GeoExplorer

Tag: Ziemia

Rezerwat „Skałka Rogoźnicka”

by on Sty.02, 2018, under Ciekawe miejsca

Panorama kamieniołomuSkałka Rogoźnicka 710 m n.p.m. położona jest około 2 km na południe od wsi Rogoźnik, na prawo od terenu byłego kamieniołomu wapienia, z dala od wszelkich szlaków turystycznych, co powoduje że jest znana w bardzo niewielkim stopniu. W Rogoźniku są mało zauważalne oznaczenia jak do niej dotrzeć. Warto spytać mieszkańców o właściwą drogę lub skorzystać z aplikacji nawigacyjnych (np. Geoportal). Kamieniołom jest znacznie oddalony od zabudowań wsi i zlokalizowany pośród łąk do wypasu bydła. Aby dotrzeć do Skałki należy przejechać przez most nad rzeką Wielki Rogoźnik, za nim pozostawić auto i dalej kierować się pieszo przez bród potoku Trawny. Po przekroczeniu brodu i wyjściu na łąki, przed nami zarysują się oddalone o 500 metrów ściany kamieniołomu i Skałki Rogoźnickiej.

Już na początku XIX wieku Skałka była licznie odwiedzana przez geologów z Krakowa i Lwowa, a nawet z Europy (Niemiec, Austrii), którzy pozyskiwali skamieniałości do opracowywania kolekcji. Podczas II wojny światowej niestety zbiory te w większości uległy zniszczeniu. Ponowne tworzenie kolekcji fauny muszlowca po II wojnie światowej i ich nowoczesne opracowanie, stworzyło podstawę do rewizji dotychczasowych oznaczeń amonitów, co umożliwiło określenie wiekowych zasięgów wyróżnianych tu warstw.
Muszlowiec rogoźnicki ułatwia litostratygrafię, gdyż jest bardzo dobrze poznany i klasycznie wykształcony, wyróżniony jest jako stratotyp ogniwa muszlowca z Rogoży.Skałka RogoźnickaSzczególne walory tej formacji spowodowały, że Zarządzeniem Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego nr 132 z dnia 27 lipca 1961 roku utworzono tutaj rezerwat przyrody nieożywionej, co wiązało się z częściowym zaprzestaniem pozyskiwania wapienia w jej najbliższej okolicy, lecz dopiero około 1977 roku całkowicie wstrzymano eksploatację w kamieniołomie.
Rezerwat „Skałka Rogoźnicka” chroni skałkę zbudowaną z górnojurajskich i dolnokredowych skał należących do jednostki czorsztyńskiej. Są to sparytowe i mikrytowe muszlowce z wieloma skamieniałościami. Ten wysokiej klasy obiekt naukowy ma też znaczenie ponadregionalne, ponieważ spotykana tu fauna najlepiej reprezentuje biostratygraficzny poziom amonitowy Semiformiceras semiforme w obszarze alpejsko-karpackim.

Wapienne skały położone obok nieczynnego kamieniołomu, jak i odsłonięcia ich przekroju na terenie kamieniołomu, są unikalnym w skali europejskiej stanowiskiem geologicznym ze względu na niebywałe bogactwo skamieniałości.
Skałki Rogoźnickie jako jedyne w Polsce (!) zostały wpisane w 1989 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Geologicznego UNESCO, jako wysokiej klasy obiekt naukowy o międzynarodowym znaczeniu paleontologicznym i stratygraficznym.
Paleontologia jest działem nauk biologicznych zajmujących się badaniem skamieniałości i śladów działalności życiowej organizmów. Na ich podstawie ustalana jest historia życia na Ziemi. Stratygrafia zaś zajmuje się badaniem wieku i następstwa skał.MuszlowiecFormacja rogoźnicka pod względem geologicznym przynależy do Pienińskiego Pasa Skałkowego, który to rozciąga się spod Wiednia aż po Karpaty Rumuńskie, a sama skałka stanowi jedną z najbardziej wysuniętych na zachód jego wychodni.
Jest to jednostka tektoniczna zbudowana ze skał mezozoiku i palogenu, bardzo silnie sfałdowana podczas późnokredowych i trzeciorzędowych orogenez. Tym samym stanowi jeden z unikalnych i najcenniejszych obiektów geologicznych tego pasa.
Skałki Rogoźnickie posiadają budowę diapirową, co oznacza że bloki i soczewki twardych wapieni zaklinowane zostały tektonicznie pośród bardzo intensywnie sfałdowanych miękkich marglach górnokredowych. W historii geologicznej Pienińskiego Pasa Skałkowego Skałka Rogoźnicka ma szczególne znaczenie dla stratygrafii i rozpoznania granicy jury i kredy, a dokładniej pięter tytonu i beriasu.

Skałki znajdujące się w kamieniołomie to stratotypowe (wzorcowe) odsłonięcie ogniw muszlowca. W dolne części zbudowane są przez wyraźnie uławicone, sparytowe muszlowce amonitowe, przechodzące ku górze w muszlowce mikrytowe.
Muszlowiec, jak potocznie określa się wapień muszlowcowy czy zlep muszlowy, jest węglanową skałą organogeniczną, powstałą w wyniku scementowania, bezładnie ułożonych muszli małżów, ślimaków, ramienionogów, aptychów, głowonogów (amonitów, belemnitów, łodzików) lub małżoraczków a także mszywiołów, liliowców i dużych otwornic.
Muszlowce zwykle tworzyły się w płytkim morzu w strefie litoralnej.Muszlowiec z amonitemGłówny ich budulec stanowi węglan wapnia (kalcyt i aragonit), z dodatkiem minerałów ilastych, ziaren detrytycznego kwarcu, chalcedonu, hematytu, goethytu, syderytu i innych minerałów.
Zabarwienie muszlowca jest różnorodne, od barwy białej przez żółtawą, kremową, jasnoszarą, żółtobrunatną do brunatnej. W kamieniołomie można dostrzec wiele kolorów, które są między innymi wynikiem wytrącania się związków żelaza (kolor rudy, czerwony, brunatny) i manganu (kolor czarny) pod wpływem czynników atmosferycznych, infiltracji górotworu przez wodę nasyconą różnymi związkami chemicznymi i innych przyczyn.

Wyjątkowy czerwony muszlowiec, od nazwy miejscowości Rogoźnik, nazwano muszlowcem rogoźnickim lub inaczej muszlową brekcją rogoźnicką (czerwony fragment na wschodniej ścianie kamieniołomu).
W kamieniołomie wschodnim pozyskiwano białe wapienie krynoidowe, białe muszlowce mikrytowe i czerwone muszlowce mikrytowe. W kamieniołomie zachodnim odsłaniają się górnokredowe margle, głównie czerwone, ale również szare i zielone. Oba typy litologiczne złożone są z pokruszonych muszli amonitów, ramienionogów, aptychów, fragmentów liliowców połączonych głównie grubokrystalicznym sparytem i w niewielkiej ilości mikrytowym matrixem.
W Polsce muszlowce amonitowe pojawiają się wyłącznie w górnej jurze pienińskiego pasa skałkowego.Kamieniołom w RogoźnikuWapień krynoidowy, inaczej trochitowy, stanowi odmianę wapienia organodetrytycznego utworzonego z elementów szkieletowych liliowców Crinoidea, najważniejszej pod względem skałotwórczym grupy szkarłupni Echinodermata. Szkielety zbudowane są z kalcytu, przy czym każdy element, na przykład kolumnalim, człon łodygi liliowca (dawniej trochit), utworzony jest z jednego kryształu tego minerału, charakteryzującego się trójkierunkową łupliwością.
W Polsce wapienie krynoidowe występują na powierzchni w utworach dewonu i dolnego karbonu oraz triasu, a na Podhalu w środkowej jurze Tatr i Pienińskiego Pasa Skałkowego.

