samolotu. To dobry znak że, instynkt samozachowawczy każe wycofać się jak najszybciej z tej mrocznej dziury. Sztuką (albo głupotą) jest wyłączyć te ostrzeżenia i brnąć naprzód, zachowując wielką ostrożność.Poziom 0Na skrzyżowaniu wybieramy chodnik idący w prawo, to on zaprowadzi nas do centralnej części kopalni. Po przedarciu się przez zniszczoną obudowę dochodzimy do miejsca w którym wyrobisko staje się szersze i wyższe. Jest nieobudowane, ale sprawia wrażenie dość stabilnego. W dali wyraźnie słychać płynącą wodę. Po chwili wszystko się wyjaśnia – woda zalewa niższy poziom kopalni. To tak zwany poziom -1. My jesteśmy na poziomie 0, niższy poziom znajduje się po prawej stronie, zalany jest po same uszy i niedostępny. Kierujemy się dalej na wprost. Przed nami duży zawał, możliwy jednak do sforsowania. Za nim znajduje się wyrobisko zalane wodą na około 40 cm. W świetle latarek widać, że sztolnia się rozwidla. Mozolnie brodząc w wodzie i mule eksplorujemy oba rozwidlenia, które kończą się przodkami z wyraźną żyłą węgla. Z jednego z nich bije małe źródełko z krystalicznie czystą wodą. Oddech staje się przyspieszony, powietrze wydaje się być jakieś gęste i ciepłe, co jest znakiem ,że atmosfera w tym miejscu nie nadaje się do oddychania. Wracamy do miejsca w którym woda zalewa poziom -1. Tam po prawej stronie biegną w górę trzy pochylnie (upadowe) wydrążone pod dużym nachyleniem i prowadzą do poziomów 1 i 2.

Ostrożnie na czworaka wspinamy się na poziom pierwszy. Nie jest to łatwe gdyż spąg pochylni jest bardzo gładki i na dodatek pokryty warstwą mokrego mułu. Wreszcie po tej karkołomnej wspinaczce docieramy na poziom 1 wydrążony równolegle do poziomu 0, jednakże z tą różnicą, że przekrój wyrobiska jest znacznie mniejszy, a długość o połowę mniejsza. Widać też wyraźnie, że stabilność chodnika pozostawia wiele do życzenia. Obudowa górnicza leży pokrzyżowana na spągu, duża ilość oderwanych odłamków skalnych ostrzega nas przed pracującym górotworem. Postanawiamy jednak eksplorować go do końca, a koniec ten to wyraźny przodek i pochylnia biegnąca w prawo do poziomu 2, która jest jednak zasypana – musiało tu ostro walnąć. Wracamy do pochylni, którą weszliśmy i nią właśnie wdrapujemy się na poziom 2. Wygląda on podobnie jak 1-ka, tyle tylko że praktycznie nie posiada obudowy, spąg sztolni usiany jest oderwanymi blokami skalnymi. Tu wszystko się sypie.

Dochodzimy do jak nam się wydawało przodka, jednak okazuje się, że to potężny zawał. Blok skalny o wadze wielu ton i o przekroju identycznym jak wyrobisko oberwał się ze stropu idealnie zagradzając nam dalszą drogę. Wygląda to niesamowicie, przypominając kamienne wrota, które zostały zamknięte z ogromną siłą przez matkę naturę. Wracamy do pochylni i na tyłkach zjeżdżamy na poziom 0. Kierujemy się w stronę wyjścia. Eksploracja zajęła nam około trzech godzin. Brudni i szczęśliwi z racji powrotu do świata żywych opuszczamy Okrzeszyn. Podsumowując naszą wyprawę mogę powiedzieć, że kopalnia jest niezwykła, wielopoziomowa – znajdziemy tu odcinki sztolni w obudowie górniczej, odcinki zalane wodą, przyprawiające o dreszczyk emocji pochylnie, relikty dawnego górnictwa w postaci chociażby świdrów górniczych. Jak długa jest kopalnia? Nie wiem, nie dotarłem do szczegółowych opisów, nie jest to też dla mnie aż tak ważne – ważne, że dostarczyła ogromnej ilości adrenaliny, a o to w tym wszystkim chodzi.

tekst i zdjęcia: Andrzej Pastuszak

Możliwość komentowania Sztolnia w Okrzeszynie została wyłączona :, , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Daisy

by on Lut.09, 2015, under Pod ziemią

Autor we wnętrzu sztolniHistoria górnictwa węglowego w Wałbrzychu (Waldenburg) zaczyna się w XIV wieku. Pierwszy zachowany dokument dotyczący powstania pierwszej wałbrzyskiej kopalni węgla kamiennego pochodzi z 1366 roku. Wspaniała historia górnictwa Wałbrzycha kończy się w 1998 roku, kiedy to na powierzchnię wyjeżdża ostatni wagonik z węglem. W mrocznych czeluściach sztolni zapada cisza, której niestety zapewne nic już nie zakłóci. Natomiast historia górnictwa kruszcowego na terenie Wałbrzycha i okolic jest trochę młodsza i datowana na XVI wiek. Z tego właśnie okresu pochodzą zachowane dokumenty księstwa świdnicko-jaworskiego odnoszące się do eksploatacji żył kruszconośnych wokół masywu Chełmca. Do XVIII wieku eksploatowano tu między innymi ołów, srebro, arsen, nikiel, miedź i cynk.
Dzisiaj wybierzemy się do jednej z takich kopalń, XVIII-wiecznej kopalni srebra, zwanej Sztolnią Daisy zlokalizowanej w Lubiechowie (Liebichau), który jest dzielnicą Wałbrzycha.Wlot sztolni DaisySztolnia znajduje się na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego. Samochód zostawiamy w pobliżu Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej – od tego miejsca do sztolni jest około 800 m. Ale bardzo mylą się ci, którzy myślą, że sztolnie jest łatwo zlokalizować. Wchodzimy do lasu, po kilkudziesięciu metrach natrafiamy na sporą ilość niewielkich dziur wykopanych przez „biedaszybowców” – widać że chłopaki robili próbne wykopy sondując głębokość zalegania węgla. Idziemy dalej, poruszając się zygzakiem, aby skutecznie przeczesywać teren. Po godzinie trafiamy na wyróżniający się w terenie kamieniołom. No cóż,  kamieniołom to kamieniołom, nie to jest celem naszej wędrówki. Podchodzimy jednak bliżej, teraz dopiero zauważamy, że obok kamieniołomu pnie się w górę ledwo widoczna dróżka – zobaczymy gdzie nas zaprowadzi. Po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do drugiego jak nam się wydawało kamieniołomu i nagle naszym oczom ukazuje się wytęskniony widok – dwie czarne dziury zionące chłodem. A więc jednak udało się!Sztolnia DaisyW pośpiechu zakładamy kaski, sprawdzamy latarki i wchodzimy. Wejście do dolnej sztolni ma około metra średnicy, przez które z łatwością prześlizgujemy się, a za nim wyrobisko opada ostro w dół. Powoli krok za krokiem idziemy do serca tajemniczej Daisy. Świecąc latarką na wprost sztolnia wydaje się nie mieć końca, strop majaczy gdzieś wysoko niczym sklepienie katedry. Po chwili wszystko staje się jasne – jesteśmy w środku ogromnej komory wydobywczej. Kierując strumień światła na ociosy dosłownie odejmuje nam mowę z zachwytu, gdyż naszym oczom ukazują się fantastyczne formacje naciekowe, w postaci kaskad i polew, które ciągną się na znacznym odcinku. Cała sztolnia w świetle latarki mieni się jakby była wysadzana diamentami. Ostrożnie idziemy dalej i dochodzimy do szybu transportowego, który łączy sztolnie z powierzchnią. Czujemy miły, świeży powiew powietrza, w uszach dzwoni niczym niezmącona cisza, przerywana tylko chwilami przez krople wody spadające ze stropu. Z każdym oddechem i z każdym krokiem coraz bardziej zanurzamy się w świat, w którym czas zatrzymał się w XVIII wieku.

Czuć ducha tego miejsca – tylko bicie naszego serca przypomina nam, że jesteśmy tu tylko gośćmi, a może raczej intruzami przerywającymi panujący od wieków spokój i ciszę. Po przejściu następnych kilkunastu metrów natrafiamy na niszę w ociosie – wygląda na to, że próbowano drążyć nowy chodnik, jednak z jakichś powodów prace przerwano. Dochodzimy do przodka. Pora wracać do wyjścia. Nasz drugi cel to mała sztolenka nad komorą wydobywczą. Ciężko to nawet nazwać sztolnią, gdyż jest to bardzo krótki chodniczek, dosłownie kilkumetrowej długości, który łączy się z szybem w połowie jego długości. Postanawiamy wejść na szczyt wzniesienia i zobaczyć szyb od góry. Okazuje się, że wlot szybu jest bardzo niebezpieczny, gdyby ktoś nieświadomy zagrożenia tędy przechodził, to o tragedię nie trudno. Szyb posiada co prawda ogrodzenie ale jest ono tak zniszczone, że nie stanowi już żadnego zabezpieczenia.Wlot szybu transportowegoReasumując, sztolnia jest jedyna w swoim rodzaju – bogata szata naciekowa i rozmiar obiektu sprawia, że odnosi się wrażenie przebywania w prawdziwej jaskini, a nawiasem mówiąc, sztolnia posiada też swoją drugą nazwę – Jaskinia Daisy, co w stu procentach oddaje jej wygląd. Długość wielkiej komory wydobywczej wynosi 57 metrów, przy głębokości 24 metrów, a szyb transportowy ma 12 metrów wysokości.
Muszę w tym miejscu dodać, że jest jeszcze jedno wyrobisko kilkunastometrowej  długości, którego niestety nie udało nam się zobaczyć – robiło się już późno i czas było wracać do samochodu. Ale nic straconego, na pewno tu jeszcze wrócimy.

tekst i zdjęcia: Andrzej Pastuszak

Możliwość komentowania Sztolnia Daisy została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szczerbówka – złoty motyl podziemi

by on Sty.26, 2015, under Flora i Fauna

Szczerbówka ksieniEksplorując podziemia często w świetle swych czołówek dostrzegamy na ścianach sztolni i jaskiń mieniącego się od kropel wody na swych skrzydłach, pobłyskującego złotem motyla.
Ten motyl to szczerbówka ksieni (Scoliopteryx libatrix) nazywana też szczerbówką wierzbówką. Jej dwuczłonowa nazwa pochodzi od wyszczerbionych zewnętrznie skrzydeł i przełożonej klasztoru żeńskiego (ksieni).
Szczerbówka jest średniej wielkości ćmą z rodziny Erebidae, podrodzina Scoliopteryginae. Niegdyś klasyfikowana była do rodziny sówkowatych (Noctuidae), podrodziny Calpinae, podrodziny ciem odżywiających się krwią ssaków. Choć głównie są to ćmy występujące w strefie tropikalnej, również w Polsce można spotkać tego motyla-wampira. Na południu Polski (województwo Małopolskie i Podkarpackie) występuje Calyptra thalictri, którego samce od czasu do czasu uzupełniają swoją dietę krwią ssaków. Na szczęście rzadko atakują ludzi.

Szczerbówka jest gatunkiem licznie rozpowszechnionym na terenie całego kraju, bardzo pospolita i występująca głównie na terenach wilgotnych takich jak lasy łęgowe czy wilgotne zarośla, brzegi rzek i strumieni, lasy liściaste i mieszane ale nieobce są jej parki, ogrody i cmentarze. Ten piękny motyl osiąga rozpiętość skrzydeł od 40 do 45 mm. Zewnętrzne brzegi pierwszej pary skrzydeł są charakterystycznie ząbkowane, wyszczerbione. Barwa w zależności od osobnika jest brązowa lub szaro – brązowa o zmienności odcieni barw. Charakterystyczne są natomiast rdzawe plamy przypominające trochę wyglądem literę „L” w części nasadowej przedniej pary skrzydeł. Na skrzydłach znajdują się białe plamki oraz biegną dwa poziome, zygzakowate białe paski. Ubarwienie często nazywane jest „rysunkiem ognistym”.
Ciekawostka: czasowym pasożytem szczerbówek (parazytoidem) jest Pimpla rufipes składająca swoje jaja w jej ciele. Larwy żywią się jej ciałem nie pozbawiając życia przed przepoczwarzeniem.Szczerbówka ksieni (1)Ksieni prowadząca nocny tryb życia najbardziej staje się aktywna podczas pełni księżyca. Wychodząc na blask księżyca poszukuje pokarmu w postaci nektaru kwiatowego, wysysa sok z owoców i jagód, szczególnie tych opadłych, przejrzałych. Nocą odbywa się też składanie jajeczek przez samice. Do tego celu wyszukują liści wierzb, topoli bądź jarzębów. Na liściach tych drzew rozwijają się (żerują) ich, pięciocentymetrowe gąsienice. Są podłużne, gładkie, barwy zielonej, często z dwoma białymi paskami ciągnącymi się wzdłuż boków ciała. Gąsienice występują od maja do września, budując pod koniec swojego rozwoju umieszczony w oprzędzie, cienki białawy kokon. W nim przeobrażają się w dość sporą brązową lub czarną poczwarkę. W ciągu roku szczerbówka ma dwa pokolenia. Charakterystycznym elementem życia tego motyla jest sposób zimowania. Właśnie wtedy najczęściej spotykamy go licznie podczas eksploracji podziemi. Już w trakcie jesieni dorosłe osobniki (imago) tłumnie zlatują się do jaskiń i sztolni (korzystają również ze środowisk antropogenicznych takich jak bunkry, piwnice czy strychy) i stopniowo zapadają w stan owadziej hibernacji czyli tak zwanej diapauzy. Podczas tego procesu nierzadko tworzą większe skupienia na ścianach lub stropie, a ich ciała pokrywają się kropelkami wody zwracając tym samym naszą uwagę.

Możliwość komentowania Szczerbówka – złoty motyl podziemi została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Aurelia w Złotoryi

by on Gru.15, 2014, under Pod ziemią

Sztolnia złota AureliaHistoria wydobycia złota w okolicach Złotoryi ma swoje początki już na przełomie XI i XII wieku. Wtedy to rozwija się głównie eksploatacja złóż skał osadowych (aluwialnych), polskiego „el dorado” – złotonośnych piasków i żwirów doliny rzeki Kaczawy, jednych z najbogatszych w Europie, zawierających od 15 – 20 gramów złota na tonę. Rzeka przepływająca przez Góry i Pogórze Kaczawskie przez tysiące lat wymywała ze skał drogocenny kruszec, osadzający się pod wpływem swojego ciężaru w piaskach. Zakłada się również, że pierwszymi, którzy tu dotarli już 2000 lat p.n.e. i rozpoczęli poszukiwania złota, mogli być Kreteńczycy, a po nich w VI wieku Celtowie. Najpotężniejszymi ośrodkami górnictwa złota w średniowieczu były okolice Złotoryi i Lwówka Śląskiego, Złotego Stoku i Głuchołaz oraz Karkonosze i Pogórze Izerskie. Rocznie w okolicach Złotoryi wypłukiwano około 50 kg czystego złota.

Prymitywna i bardzo żmudna technologia pozyskiwania go, opierająca się głównie na przesiewaniu piasków i kopaniu rowów kilkumetrowej szerokości zakończonych komorami upadowymi za złotonośną warstwą, doprowadziła jednak do wyczerpywania się płytkich złóż i przybyli niemieccy górnicy zaczęli sięgać głębiej, do złóż położonych na głębokości nawet 50 metrów. Kryzys w rozwoju złotoryjskiego górnictwa przyniósł rok 1241. Po bitwie pod Legnicą, w której to uczestniczyło kilkuset kopaczy, Tatarzy wzięli ich do niewoli, a następnie trafili oni do kopalń nad Morzem Kaspijskim. Kolejnym etapem wydobycia złota było pozyskiwanie go z okruszcowanych żył w okolicznych skałach, takich jak diabazy, ryolity i łupki, poprzez ręczne drążenie w nich sztolni. W Złotoryi stało się tak w XVII wieku gdy na powrót pojawili się górnicy.AureliaSztolnia Aurelia wydrążona została ręcznie za okruszcowanymi żyłami kwarcowymi w diabazach i staropaleozoicznych łupkach, w zboczu Góry Świętego Mikołaja około 1660 roku, a jej obecna długość to ponad 100 metrów. Prawdopodobnie pierwotnie miała być sztolnią poszukiwawczą za rudami miedzi, a być może też żelaza (widoczne są wewnątrz nacieki minerałów żelaza), jednakże otrzymany w pobliskiej hucie wytop z wydobytego urobku dał nieznaczne ilości miedzi i srebra, a tym samym dalsze wydobycie uznano za nierentowne. Nie są znane też dokładne dane mówiące o ilości wydobytego w niej złota. Historia działalności Aurelii kończy się wraz z wojnami napoleońskimi. Po tym okresie kilkakrotnie podejmowano jeszcze próby wznowienia wydobycia (drążąc między innymi boczne chodniki i szybiki poszukiwawcze) ale okazało się ono nieopłacalne z uwagi na wyczerpanie złotego złoża.

Sztolnia nie była zaznaczana na starych niemieckich mapach. Z nieokreślonych powodów cześć chodników i szybów została zasypana i wysadzona przez wycofujące się w 1945 roku oddziały wojsk niemieckich, które miały coś tutaj ukrywać. Mówi się też o wykorzystywaniu jej przez pobliski zakład, w którym w czasie II wojny światowej firma Opta produkowała sprzęt radiowy na potrzeby niemieckiego lotnictwa, w tym również dla Luftwaffe. W trakcie prac eksploracyjnych w „szybie Karola” odnaleziono elementy broni, co świadczy o dostępności tego miejsca w czasie wojny. Krążą spekulacje na temat ukrycia w niej kosztowności lub elementów uzbrojenia.
Podczas „gorączki złota” w okolicach Złotoryi wydobyto około 5 ton złota. Nad sztolnią znajduje się kościół p.w. św. Mikołaja otoczony cmentarzem i dlatego niegdyś mówiono, że zmarłych chowa się tu w złocie. Między innymi też, w związku z lokalizacją cmentarza, wydobycie złota rozpoczęto tu później niż w innych miejscach w okolicy Złotoryi. Niektóre z opowieści mówią o połączeniu podziemi kościoła ze sztolnią, jednakże nigdy to nie zostało potwierdzone.Sztolnia AureliaZe sztolnią związanych jest wiele tajemnic i miejscowych legend. Jedna z nich mówi o górniku, który odkrył w sztolni złotą żyłę, jednakże nie chciał się podzielić tą wiedzą ze swoimi wspólnikami, a za zabrane złoto chciał wyprawić komunię swojej córce – Aurelii. Nie mówiąc nikomu wybrał się do sztolni, napełnił kieszenie złotem i w chwili gdy chciał ją opuścić płomień jego lampki zgasł, a on zabłądził w podziemnym labiryncie chodników pozostając w niej na zawsze. Od tej pory, w dniu pierwszych komunii w Złotoryi słychać z ciemnych czeluści sztolni szlochy i płacze błądzącego oraz stukanie kilofa. Inna z legend opowiada o chciwym mnichu pobierającym dziesięcinę od kopaczy z całego Śląska na potrzeby kościoła. Pewnego dnia górnicy mieli już dość płacenia, zbuntowali się, zwabili mnicha do sztolni, a następnie zabili. Mnich w chwili śmierci miał przekląć wszystkie kopalnie złota. Klątwa sprawiła, że całe złoto zniknęło, a czar można cofnąć gdy znajdzie się złoto w ruinach zamku na Wilczej Górze strzeżonym przez dwa wilkołaki. Teraz duch mnicha błąka się ciemnymi korytarzami sztolni i okropnie zawodzi.

Na początku lat 70-tych XX wieku górnicy z nieodległej kopalni miedzi „Lena” w Nowym Kościele podjęli prace adaptacyjne w sztolni „Aurelia” zmierzające do udostępnienia jej turystom. Sztolnię dla ruchu turystycznego otwarto w 1973 roku. Na przełomie kolejnych lat udostępniało ją też społecznie wielu eksploratorów, udrożniając część chodników, w związku z czym obecnie od głównego chodnika odchodzi kilka bocznych, odkrytych między innymi w listopadzie 2000 roku. Chodniki są niskie i wąskie, panuje w nich wysoka wilgotność, na spągu znajduje się woda infiltrująca górotwór, a temperatura wynosi około +8’C. W 1997 roku odkryty został za zawałem, pionowy 28-metrowy szyb, posiadający boczne chodniki, nazwany od jego odkrywcy Karola Pawlaczka – „Szybem Karola”. Szyb jest wykorzystywany przez kilka gatunków nietoperzy jako schronienie. Dwa lata później odkryto drugi szyb położony kilkanaście metrów od głównego wejścia do sztolni, który na głębokości 12 metrów zalany jest wodą. Niepotwierdzone informacje mówią, że chodników w sztolni jest znacznie więcej. Mają być one zawalone lub zalane wodą.Otoczenie sztolniObecną nazwę – „Kopalnia Złota Aurelia” nadano w latach 90-tych XX wieku jako promocyjną dla regionu aby tym samym przyciągnąć turystów, a ma ona nawiązywać do jednej z pierwszych XIII-wiecznych łacińskich nazw miasta – Mons Aurum z 1217 roku.
Sztolnia posiada stałe, sztuczne oświetlenie. W 2006 roku udostępniono infrastrukturę turystyczną w otoczeniu sztolni w postaci wiaty ze stołem, ławkami, murowanym grillem, placem zabaw dla dzieci, parkingiem oraz wymurowano nieckę dla rekreacyjnego płukania złota.
W przyszłości planowane jest udostępnienie odkrytego szybu dla turystów. Sztolnia czynna jest sezonowo, a wstęp płatny.
Administratorem obiektu jest Złotoryjski Ośrodku Kultury i Rekreacji, przy ul. Plac Reymonta 5.

Możliwość komentowania Sztolnia Aurelia w Złotoryi została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Studniczek jaskiniowy

by on Gru.05, 2014, under Flora i Fauna

StudniczekStudniczek jaskiniowy zaliczany jest do grupy stygobiontów (troglobiontów) zamieszkujących wody podziemne.
Stygobionty są organizmami przystosowanymi do życia w wodach podziemnych, tak zwanego stygalu. Ze względu na panujące specyficzne warunki, takie jak na przykład niska temperatura i brak światła, u tego typu organizmów obserwuje się specyficzne przystosowanie utrudniające egzystowanie w innych typach wód – zanik organów wzroku czy zanik pigmentu w skórze i powłokach ciała, w wyniku czego ciało jest na ogół białe lub przezroczyste. Kolejnymi charakterystycznymi cechami tych zwierząt jest fotofobizm – unikanie światła, spowolnienie procesów metabolicznych, zanik periodyczności sezonowej w związku ze stałą temperaturą wody i brakiem wpływu pór roku oraz znaczny rozwój narządów dotyku, a tym samym narządów ułatwiających orientację przestrzenna w ciemności.

Ze względu na genealogię stygalu jedna część stygobiontów pochodzi od różnych form życia w wodach słonych (morskich), druga zaś część od form słodkowodnych. Tłumaczyć to można przetrwaniem niektórych hydrobiontów po nasunięciu się lądolodu, które mogły przystosować się do życia w wodach podziemnych. W związku z tym powstał podział stygobiontów na:
– paleostygobionty – gatunki o najstarszym rodowodzie,
– neostygobionty – gatunki o młodszym rodowodzie,
– substygobionty – gatunki, które przystosowały się do stygalu niedawno.
W Polsce stygobionty występują jedynie w górach, a przedstawicielami studniczka jaskiniowego są trzy gatunki: Studniczek podziemny (Niphargus aquilex), Studniczek tatrzański (Niphargus tatrensis) i Niphargus puteanus.

