GeoExplorer

Tag: złotoryja

Sztolnia Aurelia w Złotoryi

by on Gru.15, 2014, under Pod ziemią

Sztolnia złota AureliaHistoria wydobycia złota w okolicach Złotoryi ma swoje początki już na przełomie XI i XII wieku. Wtedy to rozwija się głównie eksploatacja złóż skał osadowych (aluwialnych), polskiego „el dorado” – złotonośnych piasków i żwirów doliny rzeki Kaczawy, jednych z najbogatszych w Europie, zawierających od 15 – 20 gramów złota na tonę. Rzeka przepływająca przez Góry i Pogórze Kaczawskie przez tysiące lat wymywała ze skał drogocenny kruszec, osadzający się pod wpływem swojego ciężaru w piaskach. Zakłada się również, że pierwszymi, którzy tu dotarli już 2000 lat p.n.e. i rozpoczęli poszukiwania złota, mogli być Kreteńczycy, a po nich w VI wieku Celtowie. Najpotężniejszymi ośrodkami górnictwa złota w średniowieczu były okolice Złotoryi i Lwówka Śląskiego, Złotego Stoku i Głuchołaz oraz Karkonosze i Pogórze Izerskie. Rocznie w okolicach Złotoryi wypłukiwano około 50 kg czystego złota.

Prymitywna i bardzo żmudna technologia pozyskiwania go, opierająca się głównie na przesiewaniu piasków i kopaniu rowów kilkumetrowej szerokości zakończonych komorami upadowymi za złotonośną warstwą, doprowadziła jednak do wyczerpywania się płytkich złóż i przybyli niemieccy górnicy zaczęli sięgać głębiej, do złóż położonych na głębokości nawet 50 metrów. Kryzys w rozwoju złotoryjskiego górnictwa przyniósł rok 1241. Po bitwie pod Legnicą, w której to uczestniczyło kilkuset kopaczy, Tatarzy wzięli ich do niewoli, a następnie trafili oni do kopalń nad Morzem Kaspijskim. Kolejnym etapem wydobycia złota było pozyskiwanie go z okruszcowanych żył w okolicznych skałach, takich jak diabazy, ryolity i łupki, poprzez ręczne drążenie w nich sztolni. W Złotoryi stało się tak w XVII wieku gdy na powrót pojawili się górnicy.AureliaSztolnia Aurelia wydrążona została ręcznie za okruszcowanymi żyłami kwarcowymi w diabazach i staropaleozoicznych łupkach, w zboczu Góry Świętego Mikołaja około 1660 roku, a jej obecna długość to ponad 100 metrów. Prawdopodobnie pierwotnie miała być sztolnią poszukiwawczą za rudami miedzi, a być może też żelaza (widoczne są wewnątrz nacieki minerałów żelaza), jednakże otrzymany w pobliskiej hucie wytop z wydobytego urobku dał nieznaczne ilości miedzi i srebra, a tym samym dalsze wydobycie uznano za nierentowne. Nie są znane też dokładne dane mówiące o ilości wydobytego w niej złota. Historia działalności Aurelii kończy się wraz z wojnami napoleońskimi. Po tym okresie kilkakrotnie podejmowano jeszcze próby wznowienia wydobycia (drążąc między innymi boczne chodniki i szybiki poszukiwawcze) ale okazało się ono nieopłacalne z uwagi na wyczerpanie złotego złoża.

Sztolnia nie była zaznaczana na starych niemieckich mapach. Z nieokreślonych powodów cześć chodników i szybów została zasypana i wysadzona przez wycofujące się w 1945 roku oddziały wojsk niemieckich, które miały coś tutaj ukrywać. Mówi się też o wykorzystywaniu jej przez pobliski zakład, w którym w czasie II wojny światowej firma Opta produkowała sprzęt radiowy na potrzeby niemieckiego lotnictwa, w tym również dla Luftwaffe. W trakcie prac eksploracyjnych w „szybie Karola” odnaleziono elementy broni, co świadczy o dostępności tego miejsca w czasie wojny. Krążą spekulacje na temat ukrycia w niej kosztowności lub elementów uzbrojenia.
Podczas „gorączki złota” w okolicach Złotoryi wydobyto około 5 ton złota. Nad sztolnią znajduje się kościół p.w. św. Mikołaja otoczony cmentarzem i dlatego niegdyś mówiono, że zmarłych chowa się tu w złocie. Między innymi też, w związku z lokalizacją cmentarza, wydobycie złota rozpoczęto tu później niż w innych miejscach w okolicy Złotoryi. Niektóre z opowieści mówią o połączeniu podziemi kościoła ze sztolnią, jednakże nigdy to nie zostało potwierdzone.Sztolnia AureliaZe sztolnią związanych jest wiele tajemnic i miejscowych legend. Jedna z nich mówi o górniku, który odkrył w sztolni złotą żyłę, jednakże nie chciał się podzielić tą wiedzą ze swoimi wspólnikami, a za zabrane złoto chciał wyprawić komunię swojej córce – Aurelii. Nie mówiąc nikomu wybrał się do sztolni, napełnił kieszenie złotem i w chwili gdy chciał ją opuścić płomień jego lampki zgasł, a on zabłądził w podziemnym labiryncie chodników pozostając w niej na zawsze. Od tej pory, w dniu pierwszych komunii w Złotoryi słychać z ciemnych czeluści sztolni szlochy i płacze błądzącego oraz stukanie kilofa. Inna z legend opowiada o chciwym mnichu pobierającym dziesięcinę od kopaczy z całego Śląska na potrzeby kościoła. Pewnego dnia górnicy mieli już dość płacenia, zbuntowali się, zwabili mnicha do sztolni, a następnie zabili. Mnich w chwili śmierci miał przekląć wszystkie kopalnie złota. Klątwa sprawiła, że całe złoto zniknęło, a czar można cofnąć gdy znajdzie się złoto w ruinach zamku na Wilczej Górze strzeżonym przez dwa wilkołaki. Teraz duch mnicha błąka się ciemnymi korytarzami sztolni i okropnie zawodzi.