Sparytem określa się rodzaj spoiwa węglanowych skał osadowych (wapieni), utworzonego przez widoczne makroskopowo kryształy węglanów, głównie kalcytu (kalcysparyt), o rozmiarach od kilku setnych milimetra do kilku milimetrów. Oświetlone spoiwo sparytowe na przełamie skały daje efekt „iskrzenia”, z powodu odbijania się światła od ścian kryształów.
Sparyt może krystalizować w sposób pierwotny (w przestrzeniach między składnikami ziarnistymi) lub wtórny, tak zwany neosparyt (rekrystalizacja mikrytu lub składników ziarnistych).Wapień muszlowcowyMikrytem (pelitem) określa się rodzaj spoiwa węglanowych skał osadowych (wapieni), utworzonego przez niewidoczne makroskopowo kryształy węglanów, głównie kalcytu (kalcymikryt), o rozmiarach rzędu kilku tysięcznych milimetra. Makroskopowo mikryt ma postać jednorodnego wapienia. Nawet pod mikroskopem zwykle nie sposób wyróżnić poszczególnych kryształów i ziarn, widoczne są ciemne agregaty kalcytu. Mikryt zwykle tworzy się w wyniku strącania chemicznego lub biochemicznego. Mikrytowa masa wypełniająca może występować jako jedyny składnik wapieni lub współtworzyć spoiwo czy też masę wypełniającą wraz ze składnikami ziarnistymi

Skałka Rogoźnicka znajduje się po prawej stronie kamieniołomu i składa się z dwóch części rozdzielonych pęknięciem, które powstało miliony lat temu. Szczelina rozdzielająca skałę wypełniła się usypiskiem rumoszu skalnego. Po południowej stronie skałki odsłaniają się warstwy powstałe w dolnym i środkowym tytonie: muszlowce sparytowe z wkładką muszlowca mikrytowego, zaś północna część skałki zbudowana jest z muszlowca mikrytowego reprezentującego pogranicze tytonu górnego i dolnego beriasu.
Większość muszli jest pusta, z dobrze wykrystalizowanymi druzami, szczotkami i geodami kalcytowymi wewnątrz. Rozmieszczenie szczątków fauny w strukturze skalnej jest chaotyczne.AmonityMiejscami skamieniałości występują w postaci nagromadzeń fragmentów skorup i szkieletów.
Spotyka się również całe, piękne okazy amonitów, które są widoczne na poprzecznych przekrojach muszli. Sporadycznie spotkać można występujące również w muszlowcach korale osobnicze.
Białawe muszlowce mikrytowe są ewenementem w całym paśmie Karpat i wymagają skutecznej ochrony.
Obok opisanych skałek (w kamieniołomie), na ścianie o wysokości około 12 metrów, odsłaniają się gruboławicowe, czerwone, mikrytowe muszlowce amonitowo-brachiopodowe, zawierające szczątki liliowców i nieliczne pojedyncze korale, o miąższości około 10 metrów.

To urokliwe miejsce, dające możliwość wzbogacenia swojej wiedzy na temat dziejów Ziemi, zaobserwowania unikatowej budowy geologicznej i skamieniałości pradziejowej fauny. Jest to stratotyp ogniwa muszlowca z Rogoży, a zarazem jedyna wychodnia tego typu wapieni tytonu w całym łańcuchu alpejsko-karpackim.
Podczas zwiedzania należy zachować ostrożność nad urwiskiem, jak i na odpadające fragmenty skał. Na terenie rezerwatu obowiązuje zakaz pozyskiwania materiału skalnego, roślinnego, uprawiania wspinaczki i innych sportów, biwakowania i rozpalania ognia. W ostatnim okresie czasu nasiliła się dewastacja terenu przez amatorów jazdy terenowej (cross, quad).Geody kalcytoweDekadę temu powstał projekt dydaktycznego zagospodarowania rezerwatu, w którym zawarto szereg rozwiązań, począwszy od wyznaczenia i oznakowania dojścia poprzez urządzenia zabezpieczające jak stopnie, barierki, itp., po zagospodarowanie dydaktyczne w formie ścieżki dydaktycznej z tablicami informacyjnymi. Ważnym elementem jest także zapobieganie dewastacji związanej głównie z nielegalnym poborem minerałów i skamielin oraz samego wapienia. Należy podkreślić raz jeszcze, że utwory występujące w kamieniołomie, oprócz szczególnego znaczenia stratygraficznego mają unikatową wartość paleontologiczną jako miejsce bogactwa i różnorodności kopalnej fauny.
Rezerwat (kamieniołom) położony jest na terenach prywatnych kilku właścicieli.

Możliwość komentowania Rezerwat „Skałka Rogoźnicka” została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Krakatau. Erupcja 1883 rok

by on Wrz.02, 2016, under Historia

Krakatau (1)Krakatau – „Milcząca Góra”, ten stratowulkan znajduje się na jednej z małych wysepek w Cieśninie Sundajskiej, pomiędzy południowo-wschodnią częścią Sumatry, a Jawą. Ta mało znana i niemal nie zamieszkała wysepka wulkaniczna, o powierzchni 30 km2, leży w indonezyjskim pasie wulkanicznym.
Według Verbeeka i innych wulkanologów, pierwotnie wznosił się tutaj stożek zbudowany z wulkanicznych skał andezytowych, wysoki co najmniej na 2000 metrów. Na skutek jakiejś starej potężnej eksplozji połączonej z zapadnięciem, utworzyła się wielka kaldera. Nad powierzchnią morza sterczały pozostałości pierwotnego wału kraterowego w postaci trzech małych wysepek.
Wskutek późniejszej działalności erupcyjnej utworzył się bazaltowy stożek Rakata, który osiągnął wysokość 800 metrów. Podobne mniejsze stożki zbudowane ze skał andezytowych – Daman i Perboewatan, powstały w sąsiedztwie Rakata, łącząc się z nim następnie w jedną całość.

Pierwsza erupcja tego wulkanu miała mieć miejsce w 416 roku, kiedy to nastąpiło zapadnięcie się pierwotnego wulkanu, w wyniku którego powstała 7-kilometrowa kaldera. Od czasu wybuchu w latach 1680 i 1684 Krakatau pokryty bujną roślinnością podzwrotnikową, uważano za wulkan wygasły. Od 1878 roku zaczęto odczuwać coraz częstsze i silniejsze trzęsienia ziemi w jego rejonie. 1 września 1880 roku silne trzęsienie ziemi uszkodziło latarnię morską „First Point” na zachodnim brzegu Jawy, 70 km na południowy-wschód od Krakatau.
W 1883 roku nastąpił wybuch, w trakcie którego część wyspy wyleciała dosłownie w powietrze.
Na wiosnę tego roku dały się zauważyć pierwsze sygnały ostrzegawcze w postaci trzęsień ziemi i podziemnych odgłosów. Kolejne wstrząsy odczuwane były w maju 1883 roku, w Katimbang. Z końcem tego miesiąca mieszkańcy Batawii, stolicy sąsiedniej Jawy, wynajęli nawet statek, by z bliska przypatrzyć się spodziewanemu wybuchowi wulkanu. Stwierdzono, że stożek Perbuatan wznowił swoją działalność.Krakatau 1883 rokZe szczytu wulkanu wznosiły się wysokie słupy pary, a silne, pochodzące z głębi detonacje wstrząsały całą wyspą. Z każdym dniem wzmagała się działalność wulkanu. Silne odgłosy słychać było na odległość kilkunastu, a później 30 km. Wulkan wyrzucał w powietrze olbrzymie ilości pyłów wulkanicznych, które utworzyły szeroko rozpościerające się gęste czarne chmury.
Na przestrzeni setek kilometrów zapanowała zupełna ciemność. Rozgrzana w głębi woda wypędziła ku brzegom wielkie ilości ryb, na połów których wyruszyli miejscowi. Zachowało się nawet u Malajów powiedzenie: „Gdy ryba wychodzi na brzeg, Milcząca Góra ma przemówić”.
Pierwsze spostrzeżenia zawdzięczane są statkom, przepływającym w tym czasie przez Cieśninę Sundajską. 20 maja widoczna była wielka chmura w postaci pinii, wznosząca się w górę z krateru Krakatau. Przeprowadzone pomiary wykazały iż chmura osiągała wysokość 11.000 metrów. Pomimo znacznego oddalenia od wyspy, na statki zaczął opadać pył wulkaniczny. Aż do końca sierpnia wybuchy nie były zbyt intensywne, aczkolwiek pewne wzmożenie aktywności nastąpiło z końcem czerwca.

Z początkiem sierpnia zaczęto obserwować, że na wyspie są czynne trzy kratery wyrzucające parę i popioły. Działalność wulkaniczna wyraźnie wzmagała się. W połowie sierpnia mieszkańców okolicznych wysp opanowała panika.
26 sierpnia ciągłe błyskawice przelatywały nad wulkanem, silne odgłosy słychać było w Batawii, odległej o 150 km, którą jednocześnie nawiedziło trzęsienie ziemi. Następnego dnia o godzinie 7:00 niebo tak zachmurzyło się, że nawet w Batawii konieczne było zaświecenie lamp. Ciemności zapanowały również nad cieśniną i okolicznymi miastami. Zaczął padać silny deszcz popiołów i nastąpiły powtarzające się wstrząsy podziemne. Bez przerwy słychać było grzmoty, podobne do wystrzałów armatnich oraz szczególne trzaski, prawdopodobnie wywołane ocieraniem się o siebie w powietrzu kamieni, wyrzucanych w górę i spadających w dół. Słup pary, wysokości około 30 km, wzniósł się w górę i w wyższych warstwach atmosfery rozpostarł na kształt olbrzymiego baldachimu. Tą ogromną chmurę oświetlały od czasu do czasu zygzakowate błyskawice, a o zachodzie słońca wyglądała ona jak krwistoczerwona zasłona.Krakatau (2)27 sierpnia o godzinie 10:00 ustały oznaki zbliżającej się katastrofy.
Nagle, po dwóch czy trzech wybuchach, nastąpiła straszliwa eksplozja, która oderwała 2/3 wyspy, wyrzucając kilka kilometrów sześciennych materiału skalnego w powietrze. Olbrzymie ilości popiołu i pumeksu pokryły znaczną przestrzeń, a w wielu miejscach tak grubą warstwą, że statki nie mogły przepływać. Popioły i cząstki lawy spadły na pokłady okrętów na Oceanie Indyjskim aż na odległość 2000 km, a 29 sierpnia popioły spadły na statek „British Empire”, znajdujący się w odległości 2500 km od Krakatau.
Odgłos tej największej wówczas eksplozji na świecie słychać było prawie na 1/8 powierzchni Ziemi. Już poprzednie grzmoty słychać było na Sumatrze, na Jawie i brzegach Borneo. W Achean, porcie leżącym na północnym krańcu Sumatry i odległym o 1700 km od Krakatau sądzono, że nieprzyjaciel zaatakował port i zarządzono pogotowie wojskowe dla jego obrony. W Singapurze odległym o 850 km przypuszczano, że to jakiś statek, będący w niebezpieczeństwie, strzela z dział wzywając pomocy i wysłano dwa parowce na ratunek.