Studniczek jest gatunkiem skorupiaka z rządu obunogów, kiełża żyjacego w wodach podziemnych jaskiń, zasiedlającego potoki i rzeki przepływające przez jaskinie oraz żyły wodne. Występuje również na dnie dużych górskich oligotroficznych jezior, w głębokich studniach i źródłach mających połączenie z wodami podziemnymi.
Studniczek tatrzański (Niphargus tatrensis) to mały, długości 6-16 mm, białawy skorupiak wodny, odznaczający się zanikiem oczu lub zachowaniem ich w formie szczątkowej i brakiem pigmentu. Odkryty został w 1887 roku przez Augusta Wrześniowskiego w zakopiańskich studniach, a opisany w 1888 roku. Na terenie Tatr po raz kolejny został odnaleziony w Jaskini Miętusiej przez Kazimierza Kowalskiego w 1950 roku. Kolejne jego stanowiska występowania stwierdzono w Jaskini Zimnej, Jaskini Mroźnej, Jaskini Mylnej. Pojawia się też wypływając z wód podziemnych w źródłach Tatr na przykład w Lodowym Źródle w Dolinie Kościeliskiej, Podtatrza, Beskidów Zachodnich i jaskiniach Sudetów (np.w podziemnym jeziorku w Jaskini Radochowskiej). Ostatnio stwierdzono jego występowanie w Wywierzysku Olczyskim. Nie stwierdzono go w środowiskach antropogenicznych jakimi są sztolnie i kopalnie.
Studniczek jako jeden z przedstawicieli speleofauny uważany bywa za relikt trzeciorzędowy.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Trójgarb – zaginiony transport i inne tajemnice

by on Lis.14, 2014, under Skarby

Przedwojenny Trójgarb.Schronisko i wieża widokowaTrójgarb

Trójgarb (Sattewald) jest wyniosłym wzniesieniem górującym ponad 300 metrów nad okolicą, otoczony miejscowościami Stare Bogaczowice, Nowe Bogaczowice, Gostków, Jaczków, Witków, Jabłów, Lubomin i Struga, kilka kilometrów na północny-zachód od Wałbrzycha. Rozciągnięty stożek, o dość stromych zboczach porośniętych lasem iglastym, składa się z trzech wierzchołków (stąd nazwa) o wysokości 778, 757 i 738 m n.p.m. Krótko po II wojnie światowej nazywany był Potrójną. Partia szczytowa zbudowana jest z ryolitów – czerwonych porfirów (w karbonie górnym z głębi ziemi intrudowały kwaśne magmy), natomiast zbocza i podnóża ze skał osadowych powstałych w karbonie górnym (naprzemianległe warstwy) – zlepieńców, piaskowców i łupków, w których znajdują się pokłady węgla kamiennego. W okresie międzywojennym na Trójgarbie funkcjonowała gospoda i znajdowała się wieża widokowa.Masyw TrójgarbuNiewielki ślad

W miesięczniku „Odkrywca” Wojciech Stojak w artykule zatytułowanym „Dolnośląskie potpourri” przytacza treść listu, który w 2006 roku pod koniec działalności „Klubu Poszukiwaczy Skarbów” został przysłany do telewizji. Niepodpisany list wysłany został z miejscowości Nowe Bogaczowice. Oto treść listu: „Mając 10 lat w 1947 spotkałem dziewczynkę w wieku 13-14 lat, która była Niemką. Spotkałem ją we wsi Gostków u siostry. Byłem zdziwiony, kiedy owa Niemka odezwała się do mnie po polsku, okazało się że pochodziła z Górnego Śląska. Mieszkała u ciotki w Lubominie od 1943 r. a jej siostra u bauera w Gostkowie. Nosiła żywność z Gostkowa do Lubomina. W 1944 r. w sierpniu, wybrała się z Lubomina na grzyby, idąc w stronę góry >>Trójgarb<< od 4-go zabudowania w Lubominie od strony Jabłowa. W pewnym momencie zobaczyła, jak od Lubomina idzie polną drogą wojsko, więc się skryła. Za wojskiem jechał samochód osobowy i 2 ciężarowe. Ukryta obserwowała, co się będzie dziać, lasem poszła za nimi i zobaczyła, że samochody wjechały w >>Trójgarb<<, w tunel w górę od strony Lubomina. Zamknięto wrota zasypano ziemią i przez jakiś czas sadzono tam las świerkowy. Czekała aż do wieczora, kiedy wojsko odeszło żeby wrócić do domu. Nie wiem czy to jest prawda czy nie.” (zachowano oryginalną pisownię)Gospoda i wieża widokowa na szczycieTunel czy …

Zbocza masywu Trójgarbu nie obfitują w wielkie ilości wyrobisk i innych śladów dawnego górnictwa, jak w przypadku sąsiednich szczytów, na przykład Chełmca 851 m n.p.m. czy Krąglaka 692 m n.p.m., ale podnóża Trójgarbu nie są całkowicie ich pozbawione. Niektóre związane z dawnym górnictwem węgla kamiennego, niektóre z wydobyciem rud metali, inne to pozostałości sztolni odwadniających. Można też odnaleźć stary łom ryolitów (porfirów) wgryzający się w Trójgarb z małą infrastrukturą turystyczną w postaci palenisk i drewnianych ław. Brak jest jednak śladów i informacji o jakimkolwiek tunelu na jego zboczach. Czym miałby być ten „tunel”? Projektowanym, będącym w początkowej fazie prac tunelem kolejowym pod Trójgarbem, na wzór tego pod górą Wołowiec 776 m n.p.m. na południe od Wałbrzycha? Jakie miejscowości miałby on połączyć? Ten pod Wołowcem łączył Jedlinę Zdrój z Wałbrzychem i był „spec-przeznaczenia” dla pociągu Hitlera. Najbliższa linia kolejowa biegnie na południowy-zachód od Trójgarbu, z Marciszowa przez Sędzisław, Witków do Boguszowa-Gorce, a dalej do Wałbrzycha. Czy naziści mieli w planach „przecięcie” linią kolejową wnętrza Trójgarbu, by tym samym połączyć kwaterę Hitlera w zamku Książ – Furstenstein, ze stacją w Witkowie, a dalej z Kamienną Górą? Bo tylko takie założenie i rozwiązanie wydaje się być logicznym i uzasadnionym, wchodzącym w grę. Niestety nigdzie w materiałach źródłowych nie ma informacji o planach takiego tunelu, nie ma też jego śladów w terenie. Tak dobrze został zamaskowany? A może, 10-letnia wówczas dziewczynka, widziała wlot do sztolni, który jej małym oczom zarysował się jako tunel zamykany wrotami.Kamieniołom porfiru… sztolnia?

Wiosną 2011 roku grupa eksploratorów z SGE odnalazła na zachodnich zboczach bezimiennej góry (638 m n.p.m.) położonej na południowy-wschód od drogi łączącej wsie Jabłów i Lubomin a Lubominkiem (peryferyjna dzielnica Boguszowa-Gorce) sztolnię oraz pozostałości szybu. „Miejsce to wyglądało wręcz podręcznikowo, hałda porośnięta grubymi drzewami co wskazywało na sędziwy wiek wyrobiska, wartki wypływ wody ze sztolni i ledwo już odznaczające się na stoku zaklęśnięcie po zawalonym wylocie. Ponadto kilkaset metrów powyżej wylotu sztolni odnaleźliśmy ślady po sporym szybie a to może świadczyć, że jest to większy obiekt. Dodatkowo sprzyjający był również fakt, że sztolnia nie robiła wrażenia zawalonej a jedynie zasypanej podczas likwidacji (…)„. Całości prac eksploracyjnych prowadzonych przez SGE przytaczać tutaj nie będziemy. Po analizie dostępnych map górniczych i materiałów źródłowych okazało się, że jest to sztolnia należąca do kopalni „Emilie Anna”. Grupa przystąpiła do udrożnienia sztolni. Sztolnia okazała się być wypełniona wodą po sam strop. Pierwszej penetracji dokonał nurek jaskiniowy odkrywając kilkumetrowy, stosunkowo wąski chodnik z elementami drewnianej obudowy i podkładami torów, zakończony sporym obwałem. Następnym etapem było odwodnienie sztolni, które ukazało chodnik  szerokości 1 m i wysokości 2 m, o łukowatym stropie i śladach ręcznego urabiania o łącznej długości 43 m. Ciekawostką było odnalezienie na jednym z ociosów wykutej w skale daty – „1857”. Sztolnia, drążona w zlepieńcach i łupkach, w chwili obecnej na powrót jest niedostępna – otwór wejściowy został zawalony. Biorąc pod uwagę opis z listu tę sztolnię należy wykluczyć ze względu na jej lokalizację oraz wymiary – o ile długość byłaby odpowiednią by ukryć w niej samochód osobowy i dwie ciężarówki, o tyle szerokość definitywnie ją wyklucza.Sztolnia w LubominieInny wątek

Wiosna 1945 roku. Drogą z Jaczkowa do Gostkowa (na zachód od Trójgarbu) podąża transport ewakuujący dobra zdeponowane w majątku Hohenfriedberg… Tuż przy tej drodze, po prawej, za potokiem Cieklina nieopodal bezimiennej góry (526 m n.p.m.) znajdują się pozostałości starej kopalni w postaci dwóch szybów o średnicy około 3 metrów, oddalone od siebie o około 10 metrów. W jednym miejscu wygląda to tak, jakby zawalił się strop nad wejściem do sztolni, zawał będący wielkim, osuniętym na nie głazem. Kopalnia ta jest zaznaczona na mapie geologicznej E.Zimmermanna „Geologische Karte von Preussen und benachbarten deutschen Landern” Blatt Ruhbank, hrgs.1929. Nie leży ona na żadnym polu górniczym należącym do kopalni węgla kamiennego a najbliższa wysunięta od wschodu granica pola górniczego oddalona jest o około 1 km i pole to należało do kopalni węgla Kohlengrund.NYXJunkers Ju-52

W między czasie docierały różne inne informacje, jak na przykład ta, o rozbiciu się na stokach samolotu Junkers Ju-52, którego pozostałości odnajdywano. Pewien Niemiec, który był świadkiem tego zdarzenia, opowiedział tą historię wałbrzyszaninowi Krzysztofowi Kobusińskiemu.  Wiosną 1945 roku samolot transportowy Junkers Ju-52 lecący, z Festung Breslau dostał się w okolicach Trójgarbu w fatalne warunki atmosferyczne, we mgle pilot zboczył z kursu i uderzył w stok góry. Na pokładzie samolotu prócz załogi znajdowali się ranni niemieccy żołnierze. Katastrofę przeżyły wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie. Wrak rozbitego samolotu pozostał na stoku z uwagi na problemy z jego usunięciem i dopiero po wojnie radzieccy żołnierze „zainteresowali” się nim wymontowując z niego części nadające się do użytku, reszta zaś trafić miała na złom. Pan Krzysztof wielokrotnie penetrował miejsce katastrofy odnajdując w ziemi różne elementy Ju-52. Samoloty te były wykorzystywane m.in. do ewakuacji rannych z Festung Breslau i dostarczania amunicji.Junkers Ju-52Na zakończenie

Lubomin to niewielka, spokojna, łańcuchowa wieś wzmiankowana już w 1305 roku, zlokalizowana w siodle pomiędzy masywami Trójgarbu i Chełmca. Pod koniec XVIII w. funkcjonowała tu niewielka kopalnia węgla „Friedrich Wilhelm”, zaś w okolicy (w różnych okresach) „Emilie Anna”, „David Zubebor”, „Erwunschte Zukunft”, a także kopalnie rud metali (w Jabłowie). Miejscowa ludność od najdawniejszych czasów znajdowała w nich zatrudnienie. Wątki nie pasujące do siebie zarówno datami jak i rejonami rozgrywania się wydarzeń. Relacja 10-letniej dziewczynki (w 1944 roku) i szczątkowa informacja o transporcie dóbr z majątku Hohenfriedberg. Brak „namacalnych” miejsc na stokach Trójgarbu wpasowujących się w temat. Brak informacji źródłowych o miejscach, które można by brać pod uwagę i rozważania. Ale czy na pewno…?Szczątki Ju-52 rozbitego na Trójgarbie (fot.ze zbiorów K.Kobusińskiego)Miejscowa ludność rozpytywana o tunel czy sztolnię na południowo-wschodnich zboczach Trójgarbu niestety nie potrafiła wskazać takiego obiektu. List do adresata nie był podpisany, wiadomo jedynie, że został wysłany z Nowych Bogaczowic zatem nawet dotarcie do osoby informującej wydaje się być niemożliwe. Od faktu uzyskania informacji przez 10-letniego chłopca do momentu jej „upublicznienia” minęło 60 lat. Czy nie zastąpił on sobie samoistnie luk w pamięci uzupełniając faktami jako dorosły już człowiek? Penetracje terenu za śladami tajemniczego tunelu zamykanego wrotami dały wynik negatywny. Pozostaje napisać, tak jak autor listu – nie wiadomo czy to jest prawda czy nie…

(źródła: „Dolnośląskie potpourri” W.Stojak /Odkrywca 12/2010/; „Odkrycie sztolni w Lubominku” Aust,SGE; „Katastrofa samolotu na Trójgarbie” A.Szałkowski)

Możliwość komentowania Trójgarb – zaginiony transport i inne tajemnice została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia w Jagniątkowie

by on Wrz.26, 2014, under Pod ziemią

Obwały stropu i infiltracja wodyPołożenie i historia
Sztolnia znajduje się w Jagniątkowie przy ul. Saneczkowej (wlot tuż przy asfaltowej drodze po jej prawej stronie), w dolinie potoku Brocz, na wschodnim zboczu góry Sośnik 650 m n.p.m.
Powstała ona w trakcie prowadzonych prac poszukiwawczych za złożami uranu po II wojnie światowej. W 1954 roku, w rejonie poszukiwawczym OP-7 „Jagniątków” stwierdzono silną anomalię radiometryczną, w związku z czym rozpoczęto drążenie sztolni badawczej. Po roku prac nie dających oczekiwanych rezultatów prace górnicze przerwano a wlot sztolni zawalono poprzez odstrzelenie.

Opis sztolni
W połowie lat 90-tych XX wieku grupa eksploratorów odkopała wlot sztolni i obecnie do jej wnętrz prowadzi niewielki otwór o średnicy około 50 cm.
Pierwszy, około 40-metrowy odcinek sztolni zalany jej wodą do głębokości około 50 cm w wyniku braku grawitacyjnego odpływu wody. Podobna sytuacja występuje pomiędzy drugim bocznym chodnikiem a skrzyżowaniem chodników. Związane jest to ze znacznych rozmiarów obwałem tamującym odpływ wody – w tym miejscu, w strefie dyslokacji, ze stropu okresowo występuje intensywna infiltracja górotworu przez wodę, przybierająca czasami formę „podziemnego deszczu”.
Łączna długość chodników wynosi około 310 m (główne wyrobisko sztolni o długości 260 m i dwa 25 metrowe chodniki). Początkowy 200 metrowy odcinek biegnie prosto w kierunku północno-zachodnim, kolejne 60 m chodnika odbija pod niewielkim kątem w prawo. Na około 220 metrze wyrobiska odbijają prostopadle dwa, 25 metrowe chodniki boczne. Wcześniej, na około 165 i 205 metrze głównego wyrobiska, odbijają w lewo dwa niewielkie, zakończone przodkiem chodniki.
Wyrobisko posiada wymiary: szerokość 2,0 – 2,2 m, wysokość 1,8 – 2,2 m, a w strefach dyslokacji przekrój jest nieregularny, smukły i wysokość miejscami osiąga 6 m. Na spągu widoczne są ślady po torowisku kolejki i pozostałe gdzieniegdzie resztki drewnianych podkładów pod nią.

Promieniowanie
Poziom promieniowania:
– około 1 uSv/h w części przyotworowej,
– około 2,5 uSv/h w rejonie skrzyżowania chodników
– promieniowanie jonizujące, radon w powietrzu

Geologia
Sztolnia była drążona w granicie karkonoskim (średnio- i gruboziarnistym) poprzecinanym żyłami porfiru i aplitem. Ociosy w większości zbudowane są z porfirowatego granitu z widoczną mineralizacją w postaci skaleni (różowe i białe), kwarcu i biotytu (głównie na końcu zachodniego chodnika gdzie tworzą szeroki fałd). Około 120 m od wejścia występuje aplit i pegmatyt z kryształami kwarcu dymnego i morionu.
W sztolni można zaobserwować wiele interesujących zjawisk geologicznych, w tym m.in. kontakt dwóch podstawowych odmian granitu karkonoskiego, wewnętrzną budowę stref dyslokacyjnych oraz mineralizację (kwarcową i rudną).
Stan wyrobisk pod względem górniczym jest zmienny – dobry w miejscach drążenia sztolni w granicie, zły w strefach dyslokacji tektonicznych, o czym świadczą bloki skalne odspojone od stropu zalegające na spągu.

Sztolnia jest miejscem zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.Mieszkańcy sztolni - Nocki duże

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Snotyty

by on Lip.18, 2014, under Flora i Fauna

Snotyty (3)Snotyty swoją postacią przypominają galaretowate sople zwisające ze stropu i ścian jaskiń, wydłużone krople gęstego, półprzezroczystego szlamu lepko sączącego się, długości od 1 cm do ponad pół metra. Przypominają wyglądem śluz. Zostały odkryte (i tak nazwane) w 2003 roku przez zespół badaczy (Penelope Boston, Mike Spilde, Northup) w meksykańskiej jaskini Cueva de Villa Luz położonej niedaleko Tapijulapy. Jaskinia ta wypełniona jest trującymi wyziewami siarkowodoru, którego stężenie jest bardzo duże – 210 ppm. Przy poziomie siarkowodoru przekraczającym 10 ppm ludzie muszą oddychać przez maski z filtrem pochłaniającym go. Snotyty są tak zwanym biofilmem mikrobiologicznym, czyli warstwową kolonią bakteryjną sklejona w galaretowatą masę.Snotyty (2)Bakterie tworzące je należą do grupy chemotrofów. Utleniają siarkowodór będący ich jedynym źródłem energii i wydalają produkt uboczny w postaci kwasu siarkowego, a tym samym galaretowate struktury przypominające stalaktyty ociekają nim. Ich analiza wykazała, że były one wypełnione bakteriami blisko spokrewnionymi z siarkolubnymi Aciditheobacillus theooxidans, egzystującymi w ekstremalnych warunkach atmosfery siarkowodoru. Snotyty to tylko jeden z przykładów zbiorowisk bakteryjnych występujących w jaskini a tych jest kilkanaście. Każde z nich wygląda inaczej i każde korzysta z innych mechanizmów i źródeł odżywiania.Snotyty (1)Niektóre z takich zbiorowisk nie tworzą galaretowatych kropli ale pokrywają ściany jaskini różnymi deseniami w postaci kropek, linii czy sieci przypominających dendryty lub hieroglify. Te struktury nazywane są biowermikulacjami, a wzory biowermikulacyjne stanowią ważną biosygnature. Biowernikulacje spotykane są również poza środowiskiem jaskiń, zazwyczaj w miejscach gdzie występują niedobory jakichś zasobów, powstając w różnej skali, na przykład na obszarach pustynnych powłoki mchów i porostów. Snotyty stanowią pokarm dla niektórych, wyspecjalizowanych gatunków owadów troglofilnych i trogloksenicznych, na przykład muchówek. Naukowcy z Geological Society of America uważają snotyty za pomocne podczas poszukiwania form życia pozaziemskiego.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Tajemnice „Złotego Lasu”

by on Lip.11, 2014, under Skarby

TZL1Jest styczeń 1945 roku. Niemiec Otto Bergman ze wsi Hockenau (Czaple) udaje się przez Pilgramsdorfer Forst (obecnie część Złotoryjskiego Lasu) do swojej siostry w Harpersdorf (Twardocice). Są to ostanie dni, w których zamieszkująca na tych terenach ludność niemiecka szykuje się do ucieczki w głąb Rzeszy przed nadciągającymi wojskami Armii Czerwonej. Znalazłszy się w pobliżu wzgórza LangeBerg (Długotka 291 m n.p.m.) słyszy huk silnika nadjeżdżającego polną drogą samochodu. Zatrzymuje się i kryje za drzewem. Z mijającej niewielkiej ciężarówki dostrzega go żołnierz niemiecki. Ciężarówka zatrzymuje się. Otto wystraszony ucieka w głąb lasu. Żołnierz wyskakuje z ciężarówki i posyła w jego kierunku serię z karabinu maszynowego. Bergman w pewnym momencie czuje potworny ból i gorąco rozchodzące się po jego ciele – jedna z kul dosięgła jego barku.

Mimo odniesionej rany biegnie w panice na oślep przed siebie jeszcze przez kilkadziesiąt metrów, brnąc ostatkiem sił przez zalegający śnieg, po czym wpada w jakiś dół i traci przytomność na kilka minut. Gdy odzyskuje świadomość ostrożnie wychyla się z wykrotu, z przerażeniem obserwując teren. Widzi grupę kilku niemieckich żołnierzy przenoszących jakieś niewielkie skrzynie z ciężarówki w kierunku leśnej studni, które opuszczają do wnętrza. Po chwili dają mu się słyszeć strzały, a chwilę potem głuchy huk, po czym żołnierze wsiadają do samochodu, a ten zawraca w kierunku drogi Złotoryja – Lwówek Śląski. Otto ranny i ostatkiem sił wraca do swojego domu. W nim tygodniami dochodzi do siebie. Sam nie wie dlaczego wtedy nie zginał, dlaczego niemiecki żołnierz go nie dobił. Być może był przekonany o celności swoich strzałów, być może uznał, że szkoda tracić czas na tropienie przypadkowego świadka transportu, który przecież samej akcji ukrycia skrzyń już nie widział.TZL2Otto przeżył. Nie wyjechał jak jego siostra z rodziną i większość Niemców w głąb Rzeszy. Postanowił zostać na ojcowiźnie. Po wojnie do Czapli zawitali przesiedleńcy z kresów wschodnich. Jego dom został „przydzielony” rodzinie Władysława Zychlewicza. Nie byli złymi ludźmi pałającymi nienawiścią do ludności niemieckiej, uprzedzonymi do niego. Rozumieli los przymusowo wypędzonych z tych ziem Niemców – oni przecież też zostali przymusowo przesiedleni, rozumieli przywiązanie i miłość Otta do ziemi ojca. Z upływem czasu zaprzyjaźnili się na tyle, że traktowali go jak członka rodziny, jak wujka. Bergman wyjechał do Niemiec, do siostry dopiero pod koniec lat 50-tych i tam po paru latach zmarł.

Opowiedział jednak kiedyś Władysławowi Zychlewiczowi swoją przygodę w Złotoryjskim Lesie, o niemieckiej ciężarówce, która wjechała w las, o żołnierzach ukrywających jakieś skrzynie w studni. Studni, która tkwiła samotnie przez wieki w lesie i nigdy nie była studnią z prawdziwego zdarzenia, bo… nie było w niej wody!Otto nazywał ją „Ahnbrunnen”. Władysław kiedyś powtórzył zasłyszaną od Niemca historię swojemu synowi Zygmuntowi. Władysław zmarł, a Zygmunt wraz z rodziną wyprowadził się na Pomorze. W Czaplach pozostali inni członkowie rodziny Władysława nie znający tej historii. Zygmunt zaś opowiedział o tych wydarzeniach swojemu synowi Grzegorzowi i dlatego teraz, za jego sprawą, ujrzała ona światło dzienne.TZL3Jak zapewnia pan Grzegorz, historia ta nie jest żadną miejscową legendą jakich istnieje wiele, podobnych, krążących w wielu miejscach na Dolnym Śląsku. Ani Otto, ani Władysław i Zygmunt nikomu więcej o niej nie opowiadali. Co wiadomo na temat Złotoryjskiego Lasu nazywanego też błędnie Złotym Lasem? Otóż las stał się własnością Złotoryi w 1393 roku (stąd nazwa – Goldberger Forst). Przez leżący w jego centrum dzisiejszy przysiółek Czapli – Choiniec (Hainwald), w średniowieczu przebiegała uczęszczana przez kupców i pielgrzymów droga ze Złotoryi do Lwówka Śląskiego (obecnie droga krajowa nr.364). Istniało tutaj kilka zajazdów i kościół po którym w chwili obecnej nie ma żadnego śladu. W XIV wieku Złotoryjski Las zmienia nazwę na potoczną – „Złoty Las”, a to za sprawą odkrytych tu pokładów złotonośnych żwirów.

Od tego momentu staje się on średniowiecznym obszarem górnictwa złota. W chwili obecnej zachowało się niewiele śladów na powierzchni po ówczesnej „gorączce złota”, gdyż sztolnie i szyby drążone były w warstwach żwirów złotonośnych posiadając znikomą obudowę drewnianą, a opuszczone szybko ulegały zawaleniu. Pozostałe odkrywki polegały na drążeniu jam, ponieważ złotonośny żwir zalegał niezbyt głęboko, a wewnątrz nich pozostawiano dla bezpieczeństwa górników filary. Właśnie dzięki tym filarom dziś można jeszcze zidentyfikować w terenie kilka miejsc po wydobyciu oraz przebieg chodników, ponieważ teren wokół nich zapadł się. Odnajdywane do dziś jamy nie są typowymi sztolniami, a wybraniami w czwartorzędowych żwirach o głębokości paru metrów.TZL4Pewien zapis mówi o przypadku zapadnięcia się starego szybu na polu złotonośnym koło nieodległej wsi Chmielno w 1825 r. (około 9 km na północny-zachód od Złotoryjskiego Lasu). W tym samym roku, w sierpniu, miało mieć miejsce podobne zdarzenie na dawnym złotonośnym polu górniczym pomiędzy miejscowościami Bielanka a Dworek, około 5 km na zachód od Złotoryjskiego Lasu. Wówczas to niejaki Bergemann, będący inspektorem leśnym, odkrył tam głęboki na około 170 cm szybik prowadzący do sztolni. Ponieważ wzbudził on jego zainteresowanie, po usunięciu przeszkód wszedł do sztolni znajdując w niej tkwiące w zawalisku żwirowym szyny kolejki.

