GeoExplorer

Tag: wulkan

Tragedia w Saint Pierre

by on Sty.19, 2015, under Historia

Zgliszcza St.PierreGórzysta wyspa Martynika leżąca w pasie wysp rozdzielających Morze Karaibskie od Oceanu Atlantyckiego, podobnie jak inne wyspy należące do Małych Antyli, jest przedłużeniem wulkanicznego obszaru meksykańskiego. Administracyjnie stanowi ona zamorski departament Francji. Od czasów jej odkrycia nie zauważono na niej większych oznak działalności wulkanicznej. W 1792 roku zanotowano słaby wybuch połączony z trzęsieniami ziemi. Niespełna 60 lat później, bo w 1851 roku, w pobliżu największego stożka wulkanicznego, w północnej części wyspy zwanej górą Pelee, odczuwano „zapach gazów siarkowych”. W 1899 roku zauważono niewielkie ilości wydobywającej się pary, co pozwoliło mieszkańcom uznać dawny wulkan za wygasły…
Stoki Mount Pelee poprzecinane malowniczymi wąwozami, pokryte bujną roślinnością z pięknym kalderowym jeziorem na szczycie, były ulubionym miejscem wycieczek ludności z pobliskiego nadmorskiego Saint Pierre. Nazwa szczytu została nadana w 1635 roku przez pierwszych francuskich osadników (z francuskiego „łysa góra”). Wiosenna sielanka 1902 roku trwała w najlepsze i żadne objawy nie wskazywały na niespodziankę, którą mieszkańcom gotowała góra Pelee. Z końcem kwietnia na szczycie dostrzeżono słup pary i pyłów, osiągający wysokość ponad 500 metrów. Dały się również odczuć pierwsze trzęsienia ziemi, które przerwały podmorskie kable prowadzące do sąsiednich wysp. Co ciekawe objawy te nie wzbudziły w mieszkańcach St.Pierre obaw, a wręcz przeciwnie – wywołały zaciekawienie i nieodpartą chęć urządzania wycieczek na górę Pelee, by z bliska obserwować to zjawisko.Erupcja Mt.Pelee w 1902 rokuW starym kraterze wulkanu powstał mały stożek, utworzony z popiołów wulkanicznych, wyrzucanych przez wulkan. W nocy z 30 kwietnia na 1 maja zauważono gwałtowne podniesienie się poziomu wody w jednym ze strumieni spływających z góry, a z gęstych chmur zaczęły opadać popioły wulkaniczne.
Początek tragedii nastąpił 5 maja, kiedy to dały słyszeć się potężne odgłosy silnych eksplozji. Brzeg jeziora w kraterze Pelee zostaje rozerwany, a jego wody zmieszane z mułem runęły zboczami w dół, niszcząc wszystko co napotkały na swojej drodze. Mulista breja zalała cukrownię, w której śmierć poniosło ponad dwudziestu ludzi, a następnie zalała niżej położone ulice St.Pierre docierając do morza i wywołując falę zatapiającą dwa jachty.
Następnego dnia po raz pierwszy zauważono nad szczytem góry wydobywające się płomienie. Groźne pomruki i grzmoty trwały nieprzerwanie, a popioły zaczęły opadać na dalej położonych częściach wyspy. Wybuch wulkanu i straszną katastrofę przeczuwały już wcześniej zwierzęta, które z końcem kwietnia, po pierwszych oznakach wznowienia działalności wulkanu, zaczęły zachowywać się niespokojnie (bydło ryczało w nocy, a psy wyły) okazując niepokój i przerażenie. Dzikie zwierzęta opuściły okolice Mt.Pelee i nawet węże (których było dużo na stokach) gdzieś zniknęły, a ptaki przestały śpiewać i opuściły ten teren.
Widmo katastrofy zaczęło unosić się nad wyspą. Wielki strach zaczął dotykać też mieszkańców St.Pierre, jednak nie pomyśleli oni o własnym bezpieczeństwie i ratunku, narażając się na nieuchronną śmierć.