W północnym kierunku od Krakatau, huk było słychać w Bangkoku w odległości 2740 km, z kolei w kierunku południowym odgłosy podobne do wystrzałów armatnich słyszano w Perth, w zachodniej Australii, w odległości 1747 km oraz w południowej Australii w odległości 3200 km. Po stronie zachodniej grzmoty słyszano na Cejlonie, w Dutch Bay w odległości 3230 km i na wyspach Chagos oddalonych o 3600 km. Na wyspie Rodriques odległej o 4800 km, usłyszano huk w cztery godziny po wybuchu, tyle bowiem czasu potrzebne było, aby fala dźwiękowa przebyła tą odległość.
Pył wulkaniczny wzniósł się wysoko w powietrze – na wysokości 30 km porwał go potężny prąd powietrza i poniósł naokoło Ziemi, którą obiegł w ciągu 13 dni. Pył został zaniesiony z Krakatau do wschodnich i zachodnich brzegów Afryki, do Cejlonu i Indii, do Trynidadu, Panamy i na Hawaje.
Był ona przyczyną osobliwych zjawisk na niebie – w niektórych miejscowościach słońce było niebieskie, w innych zaś księżyc przybrał barwę zieloną.Krakatau przed erupcjąNiezwykle piękne zachody słońca, które można było podziwiać przez kilka miesięcy, począwszy od końca września, spowodowane były obecnością drobnego pyłu wulkanicznego w górnych warstwach atmosfery. Dopiero po dwóch latach opadły wszystkie cząstki pyłu pochodzące z wybuchu wulkanu.
Wybuch wywołał wielkie fale na morzu. Największa z nich powstała przy Krakatau 27 sierpnia o godzinie 10:00 i wzniosła się o 17 metrów ponad poziom morza przy brzegach Cieśniny Sundajskiej obiegając połowę kuli ziemskiej. Na północy dotarła ona do brzegów Anglii i Francji, na południu do brzegów Australii i Nowej Zelandii. Zauważono ją na Hawajach i na zachodnich wybrzeżach Ameryki Północnej oraz Alaski. Olbrzymie fale morskie wywołały duże zniszczenia. Z powodu wybuchu i powstałych fal morskich 163 wsie uległy całkowitemu zniszczeniu, a 112 częściowemu.
Życie straciło ponad 36.000 ludzi.

Na skutek erupcji Krakatau z morza wynurzyły się dwie nowe wyspy – Steers Island i Calmeyer Island, które później zostały zmyte przez morskie fale.
Na drugi dzień po strasznym wybuchu nastąpiło uspokojenie zjawisk towarzyszących mu. Gdy chmury popiołu rozrzedziły się stwierdzono, że część wyspy przestała istnieć, a góra została przecięta na dwie części odsłaniając przekrój od powierzchni morza. Na miejscu wysokiej góry powstała głębia morska przekraczająca 300 metrów. Zachowała się jedynie część południowa, która zwiększyła się na skutek podniesienia w tym miejscu dna morskiego. Eksplozja o niesłychanej sile rozpyliła połowę wyspy wyrzucając jej pyły aż do wysokości 30 km.
Ilość wyrzucanego materiału wulkanicznego oceniono na 18 km3, który pokrył powierzchnię ponad 800 km2, z jego grubością malejącą w miarę oddalania się od centrum wybuchu.
Nagie, sterczące znad powierzchni morza skały wulkaniczne przez długi czas pozbawione były śladów jakiegokolwiek życia. Trzy lata po wybuchu, w 1886 roku, wyspę odwiedził dyrektor ogrodu botanicznego w Buitenzorgu na Jawie, M.Treub, stwierdzając już obecność pewnych roślin, głównie nielicznych traw i glonów. Gdy po 11 latach powtórnie odwiedzono wyspę rosły już na niej małe drzewa, których nasiona najprawdopodobniej zawlekły na nią ptaki.KrakatauWyspa Krakatau stała się przedmiotem badań przyrodniczych. W 1919 roku stwierdzono już obecność ponad 270 gatunków roślin, a ze świata zwierzęcego zwłaszcza bogactwo gatunków pająków i mrówek, pojawiły się również kraby. Podczas jednej z naukowych ekspedycji udało się schwytać dużego pytona siatkowego, warana paskowanego i 3-metrowego krokodyla. Najbardziej interesujące było stwierdzenie obecności na wyspie lądowych ślimaków, nie przypuszczano bowiem, aby mogły one przebyć drogę morską.  W 1928 roku było już prawie 300 gatunków traw i krzewów. Wiele gatunków zwierząt, zwłaszcza kręgowców, wyginęło wkrótce po przybyciu na Rakata. Przeprowadzone w latach 80-tych XX wieku badania wykazały, że Rakata i Anak są systematycznie zasiedlane przez rozmaite gatunki stawonogów z aeroplanktonu (72 gatunki). W następnych latach wyspy były kolonizowane przez przypadkowe pojawianie się różnych grup roślin i zwierząt – zauważono między innymi około 30 gatunków ptaków lądowych, 9 gatunków nietoperzy, 10 gadów i ponad 600 gatunków bezkręgowców. Pomimo iż bioróżnorodność osiągnęła pod względem ilościowym poziom porównywalny z poziomem na innych wyspach tego typu (po około 100 latach od erupcji), skład gatunkowy cechuje mniejsza stabilność.

Obecnie obszar dawnego wybuchu jest pokryty bujną roślinnością podzwrotnikową, a rząd holenderski w pierwszej połowie XX wieku uznał wyspę Krakatau za park narodowy i w dalszym ciągu prowadzone są na jej terenie badania nad migracją gatunków flory i fauny. Krakatau do chwili obecnej przejawia aktywność wulkaniczną. W 1928 roku stwierdzono na przykład pewne oznaki aktywności. W czerwcu 1929 roku z morskich fal wynurzyła się nowa, dymiąca wyspa wulkaniczna, która nazwano „Anak Krakatau” (dziecko Krakatau), osiągając z początkiem sierpnia wysokość 50 metrów, aby 9 sierpnia zniknąć pod falami morza i w wyniku wznowionej aktywności wulkanicznej 13 sierpnia wynurzyć się ponownie, wykazując ożywiona działalność przejawiająca się wyrzucaniem popiołów, bomb wulkanicznych i dużych bloków skalnych. Obecnie ma ona ponad 300 metrów wysokości, a stożek wciąż rośnie około 9 metrów rocznie – wysokość porównuje się z dawnym Krakatau. W związku z kilkoma wypadkami ustanowiono zakaz zbliżania się do wulkanu w promieniu 3 km.
W 1939 roku na jednym z posiedzeń Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika wyświetlono film przedstawiający ten wybuch, którego autorem był prof dr. Józef Zwierzycki, ówczesny szef służby geologicznej w Indiach Holenderskich. Niestety film został zniszczony podczas II wojny światowej w Warszawie.

Możliwość komentowania Krakatau. Erupcja 1883 rok została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Dawne teorie ewolucji (2)

by on Cze.01, 2016, under Historia

Ewolucja człowieka (1)W średniowieczu do najpotężniejszych i najbardziej szanowanych rodów w Pikardii zaliczali się baronowie Saint-Martin. Z czasem jednak rodzina ta podupadła, a kawaler Monet de Lamarck, należący do zubożałej linii bocznej rodu Saint-Martin, nie wiedział w jaki sposób wyżywić swoje liczne potomstwo. Synowie kawalera de Lamarck właściwie według tradycji rodzinnej powinni byli zostać oficerami, jednakże za edukację oficerską trzeba było słono płacić, a w wielodzietnej rodzinie kawalera w Bazentin nie było zbędnego grosza. Dlatego ojciec zmusił swoje jedenaste i najmłodsze dziecko, Jana Baptystę, do przywdziania szat duchownych.
Jan Baptysta uczęszczał do kolegium jezuitów, ale nie wykazywał skłonności do stanu duchownego. Po śmierci ojca zrzucił zatem pośpiesznie sutannę i już jako żołnierz wziął udział w wojnie siedmioletniej, uzyskując stopień podporucznika. Niestety zawód żołnierski również nie był właściwym rzemiosłem dla niego. W wieku 24 lat z przyczyn zdrowotnych musiał zmienić barwny oficerski mundur na ubranie cywilne.