Ponownie miało zainteresować się terenem Złotoryjskiego Lasu OBB, wydając w 1924 roku koncesję na wydobycie złota. W związku z tym powstaje sztolnia „Hedwig”, w której wydobywano złoto do 1928 roku, po czy zamknięto ją z braku rentowności. Na tym kończy się blask „Złotego Lasu”. Złotoryjski Las słynie też z innego powodu, mianowicie jedynie tutaj w Polsce, na stosunkowo niewielkim obszarze znajduje się dużo kamiennych krzyży (7), w tym kamień ze starą inskrypcją, 2 pamiątkowe i 4 pokutne, bardzo interesujące ze względu na ryty narzędzi zbrodni i inskrypcje.TZL54 października 2013 r. leśniczy Wojciech Grzywa i podleśniczy Jarosław Rudnicki rutynowo patrolowali fragment Złotoryjskiego Lasu od strony Nowych Łąk, a zarazem niedaleko tajemniczego kamiennego krzyża z jedynym w Europie rytem poziomicy i kielni. Przy okazji próbowali wyjaśnić pochodzenie kilkudziesięciu zagadkowych niezbyt głębokich dołów w tym rejonie. Tak wspomina ten moment Wojciech Grzywa: Jarek potknął się o wystający z ziemi kikut podstawy krzyża i (…) zwrócił tym moją uwagę: wtedy zobaczyłem na ziemi przed sobą zarys leżącego pod mchem krzyża. Spod darni, gałęzi i mchu, odsłonili wykonany z piaskowca krzyż z inskrypcją, rozpoczynającą się datą 1808. Po ułamaniu leżał tam zapewne od dłuższego czasu, samoistnie znikając pod ściółką. Tkwiący obok w ziemi prostokątny kamień okazał się fragmentem trzonu krzyża. Pełni emocji spędzili przy krzyżu blisko godzinę, wydobywając go z ziemi i oczyszczając inskrypcję na tyle, by na gorąco wykonać kilka zdjęć telefonem komórkowym. Nie spodziewali się takiego odkrycia w tym  miejscu; mieli nadzieję na takie znalezisko ewentualnie bardziej na północy Złotoryjskiego Lasu, ponieważ na starych mapach figuruje taki zaginiony obiekt. Krzyż trafił z powrotem do swojej kryjówki, by nie paść łupem poszukiwaczy skarbów (…).Odnaleziony krzyż fot Marzena SzkutnikKrzyż, razem z wystającym fragmentem trzonu, liczy 86 cm wysokości, rozpiętość ramion wynosi 51 cm; trzon i ramiona mają przekrój kwadratu o boku 21 cm. Udało się odczytać inskrypcję: 1808 Ist ein Geh: Man gef: word: Den 14 Oct. We współczesnym języku niemieckim brzmiałaby: „Am 14. Oktober 1808 ist ein gehängter Mann gefunden worden”, a w tłumaczeniu na język polski: 14 października 1808 r. został znaleziony powieszony mężczyzna. Niewykluczone, że archiwalia przyniosą szczegóły tego tragicznego wydarzenia, którego nie wiążemy w tej chwili z jakąś wojenną zawieruchą. Ten siódmy krzyż ma więc charakter pamiątkowy i jest najmłodszym kamiennym krzyżem Złotoryjskiego Lasu (…). Dzięki Wojciechowi Grzywie i Jarosławowi Rudnickiemu Złotoryjski Las ujawnił kolejną ze swych tajemnic. A kryć może jeszcze niejedną. Jakiś czas temu saperzy usuwali stąd niewybuchy. W leśnych ostępach natrafić można nie tylko na tajemnicze zagłębienia i ślady kamieniołomów, ale także na sporych rozmiarów piaskowcowe głazy czy fragmenty fundamentów. Złotoryjskiego Lasu nie mieli okazji zbadać archeolodzy„.StudniaWracając do tajemniczej studni. By do niej trafić wystarczy zatrzymać się przy pomniku „40-lecia Koła Łowieckiego Cyranka” po prawej stronie drogi do Lwówka Śląskiego za wsią Nowe Łąki i dalej iść polna drogą w prawo. Po około 300 m po lewej stronie w lesie znajduje się opisywana studnia. Czy na pewno jest to studnia skoro w czasach przedwojennych i powojennych nie było w niej wody? Kto i po co miałby budować studnię w środku lasu między dwoma, niewielkimi wsiami? Sporej średnicy obiekt, wykonany z ciosanych bloków piaskowca, bez przybudowy naziemnej, głębokości ponad 12 metrów, z suchym dnem. Czym zatem była skoro nie czerpnią wody? Odpowiedź może być następująca – prawdopodobnie owa studnia mogła być szybem (studnią rewizyjną) przeprowadzającym przez piaski i żwiry do warstwy złotonośnej znajdującej się nad piaskowcami. Znane są podobne rozwiązania i konstrukcje na terenie Dolnego Śląska.Lokalizacja studni w Złotoryjskim LesieZ jej dna mogły rozchodzić się chodniki w nieokreślonych bliżej kierunkach, posiadające obudowę drewnianą, a być może kamienną. Wykucia na górnej krawędzi studni, w blokach piaskowcowych, świadczą o zamontowanej tu dawniej belce, która mogła służyć jako element urządzenia wyciągowego do transportu urobku. Na jej ścianach nie ma widocznych śladów po stopniach sprowadzających w dół. A może jednak była zwykłą studnią, w której ciek wodny zanikł na przestrzeni wieków, ginąc w spękaniach powstałych w piaskowcu na jej dnie. Nie mniej jednak żołnierze niemieccy z pewnością wiedzieli o jej istnieniu. Co było w skrzyniach? Tajne dokumenty, kosztowności, zbędny sprzęt wojskowy, broń? Skąd przyjechał transport? Może z nieodległego zamku Grodziec, w którym zorganizowano jedną ze składnic Gunthera Grundmanna? Czy skrzynie nadal spoczywają na dnie studni, czy zostały już wydobyte? Tajemnica „Ahnbrunnen” ciągle czeka na swoje rozwiązanie. Imiona i nazwiska bohaterów na prośbę pana Grzegorza zostały zmienione.

(źródła: własne i „Siódmy krzyż odnaleziony w złotoryjskim lesie”- R.Gorzkowski, J.Banaszek)

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia „Złotych Wołów” w górze Chełmiec

by on Cze.25, 2014, under Pod ziemią

Chodnik w sztolni Złotych WołówNad Wałbrzychem, od zachodu, góruje drugi co do wysokości szczyt Gór Wałbrzyskich – Chełmiec 851 m n.p.m., stanowiący rozległy masyw, z dominującą, zalesioną kopułą. Zbudowany głównie z porfirów powstał w wyniku karbońskich procesów wulkanicznych. Na jego południowych zboczach, w 1856 roku, przedsiębiorca Georg Kramsta zakłada kopalnię Prophet (Prorok), na terenie wcześniejszych, XVI-wiecznych robót górniczych, która z braku rentowności zostaje zamknięta po 10 latach. Do założenia tego należała również sztolnia „Złotych Wołów” (Goldner Ochsen Stollen), drążona za rudami ołowiu i srebra, posiadająca swój wlot na wysokości 556 m n.p.m. i około 450 metrów chodników. W chwili obecnej pierwotne wejście do sztolni zastąpiła ceglana studzienka, która pełniła funkcję czerpni wody.

Jedyną drogą prowadzącą do jej wnętrza jest ta, wiodąca przez prawie 10-metrowej głębokości studzienkę techniczną oddaloną o około 50 m. Aby do niej zejść niezbędna jest lina i przyrządy zjazdowe lub stosownej długości drabinka. Dno studni jest częściowo zagruzowane i zaśmiecone. Stąd biegną dwa, naprzeciwległe chodniki, z których pierwszy, biegnący ku pierwotnemu wejściu sztolni, jest ciasny z powodu zalegającego w nim gruzu i kończy się po około 10 metrach zawałem. Kierując się drugim chodnikiem w głąb sztolni, po około 10 metrach, doprowadza on do niewielkiej komory, w której spągu znajduje się zalany, obudowany częściowo drewnem, 12 metrowy szyb sprowadzający na niższy poziom eksploatacyjny sztolni.

Idąc dalej, po kilku metrach widoczna jest kolejna niewielka komora (3m x 3m), z której następnie wąski (1m x 1,8m), około 70 metrowy chodnik doprowadza do dużej, wysokiej na około 5 metrów komory eksploatacyjnej. W komorze znajduje się spora hałda rumoszu skalnego. Kilka metrów za nią umiejscowiony jest niewielki betonowy próg/tama. Za tamą chodnik robi się coraz to mniejszy doprowadzając do obudowanego stemplami przodka, ze sporych rozmiarów zawałem, powstałym w wyniku zasypania szybu transportowego prowadzącego niegdyś na powierzchnię. Sztolnia jest prostym wyrobiskiem bez bocznych chodników poszukiwawczych i obecnie dostępna jest na około 140 metrach.

Możliwość komentowania Sztolnia „Złotych Wołów” w górze Chełmiec została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Gozdnica

by on Cze.09, 2014, under Pod ziemią

SGMiędzy wsiami Gozdno (Herrmannswaldau) i Kondratów (Konradswaldau) znajduje się mały masyw górski składający się z czterech charakterystycznych wzniesień – Gozdnicy 455 m n.p.m., Międzydroża 460 m n.p.m., Jastrzębnika 468 m n.p.m. i Pustelnika 440 m n.p.m. Przez teren tych wzgórz (na północ od góry Pustelnik, a na południe od Międzydroża i Jastrzębnika) przebiega szlak „Wygasłych Wulkanów”. Mało kto wie co skrywa w sobie góra Gozdnica (Tannhubel). Otóż jesienią 2013 roku udało się na jej zboczach zlokalizować zawalone wejście do sztolni. Podjęte prace powierzchniowe doprowadziły do odgruzowania jej wlotu, a następnie eksploracji jej wnętrza.SG (1)We wstępnej fazie prac wykonano „rowek”, mający na celu udrożnienie grawitacyjnego odpływu wody z wnętrza sztolni, w której poziom wody sięgał miejscami do 1,5 m głębokości. Następnie przystąpiono do jej eksploracji. Sztolnia, prawdopodobnie drążona za rudami takich metali jak miedź, srebro, złoto, a być może i uranem, okazała się prostym wyrobiskiem o łącznej długości dostępnych chodników – 245 metrów, w tym prosty, główny chodnik – 230 m (gdzie na jego 210 metrze wydrążono szyb w spągu) i boczny chodnik, 15-metrowy, zakończony zawałem, najwyraźniej szybu wyprowadzającego na powierzchnię. Wewnątrz sztolni, na spągu, odnaleziono pozostałości torowiska kolejki, z drewnianymi podkładami i szynami.SG (2)Sztolnia posiada miejscami obudowę drewnianą. W jej końcowym odcinku uwidacznia się spora infiltracja górotworu przez wodę (spękania), czego świadectwem mogą być chociażby liczne nacieki mineralne. Najprawdopodobniej jej powstanie wiąże się z dawnym, XVIII-XIX-wiecznym poszukiwaniem rud metali kolorowych. Wokół sztolni nie ma żadnych śladów pozostałości dawnego górnictwa, na przykład hałd skały płonnej, co może sugerować, że eksploatowane złoże rud metali było na tyle bogate, iż wydobytą rudę na bieżąco transportowano do miejsca jej wytopu. Na chwilę obecną „Sztolnia Gozdnica” w dalszym ciągu jest badana.

Możliwość komentowania Sztolnia Gozdnica została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

20. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych

by on Cze.04, 2014, under Galimatias

20TJ31 maja 2014 roku w nieczynnym kamieniołomie „Gruszka” w Wojcieszowie odbyły się 20. Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych „Złoty Karabinek”. Równocześnie zostały rozegrane towarzyskie otwarte zawody wspinaczkowe na sztucznej ściance. Organizatorem był Speleoklub „Bobry” z Żagania, który posiada tam swoją bazę „Dziuśkowa Chata”. Wielu uczestników corocznie zjeżdża się z całej Polski. Przygotowania do imprezy rozpoczęły się już dzień wcześniej, kiedy to uczestnicy zostali zakwaterowani, został rozegrany mecz piłki nożnej pomiędzy drużyną grotołazów, a drużyną z Wojcieszowa (wynik 6:6) oraz prezentacja filmów z ubiegłorocznych mistrzostw zakończona prelekcją.20TJ1W dniu następnym, po potwierdzeniu i rejestracji zawodników oraz osób niestartujących w zawodach, nastąpiła odprawa przed startem – omówienie trasy, zadań, zapoznanie z regulaminem oraz losowanie list startowych. Oficjalne otwarcie zawodów nastąpiło o godzinie 10.00. W mistrzostwach wzięło udział 35 zawodników, w tym 11 pań. Tegoroczne zawody miały nową, zmodernizowaną formułę. Zawodnicy rywalizując o tytuł Mistrza Polski w Technikach Jaskiniowych konkurowali w autoratownictwie, w którym to musieli poradzić sobie z 76-kilogramowym manekinem „Januszem”, wspinali się pokonując odcinki linowe po skosie tak zwaną tyrolką, zjeżdżali na linie przez oponę i na koniec przechodzili przez zaciski, meander, który na potrzeby tegorocznych zawodów został wybudowany na nowo przez organizatorów.20TJ2Nie obyło się bez dyskwalifikacji kilku zawodników, między innymi z powodu błędów technicznych i nie zmieszczenia się w regulaminowym limicie czasowym. Do finału zakwalifikowało się 9 osób, które na koniec musiały zmierzyć się ze sprintem na linie. Zawody zakończyły się klasyfikacją generalną, ogłoszeniem wyników i wręczeniem nagród. W tym roku triumfowali: Kobiety – 1 miejsce Izabela Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza), 2 miejsce Agnieszka Włosek (Speleoklub Dąbrowa Górnicza), 3 miejsce Magdalena Rembecka (Speleoklub Dąbrowa Górnicza).20TJ3Mężczyźni – 1 miejsce Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Paweł Tomaszewski (Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego), 3 miejsce Krzysztof Zabłotny (Wrocławski Klub Wysokogórski). Michał Macioszczyk po raz trzeci zajął 1 miejsce. Mistrzostwa rejestrowało 5 kamer HD, rozmieszczonych w różnych punktach. Dla dzieci zorganizowano warsztaty artystyczne oraz zjazd na linie – popularną tyrolkę, dla dorosłych między innymi rzut kulą i małą strzelnicę. Na miejscu była dostępna gastronomia, można również było zakupić sprzęt wspinaczkowy oraz literaturę – książki i czasopisma o tematyce wspinaczkowej, górskiej oraz pamiątkowe t-shirty w cenie 20 zł.20TJ5Po zawodach odbyła się impreza integracyjna z atrakcją w postaci „tańca na rurze”. Pogoda dopisała, a sama impreza była dobrze zorganizowana i udana. Odwiedziło ją kilkaset osób. Partnerami mistrzostw byli między innymi: Polski Związek Alpinizmu, Komisja Taternictwa Jaskiniowego PZA, Wałbrzyski Klub Górski i Jaskiniowy oraz Gmina Wojcieszów. W ubiegłym roku na podium znaleźli się: kobiety – 1 miejsce Paulina Piechowiak (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Agnieszka Włosek, 3 miejsce Magdalena Rembecka – obie panie ze Speleoklubu Dąbrowa Górnicza; mężczyźni – 1 miejsce Michał Macioszczyk (Wielkopolski Klub Taternictwa Jaskiniowego), 2 miejsce Bartłomiej Juroszek (Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej GOPR), 3 miejsce Paweł Tomaszewski (Sopocki Klub Taternictwa Jaskiniowego).

 

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia nad Błotnią

by on Kwi.27, 2014, under Pod ziemią

Sztolnia nad Błotnicą (Botnicą)26 kwietnia 2014 roku. Udajemy się na zbocza Dębnicy (Eichberg) 463 m n.p.m., celem ich penetracji za dawnymi pozostałościami górnictwa w tym rejonie. Bierzemy na celownik jej zachodnie zbocza. Przemierzając las mieszany natrafiamy wielokrotnie na zapadliska, szurfy oraz odsłonięcia i wychodnie skał zieleńcowych. Widzimy rowy odwadniające, pozostałości po stawach płuczkowych. Liczny rumosz skalny i coraz liczniejsze pingi świadczą o intensywnej eksploatacji w tym rejonie za złożami rud metali w średniowieczu. Penetrujemy kolejne jary i podejmujemy decyzję aby jednym z nich zejść w dół, w kierunku rzeki Błotni (Błotnicy/Botnicy). Jej lewym orograficznie brzegiem trawersujemy zbocze Dębnicy. Rzeczka meandruje wśród lasu iglastego. W pewnym momencie docieramy do miejsca, gdzie niewielkim jarem z jej zbocza wypływa ciek wodny zasilający wody Błotni.Sztolnia nad BłotnicąPrzyglądamy się jego początkowi. Ewidentnie wskazuje on, że w tym miejscu powinien znajdować się wlot sztolni, a ciek wodny upewnia nas w przekonaniu, iż w tej skarpie jest drożna sztolnia. Podejmujemy decyzję – odgruzowujemy wlot. Albo, albo. Po 2 godzinach pracy uwidacznia nam się otwór prowadzący w głąb góry. Jest sztolnia! Jeszcze chwila odrzucania rumoszu skalnego, by wlot osiągnął wymiary pozwalające na spokojną eksplorację sztolni. Zaraz za wlotem widoczna jest silna infiltracja wody i małe „jeziorko” na spągu, a po lewej stronie pozostałość po drewnianej obudowie – resztki stempla. Wlot znajduje się na wysokości 380 m n.p.m. Szerokość wyrobiska waha się w granicach 2 metrów, wysokość 1,7 m i biegnie pod kątem 60′ NW-SE. Sztolnia wydrążona jest w łupkach poprzecinanych żyłami kwarcu z wyraźną mineralizacją związków żelaza i miedzi. Wyrobisko ma 20 metrów długości, prostego chodnika zakończonego przodkiem.Staw płóczkowy powyżej sztolniWszystko wskazuje na to, że była to sztolnia poszukiwawcza za rudami żelaza lub miedzi, być może srebra i złota, jednakże próby rud nie dały oczekiwanych rezultatów i zaprzestano w niej prac. Stan wyrobiska, pomimo zawalenia wlotu, jest dobry, w sztolni jest grawitacyjny odpływ wody. Technika jej drążenia wskazuje, że prawdopodobnie jest to sztolnia z XVII lub XVIII wieku. Robimy zdjęcia wnętrza, mineralizacji na ścianach i stropie, po czym opuszczamy ją pozostawiając wlot drożnym. Udajemy się w górę meandrującej Błotni, gdzie po około 100 metrach natrafiamy na groblę, a za nią na staw płuczkowy. Do niego spływa kolejny strumień. Podchodzimy wzdłuż niego do góry i wśród buków zauważamy kolejne dwa zapadliska z których bierze on swój początek. Jest to kolejne świadectwo znajdujących się tu drożnych sztolni. Tym razem odpuszczamy sobie wszelkie prace eksploracyjne pozostawiając je sobie na kolejny wypad. Odkopane wyrobisko nazwaliśmy umownie „Sztolnią nad Błotnią”.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Muzeum Złota w Złotoryi

by on Kwi.22, 2014, under Ciekawe miejsca

ZłotoryjaZłotoryja. Miasto „złotem płynące”… Znane chyba najbardziej z średniowiecznych tradycji górniczych związanych z wydobyciem złota, corocznie organizowanych w nim mistrzostw w płukaniu złota, „w złocie pochowanych”, kopalni Aurelia i Muzeum Złota. Tym razem bierzemy na „celownik” Muzeum Złota. Wjeżdżamy do rynku. Na całym terenie znajdują się płatne parkingi. Centrum miasta to ciasna kamieniczna zabudowa, w której widać wykorzystane środki unijne na renowację starówki. Mijamy ratusz, obok dumnie ustawioną sztuczną bramę „1211-2014 Złotoryja. Stolica Polskiego Złota”. Kierujemy się na ul. Zaułek 2, przy której to zlokalizowane jest Muzeum Złota (Złotoryjski Ośrodek Kultury i Rekreacji). Docieramy do małego, żółtego, strzelistego budynku, pokrytego czerwoną dachówką, z przyklejonymi fragmentami kamiennego muru. Na przeciwko wejścia znajduje się mały skwer z symboliczną postacią kopacza/płukacza złota. Na drewnianymi wejściowymi drzwiami dumnie widnieje „złoty” napis Muzeum Złota.

Muzeum Złota  mieści się w centrum Złotoryi w zabytkowym budynku, pochodzącym z 2 poł. XVII w., przylegającym do południowego-zachodu odcinka muru obronnego. Obiekt został adaptowany na muzeum w latach 1973-1977. Działające w Złotoryi Społeczne Muzeum Ziemi Złotoryjskiej przekazano w 1992 r. pod nadzór Złotoryjskiego Ośrodka Kultury. Od 1998 r. roku muzeum nosi nazwę „Muzeum Złota”.  Znaczna część zbiorów pochodzi z daru Leopolda Schmetterlinga – nauczyciela i kolekcjonera.”

Po wejściu do muzeum, po prawej stronie zauważamy kasę, a w niej znużoną panią kasjerkę. Bilet normalny – 5 zł, ulgowy 3,5 zł. Godzina 12:48, wtorek 22 kwietnia. Jedyni w muzeum. Pani kasjerka sprzedaje nam bilety w międzyczasie telefonując po koleżankę. Pani „koleżanka” po paru minutach pojawia się (znudzona) przy kasie. W tym momencie, już po zakupieniu biletów, dowiadujemy się że nie zwiedzimy III-go piętra, ze względu na zmianę ekspozycji (!). Może warto by obniżyć cenę biletu (?!). Włącza nam światło na schodach prowadzących na I piętro. Wchodzimy. Sala ekspozycyjna na I piętrze, to kilka szklanych gablot poziomych i pionowych zawierających okazy skał i minerałów z okolic… i z Czech. Pani „koleżanka” (kustosz?) w ogóle nie zainteresowana nami, idzie sobie do swojego kantorka, robi kawę, siada za komputerem… Rewelacji informacyjnych w sali nie ma, kilka tablic wiszących na ścianach. Robimy zdjęcia i udajemy się na II piętro. Kolejne zaskoczenie. Eksponaty związane z wydobyciem złota raczej nikłe. Powtarza się historia z piętra I. Kilka szklanych gablot, reprodukowane misy do płukania złota, drewniana płuczka, parę „nowo-średniowiecznych” szat… Pani „koleżance” nawet nie chciało się włączyć światła w sali…

„Naładowani” maksimum wiedzy o „złotej” historii Złotoryi, a jeszcze bardziej zażenowani tym co to muzeum oferuje, postanawiamy jak najszybciej opuścić je, by nie marnować czasu na inne bardziej interesujące zabytki tego miasta jak chociażby pobliski kościół Nawiedzenia NMP, gdzie prócz interesującego wnętrza można na elewacji zobaczyć dużą ilość epitafiów i wejść na wieżę z której roztacza się piękna panorama. Nie polecamy tego muzeum, z dwoma ciasnymi pomieszczeniami ekspozycyjnymi. Wiele prywatnych muzeów posiada bogatsze ekspozycje niż to złotoryjskie. Więcej możecie zobaczyć za 7 zł w Muzeum Regionalnym w Jaworze. Duża powierzchnia, multum ciekawych ekspozycji, w tym archeologicznych i geologicznych, miła i kompetentna obsługa, oraz zwiedzanie gotyckiego zespołu poklasztornego oo. bernardynów z końca XV w. (specyficzny klimat), składającego się z kościoła NM Panny  i klasztoru, z cennymi freskami i rzeźbami. Zwiedzanie muzeum w Złotoryi zajmuje z wysiłkiem 30 min… Zwiedzanie muzeum w Jaworze od 2-3 godzin.

Leave a Comment :, , , , , , , , , więcej...

Legenda o powstaniu Lisiej Sztolni…

by on Kwi.22, 2014, under Legendy

Pewnego razu w góry wyruszył mały pastuszek. Rodzice jego mieszkali w Wałbrzychu, w ubogiej chałupce, a on pomagając im, codziennie wychodził z niewielkim stadkiem owiec, aby je paść na zboczach górskich. Ale chłopcu nudziło się, gdy owce skubały spokojnie trawę. Nic więc dziwnego, że szukał sobie rozrywki myszkując po zaroślach śledząc ptactwo i zwierzęta. Tego dnia, gdy uspokojony, że owce się nie rozbiegną, ruszył znów na wędrówkę, udało mu się znaleźć coś, czego nie znajduje się co dzień – lisią norę. Co więcej w jej wnętrzu i wokół niej leżało pełno dziwnych kamieni czarnych, dość lekkich i błyszczących. Zaciekawiony chłopak postanowił zabrać ich kilka do domu i pokazać rodzicom. Ale oni, utrudzeni robotą nie chcieli się tym zajmować.

– Wyrzuć te kamienie, jeszcze mi nimi izbę będziesz zaśmiecał – burknęła matka.

Pastuszek posłusznie wrzucił kamienie do ognia, ale jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył, że zaczęły one płonąć. Wieść o węglu, bowiem węglem właśnie były owe nieznane kamienie, rozniosła się szybko. Wielu ludzi wyruszyło po nie do lisiej jamy, na której miejscu powstała pierwsza w tych stronach kopalnia węgla, zwana jeszcze długo Lisią Sztolnią.

Leave a Comment :, , , , , , więcej...