Nagle w St.Pierre powstaje wielka panika i pomysł ucieczki do miasta Fort de France leżącego w środkowej części wyspy. Niestety gubernator Martyniki zapewniał mieszkańców miasta, że nie grozi im żadne niebezpieczeństwo ze strony wulkanu Pelee i dla ich uspokojenia, sam (jak również uczeni zapewniający o braku niebezpieczeństwa) nie opuszcza swej rezydencji w mieście.
W najbliższych godzinach wypadki potoczyły się bardzo szybko.St.Pierre po wybuchu Mount Pelee8 maja 1902 roku o godzinie 7.45 następuje potężny wybuch wulkanu Mount Pelee. Po strasznej detonacji chmura dymów i rozgrzanych gazów, wlokąc bloki skalne i popioły spływa z olbrzymią prędkością, dochodzącą do 170 km/h w kierunku St.Pierre. Potężna siła lawiny wyrywa drzewa z korzeniami, przewraca wszystko na swojej drodze, niosąc zniszczenie i zagładę. To co ocalało od lawiny, zginęło od ognia obejmującego całe miasto. W przeciągu paru minut St.Pierre uległo całkowitemu zniszczeniu, a życie straciło prawie 30.000 mieszkańców! Gdyby nie to, że kilku z nich wcześniej opuściło zagrożone miasto, nie byłoby nikogo, kto mógłby cokolwiek opowiedzieć o strasznej historii zagłady i śmierci.
Badania przeprowadzone po tragedii wykazały, że ognisty strumień, który zniszczył St.Pierre, składał się z gorących i trujących gazów, które natychmiast parzyły i dusiły każdego kto je wdychał – prawie wszystkie ofiary trzymały ręce przy ustach lub też ich ciała zastygły w pozycji wskazującej na uduszenie. O szybkości spłynięcia gorącej fali gazowej świadczy relacja jednego z mieszkańców wyspy, który feralnego ranka wracał dyliżansem z Fort de France do St.Pierre. Dyliżans zatrzymano w odległości 10 km od Pelee, by obserwować zjawiskowy wybuch wulkanu.  Zobaczywszy nagle na szczycie góry formującą się i toczącą w dół kulę ognia, zeskoczył on wraz z jednym ze współtowarzyszy podróży z dyliżansu i niemal w ostatniej chwili, gdy fala ognia dochodziła do drogi, ukrył w pobliskim głębokim wąwozie, co uratowało im życie. Dyliżans z pozostałymi pasażerami i końmi spłonął doszczętnie. Temperatura chmury ognistej „nuee ardente” osiągała 800’C, co tłumaczy jej wielką, niszczycielską siłę. Po wybuchu na miasto spadły obfite deszcze pokrywając zgliszcza grubą warstwą błota.Erupcja Mount Pelee obserwowana ze statkuPo kilku tygodniach na miejsce katastrofy przybył wysłannik „Tygodnika Ilustrowanego” Ksawery Sporzyński, który tak relacjonował zastany widok:
Patrząc, dotykając, uwierzyć trudno, że to nie przedhistoryczne zabytki, że temu kilka tygodni trzydzieści tysięcy ludzi żyło tu, pracowało, bawiło się zapamiętale. Ruiny Pompei, Memfisu, nie wyglądają starzej. Jeżeli można pozostałości Saint Pierre nazwać ruiną, to chyba dla kilku murów, wystających gdzieniegdzie z piasku i popiołu. Poza tym stosy odłamków i okruchów, nic więcej, wszystko rozmieszane w masie popiołów. Zniesione mury, sproszkowane cegły utworzyły z tą masą twarde klepisko, jakby ubite, zrównane z ulicą, której bruk obok zachował się bez zmiany. Tu i ówdzie sterczy blacha, drzazga, wygląda kawałek belki lub sztaby, czerni się głownia lub bieli szkielet człowieka…