Udaje się zatem do Paryża. Dla młodego człowieka, bez środków do utrzymania, który ponadto nie otrzymał żadnego odpowiedniego wykształcenia, był to bardzo odważny krok w życiu. Zamieszkał w Dzielnicy Łacińskiej zarabiając na życie jako pracownik biurowy w jednym z kantorów bankowych, ponadto uczęszczał dorywczo na wykłady literatury, muzyki, medycyny i historii naturalnej. Następnie został nauczycielem domowym. W wieku 34 lat napisał książkę „Flora Francji” i w tymże czasie zawarł znajomość z Rousseau, który zachęcił go do kontynuowania prac naukowych. Mimo to może pozostałby na zawsze nieznany, gdyby Buffon nie szukał dla swojego syna wychowawcy i towarzysza podróży. Lamarck zgłosił swoją kandydaturę i ze względu, że był autorem książki botanicznej, został przyjęty. W ten sposób zetknął się w domu hrabiego Buffona z fascynującym światem przyrodoznawstwa. Buffon zorientował się szybko, że ten biedaczyna z Pikardii był dobrym obserwatorem przyrody, obdarzonym niekiepskim talentem pisarskim.

Ponieważ hrabia-przyrodnik, jako zarządca zbiorów królewskich, ogrodów i menażerii, potrzebował stale solidnych współpracowników, poduczył stopniowo byłego duchownego, żołnierza i urzędnika bankowego na pomocnika. Lamarck najpierw musiał zająć się zielnikami w paryskim ogrodzie botanicznym, następnie skamieniałościami w gabinecie przyrodniczym, a wreszcie niższymi zwierzętami w zbiorach zoologicznych. Mógł też nareszcie się ożenić. Było to pierwsze z jego czterech małżeństw, którego owocem było pierwsze z jego siedmiorga dzieci.
Rok przed wybuchem wielkiej rewolucji francuskiej zmarł Buffon. Jego następcą w zarządzaniu ogrodami i zbiorami zostaje niezwykle sentymentalny pisarz-przyrodnik Bernardin de Saint-Pierre, którego powieść „Paweł i Wirginia” stała się bestsellerem ówczesnych czasów. Na swoim nowym stanowisku czuł się zupełnie bezradny wobec zadań administracyjnych i naukowych, które spadły na jego barki. Prawdopodobnie gdyby nie Lamarck, to w wirze wydarzeń rewolucyjnych wzburzony lud spustoszyłby dawne ogrody królewskie i splądrował lub zniszczył skarby w zbiorach.Jan Baptysta LamarckPodczas gdy Saint-Pierre trząsł się ze strachu, Lamarck pośpieszył odważnie do konwentu i przeforsował przejęcie oraz ochronę przez republikę domeny Buffona pod nową nazwą Jardin des Plantes. Wkrótce też został profesorem zoologii przy Narodowym Muzeum Historii Naturalnej – tak oficjalnie nazywano teraz Ogród. W biuletynie tegoż muzeum z 1794 roku zamieszczono następującą wzmiankę:
„Lamarck – lat pięćdziesiąt, ożeniony po raz drugi, żona brzemienna, profesor zoologii w dziale owadów, robaków i mikroorganizmów”.
W wieku, w którym większość mężczyzn osiąga szczyt swojej kariery zawodowej, Lamarck znajdował się praktycznie dopiero u jej progu. Ożenił się po raz trzeci. Wydawało się, że jego kilkakrotne związki małżeńskie oraz kilkoro dzieci jakby przeszkadzały mu w dokonaniu czegoś nowego i nadzwyczajnego na polu naukowym.

Kiedy Akademia Nauk ze względów oszczędnościowych zabrała mu miesięczny, specjalny zasiłek, w petycji do rządu republiki pisał pełen rozgoryczenia, że:
„Wskutek utraty tego wynagrodzenia i niezmiernego wzrostu cen artykułów żywnościowych wpadłem wraz z liczną rodziną w taką nędzę, że nie mogę znaleźć ani potrzebnego czasu, ani nieodzownej niezależności wewnętrznej do wypełniania z pożytkiem moich zadań naukowych”.
Takich petycji wystosował więcej. Nie wystarczała mu jego profesorska pensja, co za sprawą spadku wartości pieniądza nie było niczym niezwykłym. Nie mniej jednak kilkakrotnie udało mu się otrzymać zapomogę z funduszu specjalnego republiki, który docelowo był przeznaczony dla wybitnych artystów i poetów. Dzięki tej pomocy finansowej mógł przez pewien czas utrzymywać się na powierzchni. Niestety w okresie dyrektoriatu i bonapartyzmu dokuczały mu kłopoty finansowe mimo, że otrzymywał normalne wynagrodzenie jako pracownik szkoły wyższej – nie umiał gospodarować finansami, a dzieci miał stanowczo za dużo.

Pomimo tych chudych lat, wśród ogólnie panującego rozgardiaszu, udało mu się napisać obszerną historię naturalna zwierząt bezkręgowych. Dzięki temu dziełu stał się jednym z przodujących zoologów Francji. W trakcie badań budowy zwierząt bezkręgowych, siłą rzeczy zrodziła się u niego myśl o ewolucji.
„Wydaje się, że bezkręgowce wznoszą się coraz wyżej, jakby na szczeblach drabiny, od polipów poprzez robaki aż do mięczaków. Na ostatnich szczeblach tej drabiny stoją najdoskonalsze istoty – kręgowce”.
Lamarck mając 57 lat odrzucił po raz pierwszy wiarę w niezmienność gatunku. Pisząc małą rozprawę „Badania nad ciałami żywymi”, próbował w niej podobnie jak Buffon, wyprowadzić wszystkie formy zwierzęce z jednej praformy:
„Przypuszczalnie, niemal ogólnie przyjęte, że organizmy tworzą gatunki stale odznaczające się niezmiennymi cechami, ustaliło się w czasach, gdy nie rozporządzano wystarczającymi obserwacjami i gdy nauki przyrodnicze niemal nie istniały. Im dalej rozwija się nasza wiedza, tym większy sprawia kłopot określenie tego, co należy uznać za gatunek. W miarę jak gromadzimy dzieła przyrody, staje się oczywiste, że niemal wszystkie luki zapełniają się, a zacierają się nasze linie podziałów”.Ewolucja człowieka (2)Jeśli jednak gatunki nie były niezmienne, wówczas współczesna fauna (jak to już podkreślał Buffon) musiała się rozwinąć z tych form, które obecnie znajdują się w ziemi jako skamieniałości. Lamarck stał się w Jardin des Plantes świetnym znawcą skamieniałości. W swoich wykładach przedstawiał obraz stale zmieniającej się Ziemi, której organizmy z epoki na epokę podlegały nieustannym zmianom:
„Każdy wykształcony człowiek wie, że nic na powierzchni kuli ziemskiej nie pozostaje stale w tym samym stanie. Z upływem czasu wszystko podlega rozmaitym przemianom, dzięki kolejnemu działaniu słońca, wody, a także z innych przyczyn. Te zmieniające się warunki zmieniają potrzeby, przyzwyczajenia i tryb życia zwierząt i dlatego i organizmy muszą się nieznacznie zmieniać, jakkolwiek zmiany te dadzą się dostrzec dopiero po dłuższym okresie czasu. Wśród szczątków kopalnych znajduje się wiele zwierząt, które nie mają swych odpowiedników wśród form żyjących obecnie. Dlaczego zresztą miałby one wyginąć, skoro człowiek nie mógł dokonać ich zniszczenia? Czy, przeciwnie, nie jest możliwe, że osobniki kopalne są przodkami gatunków żyjących do dzisiaj, które się jednak zmieniły od tego czasu?”.