Sieciarz jaskiniowy. Najjadowitszy pająk w Polsce

by on Kwi.09, 2014, under Flora i Fauna

SJ„Najbardziej jadowity pająk w Polsce ma 5 cm długości i czyha nie tylko w jaskiniach, lecz także w tunelach kolejowych oraz w piwnicach…”.
Tym jadowitym stawonogiem jest Sieciarz jaskiniowy (Meta menardi). Gatunek został opisany przez francuskiego arachnologa Pierre André Latreille’a w 1804 roku. Sieciarz występuje powszechnie w Europie – od Skandynawii po basen Morza Śródziemnego, a także w Azji. Lokalizuje się w studzienkach kanalizacyjnych, jaskiniach, sztolniach, piwnicach, a także u wylotów tuneli kolejowych. Gatunek ten osiąga pokaźne rozmiary – odwłok liczy jedynie 1,5 cm długości, ale wraz z odnóżami jego ciało osiąga ponad 5 cm. Pająk ten nie tka zwyczajnej sieci. Buduje zazwyczaj swojego rodzaju pajęczą sieć komunikacyjną, po której przemieszcza się, polując. Gatunek ten opracował spowolnione użytkowanie energii, dzięki temu wydajniej migruje i poluje przez cały rok. Sieciarz charakteryzuje się sezonowymi wędrówkami, w zimie, w celu zdobywania pożywienia. Żywi się innymi stawonogami, głównie wijami oraz ślimakami z rzędu trzonkoocznych.SJ1W Polsce sieciarz uznawany jest za najbardziej jadowitego pająka. Na szczęście, nie stanowi wielkiego zagrożenia dla ludzi. Jego ukąszenie może być wyjątkowo nieprzyjemne – porównuje się je do użądlenia przez szerszenia. Sieciarz jest prawdziwą osobliwością. Dorosłe osobniki charakteryzują się fotofobią. Wybierają ciemne miejsca z racji swoich wrażliwych oczu, które nie zniosłyby jasnego, intensywnego światła. Całkiem inaczej zachowują się jednak młode osobniki. W przeciwieństwie do rodziców, wykazują tzw. fototaksję – poruszanie się w kierunku światła. Ewolucjoniści podejrzewają, że jest to rodzaj adaptacji, która pozwala młodym zasiedlać nowe, korzystniejsze terytoria. Zaliczany jest do rodziny kwadratnikowatych (Tetragnathidae). Rodzina ta obejmuje prawie tysiąc gatunków. Wiele z nich zajmuje tereny rzeczne oraz różnego rodzaju mokradła, a jedynie rodzaj Meta, do którego należy sieciarz, preferuje jaskinie i podobne do nich lokalizacje.SJ7Jest pająkiem o lśniącym, gładkim odwłoku w kolorze od ciemnoczerwonego po czarny. Spotykane są osobniki, których odwłok jest nawet bardziej zróżnicowany kolorystycznie – o wyraźnym, ciemnooliwkowym odcieniu. Często mylony jest z innym gatunkiem, równie dużym i podobnie ubarwionym – Meta bourneti (Simon 1922). Nawet doświadczony arachnolog musi dokonać analizy mikroskopowej, aby odróżnić od siebie te dwa gatunki. Dekadę temu pająk ten miał swoje pięć minut w brytyjskich mediach. Pracownicy firmy telekomunikacyjnej British Telecom, którzy mieli zainstalować kable pod królewskim zamkiem Windsor, nieopodal Londynu, natknęli się na liczną populację pająków. Niezwykle szybko mieszkańców i pracowników British Telecom ogarnęła panika.SJ3O pająkach mówiono, że są ogromne i jadowite oraz, że dzięki swoim aparatom gębowym są w stanie przegryźć ludzką skórę. Na szczęście, afera ucichła, gdy tylko arachnolodzy zainterweniowali, opisując te „ogromne” pająki jako Meta menardi i zapewniając, że nie stanowią zagrożenia. Wciąż jednak, wiele osób panicznie się ich boi. Z kilku powodów sieciarza wybrano pająkiem roku 2012. Po pierwsze, gatunek jest reprezentantem fascynującej rodziny kwadratnikowatych (Tetragnathidae) – dotychczas niewyróżnianej. Po drugie, jako mieszkaniec jaskiń może funkcjonować w roli bohatera dwóch kategorii: wśród pająków jako takich i wśród „jaskiniowców”. Sieciarz jaskiniowy jest jednym z 955 gatunków Tetragnathidae znanych z całego świata. W Europie występuje 29 gatunków, w tym 19 odnotowano w Europie Środkowej.SJ4Ma szerokie rozmieszczenie geograficzne. Znany jest z całej Paleoarktyki, z wyjątkiem Japonii. W centralnej Europie zamieszkuje tereny krasowe, np. w Alpach Frankońskich i Szwabskich. W Polsce spotykany jest w wielu jaskiniach i sztolniach. Żyje w jaskiniach, piwnicach, wyrobiskach górniczych i rumowiskach skalnych o średnim poziomie wilgotności, w temperaturze powyżej 7°C. Ciało samców osiąga 11-13 mm długości, samice mierzą 14-17 mm. Ubarwienie jest raczej ciemne: głowotułów czerwonobrązowy a odwłok w różnych odcieniach brązu z delikatnym jaśniejszym wzorem i dwiema owalnymi plamami. Brązowe nogi mają czarne obwódki. Meta menardi można pomylić z innym mieszkańcem jaskiń, np. z Metellina merianae (Scopoli, 1763), ten drugi jest jednak mniejszy, ubarwiony w szarych odcieniach. Ponadto, buduje rozleglejsze sieci z większą liczbą promieni i nici łownych a jego ulubioną zdobyczą są owady latające.SJ5Fauna jaskiniowa obejmuje wiele innych gatunków pająków, wykazujących przystosowania do podziemnego życia. Są one zwykle znacznie mniejsze (np. Linyphiidae) i trudno je pomylić z przedstawicielami rodzaju Meta, zwłaszcza z sieciarzem. Jako wyraz adaptacji do życia w ciemności, niektóre z nich wykazują tendencję do regresji oczu. Zaloty u wymienionych gatunków z rodzaju Meta zwykle mają miejsce wczesnym latem. Następnie, od połowy lipca do początków sierpnia, samica buduje kokon o średnicy 2-3 cm, zawiesza go na nici i strzeże przez kilka tygodni po czym umiera. W końcu sierpnia młode są widoczne wewnątrz jako czarne kropki. Nie opuszczają jednak kokonu aż do wiosny następnego roku. Wtedy kierują się do wyjścia jaskini i można je obserwować przez kilka tygodni. W tym czasie niektóre kolonizują inne jaskinie, część pozostaje w starej. Meta menardi osiąga wiek 2-3 lat – w odróżnieniu od większości gatunków, które żyją jeden rok. Sieć sieciarza jaskiniowego ma 20-30 cm średnicy, zawiera nieliczne nici łowne i można ją uznać za szczątkową, stąd rzadko jest skutecznym narzędziem do polowania.SJ6Sieciarz jaskiniowy spędza większość czasu na ścianach jaskini, gdzie łowi stonogi, chrząszcze, wije, ćmy i inne motyle, ślimaki i inne małe zwierzęta. Ofiary zawiesza na niciach pajęczyny. Zarówno dieta, jak i sposób polowania są adaptacją do jaskiniowego życia. Sieciarz jaskiniowy bywa nazywany krzyżakiem jaskiniowym, mimo, że nie należy do rodziny krzyżakowatych (Araneidae). Z powodu swych rozmiarów jest jednym z najbardziej charakterystycznych i ważnych mieszkańców jaskiń i wyrobisk górniczych strefy klimatu umiarkowanego, reprezentując całą grupę organizmów, często rzadkich i chronionych. Wybór Meta menardi, jak podkreślają m.in. członkowie German Cave and Karst Researchers, jest próbą skierowania większej uwagi na jaskinie i podobne środowiska – jako miejsca zamieszkiwane przez fascynujące zgrupowania zwierząt. Wybór jest także dowodem owocnej współpracy arachnologów i speleologów. Najliczniejsza jego populacja w Sudetach występuje w Jaskini Pajęczej „Arachnofobii” w górze Połom 667 m n.p.m. koło Wojcieszowa.

Możliwość komentowania Sieciarz jaskiniowy. Najjadowitszy pająk w Polsce została wyłączona :, , , , , , , , , , więcej...

Z pamiętnika eksploratora…

by on Kwi.05, 2014, under Galimatias

Płyta z otworemO odnalezionych podziemiach cysterskich…

Historia z podziemiami cysterskimi w okolicach miejscowości Słup rozpoczyna się w 1810 roku, kiedy to w wyniku sekularyzacji zakonu grupka mnichów nie godząc się na zarekwirowanie dóbr i kosztowności zgromadzonych w lubiąskim klasztorze, buntuje się i ucieka z ich częścią w kierunku Krzeszowa, gdzie mieści się kolejne opactwo. Docierają do Winnicy, gdzie umiejscowiona była ich grangia, a dalej w kierunku Słupa i góry Górzec.

Jedna z legend dotycząca terenu gminy Męcinka mówi o podziemnym przejściu z kościoła w Słupie do kaplicy we wsi Żarek, która obecnie nie istnieje – pozostaje zalana pod wodami zbiornika Słup. Owa kaplica była niegdyś częścią klasztoru należącego do zakonnic, o surowej regule zakazującej pokazywania się wśród ludzi, zatem do słupskiego kościoła chodziły tym podziemnym korytarzem.

Krnąbrni mnisi wraz z przywłaszczonymi dobrami kierują się na Górzec. Masyw jest im dobrze znany z racji tego, iż od połowy XIII w. góra ta jak i obszar Mniszego Lasu należał do cystersów z Lubiąża, a w 1740 r. wytyczyli oni na niej tzw. Drogę Kalwaryjską, wzdłuż której ustawiono 14 piaskowcowych kapliczek. Ponadto znajduje się on mniej więcej w połowie drogi z Lubiąża do Krzeszowa. W 1810 roku u podnóża Górzca powstaje pustelnia, w której to zamieszkał jeden z mnichów, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr, ukrytych gdzieś w okolicy. O losach pozostałych jego kompanów nic nie wiadomo. Sam teren masywu Górzca obfituje w różnego rodzaju pozostałości po średniowiecznych pracach górniczych, takich jak sztolnie, szyby, pingi, itp., co niewątpliwie sprzyja możliwości ukrycia dóbr. Na szczycie zaś znajdował się XIII-wieczny zamek wzniesiony przez Henryka Brodatego, który mógł posiadać podziemia.

Gdzie mnisi ukryli przywłaszczone dobra? Czy na terenie grangi, kościoła w Słupie, w masywie Górzca, czy może w podziemiach? Do dziś pozostaje to tajemnicą. Podziemi nigdy nie zlokalizowano…Widok przez otwórI w tym momencie pojawia się nowy wątek, ślad. Otóż dowiadujemy się od znajomego, że kiedyś członek jego rodziny, w latach 70-tych XX w. pracował jako robotnik fizyczny przy prowadzonych pracach ziemnych między Winnicą a Słupem i opowiadał mu pewną historię. W trakcie prowadzonych prac ziemnych w znajdującym się tam lasku natrafili przypadkiem na jakiegoś typu „kamienny właz i komorę”. Prosimy znajomego by w miarę możliwości dopytał o szczegóły i lokalizację tego „znaleziska”. Po kilku dniach otrzymujemy odpowiedź ze szczątkowymi informacjami o tym odkryciu. Miała to być, porośnięta już runem, kamienna płyta z metalowymi uchwytami, po środku której znajdował się okrągły otwór „jakby do cyrkulacji powietrza wewnątrz-wywietrznik…”. Robotnicy uznali, że jest to pewnie jakiś stary grobowiec. Jednak gdy zajrzeli do wnętrza przez otwór, nie było w komorze trumien, a w jedną i druga stronę widoczne były łukowate, zamurowane cegłą wejścia.

Po tej informacji, mając jako takie namiary na ten „lasek” i umiejscowienie w nim płyty, nie pozostało nic innego jak zweryfikować ją w terenie. Jest grudzień 2013 roku. Zaopatrzeni w metalowe pręty do sondowania podłoża udajemy się do Winnicy i wskazanego lasku. Na miejscu bez problemu odnajdujemy go, po czym „przeczesujemy” dokładnie wzrokiem jego runo. Niestety nic charakterystycznego nie zauważamy. Postanawiamy zatem wykorzystać metalowe pręty i mniej więcej co 1 m sondujemy podłoże w nadziei natrafienia na „coś” twardego. Ponieważ jest przełom jesieni i zimy, a co za tym idzie dzień krótki, jesteśmy zmuszeni nasze poszukiwania rozbić na kilka dni po około 2 godziny dziennie. Teren nie jest mały, a dodatkową trudność nastręcza gęste poszycie runa leśnego, plątanina różnego rodzaju roślin. Często natrafiamy na duże kamienie zalegające tuż pod powierzchnią, dające nam fałszywą nadzieję, że to już to.Podziemia (1)W końcu po kilku dniach sondowania podłoża natrafiamy na coś twardego i o większych gabarytach, ukryte pod warstwą ściółki i porastającego ją bluszczu. Zaczynamy nerwowo rozgrzebywać bluszcz, a naszym oczom ukazuje się… kamienna płyta! Nareszcie! Pozbawiamy ja maskującej okrywy roślinnej, pojawiają się metalowe uchwyty i na jej środku otwór wielkości piłki do koszykówki. Płyta ma grubość 12 cm, wymiary 1,5×1,5 m. Oświetlamy przez otwór wnętrze. Komora jest pusta, w całości wykonana z cegły, głębokości około 2-2,5 m, wymiarach około 2×2 m, do której sprowadza kilka stopni również wykonanych z cegły. Podłoże jest wilgotne. Ściana naprzeciw stopni jest jednolita, natomiast w jedną jak i w drugą stronę widoczne są łukowate chodniki zamurowane cegłą. Na tą chwilę nie jesteśmy w stanie „ruszyć” płyty i odsłonić na tyle, aby dostać się do wnętrza. Na koniec robimy zdjęcia wnętrza opuszczając aparat przez otwór na tyle, na ile pozwala nam długość ramion oraz samej płyty. Informacja przekazana przez znajomego okazuje się w 100% prawdziwa. Zadowoleni z wyników poszukiwań odpuszczamy sobie na razie dalszą eksplorację odkrytej komory. Na powrót maskujemy ją roślinnością nie pozostawiając po sobie żadnych śladów naszej bytności i prac. Miejsce jest jak nie naruszone. Co kryje się w zamurowanych cegłą chodnikach? Dokąd prowadzą? Czy są drożne? Tą tajemnicę zostawiamy sobie na cieplejsze dni, gdy będą dłuższe, a roślinność bujna, by nie przykuwać uwagi osób postronnych… Jedno wiemy na pewno – nie jest to grobowiec, ani jakakolwiek konstrukcja drenująca. Nie w tym miejscu…Podziemia (3)W marcu 2014 roku powracamy do tematu odnalezionej komory. Zaopatrzeni w sprzęt niezbędny do odsłonięcia kamiennej płyty na tyle, aby móc wejść do wnętrza, ponownie udajemy się w kierunku Winnicy. Dochodzimy do „naszego” miejsca – jest w stanie takim, w jakim je pozostawiliśmy. Oczyszczamy płytę. Po kilku próbach nareszcie udaje się nam ją odsłonić na szerokość pozwalającą wejść do środka. Wnętrze jest czyste, jakby nieużytkowane. Cegły trochę zmurszałe na powierzchni, ale w dobrym stanie. Ostukujemy ściany. Ściana na wprost schodków wydaje dźwięk „pełnej”, natomiast boczne, o łukowatych sklepieniach „głuchych”. Postanawiamy rozkuć warstwę muru zabezpieczającego przestrzeń za. Po godzinie pracy wykonujemy otwór przez który możemy przecisnąć się dalej. Kierunek Słup… Chodnik jest wąski , nie przekracza metra szerokości i wysoki na 160 cm, w całości obudowany cegłą, podłoże wilgotne. Po około 100 m napotykamy na niewielki zawał z prawej strony, napór ziemi i czasu wypchnął dość spory fragment cegieł. Po niewielkim rozkopaniu go brniemy dalej. Napotykamy na pozostałości jakichś desek, wiklinowego kosza i porozrzucanych fragmentów porcelany, najwyraźniej z potłuczonego naczynia. Trochę dalej na kawałki szkła, fragmenty materiału, drzewiec niedopalonej pochodni.Podziemia (4)Korytarz cały czas biegnie lekkim łukiem w lewo. Po następnych 100 m napotykamy na kolejny, tym razem już sporych rozmiarów zawał ze stropu, odcinający dostęp do dalszych partii. Wracamy i dokładnie przyglądamy się ścianom, stropowi. Nic na nich nie ma. Żadnych napisów, żadnych rytów. Żadnych szczegółów, czysta cegła. Wychodzimy z komory, powtórnie nasuwamy płytę, maskujemy ją, zacieramy ślady naszej obecności w tym miejscu. W tym momencie nie mamy już więcej czasu by podjąć się próby przekopania zawału oraz wykucia otworu w drugiej ścianie. Przeszliśmy około 200 m. Ile jeszcze czeka przed nami? Ile czeka w drugim kierunku? Tę zagadkę zostawiamy sobie na kolejną wizytę… Kolejne co wiemy na pewno – są to podziemia.

Napotkany zawał nie daje spokoju… Wracamy po kilku dniach, nastawieni na przekopanie go. Początek eksploracji podobny do poprzedniego. Docieramy do zawału. Kopiemy… 1 godzina… 2 godzina… Udaje się! Zawał został przekopany,a za nim (!) widnieje ściana z cegieł! Kujemy. Cegły są wilgotne i zmurszałe, szybko ustępują naszym przecinakom, łomom i młotkom. Zaglądamy przez otwór oświetlając wnętrze. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to następna ściana z cegieł oddalona o około 5 metrów. Ha! Specjalnie utworzona komora, oddzielona ścianami z cegieł, grodziami! Widzimy w niej ceglane schody biegnące ku stropowi, a przecież nad nimi nie ma żadnej budowli? (…) Chodnik biegnący od „komory wejściowej” w kierunku Słupa okazał się być zakończony opisaną komorą. Komorą, grobowcem, ossarium, schowkiem, depozytem. Dalej, za ścianą komory nie było już nic (obudowanego cegłą korytarza/tunelu), jedynie zwykła ziemia. Pozostaje eksploracja zamurowanego chodnika od „komory wejściowej” w kierunku Winnicy…

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Wielisławka. Ukryte skarby III Rzeszy (2)

by on Mar.20, 2014, under Skarby

Złoty konwój. Ostatni raport

Pułkownik kontr­wy­wia­du Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa, Wła­dy­sław Ja­ro­min, wy­py­ty­wa­ny, za­wsze za­sła­niał się ta­jem­ni­cą służ­bo­wą. A mu­siał mieć wiele cen­nych informa­cji – prze­słu­chi­wał prze­cież m.in. do­mnie­ma­ne­go uczest­ni­ka akcji ukry­wa­nia tzw. złota Wro­cła­wia – Her­ber­ta Klo­se­go.

Za­brał ta­jem­ni­cę do grobu – mó­wio­no, gdy Ja­ro­min tra­gicz­nie od­szedł. Tym­cza­sem dawny przy­ja­ciel zmar­łe­go puł­kow­ni­ka po­sta­no­wił prze­rwać mil­cze­nie. Jest nim, znany już z łamów „Od­kryw­cy”, Edward Dzi­kow­ski.

W roku 1944 Pre­zy­dium Po­li­cji w Bre­slau wy­da­je ode­zwę skie­ro­wa­ną do lud­no­ści cy­wil­nej. Nakaz dru­ko­wa­ny w pra­sie zo­bo­wią­zu­je do de­po­no­wa­nia kosz­tow­no­ści oraz za­so­bów pie­nięż­nych we wro­cław­skich ban­kach. Niem­cy, przy­wy­kli do po­słu­szeń­stwa, ma­so­wo od­da­ją naj­cen­niej­sze rze­czy na prze­cho­wa­nie in­sty­tu­cjom finan­so­wym. Wie­rzą za­pew­ne, że ich wła­sność bę­dzie pod­czas walk bez­piecz­niej­sza w ban­ko­wym sej­fie, niż w pro­wi­zo­rycz­nej skryt­ce do­mo­wej bądź za­ko­pa­na w ogród­ku. Po­dob­no każda z tych osób, która zde­cy­do­wa­ła się na po­wie­rze­nie swego ma­jąt­ku ban­kom, otrzy­mu­je po­kwi­to­wa­nie, na mocy któ­re­go bę­dzie mogła odebrać swą wła­sność w bez­piecz­niej­szych cza­sach. Do zwro­tu dóbr nigdy jed­nak nie do­cho­dzi. De­po­zy­ty miesz­kań­ców wraz z wa­lo­ra­mi ban­ków wro­cław­skich w po­sta­ci sztab złota, za­so­ba­mi za­kła­dów ju­bi­ler­skich, nie ukry­ty­mi dotąd dzie­ła­mi sztu­ki oraz czę­ścią zbio­rów ar­chi­wal­nych… giną, a ra­czej zo­sta­ją per­fek­cyj­nie ukry­te. Bez­cen­ny trans­port wy­ru­sza po­dob­no z Wro­cła­wia, nie­dłu­go przed ob­lę­że­niem Fe­stung Bre­slau (Twier­dza Wro­cław) przez Armię Czer­wo­ną, a zatem pod ko­niec 1944 r. lub na po­cząt­ku stycz­nia 1945 r. Ślad do­mnie­ma­ne­go kon­wo­ju urywa się na tra­sie, pro­wa­dzą­cej w kie­run­ku Je­le­niej Góry.

Po­szu­ki­wa­cze od kil­ku­dzie­się­ciu lat łamią sobie głowy spe­ku­la­cja­mi, gdzie ukry­to jeden z naj­więk­szych skar­bów III Rze­szy. Co jakiś czas wy­bu­cha w Su­de­tach i oko­li­cach, „go­rącz­ka złota” za­kro­jo­na na wiel­ką lub mniej­szą skalę…

Kim je­steś ka­pi­ta­nie?

Je­dy­nym, zi­den­ty­fi­ko­wa­nym po woj­nie, uczest­ni­kiem akcji ukry­wa­nia skar­bów miał być Her­bert Klose, ka­pi­tan wro­cław­skiej po­li­cji. Gdyby nie on, ter­min „złoto Wro­cła­wia” nie za­ist­niał­by w po­wszech­nej świa­do­mo­ści. Wia­ry­god­ność ze­znań tego świad­ka wie­lo­krot­nie już jed­nak pod­wa­ża­no. Nie zwe­ry­fi­ko­wa­ne in­for­ma­cje, po­cho­dzą­ce od męż­czy­zny o za­gad­ko­wym ży­cio­ry­sie, nie prze­szko­dzi­ły jed­nak na­ro­dzi­nom le­gen­dy, bu­dzą­cej naj­wyż­sze emo­cje.

W ostat­nim cza­sie po­ja­wił się nowy głos w dys­ku­sji, to­czą­cej się wokół wro­cław­skie­go złota. Wspo­mnie­nia Edwar­da Dzi­kow­skie­go, eme­ry­to­wa­ne­go ofi­ce­ra kontrwy­wia­du, uwia­ry­gad­nia­ją ze­zna­nia Her­ber­ta Klo­se­go. W opo­wie­ści na­sze­go in­for­ma­to­ra zna­leźć można po­twier­dze­nie kie­run­ku, który miał, we­dług Klo­se­go, obrać kon­wój ze zło­tem, wy­my­ka­ją­cy się z za­gro­żo­ne­go mia­sta. Dzi­kow­ski ujaw­nia, że skarb mógł być ukry­ty znacz­nie bli­żej Wro­cła­wia, niż su­ge­ru­ją ofi­cjal­ne zezna­nia by­łe­go ka­pi­ta­na po­li­cji… Od­daj­my zatem głos na­sze­mu in­for­ma­to­ro­wi.

Agent cen­niej­szy niż złoto

– To, co po­wiem za chwi­lę, do­wie­dzia­łem się od płk. Wład­ka Ja­ro­mi­na, z któ­rym się przy­jaź­ni­łem – za­czy­na opo­wia­dać Edward Dzi­kow­ski, wy­wa­żo­nym, jak zwy­kle, gło­sem, sie­dząc przy sto­li­ku jed­nej z wro­cław­skich ka­wiar­ni. – Ja­ro­min prze­słu­chi­wał Klo­se­go, zanim jesz­cze ten tra­fił do aresz­tu w 1953 r. In­for­ma­cja­mi po­dzie­lił się tylko ze mną. Przy­zna­ję, że nie za­pa­mię­ta­łem wszyst­kie­go, co mi po­wie­dział, bo nie in­te­re­so­wa­łem się wów­czas tymi spra­wa­mi. Mia­łem inne, bar­dzo po­waż­ne za­da­nia – tłu­ma­czy roz­mów­ca. – Jak się po­lu­je na grube ryby, to i pło­cie wpa­da­ją – uśmie­cha się. – Jedną z ta­kich „pło­tek” była wła­śnie opo­wieść o zło­cie Wro­cła­wia. Gdyby Ja­ro­min żył, opo­wie­dział­by dużo wię­cej, choć Klose nie prze­ka­zał mu naj­praw­do­po­dob­niej wszyst­kie­go. Myślę – Dzi­kow­ski odro­bi­nę ści­sza głos – że we wska­za­nym miej­scu muszą wciąż leżeć de­po­zy­ty. Ja­ro­min na pewno nie pró­bo­wał ich wy­do­by­wać. Nie zaj­mo­wał się po­szu­ki­wa­nia­mi. In­te­re­so­wa­ło go wy­łącz­nie tro­pie­nie agen­tów hi­tle­row­skie­go i RFN-owskie­go wy­wia­du. W la­tach 50. pro­pa­gan­da była tak silna, że lu­dzie wie­rzy­li, że każdy bę­dzie miał po­dług po­trzeb. I to dzię­ki pracy, nie eks­plo­ra­cji – pod­kre­śla Dzi­kow­ski.

Gdy przy­sze­dłem do kontr­wy­wia­du – cią­gnie swą dalej opo­wieść – Ja­ro­min już tam był. Pra­co­wał w tym wy­dzia­le od pierw­sze­go mie­sią­ca po za­koń­cze­niu wojny. Wspo­mi­nał, że w cza­sie walk wy­wie­zio­ny był na ro­bo­ty przy­mu­so­we koło Dre­zna. Tam na­uczył się nie­miec­kie­go. W pierw­szych la­tach po wojnie UB wer­bo­wa­ło do pracy wła­śnie ta­kich ludzi jak on, z „czy­stą prze­szło­ścią”. Sto­su­nek Ja­ro­mi­na do Niem­ców nie był po­zy­tyw­ny. Dla­te­go też skie­ro­wa­no go do roz­pra­co­wy­wa­nia niemiec­kiej i hi­tle­row­skiej agen­tu­ry w Pol­sce. Wszyst­ko, co zwią­za­ne z jego pracą było ści­śle tajne. Do­ku­men­ty prze­cho­wy­wał w sza­fie pan­cer­nej, a współ­pra­cow­nik z po­ko­ju, nie wie­dział, co znaj­du­je się w tym sej­fie.

Ja­ro­min – kon­ty­nu­uje nasz roz­mów­ca – był świad­kiem wy­do­by­wa­nia skrzyń We­hr­wol­fu w Gó­rach Bial­skich w la­tach 50. Uczest­ni­czył w tej akcji wraz z kpt. Sas­sem, od­na­le­zio­nym przez ra­dziec­ki wy­wiad oraz sze­fem ów­cze­sne­go Wo­je­wódz­kie­go Urzę­du Bez­pie­czeń­stwa Pu­blicz­ne­go (WUBP) we Wro­cła­wiu. Wy­py­ty­wa­łem go później, czy od­na­le­zio­no resz­tę skrzyń. Po­wie­dział, że nigdy wię­cej nie był w tym te­re­nie. (Na temat akcji, opi­sy­wa­nej w gru­dnio­wym „Od­kryw­cy”, Ja­ro­min wypowia­da się, choć bar­dzo oględ­nie, na pla­nie filmu pt. „Kim je­steś ka­pi­ta­nie” Adama Wie­lo­wiej­skie­go i Dio­ni­ze­go Si­dor­skie­go. Emi­sję do­ku­men­tu zre­ali­zo­wa­ne­go przez wro­cław­ski ośro­dek TVP na po­cząt­ku lat 70., wstrzy­ma­no.).