Prócz St.Pierre podobny los spotkał inne okoliczne osiedla. Ocalało jedynie nadmorskie miasteczko Le Carbet odległe o kilka kilometrów, a wulkaniczny potok zatrzymał się zaledwie na kilkadziesiąt metrów przed pierwszymi jego domostwami. Z całej ludności St.Pierre ocalał jeden człowiek – więzień zamknięty w podziemnej celi, lochach więzienia, do których nie dotarła fala gazowa. Dopiero po czterech dniach od katastrofy usłyszano jego krzyki. O dziwo czas ten przeżył pozbawiony wody i żywności przy bardzo ograniczonym dostępie powietrza. Nie wiedział nic o tragedii, gdyż cela nie posiadała okien, a o tym, że musiało stać się coś niezwykłego wywnioskował po hałasie i panującym gorącu. Gdy w czwartym dniu stracił rachubę czasu usłyszał głosy i wołał tak długo, aż go odnaleziono.
Jeszcze dwukrotnie powtórzyły się wybuchy – pierwszy w maju, a drugi w sierpniu w czasie którego, obejmującego południowe zbocza Mt.Pelee, zniszczeniu uległa wieś Morne Rouge grzebiąc około 1000 istnień ludzkich.
Wybuch Mt.Pelee i katastrofalne spustoszenie zwróciły uwagę wulkanologów z całego świata, między innymi wybitnego wulkanologa francuskiego profesora F.A.Lacroix, a także E.O.Horeya, A.Heiprina i innych.Andezytowa iglicaW sierpniu 1902 roku z krateru wulkanu zaczęła wypiętrzać się w górę potężna iglica skalna, która z początkiem listopada ukazując się na krawędzi krateru, dała górze wysokość 1343 m n.p.m., dwa tygodnie później 1495 m n.p.m., a pod koniec miesiąca 1577 m n.p.m.
31 maja 1903 roku andezytowa iglica osiąga swoją największą wysokość 1617 m n.p.m. stercząc swoimi pionowymi ścianami prawie 300 metrów nad szczytem wulkanu. Pokryta była podłużnymi bruzdami, wzdłuż których odrywały się odłamy skalne ukazujące jej głębsze części żarzące się ogniem widocznym z daleka podczas nocnych obserwacji. Od końca maja 1903 roku iglica przestała się wznosić, a poddawana działaniu wilgotnego i gorącego klimatu szybko ulegała wietrzeniu i rozpadała się w rumosz skalny.
Dwadzieścia lat później St.Pierre zostało częściowo odbudowane ale nie osiągnęło już dawnej liczby mieszkańców. Gdy w 1929 roku nastąpiło uwolnienie popiołów z wulkanu Mt.Pelee zarządzono natychmiastową ewakuację miasta, mając w żywej pamięci straszną tragedię sprzed ćwierć wieku. Przebieg tego i następnych wybuchów, trwających do 1932 roku, był łagodny, a w samym Saint Pierre założono muzeum wulkanologiczne. Obecna wysokość Mount Pelee to 1397 m n.p.m.