Później w swojej „Filozofii zoologi” Jan Baptysta Lamarck wyraził się jeszcze jaśniej i bardziej zdecydowanie, że gatunki przechodzą jedne w drugie, od prostych wymoczków aż do człowieka. Kopalne formy życia organicznego są rzeczywistymi, prawdziwymi poprzednikami naszych dzisiejszych organizmów. Lamarck nie zadowolił się tym przypuszczeniem. Szukał on również przekonującego wyjaśnienia mechanizmu powodującego coraz wyższy rozwój. Sądził, że nowe warunki wzbudzają u zwierząt i roślin nowe potrzeby i przyzwyczajenia, które to wymagają znowu nowych narządów i nowych czynności. Na podstawie takich rozważań sformułował pierwszą z dwóch podstawowych zasad swojej teorii ewolucji:
„U każdego zwierzęcia, które nie przekroczyło granicy swego rozwoju, częste i stałe używanie jakiegoś narządu wzmacnia stopniowo, rozwija, powiększa ten narząd i daje mu siłę proporcjonalną do długości czasu używania go, podczas gdy stałe nie używanie takiego narządu nieznacznie go osłabia, uwstecznia, zmniejsza stopniowo jego zdolności i w końcu powoduje jego zanik”.

Istoty żywe są więc wytworem warunków, w jakich się znajdują. Pomimo tego zdawał sobie sprawę, że teoria ta, oparta na wpływach warunków zewnętrznych, może zostać przyjęta tylko wtedy, jeżeli równocześnie przyjmie się dziedziczenie cech nabytych. Niezbędne były bowiem niezliczone i następujące po sobie pokolenia, aby z mnogości drobnych sumujących się zmian poprzez coraz lepsze przystosowanie do potrzeb, wywołanych warunkami zewnętrznymi, mógł powstać z jednego gatunku inny. Te myśl wyraził w drugiej zasadzie:
„To wszystko, co przyroda kazała osobnikom nabyć lub utracić pod wpływem okoliczności, które działają na ich rasę od długiego czasu, a w związku z tym pod wpływem dominującego używania jakiegoś narządu lub stałego nieużywania jakiejś części ciała, wszystko to przyroda zachowuje dzięki rozrodowi dla nowych, pochodzących od innych osobników, byleby tylko nabyte zmiany były wspólne obu płciom, czyli osobnikom, które wydały owe nowe osobniki”.Ewolucja homo-Lamarck próbował wyjaśnić swoim studentom istotę tych myśli w sposób poglądowy na typowych przykładach. Opowiadał im, że przodkowie żyraf mieli krótkie szyje, które wskutek stałego wyciągania przy skubaniu liści drzew stawały się coraz dłuższe z pokolenia na pokolenie. Ptaki brodzące, które polowały na ryby na brzegach rzek lub na plażach morskich, były zmuszone wydłużać swoje nogi, aby się nie zamoczyć. W ten sposób ich kończyny stawały się coraz bardziej podobne do szczudeł. Gęsi musiały szukać pokarmu w mule stawów i przy tym wyciągały swoje szyje. W ten oto sposób w ciągu wielu pokoleń wytworzyły się u nich długie i giętkie szyje. Kret, odmieniec jaskiniowy i inne zwierzęta żyjące w ciemnościach nie mają żadnej sposobności używania oczu, dlatego też ich oczy stawały się małe, a nawet zwierzęta te zupełnie ślepły. Lamarck wyciągnął z tego wniosek, że zwierzęta można zmieniać sztucznie przez określone wpływy środowiska lub stałe powtarzanie pewnych zabiegów.

Jeżeli ślepe odmieńce jaskiniowe podda się przez kilka pokoleń działaniu światła, wówczas ich potomkowie na powrót kiedyś zaczną widzieć. Jeżeli będzie się obcinać ogony kilku generacjom myszy, to w końcu z potomków tych amputowanych zwierząt powstaną myszy bez ogonów.
Ku przerażeniu swoich słuchaczy twierdził również, że całkiem jest możliwe, by stworzyć ludzi o jednym oku – należałoby tylko wykłuwać dzieciom lewe oko, następnie kojarzyć wśród nich małżeństwa, a u ich potomków powtarzać ciągle ten okrutny eksperyment – wówczas wreszcie urodziłoby się dziecko posiadające tylko prawe oko. Na szczęście Lamarck nie myślał poważnie o dokonywaniu eksperymentów na ludziach, był bowiem bardzo humanitarnym i subtelnym człowiekiem. Być może wybrał ten przykład tylko dlatego ponieważ cierpiał na chorobę oczu i nie bez podstaw ciągle obawiał się, aby nie oślepnąć. Wierząc mocno w swoją teorię bał się, że jego dzieci mogły odziedziczyć jego dolegliwość, dlatego by temu zapobiec zmuszał siebie i swoją rodzinę do stałego ćwiczenia oczu.

Bez jakiegokolwiek wahania włączył również człowieka do swojej teorii ewolucji:
„Gdyby jakakolwiek rasa czterorękich (zaliczał do nich wszystkie małpiatki i małpy, a dla człowieka stworzył w obrębie ssaków rodzinę „dwurękich”) zmuszona okolicznościami utraciła zwyczaj wspinania się na drzewa i gdyby osobniki tej rasy przez szereg pokoleń musiały posługiwać się nogami tylko do chodzenia i przestały używać rąk jako nóg, nie ma wątpliwości, że wówczas te czterorękie przekształciłyby się w końcu w dwurękie”.
Należy tutaj zaznaczyć, że chociaż Lamarck zaliczył w swojej systematyce człowieka do ssaków i podkreślał jego związki ze światem zwierzęcym, to wywody swoje zakończył stwierdzeniem „innego pochodzenia” człowieka niż pochodzenie zwierząt. To ostatnie stwierdzenie traktuje się jednak w literaturze naukowej jako jego ustępstwo na rzecz panujących wówczas poglądów.Georges Buffon i Georges CuvierNowa postawa doprowadziłaby do wyższego rozwoju zmysłów, do udoskonalenia mózgu i wykształcenia mowy.
„Ta rasa o bardziej udoskonalonych właściwościach, uzyskawszy dzięki temu możność zapanowania nad innymi, zawładnęłaby wszystkimi okolicami na powierzchni naszego globu, które jej odpowiadają. Udałoby się jej wytworzyć między sobą, a najdoskonalszymi zwierzętami różnicę i utrzymać pewnego rodzaju znaczny dystans”.
W czasach Lamarcka nie znano, poza zaprzepaszczonymi okazami proboszcza Espera, żadnych kopalnych szczątków ludzkich lub form przedludzkich. Jak dzisiaj wiemy teoria Lamarcka opierała się i bez tego na bardzo kruchych podstawach. Jego idea ewolucji w większym stopniu była filozofią niż biologią i nie mogła udowodnić ani wpływu środowiska na postać istot żywych, ani dziedziczenia cech nabytych.

Dopiero prawie w 100 lat później rozgorzał spór właśnie na temat tych zagadnień między lamarkistami i darwinistami, między zwolennikami działania warunków środowiska na organizmy i reprezentantami teorii doboru naturalnego.
Koncepcja Lamarcka podjęta w drugiej połowie XIX wieku dała początek nowym kierunkom, jako neolamarkizm i psycholamarkizm. Później zapanowała teoria dominująca w biologii, tak zwany „syntetyczny ewolucjonizm” oparty na teorii Darwina i na nowych zdobyczach poszczególnych dyscyplin biologicznych.
Jan Baptysta Lamarck poniósł porażkę nie tylko z powodu słabych punktów swojej teorii. Do klęski przyczyniła się ta część teorii, która jak się później okazało, była zupełnie słuszna – mianowicie, iż wśród organizmów kopalnych znajdują się przodkowie dzisiejszych istot żywych.
Kariera naukowa Lamarcka skończyła się w chwili, gdy wypowiedział mu walkę największy zoolog i paleontolog tego niespokojnego czasu, młodszy od niego o 25 lat, Georg Cuvier.

Możliwość komentowania Dawne teorie ewolucji (2) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Dawne teorie ewolucji (1)

by on Maj.01, 2016, under Historia

Ewolucja człowiekaPierwsze próby przedstawienia teorii ewolucji brzmiały jak cudowne opowieści, legendy lub bajki, tak bowiem rozbrajająco naiwna jest ich treść. Autorami tych teorii zgoła nie byli przyrodnicy, a przewijali się wśród nich filozofowie, poeci, a nawet politycy czy bohaterzy wojenni. W związku z tym nie dziwi fakt, że uczeni specjaliści nie traktowali ich poważnie.
W starożytnej Grecji filozofowie przyrody z okresu przed Sokratesem prawie wszyscy wierzyli w rozwój życia. Jak jednak wyobrażali wyobrażali oni sobie ten rozwój, dowiadujemy się o tym niestety tylko z fragmentarycznych i najczęściej bardzo niejasnych relacji pochodzących z drugiej lub trzeciej ręki.
Anaksymander i inni filozofowie (z okresu przed Sokratesem) sądzili, że całe życie pochodzi z wody. Empedokles zbudował nawet coś w rodzaju pierwszego zarysu teorii doboru, jednak autorytet Arystotelesa zagłuszył skutecznie myśl o rozwoju bowiem uznanie zdobył dogmat o niezmienności gatunków.