Zanim przej­dę do ze­znań nie­ży­ją­ce­go puł­kow­ni­ka, opo­wiem pewne wy­da­rze­nie, znane mi z au­top­sji. Łączy się ono ze spra­woz­da­niem Ja­ro­mi­na – na chwi­lę za­pa­da, pełne na­pię­cia, mil­cze­nie.

Skar­by an­ty­kwa­riu­sza

Szcze­pan Za­wi­sza, pod­czas wojny był sier­żan­tem w woj­sko­wej żan­dar­me­rii. Po skoń­czo­nych wal­kach prze­szedł do re­zer­wy – Dzi­kow­ski roz­po­czy­na nowy wątek w in­te­re­su­ją­cej nas spra­wie. – Zde­cy­do­wał się po­zo­stać na Zie­miach Za­chod­nich i prze­niósł się do Wro­cła­wia. Za­miesz­kał w blo­kach woj­sko­wych, do dzi­siaj sto­ją­cych przy ul. Ślęż­nej. Po­cząt­ko­wo pod­jął pracę kel­ne­ra w re­stau­ra­cji „Pod ko­niem” przy ul. Trau­gut­ta. W la­tach 50. prze­niósł się do „Mo­no­po­lu” przy pl. Wol­no­ści. W tym cza­sie na Zie­mie Od­zy­ska­ne przy­jeż­dżał znany an­ty­kwa­riusz war­szaw­ski, Ta­de­usz Wie­rzej­ski (w cza­sie wojny pro­wa­dził an­ty­kwa­riat w Kra­ko­wie). Zatrzymywał się w ho­te­lu „Mo­no­pol”, gdzie pra­co­wał Za­wi­sza. Wie­rzej­ski upa­trzył sobie kel­ne­ra, uzna­jąc go za by­stre­go i spryt­ne­go czło­wie­ka. Wła­śnie kogoś takie­go po­trze­bo­wał.

Za­pro­sił więc męż­czy­znę do roz­mo­wy, pod­czas któ­rej za­pro­po­no­wał wy­szu­ki­wa­nie dzieł sztu­ki, które prze­trwa­ły wojnę, na Dol­nym Ślą­sku. Za­wi­sza zgo­dził się. Prze­szedł szko­le­nie pod bacz­nym okiem mi­strza, jak od­róż­nić dzie­ło od kiczu. Za­czął jeź­dzić po wsiach, szyb­ko na­wią­zy­wał kon­tak­ty, pu­ka­jąc od cha­łu­py do cha­łu­py. Od­wie­dzał po­nie­miec­kie pa­ła­ce, za­glą­dał na stry­chy i do piw­nic. Oka­zał się do­sko­na­ły w swoim fachu, na Ślą­sku nie było lep­sze­go. Był je­dy­ny, bo do­pie­ro w po­ło­wie lat 60. inni za­czę­li krę­cić się wokół tego te­ma­tu.

Za­wi­sza zna­lazł w pa­ła­cu w Szcze­pa­no­wie, koło Środy Ślą­skiej orien­tal­ny go­be­lin o bar­dzo dużej war­to­ści hi­sto­rycz­nej i ma­te­rial­nej. W Stol­cu, koło Zię­bic, od­ku­pił od chło­pa szcze­ro­zło­ty ta­lerz, z któ­re­go ja­da­ły kury. Na stry­chu jed­ne­go z miesz­kań w Lu­bo­ra­dzu koło Ja­wo­ra, od­na­lazł pęk­nię­ty na pół obraz ma­lo­wa­ny na desce, fran­cu­skie­go im­pre­sjo­ni­sty – Co­ro­ta.

Wie­rzej­ski kazał szu­kać Za­wi­szy mi­śnień­skiej por­ce­la­ny. Po­moc­nik an­ty­kwa­riu­sza jeź­dził więc do Bro­dów, któ­rych przed­wo­jen­ni wła­ści­cie­le szczy­ci­li się posiadaniem naj­słyn­niej­sze­go ser­wi­su świa­ta – ła­bę­dzie­go. Za­wi­sza zna­lazł u ludzi na wsi ok. 40 cm. wy­so­ko­ści fi­gur­ki ze zna­kiem ma­nu­fak­tu­ry mi­śnień­skiej, przed­sta­wia­ją­ce szlach­tę pol­ską. Nie omiesz­kał też prze­pro­wa­dzić re­ko­ne­san­su pięk­ne­go pa­ła­cu, znisz­czo­ne­go przez Ro­sjan. Przed wojną, w ścia­nach re­zy­den­cji wy­ko­na­no wnęki, gdzie na pół­kach eks­po­no­wa­no naj­star­szą por­ce­la­nę, po­cząw­szy od XVIII-wiecz­nej. Gdy ru­nę­ły stro­py pa­ła­cu, ta część por­ce­la­ny za­cho­wa­ła się. Lu­dzie wła­śnie stam­tąd ją wy­cią­ga­li.

Za­wi­sza wszyst­kie od­na­le­zio­ne dzie­ła i przed­mio­ty prze­ka­zy­wał Wie­rzej­skie­mu za opła­tą. Nie wia­do­mo, jaki był dal­szy los za­byt­ków. An­ty­kwa­riusz han­dlo­wał na pewno z pra­cow­ni­ka­mi am­ba­sad. Zmarł w la­tach 80., prze­żyw­szy o kilka lat swego współ­pra­cow­ni­ka.

Z Za­wi­szą roz­ma­wia­łem wie­lo­krot­nie – przy­zna­je Edward Dzi­kow­ski. – Wy­szu­ki­wał broń do mojej ko­lek­cji. Ku­pi­łem od niego m.in. ha­kow­ni­cę wa­row­ną z zamku Czo­cha, którą sprze­da­łem póź­niej jed­ne­mu ko­lek­cjo­ne­ro­wi, ama­to­ro­wi z Kra­ko­wa.

W la­tach 80., daw­niej pełen werwy męż­czy­zna zmie­nił się w scho­ro­wa­ne­go, przy­gnę­bio­ne­go czło­wie­ka. Stra­cił cały ma­ją­tek, któ­re­go do­ro­bił się na an­ty­kach. W zielo­no­gór­skim pro­wa­dził re­stau­ra­cję, która zban­kru­to­wa­ła. Wró­cił do Wro­cła­wia, na Ślęż­ną, gdzie zmarł.

Pod ko­niec życia lubił wra­cać do bo­ga­tej prze­szło­ści. Opo­wia­dał, że w la­tach 40. prze­jeż­dża­jąc szosą bie­gną­cą w kie­run­ku Le­gni­cy, za­trzy­mał się w po­bli­żu Kątów Wro­cław­skich – wspo­mi­na Dzi­kow­ski. Cho­dząc po pasie trawy, roz­dzie­la­ją­cym dwie nitki au­to­stra­dy, zna­lazł złotą ob­rącz­kę. Wró­cił w to miej­sce po paru dniach. Od­krył jesz­cze kilka przed­mio­tów ze złota, roz­sia­nych na prze­strze­ni około 50 m, m.in. ze­gar­ki i pier­ścion­ki. Wra­cał w to miej­sce jesz­cze kil­ka­krot­nie, skru­pu­lat­nie je prze­szu­ku­jąc. Po­dej­rze­wam, że w tym miej­scu mu­siał zo­stać ostrze­la­ny pod ko­niec wojny sa­mo­chód wio­zą­cy ja­kieś kosz­tow­no­ści. Nie­wy­klu­czo­ne, że był to jeden z trans­por­tów tzw. złota Bre­slau. Przy­zna­ję, że nie pa­mię­tam jed­nak, czy Klose wspo­mi­nał Ja­ro­mi­no­wi o ostrza­le któ­re­goś z trans­por­tów. Za­wi­sza o zło­tym konwoju nic wów­czas jesz­cze nie wie­dział. Od­na­le­zio­ne pre­cjo­za sprze­dał.

Co na to źró­dła?

Warto zwe­ry­fi­ko­wać opo­wia­da­nie na­sze­go roz­mów­cy pod kątem zna­nych fak­tów. Jeśli przy­jąć za Dzi­kow­skim, że kosz­tow­no­ści wcho­dzi­ły w skład tzw. wrocławskie­go złota, na­su­wa się wnio­sek, iż na­le­ża­ły one do trans­por­tu wio­zą­ce­go de­po­zy­ty lud­no­ści cy­wil­nej Bre­slau. We­dług zna­nych pro­to­ko­łów prze­słu­chań Klo­se­go, kosz­tow­no­ści pry­wat­ne miały być ukry­te w innym miej­scu, niż wa­lo­ry ban­ko­we­go złota. We frag­men­tach prze­słu­chań po­cho­dzą­cych z dnia 7.02.1953 r. cy­to­wa­nych przez au­to­rów książ­ki „Tań­cząc na Wul­ka­nie”, Klose ze­zna­je: „Na na­stęp­ny dzień po­je­cha­li­śmy znowu oglą­dać miej­sca koło Wro­cła­wia. Mówił (pułkow­nik bądź major SS Egon Ol­len­hau­er, ps. Wolf, kie­ru­ją­cy we­dług Klo­se­go akcją pod kryp­to­ni­mem „złoto”), że trze­ba rów­nież szu­kać miejsc koło Wro­cła­wia, po­nie­waż bę­dzie ścią­ga­ne złoto od lud­no­ści cy­wil­nej oraz ze skle­pów ju­bi­ler­skich, które trze­ba rów­nież ukryć. Złoto to było fak­tycz­nie ścią­ga­ne, tak że za­bie­ra­no złoto i da­wa­no po­kwi­to­wa­nie” .

I dalej: (…) mówił mnie rów­nież, że te wszyst­kie drob­ne rze­czy za­bra­ne do prze­cho­wa­nia od lud­no­ści cy­wil­nej zo­sta­ły za­cho­wa­ne w in­nych miej­scach, on już tych rze­czy nie cho­wał, a cho­wał je kto inny. Będą one za­cho­wa­ne w tych miej­scach, które po­przed­nio po­da­wa­łem, jak Wil­len­berg (Wie­li­sław­ka), Spit­zberg (Ostrzy­ca), Gre­dys­berg (zamek w Grodź­cu) i w oko­li­cach Wro­cła­wia. Opo­wia­dał mi rów­nież, w jaki spo­sób było to wszyst­ko scho­wa­ne. Mia­no­wi­cie sa­pe­rzy wy­wier­ci­li dziu­ry w skale po­chy­łej, skrzy­nie tam zo­sta­ły za­ła­do­wa­ne i na­stęp­nie ka­wa­łek skały zo­stał ze­rwa­ny (…).

Ja­ro­min mówi

W re­kon­struk­cji tam­tych wy­da­rzeń po­mo­gą być może in­for­ma­cje, jakie uzy­skał płk. Wła­dy­sław Ja­ro­min, pod­czas prze­słu­cha­nia Klo­se­go (na temat tego przesłuchania brak jest, jak do­tych­czas, ja­kich­kol­wiek zna­nych do­ku­men­tów).

– Jak po­wie­dział mi kie­dyś Ja­ro­min, prze­słu­chi­wał Klo­se­go, zanim ten tra­fił do aresz­tu w WUBP we Wro­cła­wiu – re­la­cjo­nu­je Edward Dzi­kow­ski. – Klose ze­znał, że kon­wój je­chał au­to­stra­dą, w kie­run­ku na Le­gni­cę, a póź­niej skrę­cił na Zło­to­ry­ję. Minął to mia­sto i za­trzy­mał się po­mię­dzy nim a Je­le­nią Górą. Wtedy Klose wraz z in­ny­mi zo­stał ode­sła­ny. Akcja trwa­ła jed­nak dalej. De­po­zy­ty ukry­wa­no po­dob­no w jed­nej ze sztol­ni pod górą w oko­li­cach wsi Nowy Ko­ściół. Na­stęp­nie od­strze­lo­no wej­ście.

Ja w to wie­rzę – pod­su­mo­wu­je nasz in­for­ma­tor – mimo że nikt nie dys­po­nu­je wie­dzą na temat miejsc ukry­cia tego złota. Kon­wo­jen­ci za­pew­ne zo­sta­li roz­strze­la­ni, wyż­szych stop­niem funk­cjo­na­riu­szy wy­sła­no na pierw­szą linię fron­tu, po­zo­stał kie­row­nik kon­wo­ju – je­dy­ny, który wie­dział i dys­po­no­wał pla­nem. Praw­do­po­dob­ne, że już nie żyje. Czy zdą­żył prze­ka­zać in­for­ma­cję o schow­ku przed śmier­cią? – za­sta­na­wia się Edward Dzi­kow­ski.

Po­twier­dze­nie

W roku 1944, Klose wraz z mjr Ol­len­hau­rem mieli ty­po­wać miej­sca do ukry­cia dóbr nie­miec­kich i de­po­zy­tów ban­ko­wych wokół Wro­cła­wia i w re­jo­nie Su­de­tów. Jed­nym z nich był wła­śnie Nowy Ko­ściół, wieś po­ło­żo­na nie­da­le­ko góry Spit­zberg. Mjr Sta­ni­sław Sio­rek, nie­ży­ją­cy już ofi­cer wro­cław­skiej de­le­ga­tu­ry Służ­by Bezpieczeń­stwa, jeden z naj­go­ręt­szych pro­pa­ga­to­rów ta­jem­nic Dol­ne­go Ślą­ska, na­pi­sał w ana­li­zie (ma­te­riał nie­pu­bli­ko­wa­ny, ar­chi­wum sym­pa­ty­ka „Od­kryw­cy”) z dnia 12.10 1988 r.: „Na po­cząt­ku (Klose – przyp.red) wspól­nie z Wol­fem i ka­pi­ta­nem Se­ifer­tem, też po­li­cjan­tem (?) wi­zy­to­wa­li wiele miejsc (Ślęża, Wie­li­sław­ka, Nowy Ko­ściół, Cie­pli­ce, Śnież­ka) szu­ka­jąc sto­sow­ne­go miej­sca na ukry­cie skar­bu (…).

W po­wyż­szą hi­sto­rię można wie­rzyć lub nie. Obec­ny stan wie­dzy nie po­zwa­la na jej po­twier­dze­nie lub wy­klu­cze­nie. Opo­wia­da­nie Edwar­da Dzi­kow­skie­go przywołuje at­mos­fe­rę po­wo­jen­nych cza­sów, kiedy oprócz walki o byt i ko­niecz­no­ści usto­sun­ko­wa­nia się do no­we­go re­żi­mu po­li­tycz­ne­go, zda­rza­ły się rze­czy niezwykle, jak cho­ciaż­by moż­li­wość zna­le­zie­nia „im­pre­sjo­ni­sty” na stry­chu, czy złota na au­to­stra­dzie.

Su­ge­stia na­sze­go in­for­ma­to­ra do­ty­czą­ca schow­ka w Nowym Ko­ście­le, wy­da­je się praw­do­po­dob­na, szcze­gól­nie iż po­kry­wa się z miej­sca­mi ty­po­wa­ny­mi wcze­śniej przez od­po­wie­dzial­nych za akcję (pod wa­run­kiem, że zaufa się Klo­se­mu). Wielu za­in­te­re­so­wa­nych przy­zna­je też, że Śnież­ka, o któ­rej mówi naj­bar­dziej po­pu­lar­na wer­sja do­ty­czą­ca „7 ton za­gi­nio­ne­go złota”, była po pro­stu za da­le­ko od Bre­slau, by trans­port mógł tam bez­piecz­nie do­trzeć w mo­men­cie, gdy wokół mia­sta za­my­kał się pier­ścień ob­lę­że­nia…

Gdzie ukry­to tzw. Złoto Wro­cła­wia?

Wszyst­kie pierw­szych sześć wy­mie­nio­nych po­ni­żej miejsc po­ja­wia się w ze­zna­niach Klo­se­go.

1. Rejon Kar­pa­cza, oko­li­ce Góry Śnież­ki – mówi naj­po­pu­lar­niej­sza wer­sja, opar­ta na bazie ze­znań Klo­se­go. Ka­pi­tan nigdy nie wspo­mniał o daw­nych ko­pal­niach srebra i oło­wiu „Gu­staw” i „He­in­rich”, w re­jo­nie Bia­łe­go Jaru. Po­szu­ki­wa­cze jed­nak wła­śnie te szyby ty­pu­ją na schow­ki, do któ­rych, z róż­nych wzglę­dów, nie potrafią do­trzeć.

2. Cie­pli­ce Ślą­skie (Warm­brunn), obec­nie dziel­ni­ca Je­le­niej Góry. Jedno z miejsc od­wie­dzo­nych przez Klo­se­go i Ol­len­hau­era w 1944 r. Nie­któ­rzy ty­pu­ją na schowek dawny pałac Schaf­fgot­schów. Ant­ko­wiak w książ­ce „Nie od­kry­te skar­by” su­ge­ru­je oko­li­ce domku my­śliw­skie­go w cie­plic­kich po­sia­dło­ściach arystokratyczne­go rodu.

3. Góra Wie­li­sław­ka w Sę­dzi­szo­wej. Klose oraz Ol­len­hau­er mieli w 1944 r. od­wie­dzić re­stau­ra­cję na szczy­cie góry oraz sztol­nię u jej pod­nó­ża.

Z ma­te­ria­łów UOP (za „Tań­cząc na wul­ka­nie”): „We­dług opo­wia­dań lud­no­ści au­to­chto­nicz­nej za­miesz­ka­łej na te­re­nie Sę­dzi­szo­wa, to Niem­cy w okre­sie przed ­kapitu­la­cyj­nym wo­zi­li na górę „Wil­len­berg” znaj­du­ją­cy się w Sę­dzi­szo­wie róż­no­rod­ny sprzęt i za­ko­py­wa­li go we wspo­mnia­nej górze. Nikt z lud­no­ści nie wi­dział jakie przed­mio­ty za­ko­py­wa­no, po­nie­waż teren góry był ob­sta­wio­ny woj­ska­mi i za­bro­nio­no lud­no­ści cy­wil­nej zbli­ża­nia się do tej góry.”

4. Ostrzy­ca na Po­gó­rzu Ka­czaw­skim dawny sto­żek wul­ka­nicz­ny, zwany Ślą­ską Fu­ji­ja­mą. W świa­do­mo­ści po­szu­ki­wa­czy i miesz­kań­ców, bar­dziej zwią­za­ny z mitycznym skar­bem Czar­ne­go Janka, niż ze „zło­tem Wro­cła­wia”.

5. Góra Ślęża (ok. 30 km na po­łu­dnie od Wro­cła­wia).

W okre­sie kiedy ty­po­wa­no po­ten­cjal­ne miej­sca na ukry­cie de­po­zy­tów, wierz­cho­łek góry był już ob­sa­dzo­ny przez nie­miec­kie woj­sko. To unie­moż­li­wi­ło do­kład­ny ogląd miej­sca pod kątem ukry­cia skar­bów – ze­zna­wał Klose.

6. Zamek Gro­dziec, nie­opo­dal wsi Za­grod­no. Gro­dziec (daw­niej Grödit­zberg), zamek zbu­do­wa­ny w XIV w. na ba­zal­to­wej skale. Po­czy­na­jąc od XVIII w. sta­no­wi już wy­łącz­nie ruinę. U jego pod­nó­ża w wieku XVIII zbu­do­wa­no ba­ro­ko­wy pałac.

7. Pod­zie­mia Twier­dzy Kłodz­kiej. Paweł Li­sie­wicz w ar­ty­ku­le pt. „Ta­jem­ni­ce sied­miu ton złota” pisze:

„I nagle przy­cho­dzi re­we­la­cyj­na wia­do­mość. Prze­słu­chi­wa­ny prze­ze mnie b. nie­miec­ki szo­fer We­hr­mach­tu ze­znał, że wraz z ko­lum­ną sa­mo­cho­dów przy­wiózł z Wro­cła­wia do twier­dzy de­po­zyt złota wro­cław­skie­go Re­ichs­Ban­ku. Złoto było w szta­bach.”

Kim był Her­bert Klose?

Jedni uwa­ża­ją, że wy­pro­wa­dził w pole kontr­wy­wiad, inni, że opo­wie­ścia­mi o zło­cie ra­to­wał wła­sną skórę. Fak­tem jest, co się nie­mal­że nie zda­rza­ło, że po kilkumiesięcz­nym po­by­cie w aresz­cie przy WUBP we Wro­cła­wiu, zo­stał wy­pusz­czo­ny na wol­ność.

Nie wia­do­mo do­kład­nie dla­cze­go zo­stał aresz­to­wa­ny. Mówi się, że pod pre­tek­stem dzia­łal­no­ści w or­ga­ni­za­cji dy­wer­syj­nej We­hr­wol­fu, choć rok 1953 był już jed­nym z ostat­nich lat dzia­łal­no­ści nie­miec­kich or­ga­ni­za­cji pod­ziem­nych w Pol­sce. W trak­cie śledz­twa pró­bo­wa­no roz­szy­fro­wać ży­cio­rys Klo­se­go. Au­to­rzy „Tań­cząc na wulka­nie” (niestety beznadziejni i nigdy nie będący w miejscach przez siebie opisywanych) cy­tu­ją ma­te­ria­ły udo­stęp­nio­ne przez Urząd Ochro­ny Pań­stwa:

(…) w okre­sie wojny słu­żył w SS Schützpo­li­zei na te­re­nie Fran­cji, Bel­gii, a póź­niej w re­jo­nie Ka­to­wic. Na­stęp­nie z Ka­to­wic prze­niósł się do Wro­cła­wia, gdzie do końca wojny pra­co­wał w stop­niu ka­pi­ta­na w Pre­zy­dium Po­li­cji.

(…) Mimo pro­wa­dzo­ne­go śledz­twa prze­szłość (Klo­se­go – przyp.red.) nie zo­sta­ła do końca wy­ja­śnio­na. Pewne ma­te­ria­ły su­ge­ru­ją, że zo­stał mia­no­wa­ny przez Abwehrę, pod­le­ga­ją­cą w tym cza­sie SS, sze­fem grupy dy­wer­syj­no – sa­bo­ta­żo­wej na po­wiat Zło­to­ry­ja (…) Być może, że w tym celu pod ko­niec wojny osie­dlił się we wsi, gdzie po­sia­dał zna­jo­mą, obec­ną swoją żonę, z którą za­warł zwią­zek mał­żeń­ski.

(…) w mo­men­cie aresz­to­wa­nia po­sia­dał fo­to­ko­pię do­ku­men­tu upraw­nia­ją­ce­go go do wy­ko­ny­wa­nia za­wo­du we­te­ry­na­rza, i w śledz­twie stwier­dził, że przy pre­zy­dium po­li­cji we Wro­cła­wiu słu­żył w stop­niu ka­pi­ta­na we­te­ry­na­rii. Ocena tego do­ku­men­tu wy­ka­zu­je, że był to fo­to­mon­taż wy­ko­na­ny w celu od­wró­ce­nia po­dej­rzeń od osoby (…). W grud­niu 1944r. zo­stał przy­dzie­lo­ny do grupy spe­cjal­nej SS, któ­rej celem było ukry­cie za­so­bów ar­chi­wal­nych i ban­ko­wych zgro­ma­dzo­nych we Wrocławiu (…)”.

Ste­fan Ku­czyń­ski, czło­nek wro­cław­skiej Po­lo­nii, prze­żył ob­lę­że­nie mia­sta w 1945 r. Apo­ka­lip­tycz­ną at­mos­fe­rę szy­ku­ją­ce­go się do walki Wro­cła­wia oddał w książ­ce pt. „Fe­stung Bre­slau”, wy­da­nej w 1960 r. Oto naj­czę­ściej cy­to­wa­ny frag­ment dzie­ła, trak­to­wa­ny jako po­twier­dze­nie go­rącz­ko­wej akcji ukry­wa­nia de­po­zy­tów, dzieł sztu­ki i ar­chi­wów (cyt. za „Mil­czą­ce Ślady”):

„Wi­dzie­li­śmy – w takim Wro­cła­wiu rzecz nie­by­wa­ła – całe stada bydła pę­dzo­ne do rzeź­ni miej­skiej, spo­ty­ka­li­śmy ko­lum­ny po­jaz­dów cię­ża­ro­wych z ta­jem­ni­czym ła­dun­kiem, szczel­nie przy­kry­tych bre­zen­tem. (…) No­ca­mi wy­wo­żo­no z gma­chów urzę­dów i ban­ków akta, z więk­szych skle­pów cen­niej­sze to­wa­ry, z mu­ze­ów, domów pry­wat­nych, ko­ścio­łów dzie­ła sztu­ki, kosz­tow­no­ści. Usu­wa­no po­mni­ki: Bi­smarc­ka z placu 1 Maja, Blu­eche­ra z placu Sol­ne­go, Fry­de­ry­ka II i III z Rynku. Wy­wo­żo­no je za mia­sto i za­ko­py­wa­no w ziemi…”

Czy hauptman Klose zdradził kamratów ?