Możliwość komentowania Tragedia w Saint Pierre została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Najwyższy wulkan Sudetów

by on Sty.23, 2014, under Ciekawe miejsca

Wulkan BukowiecNa terenie polskich Sudetów najwyższym wygasłym wulkanem jest Ostrzyca 501 m n.p.m. określana mianem „Polskiej Fudżijamy”, wystarczy jednak oddalić się o niespełna 1 km od granicy państwa, by osiągnąć wierzchołek bazaltowego tysięcznika – Bukowca (Bukovec) 1005 m n.p.m. Jest to możliwe po przekroczeniu rzeki Izery w pobliżu osady Orle położonej w Górach Izerskich. Znajdujący się na czeskim terytorium szczyt Bukowiec ma bardzo charakterystyczny kształt ściętego stożka. Góra ta stanowi wyraźny ślad neogeńskiej aktywności wulkanicznej, która miał tu miejsce około 20 mln lat temu. Wierzchołek Bukowca liczy sobie 1005 m n.p.m. i jest najwyższym wulkanicznym szczytem całych Sudetów. Byłby on może najwyższym wulkanitem Europy Środkowej, jednak przewyższa go o 110 m szczyt Spicaka znajdującego się w Rudawach, również położony po czeskiej stronie.

Rudawy są pasmem górskim tworzącym długi na 150 km grzbiet graniczny między Czechami a Niemcami. Pasmo to sąsiaduje od wschodu z Sudetami, a ściślej z Górami Łużyckimi, stanowiącymi ich najbardziej na zachód wysuniętą część. Zarówno Rudawy, jak Sudety są górami zrębowymi należącymi do tej samej, większej jednostki geologicznej zwanej Masywem Czeskim. Oba pasma oddziela od siebie przełomowa dolina Łaby. Duża aktywność procesów wulkanicznych na terenie Rudaw przyczyniała się do powstania wielu złóż surowców metalicznych, stąd też bierze się czeska nazwa tego pasma – Góry Kruszcowe (Krusne Hory). Góry Izerskie mniej są kojarzone z wulkanizmem, a jednak i tu w trakcie ostatnich ruchów tektonicznych, gdy skały krystaliczne zostały silnie spękane i zdyslokowane, miały miejsce liczne erupcje lawy bazaltowej. Najwyżej położonym w Sudetach śladem aktywności wulkanicznej z tamtego okresu jest sięgające do wysokości 1425 m n.p.m. odsłonięcie w postaci żyły bazaltowej, przecinające granitowe ściany Małego Śnieżnego Kotła w Karkonoszach. Prawdopodobnie jest to najwyżej położone miejsce występowania skały wulkanicznej w całej Europie Środkowej. Tej samej neogeńskiej aktywności wulkanicznej dotyczy również rozlokowanie licznych pokryw bazaltowych oraz neków na obszarze Pogórza Izerskiego i sąsiadującego z nim Pogórza Kaczawskiego.

Bukowiec wyróżnia się od reszty Gór Izerskich nie tylko swą odmiennością geologiczną, jest on również inny w stosunku do swego otoczenia pod względem geomorfologicznym. Jego stożkowaty kształt jest niepodobny do wyglądu większości szczytów pasma izerskiego, które zazwyczaj przyjmują postać rozległych, spłaszczonych kopuł. Stoki Bukowca, jak na wulkaniczny szczyt przystało, ze wszystkich stron są strome, a w górnej jego partii na ogół skaliste. Wschodnim stokom góry stromizny dodaje pionowa ściana nieeksploatowanego od dawna wyrobiska. Był to największy z trzech kamieniołomów działających w obrębie Bukowca. Bazaltowe kruszywo wydobywano tu jeszcze w czasach międzywojennych. Obecnie ściana łomu zarasta roślinnością, jednak wciąż zauważalne są w niej struktury typowe dla zastygającej lawy. Widoczny w odsłonięciu zasadowy bazalt, określany dokładniej jako nefelinit oliwinowy, zachowuje tu naturalna oddzielność słupową tworząc charakterystyczną postać skalnych organów.Droga do BukowcaNie są one aż tak imponujące, jak na przykład organy góry Rataj 350 m n.p.m., jednak tego typu widok w samym środku Sudetów jest doprawdy widokiem osobliwym. Bukowiec pomimo kształtu typowego dla wulkanu stożkowatego nie jest jednak wiernym obrazem występującego tu pierwotnie wulkanu. Obecna góra to jedynie fragment komina wulkanicznego, czyli przewodu ukrytego w głębi stożka, którym lawa przedostawała się na zewnątrz. Właśnie ta część wulkanu jest zazwyczaj jego najtwardszą częścią i najdłużej zachowuje się w morfologii terenu. Forma taka nazywana jest nekiem i tworzy zawsze wyjątkowo wyrazisty element w przestrzeni naturalnego krajobrazu. Przykładami neków z terenu sudeckiego pogórza są między innymi Wilcza Góra, Ostrzyca, Czartowska Skała, Rataj.

Sama forma stożka wulkanicznego, przybierająca niejednokrotnie ogromną postać oraz bardzo dużą wysokość, wbrew pozorom nie jest formą zbyt trwałą w przyrodzie. Jedna z przyczyn tego faktu jest dość często spotykany proces samozniszczenia wulkanu. Dokonuje się on zazwyczaj wskutek ponownej erupcji eksplozywnej w obrębie tegoż wulkanu. Jeśli jednak dany wulkan przetrwa dłużej we względnym spokoju, to i tak narażony jest na intensywne oddziaływanie procesów zewnętrznych, których źródłem jest atmosfera. Stoki wulkanów zazwyczaj łatwo poddają się erozji, gdyż zbudowane są najczęściej z miękkich popiołów przeplatanych twardszymi warstwami lawy. Zastygła lawa, nawet jeśli stanowi odporniejszą masę skalną, to i tak tracąc swe podłoże zbudowane z popiołów, również ulegnie skruszeniu i grawitacyjnemu przemieszczeniu. Najtwardszą częścią całego wulkanu jest niewątpliwie lawa zastygła w jego kominie, ale i ta forma, odsłaniając się stopniowo i ukazując jego nek, ulegać będzie zniszczeniu.