Wszystkie istoty żywe jak odtąd głoszono, powstały w swojej dzisiejszej formie w jednym akcie stworzenia. Nie istnieją żadne przejścia między gatunkami lub między niższymi i wyższymi organizmami. Podobnie jak wiara w biblijny potop, tak samo wiara w niezmienność gatunków wiązała się ściśle z ówczesnymi wyobrażeniami przyrodniczymi kościoła. Kto próbował ją podważać, ten łatwo mógł popaść w konflikt z tą instytucją, toteż tylko nieliczni zwolennicy teorii ewolucji, ci, którzy wypowiadali swoje myśli we wczesnym okresie badań przyrodniczych, starali się lękliwie pogodzić swoje hipotezy z biblijnymi opowieściami.
W centrum tych usiłowań musiała znaleźć swój wątek legenda o arce Noego. Za tym jak podawała Biblia, Noe z boskiego polecenia uratował przed potopem jedną parę każdego gatunku zwierząt. Jeśli ktoś wątpił w stałość gatunków, to musiał na wszelki wypadek unikać wątpliwości na temat arki Noego i jego pływającego ogrodu zoologicznego.

Dlatego kilku mądrych ludzi wpadło na myśl, że właśnie legenda o Noem można się posłużyć jako przekonującym dowodem słuszności teorii ewolucji.
Zadano więc sobie pytanie – jak wielka w ogóle musiała być arka Noego? Wynikałoby zatem, że okręt musiał być niezwykłej wielkości, jeśli Noemu udało się ulokować w nim po jednej parze z każdego gatunku fauny. Czy było w ogóle możliwe zbudowanie takiego okrętu?
Pierwszym człowiekiem, który w to zwątpił był doświadczony żeglarz Sir Walter Raleigh – wielki admirał brytyjski i podróżnik-odkrywca. Raleigh gdy popadł w niełaskę królowej Elżbiety I, został osadzony w więzieniu Tower, w którym to lata 1603 – 1616 spędził na pisaniu pięciotomowej historii świata. Wyraził w niej przypuszczenie, że tylko zwierzęta Starego Świata mogły znaleźć miejsce w arce i tylko te Noe mógł uratować. Natomiast zwierzęta Nowego Świata rozwinęły się później z gatunków Starego Świata.Arka NoegoNastępnie w 1685 roku zwierzętami z arki Noego zajął się lord Matthew Hale, będący naczelnym sędzią w Anglii. Mianowicie uważał on, że nawet gatunki Starego Świata były zbyt liczne, by znalazło się dla nich wszystkich miejsce w arce. Jeżeli już, to Noe mógł uratować tylko niewielką ich część – pradawne formy dzisiejszych zwierząt. W dziele Hale’a o stworzeniu człowieka miejsce znalazły zdumiewające myśli, które stawiają go w rzędzie prekursorów Lamarcka i Darwina:
„Nie powinniśmy bynajmniej wyobrażać sobie, że wszystkie gatunki tak zostały stworzone, jak my je dziś widzimy. Dotyczy to tylko tych gatunków, które moglibyśmy nazwać formami wyjściowymi dla wszystkich pozostałych. Liczne gatunki zwierzęce, które teraz oglądamy, nie maja już takiej samej postaci, w jakiej zostały stworzone, lecz zmieniły się różnorodnie pod wpływem rozmaitych okoliczności”.

O krok dalej posunął się Robert Hooke, znakomity znawca skał i skamieniałości. W swoim dziele z 1705 roku, o powstaniu i oddziaływaniu trzęsień ziemi, napisał:
„… niektóre gatunki zostały zupełnie zniszczone i wymarły, podczas gdy inne przekształcały się i zmieniały. Musiało się zdarzać, że z jednego gatunku powstawały różne nowe odmiany wskutek zmiany klimatu, podłoża i pokarmu…”.
Była to zatem już pierwsza jaskółka teorii ewolucji przyjmującej wpływ środowiska. Podobnie brzmiały uwagi Leibniza w 1700 roku:
„Ongiś gdy ocean pokrywał wszystko, zwierzęta zamieszkujące dziś lądy były formami wodnymi. Następnie, wraz z cofaniem się tego żywiołu, stawały się one stopniowo płazami, aż wreszcie ich potomkowie odzwyczaili się od swej pierwotnej ojczyzny”.
Jednak Leibnitz nie był buntownikiem naukowym, wolał nie zadzierać z teologami i natychmiast rejterował, dodając: „Ale stoi to w sprzeczności z Pismem Świętym, a odstępstwo takie jest grzechem”.

Najbardziej interesującą na owe czasy teorię wysnuł francuski urzędnik państwowy i autor książek podróżniczych – Benoit de Maillet. Ten „uniwersalnie wykształcony” człowiek rozwijał swoją działalność jako dyplomata w Egipcie, Abisynii i we Włoszech. W 1715 roku napisał książkę, która usiłowała zerwać pęta biblijnej chronologii i w swojej treści nawiązywała do filozofów przyrody starożytnej Grecji.
Według de Mailleta zarodki pierwszych istot żywych przybyły z kosmosu i rozwinęły się w ziemskim praoceanie pierwotnie w stworzenia morskie. Niektóre z tych morskich zwierząt i roślin wydostały się na ląd i nie mogąc już powrócić do wilgotnego środowiska, przystosowały się stopniowo do życia na stałym lądzie. Jak ryby mogły stopniowo przemieniać się w ptaki, Benoit de Maillet przedstawił w następujący sposób:
„Potem pod wpływem powietrza płetwy się rozszczepiły, promienie podpierające płetwy przekształciły się w dutki, a wysychające łuski w pióra. Skóra pokryła się puchem, płetwy brzuszne zmieniły się w kończyny, całe ciało przyjęło inny kształt. Szyja i dziób wydłużyły się i wreszcie ryba przeistoczyła się w ptaka. W całości jednak zachowała się zgodność z pierwotna formą, która da się zawsze łatwo rozpoznać”.Benoit de MailletNiektórzy uczeni i teologowie, wierzący w najdziwniejsze teorie stworzenia, potopu i katastrof, pokpiwali sobie zdrowo z Benoita de Mailleta, który to czarodziejskim trikiem chciał przemienić ryby w ptaki. Jednakże jego krytycy zataili, że autor tej teorii ewolucyjnej wyobrażał sobie ową przemianę na przestrzeni niezmiernie długiego okresu czasu. De Maillet nie twierdził bynajmniej, że ryba przemieniła się w ptaka w ciągu kilku dni lub tygodni – w tej teorii, dla niego, podobnie jak to utrzymuje Biblia, tysiące lat były jednym dniem.
Aby ustrzec swoje dzieło przed trudnościami i prześladowaniami, de Maillet zastosował pewien środek ostrożności, wybieg, a mianowicie odwrócił pisownię swojego nazwiska, przez co powstał anagram – Telliamed. Ponadto swoją teorię ewolucji włożył w usta hinduskiego filozofa, który miał rzekomo rozmawiać z francuskim misjonarzem.
Przede wszystkim jednak postarał się o to, aby książkę wydrukowano dopiero w 11 lat po jego śmierci. Za jego życia kursował zapewne w paryskich salonach rękopis w wielu kopiach. Jego treść wywarła silny wpływ na Buffona i być może właśnie Telliamed zachęcił go do snucia własnych myśli na temat rozwoju.

W jednym ze swoich listów Buffon (intendent ogrodów królewskich) wspomina, że osoba cenzora stoi mu ciągle przed oczyma „jak zjawa”. Stąd też poglądy na temat ewolucji przedstawia w swoich dziełach dość mgliście. W jego „Teorii Ziemi” miejsce znalazło takie oto twierdzenie:
„Można przyjąć, że wszystkie zwierzęta pochodzą od jednej istoty żywej, która z biegiem czasu na drodze doskonalenia i degeneracji wytworzyła wszystkie inne formy zwierzęce”.
Buffon wpadł na tę myśl, gdyż dopatrywał się wszędzie w przyrodzie „pierwotnego, powszechnego planu budowy”.
Również wielki przeciwnik Buffona, Karol Linneusz, ojciec systematyki, pod koniec swojego życia zbliżył się do hipotez ewolucyjnych. Jego dzieło „Systema naturae” zawierało jeszcze kategoryczne stwierdzenie: „Istnieje tyle gatunków, ile zostało na początku stworzonych”. Natomiast w książce „Metamorfoza roślin”, która ukazała się 15 lat później, pisał tak: „Gatunki zwierząt i roślin, a także rodzaje są dziełem czasu. Jedynie naturalne rzędy są dziełem Stwórcy”.