Podobnie jak wiele innych osób ja też zastanawiałem się dlaczego Klose nie „wyjechał” (uciekł) tak jak wielu innych jego kamratów z Gestapo? Na co liczył? Na co mógł liczyć w styczniu 1945 roku tak doświadczony oficer śledczy powinien wiedzieć że dla Gestapo nie ma taryfy ulgowej. On jednak pozostał. Pozostał w 1945 i nie skorzystał z szansy wyjazdu w latach późniejszych. Ożenił się z Polką, do końca swoich dni mieszkał w Polsce w PRL-u albo jak on to mówił „na ziemiach czasowo będących pod administracją polską”.
Tutaj, na tych ziemiach został pochowany. Jego granitowy nagrobek nie wyróżnia się od wielu innych na tym cmentarzu (widziałem go).
Z opowiadań, z opisów znamy temat zaciekłości i bezwzględności z jaką UB, NKWD, MO później SB ścigała, tropiła działaczy polskiego podziemia. Po odtajnieniu archiwów dowiedzieliśmy się jakie były metody, co się działo za murami więzień więziennych murów i drutami obozów. Po 1945 roku Łambinowice, Potulice, Toszek, Świętochłowice, Jaworzno Szczakowa, Barczewo i wielu innych miejscach. Rodziny niektórych „zatrzymanych” do dzisiaj poszukują miejsca pochówku swoich bliskich.
UB dość szybko „namierzyła„ Klosego. Był przesłuchiwany, może nawet torturowany ale nie skończył tak jak inni jemu podobni.
Widocznie był, były ku temu jakieś powody. Klose był specjalistą i to bardzo dobrym specjalistą. Ze względu na charakter i miejsce swojej „pracy” nie wiele miał wspólnego ze zwalczaniem polskiej czy sowieckiej partyzantki, ruchu oporu a GG. Nawet osobniki tak prymitywne jak oficerowie UB i ich żydowscy pomocnicy wiedzieli iż tego mu nie udowodnią. Jedynym poważnym zarzutem była służba w gestapo.
Dla wielu to wystarczało żeby trafić do więzienia albo do …grobu np. na dziedzińcu więzienia w Legnicy.
On nie tylko wyszedł „cało”, ale pozwolono mu nawet na ślub z Polką i osiedlenie się na tej ziemi.
Zawarł wiele znajomości i „przyjaźni” ludzie napływowi cenili jego znajomość koni. Leczył je pomagał, oni nie znali jego przeszłości. To dziwne ale był raczej szanowanym obywatelem i gdyby chciał a UB, później SB zezwoliła to zapewne zaszedł by bardzo wysoko.
Dlaczego nie chciał?
Może obawiał się zemsty kamratów? Sfinksa?
Jego żona na początku najprawdopodobniej nie znała przeszłości męża ale później kiedy już się o prawie wszystkim dowiedziała została zwerbowana (zmuszona) do współpracy z UB. Najzwyczajniej na świecie donosiła na niego. On o tym wiedział więc czasem celowo podsuwał jakieś „nowe” tropy to pozwalało przeczekać przetrwać trudne chwile. Niektórzy bystrzejsi, byli i tacy!, oficerowie SB przejrzeli grę hauptmana ale właśnie ze względu na iloraz inteligencji nie reagowali, obawiali się utraty intratnej i ciepłej posady, przeniesienia np. do departamentu IV albo i gorzej. Pisali raporty, sami wymyślali to czego nie wymyślił Klose.
Teczki pęczniały, przybywało papierowej roboty, potrzebne były nowe analizy, nowe dane „zmuszały” śledczych do licznych wyjazdów w teren, dodajmy bardzo piękny. Przy okazji naprawdę można było coś dorobić na boku bo te skarby w odróżnieniu od ich raportów były prawdziwe.
W latach 80 XX wieku rozmawiałem z kilkoma z nich, być może miałem zostać zwerbowany ?
Interesowałem się ta sprawa i dość głośno rozmawiałem na te tematy w pracy. Ciekawi mnie ona do dzisiaj.
Uważam że teraz jest dobry czas na ujawnienie niektórych faktów z działalności Sfinksa .
Za kilka lat może już nie będzie czego ujawniać .
Ostatecznie bez mojej wiedzy, skierowany zostałem na bocznicę. Wówczas nawet tego nie zauważyłem, nie, nie żałuje tego bo „nowe zainteresowania” są bardzo ciekawe, nadmiar podrzuconego, tak podrzuconego mi materiału uniemożliwiał zajmowanie się tamta sprawą. Później sam zrezygnowałem bo nowe było ciekawsze.
Gdyby wówczas oficjalnie zakazano mi, zabroniono zajmowania się ta sprawą to szczerze powiem że nie tylko bym tego nie zrobił ale może nawet zwiększyłbym swoje wysiłki w działaniu. Może na ziemi postawiono by kolejny krzyż (?) mój .
Teraz powrót do tamtych spraw nie jest już możliwy. Cieszę się że znalazłem inne zajęcie.

Kim był Klose dla Niemców? Dlaczego pozwolili mu pozostać? Tak pozwolili bo wielu takich jak on sami likwidowali kiedy ci nie chcieli się „ewakuować”. Robili to także i po wojnie. Na tamtejszych cmentarzach było wiele mogił w których pochowano zmarłych w tajemniczych okolicznościach, miejscach. Nie wszystko da się przypisać UB. Nawet jeżeli ktoś będzie bardzo dociekliwy.
Klose był łącznikiem!?
UB a później SB zrobiła z niego przynętę. Dawni kamraci szybko się zorientowali w sytuacji. Nie zlikwidowali go bo był lojalny wobec nich. Czasem był jedynym świadkiem ukrycia skarbów i składów broni. Musieli o niego dbać. To za ich zgoda co jakiś czas podsuwał tym którzy go inwigilowali „nowe cudowne tropy”. Odkrywano wówczas składy, składnice, skarby wszystko jednak w taki sposób żeby jak najmniej tego trafiło w łapy Ubeckich bossów. Tak naprawdę to było ratowanie dzieł sztuki poprzez ujawnienie miejsca ich przechowywania. Gdyby Klose tego nie zrobił to skarby mogłyby zostać zniszczone przez warunki atmosferyczne czy upływający czas , z braku należytej konserwacji.

Jedni i drudzy osiągali swoje cele, wszyscy byli zadowoleni.
Później zaczął się szantaż. Tak! To był szantaż. Wystarczy prześledzić kilka przypadków przerwania poszukiwań, cudownych ocaleń a czasem… braku jakiegokolwiek działania ze strony Polskiej i Radzieckiej.
Dlaczego zaraz po wojnie nie przystąpiono do dokładnego spenetrowania podziemi Kompleksu Riese? Podziemi zamku Książ? dlaczego zakazano prac poszukiwawczych Lubiążu ? i wielu innych miejscach.
Decyzje zapadały na najwyższych szczeblach władzy i resortów.
Skarb Średzki itp.
Proszę sobie przypomnieć koniec lat 80 we Wrocławiu. W lokalnej prasie pojawiały się ogłoszenia o możliwości zatrucia wody dla miasta. Ktoś domagał się wielkiej kwoty pieniędzy za odstąpienie od swojego zbrodniczego zamiaru. Natychmiast wszczęto poszukiwania w Lubiążu i Brzegu Dolnym. Przypadek?
Później równie szybko je przerwano i ogłoszono ze szaleńca znaleziono. Był nim jak podano jakiś psychicznie chory uciekinier z zakładu dla obłąkanych.
A może to była prowokacja której celem było …no właśnie, rozpoczęcie poszukiwań w Lubiążu.
SB miała sporo materiałów na temat tego obiektu.
Kto i co ich powstrzymywało? Należy przyjąć że to skażenie wody to nie żaden blef, taka sytuacja może zaistnieć naprawdę.
Niemiecka grupa wypadowa której rzekomym celem było zniszczenie zapasów broni chemicznej niczego nie wywiozła. Na miejscu nie było warunków do zniszczenia chemikaliów zwłaszcza jeżeli to by były trujące chemikalia. Natychmiast po „odbiciu” fabryki przez Rosjan obiekt został obsadzony załogą wojskową, nie zanotowano zachorowań czy śmierci spowodowanej środkami trującymi.
Nie zanotowano takich przypadków także i po wojnie. Czy to możliwe że tam coś zostało zniszczone, spalone?
Nie wszystkie środki trujące są łatwopalne, czy w ogóle palne. Nie ma śladu po ofiarach wśród tych którzy je niszczyli. To nie była zwykła przeprowadzana w normalnych warunkach akcja. To była wojna, Niemcy działali na głębokich tyłach wroga.
Może oni mieli zniszczyć tylko dojście do miejsca składowania chemikaliów? Zaminować wejścia, sztolnie, zamaskować szyby wentylacyjne. Takie zadanie było możliwe do wykonania w tamtych warunkach.
Może coś wynieśli, może to ten straszak, może to właśnie był trzeci Joker w talii Klosego?
Sfinks, takim kryptonimem wywiad Galena określił grupę mającą odszukać wszystkich „strażników” śpiochów mających czekać na sygnał. Sfinks jest wielki, tajemniczy, mimo że obito mu nos wciąż stoi na straży pustyni Nikt nie zna jego tożsamości, wieku ani …płci. Wciąż wzbudza zachwyt i podziw nawet teraz kiedy już nie wiadomo dlaczego tam go pozostawiono na pastwę promieni słonecznych i …gapiów.
Jest sam, tylko on jeden przeciwko wieczności. Jego bystre kocie oczy zwrócone są w stronę z której oczekiwano nadejścia wroga.

W tym czasie hauptman przebywał na terenach jeszcze do 1945 roku, do maja, zajętych przez Niemców. Był jednym z ważniejszych filarów przygotowujących ukrywających skarby i nie tylko kosztowności.
Tutaj należałoby przypomnieć kategoryczny rozkaz Hitlera nakazujący stosowanie taktyki spalonej ziemi na terenach należących do Rzeszy. Wycofujące się oddziały miały niszczyć cały przemysł i wszystko to co mogło się przydać zwycięzcom.
Jak wiemy jego głównodowodzący byli nieco innego zdania. Oni wiedzieli ze zniszczenie wszystkiego doprowadzi do zniszczenia pozostawionej tam ludności niemieckiej. zakazali niszczenia zakładów mających produkować żywność i materiały potrzebne dla życia ludności cywilnej, oni wiedzieli iż zwycięzcy tez będą tego potrzebowali bo sami nie maja nawet na własne potrzeby i nie dadzą tego Niemieckim cywilom.
Teren Dolnego Śląska był jednak szczególny. Sprzedawczyki i Szubrawcy z gminnej izby zasiali w umysłach niemieckich zbrodniarzy ziarnko nadziei. Zachodnia granica Polski na Odrze i Nysie. Proszę spojrzeć na mapę.
Oprócz Łużyckiej jest jeszcze inna Nysa. W Jałcie nie ustalono na której!!! Angielskie nieuki już raz wywinęli numer z granicami Polski wytyczając tak zwana Linię Curzona. Zapewne to była krzywa po której poruszał się lord wracający z burdelu. Dobrze ja sobie zapamiętał zwłaszcza jego poobijana o latarnie głowa i taka samą namazał na podsuniętej mu mapie. Teraz Polska i Polacy ponownie zostali zdani na łaskę, a właściwie na prymitywna wiedzę ich lordowskich mości, ich, angielskich. Może oni znają się na nawigacji czy locji w basenach londyńskich agencji dla starszych panów ale o geografii europy raczej nie maja większego pojęcia.
Tak samo teraz gdyby nie Stalin i zdecydowana postawa delegacji radzieckiej Polska ponownie zostałaby okrojona.
Ale w 1945 roku Niemcy jeszcze się łudzili, że to nie o TĄ Nysę chodzi. Na wszelki wypadek postanowili się przygotować do następnego ruchu. Wiedzieli że talia jest znaczona, co prawda oni także znali symbole jakimi ponumerowano karty ale dla pewności postanowili wprowadzić do gry… Sfinksa, trzeciego Jokera który był zaznaczony w ten sposób ze nie miał… żadnych znaków szczególnych mimo wszystko mógł pomóc przelicytować każdego króla i asa.
Ostatnie większe ruchy i zdobycze terytorialne wojsk radzieckich na tym terenie zanotowano 16 lutego 1945 i później na początku marca tegoż roku ale to był raczej wynik „skracania” linii frontu „niż jakiejś akcji ofensywnej”. Przez cały ten czas jaki pozostał Niemcom do dnia kapitulacji na zajętych przez nich terenach trwały masowe prace… górnicze i budowlane. Pamiętajmy, że ostatnie wylewki betonu w sztolniach Książa wykonano na kilka dni przed zajęciem tych terenów przez Rosjan. Jeszcze do dzisiaj możemy „podziwiać” góry worków cementu w na niedokończonych budowach w Górach Sowich.
Czy tak się zachowuje ktoś kto wie ze za kilka tygodni za dwa trzy miesiące będzie musiał opuścić te tereny?
Z Czeskich fabryk wciąż napływały transporty sprzętu i amunicji. Na lotnisku pod Pragą w pełnej gotowości czekał specjalnie przygotowany He 177, to z pokładu tej maszyny miała być zrzucona niemiecka bomba atomowa. Prac adaptacyjnych nie przerwała nawet katastrofalna sytuacja na frontach.
Śmiało można stwierdzić że prace były już na ukończeniu. Można też za amerykanami stwierdzić że jedna z trzech eksplozji jądrowych jakie miały miejsce w 1945 roku to była bomba złożona z materiałów które wyprodukowali Niemcy. Sami Amerykanie potwierdzili że wywieźli z Niemiec sporo potrzebnych materiałów inne zabrali z pokładu zatrzymanego na Atlantyku U 234. Brytyjczycy wysłali nawet pościg za ich okrętami.

Sugeruję że wycofujący się Niemcy pozostawili na ziemiach polskich kukułcze jajo i to sporych rozmiarów.
Zbocza Śnieżki zwłaszcza od strony północnej idealnie nadają się na gniazdo. To właśnie tego gniazda szukali.
Tak zwani turyści w marcu 1968 roku. To na nich zrzucono tą lawinę. Ktoś kolejny raz wykorzystał Jokera z twarzą Sfinksa. Dziwne jest to, że po tak wielkiej tragedii nie wszczęto żadnego śledztwa. Nie zrobiono nic oprócz zmiany trasy szlaku. Widocznie poprzednia zbyła zbyt blisko tego czegoś.
Tego poszukiwanego jaja. Szlak był zamknięty i to dość długo. Służby specjalne i to nie tylko z polski dokładnie penetrowały i przeszukiwały miejsce tragedii. Znalezione tam przedmioty tez dawały i nadal dają sporo do myślenia. Ich lista została utajniona, dlaczego? Przecież wiadomo że to nie byli zwykli turyści lecz agenci. Tylko po co nawet „zwykłem” agentowi w polskich górach Licznik ……
Proszę porównać zbieżność dat trzech ważnych dla Polski i świata wydarzeń 1968 roku.

„Transport dotarł do celu. Niewolnicy i nadzorujący ich kapo zaczęli wnosić ciężkie pojemniki i skrzynie do sztolni. Droga była dość długa i uciążliwa nawet dla eskorty która nie musiała nosić nic więcej oprócz karabinów. Więźniowie zauważyli ze niektórzy ze strażników mieli długie gumowe płaszcze a przecież nic nie padało. Niektóre z pojemników były bardzo ciężkie, nosiły je 4 osoby. Było ciemno ale strażnicy nie zezwalali na używanie jakichkolwiek świateł. To było ważne ponieważ skrzynie musiały być układane w odpowiedniej kolejności. Napisy w dwóch językach !!! były bardzo małe, na dodatek te zrozumiałe dla tragarzy zrobiono wapnem, nawet nie kreda tylko wapnem które łatwo się ścierało. Do groty były dwa wejścia. Rozładunek trwał prawie 4 godziny. Skrzynie po zdjęciu z samochodów były przenoszone dalej w góry w miejsce w którym nie było żadnej drogi . Co kilka metrów stał uzbrojony strażnik a do tego za każdym tragarzem za każdą skrzynka szedł SS-man. Kierowcy kompanii samochodowej pokonywali ta samą trasę jeszcze trzy razy. Później wyjazdy wstrzymano bo podczas powrotu trafili na korki wzdłuż drogi i nie zdążyli wrócić przed świtem. Kolumna została zaatakowana przez lotnictwo. Część tragarzy rozbiegła się po okolicy, część zginęła w samochodach jednak bardzo wielu zginęło od kul eskorty .Uciekinierzy nie mieli zbyt wielu szans na przeżycie.
Po zakończeniu prac ocalałe ciężarówki wraz z ludźmi wróciły do Jeleniej Góry.

Kiedy opowiadającego zapytano jak długo trwała jazda w jedna stronę ten odpowiedział że zawsze jeździli innymi drogami ale nie do samego końca, przed ostatnim postojem na którym rozładowywano samochody zawsze wjeżdżali na ta sama obstawiona wojskiem drogę.

Takich i wiele podobnych relacji w archiwach UB a później SB jest bardzo wiele.

W 1989 roku miałem możliwość rozmawiać z jedną z osób zajmującą się ta sprawą.
To on zaproponował spotkanie. Zaaranżowały je moje znajome z Berlina. Powiedziały mi o tym.
W tym czasie w tamtych kręgach już wiedziano o mich kontaktach z S. Ja nigdy temu nie zaprzeczałem chociaż wiedziałem ze to tylko zwykłe rozmowy, nic nie znaczące dialogi. Ja wypytywałem S głównie o tematy dotyczące mojej sprawy, wszyscy wiedzieli ze Pan Stanisław był prawdziwym fachowcem. Lubiłem słuchać jego opowieści. Wiedziałem ze niektóre z nich sam wymyślił. Fakty i daty jednak były prawdziwe, zmyślał nazwiska. Może nawet nie sam lecz powtarzał błędy innych agentów.
Niektóre z rozmów nagrywałem, on wiedział i wtedy gadki były bardziej kwieciste ale nie zawierały konkretów.

Podczas jednej z takich pogawędek chyba nie przypadkowo zorganizowanej w Świerzawie dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. To było latem, rozmówca widział i wiedział że nie będzie nagrywania.
Zapytał wprost co jest grane, kto o tym spotkaniu wie. Odpowiedziałem zgodnie z prawda że ja nie chwaliłem się nikomu. Teraz wiem dlaczego były te pytania, dziwie się że S. wcześniej nie wiedział bo wynikało ze nie wiedział. W tamtych czasach znana była jeszcze jedna osoba która ma takie samo nazwisko jak moje.
Tak się składa że ten ktoś zajmował się podobnymi sprawami co S. Ale to tylko przypadkowa zbieżność nazwisk, nie jesteśmy nawet daleka rodziną. O istnieniu tamtej osoby dowiedziałem się w czasie kiedy pokazano mi teczkę z donosami na mnie. Niektóre były na tamtego. Szkoda ze nigdy się nie spotkaliśmy.
Mężczyzna zmarł w 1993 roku, miał 67 lat, podobno wylew.

W latach 60 izraelskie służby specjalne nasiliły działania mające na celu demaskowanie hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. Wielu z nich korzystało z ochrony służb specjalnych innych krajów. To żadna tajemnica ze zbrodniarzy i to tych największych chronili Anglicy, Niemcy, Amerykanie, Rosjanie…
Teraz jednak nie mogli być pewni, wiedzieli że izraelskie służby specjalne są wszędzie, korzystają z informacji osób które maja ich chronić. Panem K. zainteresowali się ludzie w Izraelu.
Hauptmann nie brał udziału w eksterminacji Polaków czy Rosjan ale z Żydami walczył od 1938. Oni mogli mu postawić zarzuty, mogli porwać, zamordować albo przewieźć do Izraela.
Najprawdopodobniej został odnaleziony przez ich służby. Doszło do rozmowy, nawet przesłuchania. Klose był obserwowany przez cały czas, dzień i noc, nie tylko przez żonę. Służby kontrwywiadowcze PRL już od dawna obserwowały ruchy izraelskich agentów na terenie PRL. W tym czasie na poligonach Dolnego Śląska szkolono syryjskich, egipskich, jordańskich czołgistów. Tutaj masowo handlowano „kaczkami” (potoczna nazwa czołgu T–34), promowano nowsze „cudeńka” T-55 i T-54. Tutaj przeprowadzano ostatnie szkolenia doskonalące pilotów i artylerzystów. W zamian za te ustrojstwa polskie tankowce dowoziły „słodka ropę”.
Bardzo często dochodziło do współpracy wywiadów izraelskiego i czechosłowackiego. Polskie fabryki zbrojeniowe były konkurencja dla przemysłu Czechosłowacji. To właśnie tutaj odegrano preludium wojny 6-Dniowej. Zapewne jak zwykle sprzedający przechwalił towar i efekty były takie jakie widzieliśmy na pustyniach Egiptu, Syrii i ulicach Jerozolimy.
Rodacy ludzi z izraelskich służb specjalnych byli tragarzami dźwigającymi skrzynie do jaskiń jaskiń grot. Teraz być może i oni chcieli wejść na scenę ale interesowała ich tylko i wyłącznie jedna rola – dyrygenta. Nuty już mieli, tancerzy upatrzyli sobie przez te ostatnie lata. Jest pewne że sporo informacji uzyskali od swoich ziomków pracujących w Polsce. To oni i tylko oni mogli znać materiały obciążające Klosego i to co ukrywał.

Przypuszcza się, że Niemcy w ostatnich dniach II wojny światowej ukryli oprócz dóbr kultury i depozytów ludności także swoje zapasy broni chemicznej. Nie było tego aż taaaak dużo jak to się wypisuje na okoliczność różnych tajemniczych i „sensacyjnych odkryć”. Największym straszakiem jest jednak to czego nie wiemy, no właśnie ile tego naprawdę jest. Jaką bronią dysponujemy, możemy zabić dzika czy tylko bażanta a może całe stado.
Spójrzmy na ukształtowanie terenu i cieki wodne.
Północne stoki Masywu Śnieżki, Czarny Staw, źródła rzek, potoków zasilających Odrę.
Ale nie wszystkie trucizny roznoszone są przez wodę. Wysokość Śnieżki – 1602 m n.p.m.
Najwyższy szczyt w regionie. Przy sprzyjającym wietrze gazy bojowe, środki trujące rozpylone nad szczytem, pod szczytem są stanie skazić ogromny teren Kotliny Jeleniogórskiej i dalej. Nie SA potrzebne nosiciele, rakiety czy samoloty. Ładunki można odpalić z bezpiecznej odległości lub ustawiając mechanizm czasowy Ukształtowanie terenu Kotliny powoduje że niżej ruchy powietrza SA znacznie słabsze przez co środki trujące mogą się utrzymywać znacznie dłużej zgodnie z zamiarem ludzi szukających niespodziankę miała ona być wykorzystana w okresie letnim podczas upałów. Być może planowali lato 1945 roku? Kiedy wszystko już zostało przygotowane zleceniodawcy zaczęli pozbywać się świadków. Ginęli tragarze i ich eskorta. Klose miał powody żeby obawiać się o swoje życie. On i wielu takich jak on. Jednak hauptman miał pewną przewagę nad innymi. Sporo wiedział i sporo z tej wiedzy spisał. W 1945 roku był jednym z nielicznych którzy znali pełną Listę Grundmann. Większość z nich sam wybierał. Być może część ukrytego majątku postanowili spisać na straty, wiadomo na wojnie straty muszą być. Co ujawniono w pierwszej kolejności? Oczywiście to co wtedy było najbardziej poszukiwane, nie złoto, kosztowności ale składy broni amunicji, a nawet ukrywający się oficerowie co do których nie było wątpliwości iż nie wygadają niczego ważnego. Chodziło o to żeby zdobyć zaufanie oficerów prowadzących. Na strażników wyznaczano doświadczonych ludzi. Powojenni śledczy to zazwyczaj banda głodnych zemsty Żydów lub ich uczniów. Łatwo ich było zwieźć. Klose był fachowcem. S przypuszcza że Mosadowi wydał go jeden z takich obrzezanych młokosów którego kapitan ośmieszył przed podwładnymi.
Otóż po rozmowie wychowawczej, groźbach porwania czy śmierci kapitan zapewne ujawnił część swojej wiedzy. Obiecał dostarczyć dowodów. Być może to go uratowało. O całej sprawie dowiedzieli się jego opiekunowie i to na wschodzie i ci na zachodzie. Tam też o nim nie zapomniano.
Obie strony postanowiły działać. Strona Czechosłowacka także miała się czego obawiać. Pogoda zmienną bywa, w naszych stronach częściej wieje z południa lub zachodu ale wiatry z innych kierunków też bywają…

Leave a Comment :, , , , , , , , , więcej...

Przełom rzeki Staruchy. W poszukiwaniu śladów dawnego górnictwa

by on Mar.14, 2014, under Ciekawe miejsca

Potok Starucha ma swoje źródło między północnym stokiem góry Owczarek 448 m n.p.m. a wschodnim zboczem Czartowskiej Skały 463 m n.p.m. i płynie w kierunku wschodnim do wsi Chełmiec, stanowiąc wraz z potokiem Męcinką dopływ Nysy Szalonej. Przed Chełmcem tworzy on przełom pomiędzy bazaltowymi górami Jeżycą 398 m n.p.m., Kowalską Czubą 344 m n.p.m. i Zamkową 381 m n.p.m., przez który przebiega ścieżka dydaktyczna o charakterze przyrodniczym, jakim jest rola lasu pod kątem ekologicznym, rekreacyjnym i użytkowym. Przełom potoku Starucha posiada też swoją bogatą historię związaną z dawnym górnictwem w tym rejonie rud żelaza, miedzi, srebra i ołowiu, którego początki datowane są na XV-XVI wiek. Sama wieś Chełmiec wzmiankowana była już w 1202 r. i podobnie jak jej przysiółki, Jeżyków i Raczyce, rozwijała się jako osada górnicza. Na szczycie góry Zamczyska 305 m n.p.m. znajdowało się grodzisko z XI-XII wieku.

Ścieżka dydaktyczna ma swój początek przy wiatach turystycznych umiejscowionych po lewej stronie drogi z Jeżykowa do Raczyc. Przy wiatach jak i na całej trasie ścieżki, znajdują się tablice informacyjne umieszczone przez Nadleśnictwo Jawor. I już tutaj natrafić można na pierwsze ślady dawnego górnictwa – widoczny, zawalony wlot sztolni znajdującej się na przeciwko wiat, po drugiej stronie Staruchy, na zboczach Zamkowej. Odnaleźć tu można rosnącego gromadnie Łuskiewnika różowego (Lathraea squamaria). Jest to bylina stosunkowo pospolita w Polsce, a jej podziemne rozgałęzione kłącze pokrywają łuskowate, białawe liście. Nad powierzchnię gleby wyrasta wyłącznie krótkotrwały pęd kwiatonośny o wysokości do 25 cm. Roślina osiąga stadium kwitnienia po około 10 latach od wykiełkowania. Różowe kwiaty zebrane są w gęste, nierozgałęzione i jednostronne grono. Występuje w świeżych i wilgotnych lasach liściastych i zaroślach – preferuje zwłaszcza „czyste ekologicznie” fragmenty grądów.