Dojście na Bukowiec od strony polskiej było jeszcze do niedawna nie lada problemem. W czasach PRL-u w przygranicznej strefie Gór Izerskich po stronie polskiej ruch turystyczny praktycznie ustał. W położonej niespełna 2 km od Bukowca osadzie Orle po II wojnie światowej postała strażnica WOP. Od tej pory obecność turystów w tej okolicy stała się niemile widziana. Rzeka Izera zamiast cieszyć oko miłośników przyrody swym urokliwym widokiem, stała się jedynie silnie strzeżonym pasem granicznym. Zabytkowy most łączący niegdyś drogi z Orla i Jizerki stał się od tej pory nieużyteczny. Odgrodzony zasiekami zaczął popadać w ruinę. Najgorszy moment przyszedł dla tego obiektu na początku lat 80-tych, najprawdopodobniej wtedy to właśnie, w ramach jeszcze lepszego uszczelnienia granicy pomiędzy przyjaznymi państwami bloku wschodniego, dokonano barbarzyńskiego aktu wysadzenia mostu. W ten smutny sposób zniknęła jedna z pierwszych żelbetowych konstrukcji powstałych w ogóle na Dolnym Śląsku. Historyczny most zasługiwał bez wątpienia na miano zabytku techniki, lecz niestety nie doczekał tej godnej dla siebie chwili.

Po upadku systemu komunistycznego w przygranicznej strefie Gór Izerskich zaczęła się wytwarzać nowa, bardziej przyjazna dla turystów aura. Oddziały WOP-u opuściły wreszcie zabudowania osady Orle, która od tej pory nabrała cech osady turystycznej. Rzeka Izera przestała być groźnym, zmilitaryzowanym pasem granicznym – zamiast dzielić, zaczęła znów łączyć. Ukoronowaniem tego faktu było odbudowanie mostu w miejscu dawnej przeprawy przez Izerę. Pierwotny projekt zakładał rekonstrukcje mostu, nawiązując do idei zburzonej budowli żelbetowej. Ostatecznie jednak z powodu ograniczonych funduszy nowy most przyjął kształt solidnej drewnianej kładki. Jego oficjalne otwarcie, które równocześnie przywróciło temu miejscu status przejścia granicznego nastąpiło w lipcu 2005 roku. System dobrze oznakowanych szlaków oraz drewnianych kładek poprowadzonych przez Izerę i wpadającą do niej Jizerkę umożliwia dojście z osady Orle na wierzchołek Bukowca w około godzinę. Rozległy widok ze szczytu na prawie całe Góry Izerskie coraz bardziej ogranicza rozrastający się las, jednakże zrodził się już pomysł, o budowie na szczycie, drewnianej wieży widokowej, jak najbardziej wart realizacji, gdyż widok z wierzchołka najwyższej wulkanicznej góry Sudetów jest naprawdę wyjątkowy.

Leave a Comment :, , , więcej...

Kaldera Jeziornej

by on Gru.16, 2013, under Ciekawe miejsca

KJJeziorna 293 m n.p.m. to trzeciorzędowy wulkan znajdujący się w miejscowości Krzeniów (obecnie Nowy Kościół) na trasie Złotoryja – Świerzawa. Jest stożkiem wulkanicznym w którego kominie eksploatowano bazalty odsłaniając jego wnętrze. Krater w sposób naturalny został wypełniony wodą tworząc unikalną kalderę i obiekt geologiczno-krajobrazowy. Na dno kaldery sprowadzają schody. Związane są z nią opowieści o rzekomo zatopionym w niej rosyjskim czołgu, który miał spaść z urwistych ścian, jednakże głębokość toni nie jest znana i informacji tej nie zweryfikowano. Nad nią wznoszą się koliście bazaltowe ściany o wyraźniej strukturze słupowej. Występują na nich liczne skupiska roślinności naskalnej między innymi zbiorowisko paprotki zwyczajnej. Góra pokryta jest lasem mieszanym odsłaniając na wschód widoki na Czerwony Kamień i Wilczą Górę.KJJ

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...