Wreszcie Linneusz ogłosił podobna teorię jak Buffon:
„W zaraniu życia istniał tylko malutki punkt, z którego wszystko wzięło swój początek i stopniowo się rozszerzało”.
W tym okresie półtora wieku, który dzielił Buffona od Raleigha, myśl ewolucyjna zrobiła więc zdumiewający postęp. Początkowe domysły na temat tonażu arki Noego, przekształciły się w punkt wyjściowy dla teorii ewolucji w sensie Lamarcka lub Darwina. Również i filozofom myśl ta wydawała się co najmniej warta dyskusji. Immanuel Kant w 1790 roku w swojej „Krytyce władzy sądzenia” napisał: „Ta analogia form, …wzmacnia domniemanie ich rzeczywistego pokrewieństwa w pochodzeniu od wspólnej pramacierzy” – i podkreślił, że paleontologom przypadło teraz w udziale wielkie zadanie odkrycia wśród skamieniałości przodków dzisiejszych istot żywych i odcyfrowania z warstw ziemi przebiegu rozwoju życia.

Dla Kanta było zupełnie jasne, że paleontologowie będą wykopywać początkowo „stworzenia o mniej celowej formie”, następnie w młodszych warstwach ziemi coraz doskonalsze istoty i coraz bardziej różnorodnej natury, wszystkie wywodzące się z jednego „macierzyńskiego łona ziemi”.
Właściwie więc panowała już atmosfera sprzyjająca pojawieniu się geniusza, znawcy zarówno skamieniałości, jak i organizmów współczesnych, który byłby zdolny z tych wzmianek, hipotez i teorii stworzyć nowy, dynamiczny obraz świata. Człowiek ten rzeczywiście już wkrótce się zjawił. Zdumiewające jest jednak, że pomimo tak sprzyjających okoliczności nie zdobył uznania.
Może właśnie Kant przewidywał przyczynę tego fiaska. Określił on myśli ewolucyjne jako tak „niesłychane, że rozsądek wzdraga się przed nimi”. Można się zajmować takimi teoriami, ale gdy stają się one poważne, nie należy wówczas porywać się na to „awanturnicze ryzyko rozumu”, jak pisał. Etap ewolucyjnych systemów filozoficznych poprzedzał pojawienie się i upadek Jana Baptysty Lamarcka.

Możliwość komentowania Dawne teorie ewolucji (1) została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Legenda o stworzeniu świata …

by on Sie.15, 2015, under Legendy

Zachód słońcaNa początku Wszechrzeczy i Wszechświata istniało tylko światło oraz bezkresne morze. Istniał też wtedy bóg Świętowit, który krążył pod postacią łabędzia nad ową przepastną przestrzenią. Bogowi krążącemu nieustannie nad wodą zaczęła doskwierać samotność, jednakże po chwili dostrzegł na wodzie swój cień.
Świętowit postanowił oddzielić cień i ciało z cieniem związane. Tak oto powstali bogowie: Swaróg*  i Weles.
Swaróg uplótł ze światła łódź, w której zamieszkał i podróżował na kołyszących się falach morza. Weles zaś zanurkował w ciemne głębiny i tam spędzał większość czasu. Niedługo jednak taki stan rzeczy się utrzymywał. Bogom znudziła się monotonia morza i postanowili stworzyć stały ląd.

Swaróg namówił Welesa, aby ten zanurkował na samo dno otchłani i przyniósł mu garść piasku, a gdy już piasek ten zbierze, niech wypowie magiczne słowa, które zawierałyby ziarno współpracy. Formuła ta miała brzmieć: „z mocą Swaroga i moją”. Weles dwukrotnie nurkował w otchłań, by uchwycić garść piasku, ale nie mógł dosięgnąć dna morskiego. Dopiero za trzecią próbą uchwycił upragniony cel, lecz czy to z roztargnienia, czy z zawiści wyrzekł tylko „z moją mocą”.
Weles postanowił stworzyć ląd tylko dla siebie i ukrył kilka ziaren piasku w ustach.
Gdy Weles w końcu się wynurzył, wyciągnął ku Swarogowi otwartą dłoń. Ten wziął z niej parę ziaren piasku i rzucił przed siebie. Piasek w zetknięciu z wodą zmienił się w ląd i począł się rozrastać, jak i również ziarna w ustach Welesa. Ten wypluł je, a tam gdzie splunął powstały góry.

Wyspa stworzona przez bogów była niewielka, sami we dwójkę ledwo się na niej mieścili. Samolubny Weles uknuł plan zapanowania nad wyspą. Odczekał tylko, aż Swaróg pogrążył się we śnie. Z zamiarem utopienia swojego brata, podniósł śpiącego Swaroga i zaczął go nieś ku brzegowi, jednak gdy tylko Weles zbliżał się do brzegu, ziemia odsuwała się daleko w morze. Wyspa osiągała coraz większe rozmiary w miarę tego jak zdesperowany starał się pozbyć Swaroga. W końcu zrozpaczony Weles zrezygnował.
Kiedy Swaróg obudził się spostrzegł, że ląd jest większy niż był, a uradowany Weles poinformował go, że ziemia nadal się powiększa. Z początku obaj bogowie byli zadowoleni, ale po pewnym czasie Swaróg zaczął się obawiać, że w miarę powiększania się lądu niebo stanie się zbyt małe, by przykryć ziemię. Pomimo tego, że Swaróg podzielił się swoimi niepokojami z Welesem, ten zdawał się tym nie przejmować. Swaróg zaczął podejrzewać, że Weles ukrywa coś przed nim więc stworzył pszczołę, która wysłał, aby szpiegowała Welesa.

Ta siadła cicho na ramieniu Welesa i patrzyła, co ten wyczynia. Weles stworzył z morskich fal kozła, z którym zaczął rozmawiać. Opowiadał mu o głupim bogu Swarogu, który nie potrafi powstrzymać rozrastającego się lądu. Weles opowiedział kozłowi, że wystarczy kijem wyznaczyć wszystkie strony świata, aby ten przestał się rozrastać.
Pszczoła powtórzyła Swarogowi to co usłyszała, a ten uformował z światła kij i postąpił tak jak mówił Weles. Świat wtedy przestał się rozrastać i został takim, jakim go teraz widzimy.
Rozwiązawszy problem lądu, bogowie zaczęli wykłócać się o panowanie nad niebiosami, lecz tego nie mógł już ścierpieć Świętowit. Zawołał bogów do siebie i rozdzielił między nich władze. Weles panować miał odtąd nad Nawią – krainą zmarłych gdzie trafiają dusze Słowian, a Swaróg został zaś bogiem ziemi i ognistego słońca.

* w niektórych podaniach zamiast Swaroga występuje Perun

Możliwość komentowania Legenda o stworzeniu świata … została wyłączona :, , , , , , , , , , więcej...

Odkrycie ludzkich szczątków w Jaskini Gailenreuth

by on Cze.01, 2015, under Pod ziemią

Czaszka ludzkaDo XIX wieku potop był jedyną dopuszczalną przez kościół teorią tłumaczącą przemiany, jakim ulegała Ziemia oraz odkrywane skamieniałości dawnych organizmów. Pomimo, że zaczynały się już wielkie dni geologii i paleontologii, okres w którym te nauki wyszły z wieku dojrzewania i przeszły wręcz burzliwy rozwój, wielu badaczy nie mogło się zdobyć na zrezygnowanie z biblijnego opisu stworzenia jako źródła poznania.
Teza o potopie wywoływała wielki rozkwit kolekcjonerstwa, przyczyniając się tym samym do powstania wielu znakomitych dzieł. Równolegle jednak stawała się stopniowo coraz skuteczniejszym hamulcem dla dalszych badań. Nim jednak inne teorie i metody zastąpiły hipotezę o wielkiej powodzi, udało się pewnemu teologowi odkryć obok innych przedpotopowych istot także pierwszego prawdziwego człowieka z pradawnych czasów.
Wśród kolekcjonerów i badaczy jaskiń tamtych czasów znajdowało się wielu teologów, których musiała w szczególny sposób nęcić możliwość poznania wyglądu świadków potopu oraz przekonania się, w jakim stopniu potwierdzają oni biblijną Księgę Rodzaju.