Łuskiewnik jako roślina bezzieleniowa nie zawierającą chlorofilu, a tym samym nie zachodzi u niej proces fotosyntezy (nie jest samożywna). Pasożytuje na korzeniach drzew i krzewów liściastych. Z korzeni żywiciela pobiera za pomocą ssawek substancje organiczne oraz wodę z solami mineralnymi. Ssawki wnikają tylko do elementów przewodzących wodę, drewna, a nie do łyka. Rozwój łuskiewnika wczesną wiosną wiąże się z koncentracją substancji zapasowych w roślinach żywicielskich. Substancje owe wędrują jako wstępujący strumień soków drogami przewodzącymi z korzenia do gałęzi. Wówczas pasożyt odciąga substancje konieczne dla swego rozwoju i potrafi zmagazynować je we własnych korzeniach i kłączach. Łuskiewnik nie jest pasożytem bardzo agresywnym, nie wyrządza poważnych szkód żywicielowi, np. poprzez silne wyniszczenie organizmu.

Zostawiając po prawej mostek na Starusze, gdzie droga i czerwony szlak prowadzą na Dębnicę i Górzec, kierując się prosto drogą przez kolejny mostek, za którym szlak niebieski skręca w lewo prowadząc przez Młynik 400 m n.p.m. do Myślinowa, po prawej płynie meandrująca Starucha, a na zboczach Zamkowej zauważyć można kolejny wlot do sztolni, spod której wypływa ciek wodny rdzawej barwy, co świadczy o drożności sztolni. Mijając okazały dąb ścieżka doprowadza do kolejnego mostku, przez który droga wiedzie ku zabudowaniom Raczyc. Tu omija go z lewej wprowadzając droga gruntową w las mieszany. Po około 500 metrach wygodna droga zmienia się w zniszczony wyrębem lasu szlak, trawersujący od północy Kowalską Czubę, doprowadzając do okazałego i wysokiego buka – pomnika przyrody. Za bukiem znajduje się jar wprowadzający do kolejnej zawalonej sztolni.

Dalej ścieżka przekracza Staruchę i od tego momentu zauważyć można kilka rdzawych cieków wodnych zasilających ją. Rdzawy ich kolor pochodzi od utlenionych związków rud żelaza, wypłukiwanych z nieistniejących w chwili obecnej wyrobisk górniczych Kowalskiej Czuby. Na tym odcinku ścieżki przy pewnej dozie szczęścia można spotkać spore stado muflonów. Muflon (Ovis aries musimon) jest najmniejszym przedstawicielem dzikich owiec, przodkiem owcy domowej, który pierwotnie występował tylko na Korsyce i Sardynii, a później został introdukowany w wielu miejscach Europy, w tym i w Polsce. Obecnie jest dość powszechnym gatunkiem spotykanym w Sudetach. Na terenie kraju stwierdzono negatywny wpływ muflonów na rodzimą przyrodę, w tym na cenne i chronione siedliska naskalne i narumoszowe oraz ciepłolubne postaci lasu lipowo – klonowego.

Przemieszczanie się i żerowanie muflonów powodują ubożenie runa, osłabienie naturalnego odnowienia w zbiorowiskach leśnych, ustępowanie wyspecjalizowanych roślin naskalnych i leśnych, a także uruchamianie procesów erozyjnych co może skutkować fizycznym niszczeniem całych płatów rzadkich siedlisk. Na żer wychodzi zwykle o zmierzchu, lecz tam, gdzie nie jest niepokojony, muflon pasie się również w ciągu dnia. Jest bardzo sprawnym zwierzęciem, dobrze widzi, w razie potrzeby szybko biega i skacze. Tak jak samice owcy domowej, samice muflona beczą. Tryki rzadko wydają dźwięki. W czasie rui odgłos zderzających się rogów niesie się na wiele kilometrów. Swoje terytorium zaznaczają wydzieliną gruczołów znajdujących się między palcami. Żyją w stadzie nazywanym kierdlem. Ruja przypada na październik lub listopad. Ciąża, po której rodzi się zazwyczaj jedno jagnię, trwa 5 miesięcy. Już w kilka godzin po porodzie młode o masie 2 kg podąża za matką. Pożywienie ich stanowią rośliny zielne, liście krzewów i owoce. Zimą zadowolą się suchymi liśćmi, korą drzew, gałązkami i porostami.

Dalej ścieżka biegnie pod górę, na północny – zachód, a potem na północ i wschód, by tym samym zatoczyć pętlę przez Jeżycę 398 m n.p.m. do zabudowań Raczyc i mostku na Starusze. W lesie można odnaleźć kilka kamiennych słupków wyznaczających niegdyś pola górnicze, pozostałości w postaci zapadlisk, ping, niewielkich hałd oraz pojedyncze, rozrzucone głazy bazaltowe. Do historii dawnego górnictwa tego rejonu, jak i pozostałości po nim, powrócimy w odrębnej publikacji o przełomie rzeki Staruchy.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sichów von Richthofena

by on Mar.12, 2014, under Ciekawe miejsca

Sichów,pozostałości przypałacowego mauzoleumSichów (Seichau) to wieś położona między Jaworem a Złotoryją, wzmiankowana w 1217 r. jako Sichovici, a w 1323 r. jako Sichowe, podarowana w 1223 r. przez księcia Henryka I Brodatego cystersom z Lubiąża, którzy w 1249 r. sprzedali ją. Odkrycia archeologiczne świadczą, że osadnictwo ludzkie występowało tu już w neolicie i epoce brązu. W 1732 r. ponownie wraca do cystersów i pozostaje pod ich władaniem do momentu sekularyzacji zakonu w 1810 r. W tym czasie mieszkańcy Sichowa w większości byli ewangelikami, dlatego też w 1742 r. zbudowano tu kościół i szkołę ewangelicką. Wieś pod władzą klasztoru była bardzo bogata posiadłością i szybko się rozwijała. W XVII w. jej okolice były terenem powstań chłopskich. Podczas kampanii napoleońskiej w 1813 r. wieś została poważnie zniszczona. Sichów wielokrotnie zmieniał właścicieli. Wiążą się z nią tradycje górnicze związane z wydobyciem bazaltu, węgla brunatnego oraz w latach 1749 – 1877, rud miedzi w kopalniach „Albert Loranz” (1851 – 1867 r.)  i „Hirsch” (1857 r.), o czym przypomina wagonik ustawiony w centrum wsi. Eksploatowane rudy występowały w postaci żył w łupkach zieleńcowych, a koncentracja miedzi według analizy z 1749 r. wynosiła 4%, ołowiu 4,5% z domieszką srebra 0,05%. Okolice są bogate w złoża wielu minerałów, m.in. azuryt, piryt, kupryt, miedź rodzima, srebro rodzime, goethyt, jarosyt, hematyt.Sichów,kościółKościół p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP pochodzi z końca XIII w., zbudowany z kamienia łamanego, w stylu romańsko – gotyckim, przebudowywany kilkakrotnie w okresie XV-XVII w. (m.in. dobudowano wieżę), ma prostokątną nawę przykrytą drewnianym stropem i węższym prezbiterium przykrytym sklepieniem żebrowym. Najcenniejszym elementem wyposażenia jest kamienna chrzcielnica z około 1140 r., neogotycki drewniany ołtarz oraz prospekt organowy z XIX w. Otoczony jest kamiennym murem w którym zachowały się kamienne epitafia, tablice nagrobne, a także jeden z największych krzyży pokutnych o wymiarach 222×73 cm. Cmentarz przykościelny datowany jest na 2 poł. XIII w.

We wsi zachowały się ruiny spalonego w 1945 r. barokowego pałacu. Pierwotny, renesansowy dwór obronny otoczony fosą, został wzniesiony pod koniec XVI w. przez ówczesnego właściciela von Gersdorfa na miejscu dawnego grodziska. Następnie w XVIII w. przebudowano go na barokowy pałac, który w XIX w. otrzymał swój neorenesansowy wygląd. W 1830 r. pałac przechodzi na własność Manfreda von Richthofena, podróżnika, kolekcjonera, który zgromadził w pałacu dużą kolekcję dzieł sztuki i zbiory etnograficzne z całego świata. Zasadził on w przypałacowym parku i oranżeriach dużą ilość egzotycznych roślin, a dla swojej żony (szwedzkiej aktorki) wybudował w parku basen kąpielowy. Pod koniec II wojny światowej gościł tu przez tydzień gubernator Hans Frank, przywożąc ze sobą kolekcję dzieł sztuki zrabowaną na Wawelu i muzeum Czartoryskich.Sichów,ruiny pałacuW parku zachowała się ruina mauzoleum z XIX w. Park pierwotnie był ogrodem gospodarczym, który powstał w XVII w., a dopiero w 1889 r. został przekształcony w park z elementami romantycznymi. Z tego też okresu zachowały się najstarsze drzewa – platany, buki, dęby i lipy. Graby tworzące aleję służyły jako promenada spacerowa. W latach 1907-1909 drzewostan parkowy został wzbogacony o nowe drzewa, głównie iglaste. Z tego okresu pochodzi aleja kasztanowców wyznaczająca wjazd do rezydencji. W parku rośnie tulipanowiec będący najgrubszym osobnikiem tego gatunku w Polsce, o obwodzie 470 cm. Drzewa znajdujące się w parku uznane zostały za pomniki przyrody. Aleja lipowo – kasztanowa składa się z 83 lip i 68 kasztanowców. Od 2011 r. podczas „Święta Tulipanowca” mieszkańcy zapoczątkowali nową tradycję corocznego sadzenia drzewka tulipanowca. Pomysł ma ideę zapewnienia walorów przyrodniczo – krajobrazowych. Pałac obecnie jest własnością prywatną, ogrodzony siatką i grozi zawaleniem. Sam park ogrodzony jest pozostałościami kamiennego muru i jest terenem zaniedbanym. Przez park i w pobliżu ruin pałacu przepływa potok Gajka.Schilfberg.Odsłonięcie bazaltów pod szczytemKierując się niebieskim szlakiem na południe od pałacu i parku, dotrzeć można do Krzyżowej Góry 258 m n.p.m. oraz bliźniaczej góry Trzcina (Schilfberg) 251 m n.p.m., będących bazaltowymi wzgórzami. Zbocza tej drugiej porośnięte są lasem liściastym, w którym rozrzucone są liczne głazy bazaltowe. Na jej szczyt wprowadza ścieżka dydaktyczna, niestety brak jest jakichkolwiek informacji na jej trasie czego ma ona dotyczyć. U szczytu znajduje się odsłonięcie bazaltów, stary łom. Sam szczyt posiada zagospodarowanie w postaci płaskiego plateau, ogrodzonego murkiem na planie koła, na które wprowadzają kamienne schody. Remont plateau był przeprowadzony w 2004 r wraz z ustawieniem nań stalowego krzyża. Na  szczycie znajduje się ograniczony, poprzez korony drzew, punkt widokowy na północ. Przy drodze gruntowej prowadzącej u stóp góry Trzcina (od wschodu) w kierunku kolejnego wzgórza, znajdują się pozostałości rozszabrowanego cmentarzyka Richthofenów, z pozostałym i ocalałym jednym słupkiem grobowym. Niegdyś znajdowało się w tym miejscu 12 płyt nagrobnych. Warto też odwiedzić starą nekropolię na północ od wsi (obok nowego cmentarza), zlokalizowaną przy drodze Sichów – Sichówek. Na cmentarz wprowadza od drogi, przez pozostałości bramy, aleja drzew będąca niegdyś główną. W chwili obecnej jest on zaniedbany i zarośnięty, a kilka pozostałych tablic nagrobnych w większości jest zdewastowanych.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Rataj, Bazaltowa Góra, Grota Pustelnika i Radogost

by on Lut.22, 2014, under Ciekawe miejsca

RatajNa południowy – wschód od miejscowości Myślibórz znajdują się trzy powulkaniczne wzniesienia położone na terenie Parku Krajobrazowego „Chełmy”. Dojść do nich można kierując się z Myśliborza czerwonym szlakiem. Pierwsze z nich to Rataj 350 m n.p.m. (Ratschberg). Wzniesienie w kształcie stożka, o stromych zboczach zbudowanych z bazaltu, będące rdzeniem dawnego wulkanu tarczowego. Nek został odsłonięty w postaci 40-metrowej, pionowej ściany skalnej z wyraźnie od siebie oddzielonymi słupami bazaltowymi, tzw. Małe Organy Myśliborskie, u podnóża których znajduje się rumowisko. Niższe partie zbocza przykrywają utwory soliflukcyjne, a u podnóża występują osady glacjalne i fluwioglacjalne. Rataj porośnięty jest lasem liściastym z niewielką domieszką drzew iglastych. Występują w nim m.in. wawrzynek wilczełyko, przylaszczka, kokorycz, zawilce, konwalia, żankiel, licznie lilia złotogłów.

Na wzniesieniu, w średniowieczu mieściła się warownia datowana na XIII wiek, stanowiąca formę przejściową między zamkiem a grodem obronnym. Składała się z trzech części: zamku głównego na szczycie oraz dwóch podzamczy. Pozostałości zamku zostały zniszczone w trakcie eksploatacji bazaltu, zachowały się jedynie znikome fragmenty murów, wałów i fosy. W okolicy wzniesienia odkryto również ślady trzech średniowiecznych grodzisk. Po zboczach Rataja prowadzi ścieżka dydaktyczna „Śladami Trzebowian”. Czerwony szlak kontynuuje swój bieg w dół zbocza Rataja, leśną drogą do polnej, a następnie w lewo przez łąki wprowadza do lasu na zboczach Bazaltowej Góry 367 m n.p.m. Jest ona czopem komina wulkanicznego w którym zakrzepła lawa w trzeciorzędzie. To relikt wulkanizmu zwanego fałdowaniem alpejskim. Związany jest on ze strefą tektonicznego uskoku brzeżnego sudeckiego, wyraźnie oddzielającego Sudety od Przedgórza Sudeckiego.Rataj - bazaltyDocierając na szczyt widoczna jest kamienna wieża widokowa o wysokości 10 metrów, wybudowana w 1906 roku przez Towarzystwo Karkonoskie – Riesengebirgsverien (RGV), w otoczeniu naturalnego lasu ciepłolubnej dąbrowy brekiniowej. Cokół i ściany wieży wzniesiono z łamanego kamienia bazaltowego na rzucie koła. Do wnętrza wprowadza gotycki portal z cegły, schody zewnętrzne wykonane są z bazaltu, wewnętrzne z granitu. Wieże wieńczy platforma widokowa podtrzymywana krenelażem na kamiennych kroksztynach. Wpisano ją do rejestru zabytków w 1992 roku, a wyremontowano w 1994 roku. Z uwagi na wysokość lasu utraciła swoje walory widokowe. Jak wynika z przekazów historycznych, w czasach pogańskich znajdować się tu miała, otoczona kamiennym kręgiem świątynia oraz święty gaj, spalony prawdopodobnie nakazem biskupa wrocławskiego Cypriana.

Przed wieżą znajduje się miejsce odpoczynku, ławy i palenisko. Kierując się od niej na południe, ścieżka doprowadza do punktu widokowego nad krawędzią odsłonięcia bazaltów, zabezpieczonego drewnianymi barierkami. Schodząc w lewo, w dół, dotrzeć można do odsłonięcia ze słupową, sześcioboczną strukturą bazaltów, u podnóża której znajduje się rumosz skalny. Tu miejsce na odpoczynek, z małą infrastrukturą turystyczną – wiatą i paleniskiem. Towarzystwo Karkonoskie – Riesengebirgsverien (RGV) jako organizacja powstało w lipcu 1880 roku. Głównym założycielem był Teodor Donat, buchalter zakładów tekstylnych w Mysłakowicach. Siedzibą biura organizacji była Jelenia Góra, a jej koła miały siedziby w wielu miastach Rzeszy Niemieckiej, a nawet w Nowym Jorku. Głównym źródłem dochodów towarzystwa były składki roczne, wynoszące 3 marki, gdyż dotacje państwa były niewielkie.Bazaltowa Góra i RatajDziałalność RGV była dość wszechstronna, od budowy,utrzymywania dróg i szlaków po powołanie straży ochrony przyrody, a także powołanie muzeum regionalnego w Jeleniej Górze, prowadzenie biblioteki i współpraca naukowa z Uniwersytetem Wrocławskim. Z jego inicjatywy podjęto budowę obserwatorium meteorologicznego na Śnieżce, a z okazji jubileuszu 25-lecia, w 1905 roku wybudowano drogę dojazdową na jej szczyt. Tworzyło również tanie gospody młodzieżowe i organizowało cotygodniowe wycieczki. Działało nieprzerwanie przez 65 lat do 1945 roku. Kierując się dalej czerwonym szlakiem prowadzącym leśną drogą, dochodzi się do asfaltowej drogi biegnącej z Paszowic do Jakuszowej i Siedmicy. Przekraczając ją, napotykamy na potok Paszówka, lewy dopływ Nysy Szalonej, mający swe źródła (dwa cieki) na wysokości 350 m n.p.m. na wschodnich zboczach góry Dębowej 367 m n.p.m. w okolicach Jakuszowej. Jego długość to około 9 km.

Idąc ścieżką pod górę, dochodzimy po jej lewej stronie do trzech zieleńcowych grup skalnych, gdzie w środkowej z nich znajduje się niewielka sztolnia Grota Pustelnika. Składają się na nią dwa otwory skalne, na wysokości 298 m n.p.m., długości 2 i 5 metrów, szerokości do 1,5 metra. Zieleniec jest skałą metamorficzną powstałą w wyniku przeobrażenia skał zasadowych lub obojętnych, jak na przykład bazalty. Charakterystyczną, zielonkawą barwę nadaje jej minerał, chloryt. Grota nie jest tworem natury, a efektem prowadzonych tu niegdyś poszukiwań za cennymi rudami metali. Jak twierdzą mieszkańcy Paszowic, którzy przybyli na te ziemie po II wojnie światowej, miała być ona miejscem zamieszkania mnicha pustelnika. Biorąc jednak pod uwagę wielkość groty, jest to bardzo mało prawdopodobne. Z ów pustelnikiem wiąże się podanie, które mówi o przybyciu na tereny dzisiejszych Paszowic, gdy były one jeszcze niezaludnione, człowieka o imieniu Pakosz.Grota PustelnikaNiektórzy opowiadali, że uciekł z dalekiego kraju i tu się ukrywa, inni zaś mówili, że go wygnano. Jak było naprawdę nie wiadomo do dziś. Pakosław osiedlił się w lesie z dala od pobliskich osad, w opuszczonej grocie, pędził żywot pustelnika. Pomimo podeszłego wieku, polował na dziką zwierzynę, zbierał różnorodne korzonki i rośliny, podbierał także miód dzikim pszczołom. W wolnych chwilach medytował. Podobno umiał czarować i cudownie uleczać, o czym przekonał się pewien podróżnik, który przejeżdżając w okolicy, spadł z konia i połamał obie nogi i żebra. Pustelnik znalazł go z bardzo wysoką gorączką. Zabrał więc do groty i podawał mu różnorodnego rodzaju mikstury, które sam przyrządził. Kiedy podróżnik wyzdrowiał, podziękował mu i odjechał. Opowiadał potem o cudownych umiejętnościach pustelnika. Innym razem tropiąc dzikiego zwierz zawędrował do odległej osady, gdzie akurat panowała czarna ospa.

W dawnych czasach była to śmiertelna choroba i niewielu ludzi odzyskiwało zdrowie, większość niestety umierała. Pustelnikowi udało się jednak uzdrowić wszystkich mieszkańców tej osady. Na wieść o tym w krótkim czasie w okolicy groty pojawili się ludzie. Zjeżdżali oni do niego, żeby ich wyleczył. Pustelnik chętnie służył swoimi umiejętnościami w zamian za skromne datki w postaci żywności. Coraz więcej schorowanych ludzi przybywało do niego, by ich uzdrowił. Przybywali też wędrowni kupcy, którzy sprzedawali swoje towary leczącym się u pustelnika. Wkrótce ludzie zaczęli się tu osiedlać i budować swoje chaty. Lata mijały, pustelnik był coraz starszy i słabszy. Kiedy nastała kolejna zima, spadł śnieg i chwycił wielki mróz stała się rzecz straszna: pewnej nocy starzec zamarzł. Ludzi, którzy go znaleźli, opowiedzieli wszystkim w okolicy o tragicznej śmierci pustelnika. Pochowano go z wielkim szacunkiem w pobliżu groty, a niewielka osada z czasem rozrosła się i przyjęła nazwę Paszowice. Nazwa ta pochodzi od imienia pustelnika.Bazaltowa Góra - bazaltyPodobno jeszcze czasami w mgliste jesienne wieczory można dostrzec ducha pustelnia, który medytuje obok wejścia do groty. Szlak dalej prowadzi ścieżką przez las liściasto – iglasty, koło dwóch stawów płuczkowych. Następnie przez łąki wprowadza na zbocza i górę Radogost 397 m n.p.m. (Januhsberg). To kolejne powulkaniczne wzniesienie, zbudowane z bazaltu, stanowiące część dawnego komina wulkanicznego. Na szczycie, podobnie jak na Bazaltowej Górze, wznosi się murowana z kamienia i cegły, 22-metrowa wieża widokowa, zbudowana w 1893 roku. W 1977 roku zaadaptowano ją na wieżę sygnalizacyjną przeciwpożarową. Wyremontowano ją w latach 90-tych XX wieku. U jej podnóża znajduje się miejsce odpoczynku, ławy i palenisko. Z wieży rozciągają się widoki na Sudety i Przedgórze Sudeckie. W okolicy, na stokach, znajdują się też ślady wczesnośredniowiecznego grodziska. W bliskim otoczeniu wzniesienia rosną okazy jarzębu brekinii i daglezji.

Góra Radogost to dawna słowiańska góra kultowa, sam Radogost był bogiem plemion Słowian Połabskich – Wieletów, czczonym w Radogoszczy. Wszystkie z wymienionych wzniesień były wyższe niż obecnie. W okresie zlodowacenia, w trakcie transgresji lądolodu, wzniesienia były całkowicie przykryte lodem. Wody topniejącego lądolodu oraz silne procesy erozyjne, trwające przez kilka milionów lat, przyczyniły się do zdarcia grubych pokryw otaczających kominy wulkaniczne, a z dawnych wulkanów zachowały się tylko neki, w postaci twardzieli wypełniających wnętrza kraterów. Podążając dalej szlakiem, na południowy – zachód, dochodzi się do miejscowości Grobla. Z niej kierując się na zachód można dotrzeć do kolejnych osobliwości przyrodniczych jak na przykład rezerwat „Nad Groblą”, „Wąwóz Siedmicy” czy „Wąwóz Lipa”.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Dębnica, siostra Górzca

by on Lut.21, 2014, under Ciekawe miejsca

Słup z datą 1541 r. u stóp DębnicyNa południowy-zachód od Górzca znajduje się góra Dębnica (Eichberg) 463 m n.p.m., kolejne wzniesienie pochodzenia wulkanicznego, zbudowane z bazaltu, mające swą górniczą przeszłość. Na jej kulminację składają się dwa wierzchołki rozgraniczone przełączką. Na drugim z nich znajdują się pozostałości drewniano-kamiennej wieży widokowej,w postaci granitowych słupów, zbudowanej na początku XX wieku przez Związek Karkonoski – Riesengebirgsverien (RGV). Organizacja ta powstała w lipcu 1880 roku, a jej głównym założycielem był Teodor Donat, buchalter zakładów tekstylnych w Mysłakowicach. Siedzibą biura organizacji była Jelenia Góra, zaś jej koła miały siedziby w wielu miastach Rzeszy Niemieckiej, a nawet w Nowym Jorku.Górzec i Dębnica na przedwojennej mapieDziałalność RGV była dość wszechstronna i zajmowała się m.in. budową, utrzymaniem dróg i szlaków, powołaniem straży ochrony przyrody, powołaniem muzeum regionalnego w Jeleniej Górze, prowadzenie biblioteki i współpraca naukowa z Uniwersytetem Wrocławskim, inicjatywą budowy obserwatorium meteorologicznego na Śnieżce, tworzenie tanich gospód młodzieżowych, organizowanie cotygodniowych wycieczek, budowa i prowadzenie schroniska nad Wielkim Stawem. To właśnie z okazji jubileuszu 25-lecia RGV, w 1905 roku zbudowano drogę dojazdową na szczyt Śnieżki. RGV działało przez 65 lat do 1945 roku. W chwili obecnej ze względu na zadrzewienie wzgórza, Dębnica nie stanowi atrakcji turystycznej w postaci punktu widokowego, a na jej szczyt nie prowadzi żaden szlak ani ścieżka. Na szczyt natomiast można dotrzeć przez las z okalającej wzgórze drogi szutrowej. Na stokach można napotkać pozostałości dawnego górnictwa w tym rejonie, w postaci niewielkich ping, szurfów, hałd, rowów oraz wlot do sztolni Eichstollen, w której eksploatowano niegdyś rudy żelaza. Odnaleźć również można kilka słupków wyznaczających granice dawnych pól górniczych.

Leave a Comment :, , , , , , , , więcej...

Sztolnie pirytu w Szklarskiej Porębie

by on Sty.08, 2014, under Pod ziemią

Kopalnia pirytu w Szklarskiej PorębieSzklarska Poręba znana jest od XIII w. jako miejsce poszukiwań i prac górniczych. Wydobywano tu głównie kwarc, który przyczyniał się do rozwoju miasta w zakresie produkcji szkła, znajdowano tu także złoto. Kolejnym surowcem był piryt. Przypomina wyglądem złoto, co przyczyniło się do określania go mianem „złota głupców”. Głównym zastosowaniem pirytu była produkcja kwasu siarkowego. Produkowany z pirytu kwas używany był głównie jako składnik farb do sukna, produkcji atramentu oraz prochu strzelniczego. Miejsce gdzie wydobywano piryt jest znane i łatwo dostępne, są to okolice Zbójnickich Skał, położone na południowych stokach Grzbietu Wysokiego w Górach Izerskich. Dojść do nich można kierując się za oznaczeniami z drogi za Zakrętem Śmierci, leśną drogą sprowadzającą w dół i po około 15 minutach skręcamy w prawo do jaru gdzie są one zlokalizowane. Wejścia robią duże wrażenie. Do pierwszej sztolni sprowadza zejście w postaci obszernego szybu. Dalej wchodzimy do obszernej, niskiej komory, z której na prawo prowadzi chodnik do głębokiej komory wydobywczej na planie koła. Kierując się prosto docieramy do sporych rozmiarów hali. Po jej prawej stronie biegnie niewielki i krótki boczny chodnik poszukiwawczy zakończony przodkiem. Po lewej stronie, na końcu hali widnieją pozostałości drabin wprowadzających niegdyś na drugi poziom. W stropie widoczny jest otwór wejściowy i pozostałości drewnianego podestu. W chwili obecnej wejście na drugi poziom po drabinie jest nie możliwe. Kolejna sztolnia znajduje się na przeciwko. Widoczne są dwa duże, efektownie wyglądające otwory. Początkowy odcinek to obszerna komora zwężająca się ku górze. Prace wydobywcze prowadzono na dwóch poziomach biegnących nad sobą, odstrzeliwując następnie warstwę rozdzielających je skał. Po kilkunastu metrach sztolnia biegnie pod górę. Po lewej widoczny jest ciasny i krótki, boczny chodnik poszukiwawczy. Dalej sztolnia przekształca się w wąski i wysoki chodnik. W ociosach znajdują się wydrążone kwadratowe i prostokątne otwory na różnych wysokościach, będące gniazdami – miejscami w których osadzano drewniane belki, a na nich układano podesty dla górników pracujących na kilku poziomach. Podestach się nie zachowały. Zachował się fragment spągu, który leżał na podeście zanim ten ostatni się zerwał lub go zdjęto. Miejsce to nazywane jest „mostkiem” od charakterystycznego, łukowatego kształtu. Chodnik dalej kieruje się pod górę, co raz bardziej zwężając się by po kilku metrach za nie wielkim progiem zakończyć się przodkiem.

Pierwsze wzmianki o walońskiej działalności górniczej pochodzą z 1530 r. Około 1550 r. powstała nowa kopalnia pirytu. 3 lata później powstaje pierwsza witrolejnia. Pod koniec XVI w. w kopalni zatrudnionych było około 60 osób. W latach wojny 30-letniej zaprzestano prac. Największe zmiany nastąpiły w 1773 r. kiedy to kupiec Christian Melchior Preller z Podgórzyna założył nowy zakład do przeróbki pirytu w kwas siarkowy, jedną z największych w Prusach. Witrolejnia została postawiona na miejscu wcześniejszego zakładu położonego na rzeką Kamienną. Przez wiele lat witrolejnia była atrakcją Szklarskiej Poręby. Istniejące dziś wyrobiska związane są z tymi pochodzącymi z XVI w. Próby wydobycia pirytu wznawiano w 1735 i 1766 r. wydrążając dwie sztolnie – Zur Ehre des Gottes (Ku chwale Bożej) i Zu des Menschen Besten (Dla dobra człowieka). Drugą sztolnię od 1768 r. nazywano Friedrichsgrube (Kopalnia Fryderyka). W latach 1772-1787 wydobywano tu do 400 t pirytu rocznie. W 1786 r. podobnie jak pod koniec XIV w. kopalnia zatrudniała około 60 osób (górników, hutników, drwali, węglarzy, woźniców). Pozyskiwano tu także małe ilości rudy Pb i Ag. Na przełomie XVIII i XIX w. kopalnia została zamknięta, a piryt do witrolejni sprowadzano z innych ośrodków górniczych (Rudaw Janowickich). Zachowane informacje z 1800 r., mówią że piryty pochodziły z Miedzianki dlatego, że miejscowe złoża były już wyczerpane i nie wystarczały na potrzeby zakładu. Przypuszcza się, że w tym okresie złoże pirytów pod Zbójnickimi Skałami wyczerpało się lub nie było wystarczająco zasobne. W Archiwum Państwowym w Katowicach zachowała się mapa górnicza „Vorstellung der Kies Grube Friedrich Wilhelm am Schwarzen Berge zu Schreiberhau”,przedstawiająca tą kopalnię z 21 lipca 1821 r. sporządzona przez A.Bockscha. Przedstawia ona kopalnię pirytu promienistego (markasytu) na zboczach Czarnej Góry. Narysowano ją w ramach inspekcji dawnego wyrobiska z czasów zamknięcia poprzednio funkcjonującej kopalni na przełomie wieków. Uwidacznia ona spore wyrobisko, udostępniającą je sztolnię z charakterystycznym budynkiem przed jej wlotem, wysokie komory wydobywcze, 3 poziomy, krótkie chodniki odchodzące w poprzek wyrobiska. Zaznaczone są dwa szyby, w tym jeden wychodzący na powierzchnię oraz drugi, zniszczony, pozostałość po wcześniejszej eksploatacji. Całe wyrobisko przedstawiono w rzucie z góry oraz dwoma przekrojami, jeden horyzontalnie, po rozciągłości pokładów pirytów, drugi natomiast wzdłuż kierunku ich nachylenia, który zapadał pod łagodnym kątem 20 stopni. Porównując stan obecny z mapą można stwierdzić, że stan tego miejsca przedstawiono nieco inaczej niż w 1821 r. Środkowa część wyrobiska uległa zawaleniu tworząc rodzaj zapadliska przypominającego kamieniołom. Była to dawniej centralna, najstarsza część kopalni mająca wysokość około 20 metrów. Po wykonaniu mapy wskutek pozytywnych przesłanek co do wydobycia pirytu, przystąpiono do poszerzania i drążenia dodatkowych korytarzy pracując na kilku poziomach jednocześnie. Liczne ślady po wiertłach świadczą o podejmowanych tu szeroko zakrojonych pracach w późniejszym okresie. Witrolejnia Prellera prowadziła działalność produkcyjną do 1840 r. zamykając ją w 1856 r. Późniejsze wyrobiska mogły zostać wykonane w latach 1821-1840. Nie wiadomo kiedy uległa zawaleniu środkowa część kopalni, czy przypadkowo, czy w wyniku celowego działania. Niedaleko od sztolni pirytów znajdują się inne sztolnie. Kilkadziesiąt metrów od opisywanych widoczne są pozostałości kolejnej z zawalonym wlotem, zasypanym szybem oraz sporą hałdą. Kierując się dalej na wschód odnaleźć można kolejne ślady jak hałdę, zawalona część środkowego wyrobiska oraz obetonowany wlot do zalanej sztolni.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , więcej...

Minerały wietrzeniowe okolic Wieściszowic

by on Gru.16, 2013, under Ciekawe miejsca

Kryształy gipsuWieściszowice położone we wschodniej części Rudaw Janowickich, słyną przede wszystkim ze znajdujących się w ich sąsiedztwie Kolorowych Jeziorek. Są one pozostałością po istniejącej tu niegdyś kopalni pirytu. Złoże odkryto pod koniec XVIII wieku, a wydobycie pirytonośnego łupka rozpoczęto w 1785 roku. Z braku opłacalności kopalnię zamknięto w 1925 roku. Kolejne podejmowane próby wznowienia działalności w latach 40-tych i 50-tych XX wieku okazały się bezskuteczne. Miejsce to daje możliwość obserwacji zachodzących tu współcześnie intensywnych procesów minerałotwórczych w strefie wietrzenia łupków pirytonośnych. W łupkach serycytowo-chlorytowych jednostki Leszczyńca udokumentowano pomiędzy wsią Wieściszowice a Wielką Kopą strefę pirytonośną o długości około 4 km i szerokości 100 m. Stwierdzona w tych łupkach mineralizacja ma prawdopodobnie hydrotermalną genezę. W skład tej mineralizacji oprócz pirytu, którego zawartość może sięgać 30%, wchodzą także kwarc, kalcyt, dolomit, śladowe ilości fluorytu, syderytu oraz innych minerałów rudnych jak chalkopiryt, pirotyn, galena, sfaleryt, tetraedryt, kupryt. W wyniku wietrzenia pirytu i innych siarczków dochodzi do silnego zakwaszenia wód krążących w łupkach. Powstają w ten sposób duże ilości jonów siarczanowych.Copiapit magnezowyZ minerałów budujących skałę uwalniane są jony żelaza, magnezu i innych metali. W odpowiednich warunkach środowiska krystalizują nowe, wtórne, minerały głównie siarczany żelaza i magnezu. W procesie utleniania siarczków żelaza duży udział mogą mieć różne mikroorganizmy, takie jak bakterie Thiobacillus ferrooxidans, często spotykane w kwaśnych wodach kopalnianych. Intensywne procesy wietrzenia siarczków żelaza odzwierciedlają się w chemizmie wód powierzchniowych i gruntowych tego obszaru, woda z Purpurowego Jeziorka jest silnie zakwaszona za sprawą kwasu siarkowego i jej odczyn waha się w granicach 2,6-2,8 pH. Mineralizację całkowitą określono na 3-5,5 g/dm sześcienny. Oprócz wysokich zawartości Fe, Ca, Mg i Al, stwierdzono tu także dużą koncentrację metali ciężkich, jak Mn, Cu, Zn, Co, Ni, V, Cr i Pb. Zespół minerałów hipergenicznych (wietrzeniowych) jest bogaty. Spotyka się też minerały rzadkie. Minerały powstające w wyniku wietrzenia pirytu najlepiej obserwować wśród skał otaczających Purpurowe Jeziorko (wyrobisko Hoffnung), zwłaszcza w północnej jego części.FibroferrytWystępujące tu minerały siarczanowe są trwałe przy małej wilgotności środowiska, natomiast łatwo ulegają rozpuszczeniu w wodzie. Najintensywniej krystalizują na ścianach wyrobisk w dłuższych okresach suchej, słonecznej pogody. W oczy rzucają się przede wszystkim charakterystyczne żółte lub żółtozielone groniaste naskorupienia copiapitu magnezowego o charakterystycznym zapachu siarki. Nacieki osiągają nawet kilka centymetrów grubości i pokrywają duże powierzchnie łupków nadając im żółtawy odcień. Copiapitowi towarzyszy pickeringit o drobnych bezbarwnych kryształkach i igiełkowym pokroju tworząc na nim rodzaj mszystego nalotu. Najliczniej występującym minerałem siarczanowym jest gips, którego największe ilości w postaci szarawych lub białych pokryw zajmujących powierzchnię wielu metrów kwadratowych spotkać można na stropach i ścianach sztolni. Występuje tam w formie krzaczastych, sferoidalnych agregatów, spotyka też się niewielkie tabliczkowe kryształki tworzące typowe dla tego minerału zbliźniaczenia nazywane „jaskółczymi ogonami”.Koncentracja różnych minerałów wietrzeniowych na łupkach serycytowo-chlorytowychKolejnym minerałem wietrzeniowym jest epsomit, nietrwały i do zaobserwowania w dłuższych okresach bezdeszczowych, tworzący na ścianach sztolni charakterystyczne włosowate, puszyste wykwity. Można go tez rozpoznać po gorzkim smaku. Powszechny tez jest fibroferryt powstający w warunkach większej wilgotności, dzięki czemu jest dość trwały. Tworzy rozległe monomineralne porowate naloty o szarozielonej lub brunatnozielonej barwie. Stosunkowo rzadkimi są alunogen, melanteryt i slavikit, występujące w małych ilościach, tworzących mikroskopowej wielkości agregaty. Slavikit należy do bardzo rzadkich minerałów, na całym świecie znanych jest tylko około 20 lokalizacji, w Polsce jest to jedyne udokumentowane miejsce. Inne występujące tu siarczany to goethyt i ferrihydryt tworzące brunatne naloty i nacieki na ścianach sztolni.

Możliwość komentowania Minerały wietrzeniowe okolic Wieściszowic została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Wielisławka – pozostałości dawnego górnictwa

by on Gru.16, 2013, under Pod ziemią

SWWielisławka była miejscem w którym intensywnie wydobywano złoto. W chwili obecnej zachowały się trzy sztolnie: sztolnia numer 1 (za mostkiem na Kaczawie) o długości 63 metrów, sztolnia numer 2 (na lewo od „górskiego młyna”) o łącznej długości chodników 290 metrów (błędnie określana przez niektórych jako jaskinia) oraz sztolnia numer 3 (podszczytowa) o długości 81 metrów.
Pierwsza wzmianka pochodzi z 1568 roku, ale eksploatację złóż rozpoczęto wcześniej. Przekrój złotych żył bardzo zasobnych występujących na styku czarnych łupków krzemionkowych z porfirem, dochodził nieraz do trzech metrów. Prace trwały tu do XVIII wieku, więc przeszło 250 lat.SW1Przedwojenne niemieckie przewodniki zawierały opis po tym rejonie i plan sztolni polecając ją jak i wychodzący z niej szyb jako atrakcję turystyczną. Pierwsze informacje o wydobywaniu złota pochodzą z 1556 roku. Złoto występowało w złotonośnych pirytach, a jego koncentracja była znaczna: 18 gram złota na tonę i 64 gram srebra na tonę. Można spotkać się również z opisami mówiącymi o sztolniach na zachodnim zboczu Wielisławki (kopalniach złota i miedzi), w których to eksploatacja określana jest na XV-XVII wiek. W drugiej połowie XIX wieku rozpoczęto eksploatację złoża porfirów na południowo-zachodnim zboczu odsłaniając tym samym piękną, słupową strukturę skał, tak zwane Organy Wielisławskie.SW2Najciekawsza sztolnia, to sztolnia numer 2. Otwór wejściowy ma wymiary 50×70 cm. Po wejściu do wnętrza chodnik powiększa się do rozmiarów pozwalających na swobodne poruszanie. Po prawej stronie widoczny jest szurf głębokości około 1 m wykonany prawdopodobnie przez eksploratorów poszukujących ukrytych kosztowności. Dalej nieznaczny, boczny zawał chodnika po którego minięciu, po około 60 metrach dochodzimy do obszernej komory eksploatacyjnej, z której to w różnych kierunkach rozchodzą się dłuższe lub krótsze chodniki, połączone ze sobą lub kończące się zawałami. Główne rozwinięcie chodników w sztolni jest w kierunku wschodnim. Sztolnia numer 1 stanowi jednolity chodnik skręcający w lewo, kończący się po 60 metrach zawałem.SW3Wejście jest obszerne, o kształcie nieregularnym średnicy około 180 cm, dobrze widoczne z drogi. Najprawdopodobniej sztolnie numer 1 i 2 były kiedyś ze sobą połączone – obecnie w tym miejscu istnieją zawały, prawdopodobnie znajdował się tam szyb. Do penetracji sztolni nie jest wymagany sprzęt speleologiczny, a jedynie odzież ochronna i źródło światła. Jest ona miejscem zimowania nietoperzy i prawnie podlega ona ochronie jako siedlisko zwierząt objętych ścisłą ochroną.

Możliwość komentowania Wielisławka – pozostałości dawnego górnictwa została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (2)

by on Gru.16, 2013, under Pod ziemią

Sztolnia GórzecKopalnia Rudolf udostępniała złoża rudy żelaza kilkoma sztolniami. Pierwsza z nich znajduje się na poziomie 276 m n.p.m. (opisywana w części pierwszej), ale do chwili obecnej zachowała się też druga, nie związana z tą kopalnią, na poziomie 373 m n.p.m. Aby do niej trafić należy kierować się „starą” drogą na prawo od szlaku (zielonego) prowadzącego kalwarią. Po około 100 metrach, na lewej stronie zbocza można odnaleźć stary, zawalony szyb, o średnicy i głębokości około 5 metrów. Kierując się dalej dochodzimy do rozwidlenia dróg, a potem w prawo, w dół do początku jaru. Następnie poruszamy się jarem w górę do sztolni nr. 2.Sztolnia Górzec (1)W jej pobliżu (dalej jarem ku górze, po około 50 m, po prawej stronie) znajduje się kolejna sztolnia nr. 3 – niestety zawalona, oraz sporych rozmiarów hałda. Sztolnia zagłębia się nie do wnętrza Górzca, ale w kierunku południowo-zachodnim, w zbocze bezimiennej góry, leżącej na zachód od niego. Jest 85-metrowej długości, wysokości średnio 2 m i szerokości 1,3 m (można się w niej swobodnie poruszać), wydrążona w łupkach. Po 10 metrach od wlotu natrafiamy na mały obryw skał ze stropu, a po kolejnych 50 metrach docieramy do pierwszego zawału (60 m od wlotu), po którego pokonaniu przez ciasny przełaz docieramy do obszernej komory eksploatacyjnej o szerokości około 6 m i wysokości 4 m, z nie usuniętym urobkiem zalegającym na spągu.Sztolnia Górzec (2)Znajduje się w niej interesująca struktura, kolorystyka i różnorodność ławic skalnych, mineralizacja. Często spotyka się żyły kwarcu z wyraźnymi kryształami dochodzącymi do 1 cm.Pokonując przez przełaz kolejny zawał, można dotrzeć do dalszej części chodnika, długości 16 m zakończonego zawałem (obryw kilkutonowego bloku, widoczny po wejściu do szczeliny, po prawej). Na spągu zalegają duże fragmenty skały (urobek, obrywy?). Na ścianach całego wyrobiska widoczne są ślady po otworach wiertniczych, drewniane „kotwy”, spróchniałe fragmenty stempli, otwory po poprzecznych prostokątnych belkach przy stropie (po prawej stronie na około 50 metrze), natomiast nie pozostały żadne ślady po torowisku lub podkładach dla wagoników.Sztolnia Górzec (4)Wielkość hałdy znajdującej się w jarze porównana z wielkością spenetrowanej sztolni nasuwa sugestię, że zawał odcina dostęp do sporej długości chodników. W związku z odmiennym kierunkiem przebiegu chodników, nie łączy się ona z wyrobiskami sztolni dolnej i została ona założona dużo wcześniej niż sztolnie kopalni Rudolf. Północne zbocza Górzca obfitują w ślady dawnej działalności górniczej w postaci różnego rodzaju zapadlisk, które mogą być pingami, szurfami ale też i zawalonymi szybami lub wejściami do innych sztolni. Nie brakuje także warp i hałd.Sztolnia Górzec (3)Pozostałości ciągną się od szczytu do jaru oraz na bezimiennym wzgórzu. Do penetracji sztolni wymagana jest odzież ochronna i źródło światła. Uwaga – niebezpiecznie! Częste i liczne odpadnięcia dużych fragmentów skał ze stropu i ścian. Możliwość zawalenia się komory i chodnika za nią. Miejsce zimowania nietoperzy, w związku z czym obiekt ten podlega ochronie jako siedlisko zwierząt chronionych.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Górzec – tajemnice wnętrza (1)

by on Gru.16, 2013, under Pod ziemią

Sztolnia RudolfGórzec (Hessberg) to bazaltowe wzgórze o wysokości 445 m n.p.m. koło miejscowości Męcinka. W XIII wieku na szczycie znajdował się niewielki zamek, otoczony suchą fosą. Przypuszcza się, że była to wzniesiona przez Henryka Brodatego w 1238 roku twierdza Heinrichsburg. Od połowy XIII wieku góra jak i obszar Mniszego Lasu należał do Cystersów z Lubiąża. W 1740 roku wytyczono tak zwaną Drogę Kalwaryjską wzdłuż której ustawiono 14 kapliczek wykutych w piaskowcu, a na ruinach zameczku wzniesiono kaplicę pielgrzymkową. Po sekularyzacji zakonu w 1810 roku u podnóża Górzca powstała pustelnia w której zamieszkał mnich z Lubiąża, jak domniemywano „strażnik” cysterskich dóbr ukrytych gdzieś na stokach. Tyle historii z której ta góra jest znana, bo posiada też ona swoje tajemnicze wnętrza.Sztolnia Rudolf (1)W pobliżu drogi prowadzącej na Kalwarię, tuż koło miejsca odpoczynku z ławeczkami nieopodal pasieki, znajduje się wejście do Sztolni Rudolf (276 m n.p.m.) w której eksploatowano rudę żelaza – hematyt. Początki górnictwa na Górzcu są datowane na XVII wiek, a trwały do 1942 roku. Wobec niewielkich dochodów często zostało zarzucane, to znów wznawiane z różnym powodzeniem. W okresie przed II Wojną Światową przy eksploatacji pracowało około 25 ludzi, na 3 zmiany po 8 godzin. Do 1941 roku kierownikiem kopalni był sztygar Prenzel, a następnie Reimann z Wałbrzycha. Kierownikiem zmiany był Martin Bluemel z Pomocnego. Sztolnia zagłębiała się w górę na ponad 900 metrów na trzech poziomach. Szyb wydobywczy można odnaleźć kierując się drogą leśną (na prawo od szlaku kalwaryjskiego przy dwóch dużych drewnianych krzyżach) po około 100 metrach, po lewej stronie, na zboczu. W chwili obecnej ma on średnice i głębokość około 5 metrów. Winda wyciągowa (Foerderkorb) działała do 1942 roku obsługiwana przez Rudolfa Leifera. Kompresor znajdował się na hałdzie, a wszystkie urządzenia, w tym młoty wiertnicze były napędzane sprężonym powietrzem.Sztolnia Rudolf (2)Eksploatację prowadzono zakładając na 4 metrach kwadratowych 12 otworów, głębokich na 1,5 metra i odstrzelano donaritem. Dym i pył był odprowadzany na powierzchnię rurami, jak również rurami doprowadzano do wnętrza świeże powietrze. Urobek rozdrabniano młotami pneumatycznymi, ręcznie ładowano na wózki i wyciągiem wydobywano na powierzchnię. Przy jednej z takich prac strzelniczych zginął Georg Schiefer. Oświetlenie sztolni stanowiły lampy karbidowe. Do dziś zachowały się jeszcze pozostałości transformatora. W jarze na zachodnim stoku Górzca zachowała się jeszcze jedna sztolnia i pingi, nie związana z kopalnią Rudolf, ale o tym w kolejnej części.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Troglobionty, troglofile, troglokseny

by on Gru.16, 2013, under Flora i Fauna

TTTEksplorując podziemia jakimi są między innymi jaskinie i sztolnie, skupiamy się głównie na ich strukturze skalnej – naciekach, minerałach, skałach, przebiegu korytarzy, zabudowie. Pomijamy jednak często ich faunę, niewielkich, a bardzo ciekawych mieszkańców. Gatunki fauny podziemnej dzieli się na trzy zespoły, różniące się stopniem powiązania ich życia ze środowiskiem jaskiń i antropogenicznych.

Troglobionty – gatunki występujące tylko i wyłącznie w jaskiniach (np. roztocza, pajęczaki, chrząszcze, skoczogonki).
Troglofile – gatunki stale żyjące w jaskiniach, lecz występujące również poza, w środowisku o podobnych warunkach na przykład pod kamieniami, w glebie, w szczelinach skalnych (tj. różne gatunki owadów bez skrzydłowych, stonogi, pająki).
Troglokseny – gatunki żyjące na powierzchni, jednak wykorzystujące jaskinie jako miejsce okresowego pobytu, przypadkowo lub regularnie w okresie zimy (np. muchówki, motyle, wije, pająki, ślimaki, nietoperze).

Przyjrzyjmy się im podczas naszych eksploracji, ale niekoniecznie ich dotykajmy, bo na przykład ukąszenie pająka sieciarza jaskiniowego do przyjemnych nie należy.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , więcej...

GeoExplorer

by on Gru.13, 2013, under Galimatias

GE1.jpg GeoExplorer

Eksploracje – Poszukiwania

WYRÓŻNIENIA 2017:

>> 1 czerwiec 2017 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Złoto Inków w Niedzicy
>> 1 luty 2017 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Drewniany kościół w Sieniawie

WYRÓŻNIENIA 2016:

>> 2 listopad 2016 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Borowiec wielki

WYRÓŻNIENIA  2015:

>> wrzesień 2015 roku – GeoExplorer na łamach Gazeta Wyborcza
>> 16 wrzesień 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Odkrycia w Jaskini Niedźwiedziej
>> 5 sierpień 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Opowieści skarbowe
>> 27 maj 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Tajemnicza puszka
>> 5 kwiecień 2015 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Legenda o Krzysztoforach
>> 1 marzec 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl Blog.pl wyróżniono: „Złoto krnąbrnych mnichów
>> 25 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl, wyróżniono: „Skarby epoki Napoleona
>> 5 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Sztolnia Aurelia w Złotoryi
>> 4 styczeń 2015 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Skarby epoki Napoleona
>> od 2015 roku – GeoExplorer dostępny na Twitter

WYRÓŻNIENIA  2014:

>> 22 listopad 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Zaginiony transport”
>> 17 listopad 2014 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Zaginiony transport”
>> listopad 2014 roku – GeoExplorer na łamach miesięcznika Odkrywca
>> 26 październik 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Dworek Marii Konopnickiej w Gusinie
>> 24 październik 2014 roku – GeoExplorer na Blog.pl wyróżniono: „Zamek w Prochowicach
>> 19 wrzesień 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Legenda o rozbójnikach z Kruczych Skał
>> 11 sierpień 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Pochówki wampiryczne w Polsce
>> 21 lipiec 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Tajemnice Złotego Lasu
>> 11 luty 2014 roku – GeoExplorer na Onet.pl wyróżniono: „Wielisławka. Ukryte Skarby III Rzeszy

LICZBA  ODWIEDZIN:2 mln — kopia — kopia>> 11 kwietnia 2017 – 2.500.000 odwiedzin
>> 26 listopada 2015 – 2.000.000 odwiedzin
>> 27 maja 2015 – 1.500.000 odwiedzin
>> 31 grudnia 2014 – 1.086.000 odwiedzin
>> 13 grudnia 2014 (1 rok) – 1.074.000 odwiedzin
>> 22 listopada 2014 – 1.000.000 odwiedzin
>> 13 grudnia 2013 – Start…

Możliwość komentowania GeoExplorer została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...