Nawet później, gdy pogląd dyluwialistów został już dawno obalony, księża pozostali wierni badaniom paleontologicznym – teraz nie chodziło im już o powódź ze Starego Testamentu, lecz o „źródło” pochodzenia człowieka. Wielu badaczy, takich jak między innymi Bourgeois, Teilhard de Chardin, Hugo Obermaier czy Henry Breuil, zapisało się na zawsze w historii paleontologii i prehistorii.
Jeden z wczesnych poprzedników tych „badaczy w sutannach”, którzy entuzjazmowali się paleontologią, podjął się w 1774 roku eksploracji jaskini w pobliżu Gailenreuth (frankońska Szwajcaria) i zbierania w niej kopalnej kości słoniowej. Nie wiadomo do jakiego stopnia proboszcz Johann Friedrich Esper (1732 – 1781) był wiernym zwolennikiem teorii potopu, stwierdzono tylko, że gdy natknął się w jaskini na rozmaite kości, nie uznał ich od razu za szczątki zatopionych w czasie potopu zwierząt, lecz zastanawiał się nad nimi w sposób jak najbardziej racjonalistyczny. Czyżby to zwierzęta drapieżne zagrzebywały tu swoją zdobycz? A może ludzie wykorzystywali jaskinie jako miejsce gromadzenia padliny?Johann Friedrich EsperJak na duchownego były to aż nadto wystarczająco heretyckie rozważania. Ksiądz J.F. Esper od swych współczesnych różnił się ponadto jeszcze tym, że w sposób dramatyczny, ale bardzo dokładny opisywał swoje eskapady do jaskiń. Umiał wczuć się w swoistą i niepowtarzalną atmosferę podziemi jaskiń i oddać bardzo obrazowo uczucia ogarniające go, jako samotnego badacza:
Jeszcze nie dojdzie się do końca tych grobowców, a już powietrze staje się bardzo duszne. Jeśli spędzi się tu kilka godzin, nikt nie jest w stanie, mając nawet najlepszy materiał palny, rozniecić ognia. Nie wiem też, co to za szczególna woń unosi się z odzieży… Jeśli się nagle odłamie i rozbije jakąś kość, to często się zdarza, że nieprzyjemny i odurzający zapach uderza w nozdrza… Mimo to nikt, kto choć trochę jest ciekawy, nie zawraca, zanim nie dojdzie do końca„.
Esper czołgał się na brzuchu przez najwęższe przejścia w jaskiniach, wybierając wszędzie z mulistego gruntu (namuliska) kości i ich małe fragmenty.

W swej żywej fantazji wyobrażał sobie, w jaki sposób zginęły w jaskiniach te stworzenia, których szczątki odnajdywał:
Czy te gromady stworzeń żyły tu w pobliżu? Czy zginęły one w tym miejscu jedynie przez przypadek? A może to jakiś cudowny zbieg okoliczności spowodował nagromadzenie się ich szczątków we wspólnej mogile? Wyobrażałem sobie ich ostatnie chwile, myślałem o tych westchnieniach i wrzaskach, wśród których zmęczone i zbolałe oddały swe ostatnie tchnienie… Ze zgrozą myślałem o szalonym oporze tych potężnych kości przeciw temu zbiegowi okoliczności, który pozbawił je życia… Teraz na nich wszystkich ciąży ogromne milczenie„.
Im dokładniej Esper badał Jaskinię Gailenreuth, tym silniej dręczyły go stawiane samemu sobie pytania. Mówił o przypadku, o katastrofach, roztrząsał jeszcze inne różne przypuszczenia i hipotezy związane z pochodzeniem starych pokładów kości.
Początkowo sądził, że są to kości ludzkie, uważając Jaskinię Gailenreuth za starą jaskinię zbójecką, w której to zbójnicy mordowali i grzebali swoje ofiary.Czaszka pokryta polewą kalcytowąNastępnie badając dokładniej w późniejszym czasie odnajdywane kości, doszedł do wniosku i stwierdził, że ludzi o głowach i zębach tego typu nigdy nie spotykano na ziemi, zatem musiały to być (jak przez jakiś czas sądził) kości drapieżników takich jak wilki i hieny.
Czyżby jednak wilki i hieny wykorzystywały tę jaskinię jako wspólny grób? To wydawało mu się niemożliwe.
W końcu Esper stwierdził, że większość szczątków zwierzęcych w Jaskini Gailenreuth wykazuje uderzające podobieństwo do kości niedźwiedzia. Wprawdzie określił je jako szczątki niedźwiedzia brunatnego (Ursus arctos) żyjącego do dziś, podczas gdy w rzeczywistości należały one do niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus), który zamieszkiwał tereny Europy w okresie plejstocenu około 300 tysięcy lat temu, wymierając pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, około 28 tysięcy lat temu. Nie pomniejsza to jednak wcale jego zasługi dla tego odkrycia, gdyż do czasów Espera szczątki niedźwiedzi jaskiniowych powszechnie uważano za resztki smoków lub innych potworów.Kości niedźwiedzia jaskiniowego (Ursus spelaeus)Z genialną przenikliwością jednak ten frankoński duchowny, który w dziedzinie anatomii i zoologii był zupełnym laikiem, wydał o tych pozornych „smoczych kościach” opinię, która już była tylko o włos od prawdy.
Człowiek, który miał odwagę stawiać pytania i rozważać możliwość powstania skamieniałości dzięki jeszcze innym zjawiskom oprócz biblijnego potopu, naturalnie nie był zaskoczony, gdy wreszcie natrafił na niewątpliwe, autentyczne szczątki ludzkie (!).
Esper odkrył najpierw w namulisku Jaskini Gailenreuth żuchwę ludzką, a później ludzką łopatkę. Po długich poszukiwaniach wykopał w końcu z mieszanym uczuciem radości i przerażenia nawet dobrze zachowaną ludzką czaszkę.
Zwolennicy szkoły Scheuchzera bez wahania przedstawiliby te znaleziska jako szczątki człowieka z czasów potopu. Esper jednak zastanawiał się. Szczątki człowieka bowiem leżały wspólnie z kośćmi zwierząt, których nie był w stanie zidentyfikować.
Leży tam być może chłop i jego zwierzę, może szlachcic i jego rumak, może jakiś człowiek dyluwialny, może kapłan celtycki lub chrześcijanin… Jak długo już spoczywacie, synowie ziemi ukołysani nicością? Wydaje się, że sam Stwórca użyczył wam pokoju…

Wielką zasługą Espera jest to, że zastanawiał się i nie przyjmował bezkrytycznie panujących wówczas poglądów. W końcu jednak akceptował teorię o potopie. Z jego rąk ujrzała światło dzienne odważna publikacja pt: „Wyczerpująca wiadomość o nowo odkrytych zoolitach”, w której na wielu tablicach zamieścił dokładne ilustracje znalezisk z Jaskini Gailenreuth, pisząc w niej tak o odnalezionych kościach:
Było was zapewne wielu. Nawet legiony, które podbijały obce kraje, nie pozostawiły po sobie nigdy tylu śladów swego pobytu. Ale kimże jesteście? Wydaje się, że fale, które unosiły arkę, nasunęły na was te kamienie grobowe…
Wydaje się… – zawsze jeszcze w formie pytania, przypuszczenia, gdyż Esper był wyznawcą i kierował się prastarą mądrością, według której powątpiewanie jest źródłem poznania.
Nie wiadomo, jakie formy ludzkie udało się Esperowi wykopać, gdyż „kości z Gailenreuth” zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Być może były to szczątki człowieka z neolitu lub kromaniończyka z młodszego paleolitu lub nawet neandertalczyka.Szczątki zwierząt pokryte polewa kalcytowaJohann Friedrich Esper ewidentnie wskazał drogę antropologom i historykom pisząc:
Jeśli w namulisku jaskini pogrzebane są kości przedpotopowych zwierząt wraz z ludzkimi, to człowiek ten musiał żyć w tym samym czasie, co i te zwierzęta„.
Tymczasem „człowieka dyluwialnego” Scheuchzera przestaje się traktować poważnie za sprawą  powiewu nowych wiatrów w dziedzinach naukowych.
We Francji między innymi, w środowisku naukowym, zaczyna toczyć się dyskusja nad genezą różnych rodzajów skał, a Ziemię zaczyna się porównywać do innych ciał niebieskich. Zaczynają również nabierać rozgłosu pierwsze teorie ewolucyjne. Pogląd biskupa Ushera, według którego Ziemia została stworzona około 4.000 lat temu, był od dawna przestarzały. W Paryżu zaś hrabia Buffon próbował na drodze eksperymentalnej wykazać, że wiek Ziemi wynosi około 75.000 lat.
W klimacie tak gwałtownego postępu nie interesowano się specjalnie przedpotopowym człowiekiem.

W związku z powyższym książka proboszcza J.F. Espera pozostała nie zauważona. Wprawdzie w 1804 roku anatom Johann Christian Rosenmüller ponownie przeprowadził badania w Jaskini Gailenreuth zwracając uwagę fachowców na odkrycia Espera, jednak w opinii uczonych proboszcz-badacz jaskiń był jedynie dla nich dyletantem.
Przypuszczano, że odnalezione przez niego kości ludzkie obsunęły się podczas nieprofesjonalnie prowadzonych prac wykopaliskowych do jego „niedźwiedziej jaskini” z jakiegoś starszego cmentarzyska. Tym samym sprawę odkrytych kości w Jaskini Gailenreuth uznano za zakończona dla nauki.
Teoria potopu ustąpiła teraz miejsca walce dwóch szkół naukowych, z których każda na swym sztandarze wypisała imię antycznego boga.
W centrum zainteresowania znalazł się prastary problem: który żywioł – woda czy ogień – były praprzyczyną wszystkiego, co istnieje na Ziemi.

(PZP)
GeoExplorer

Możliwość komentowania Odkrycie ludzkich szczątków w Jaskini Gailenreuth została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...