Na początku lat 70-tych XX wieku górnicy z nieodległej kopalni miedzi „Lena” w Nowym Kościele podjęli prace adaptacyjne w sztolni „Aurelia” zmierzające do udostępnienia jej turystom. Sztolnię dla ruchu turystycznego otwarto w 1973 roku. Na przełomie kolejnych lat udostępniało ją też społecznie wielu eksploratorów, udrożniając część chodników, w związku z czym obecnie od głównego chodnika odchodzi kilka bocznych, odkrytych między innymi w listopadzie 2000 roku. Chodniki są niskie i wąskie, panuje w nich wysoka wilgotność, na spągu znajduje się woda infiltrująca górotwór, a temperatura wynosi około +8’C. W 1997 roku odkryty został za zawałem, pionowy 28-metrowy szyb, posiadający boczne chodniki, nazwany od jego odkrywcy Karola Pawlaczka – „Szybem Karola”. Szyb jest wykorzystywany przez kilka gatunków nietoperzy jako schronienie. Dwa lata później odkryto drugi szyb położony kilkanaście metrów od głównego wejścia do sztolni, który na głębokości 12 metrów zalany jest wodą. Niepotwierdzone informacje mówią, że chodników w sztolni jest znacznie więcej. Mają być one zawalone lub zalane wodą.Otoczenie sztolniObecną nazwę – „Kopalnia Złota Aurelia” nadano w latach 90-tych XX wieku jako promocyjną dla regionu aby tym samym przyciągnąć turystów, a ma ona nawiązywać do jednej z pierwszych XIII-wiecznych łacińskich nazw miasta – Mons Aurum z 1217 roku.
Sztolnia posiada stałe, sztuczne oświetlenie. W 2006 roku udostępniono infrastrukturę turystyczną w otoczeniu sztolni w postaci wiaty ze stołem, ławkami, murowanym grillem, placem zabaw dla dzieci, parkingiem oraz wymurowano nieckę dla rekreacyjnego płukania złota.
W przyszłości planowane jest udostępnienie odkrytego szybu dla turystów. Sztolnia czynna jest sezonowo, a wstęp płatny.
Administratorem obiektu jest Złotoryjski Ośrodku Kultury i Rekreacji, przy ul. Plac Reymonta 5.

Możliwość komentowania Sztolnia Aurelia w Złotoryi została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Legenda o rozbójnikach z Kruczych Skał…

by on Sie.29, 2014, under Legendy

Krucze SkałyNa jednej ze stromych ścian skalnych rysują się wyraźnie dwie pionowe kolumny, z których jedna zakończona jest twarzą mężczyzny. Z tą właśnie kamienną postacią związana jest legenda.

Na szczycie skały stał kiedyś zamek rycerza-rozbójnika, którego brat Kuno, również rozbójnik, miał swą siedzibę w zamku na Wilczej Górze koło Złotoryi. Legenda mówi o ich ostatnim i najstraszliwszym przestępstwie, o zbrodni, za którą zapłacili życiem. Do rozbójników dotarła wieść, że doliną Kaczawy przejeżdżać będzie możny rycerz z nowo zaślubioną małżonką i że w bagażach podróżujących znajduje się bogate wiano ślubne w złocie i kosztownościach. Zbójcy napadli orszak rycerski na drodze między Złotoryją a Jerzmanicami, a spętanych zawlekli do swego zamczyska na skale. Rycerz został zamordowany, a jego żona, zakuta w kajdany i wtrącona do lochu, umarła z głodu. Kiedy zabójcy sięgnęli do sakw podróżnych, by podzielić zagrabione bogactwa, znaleźli ku swemu przerażeniu pismo, z którego wynikało, że zamęczona głodem kobieta jest ich rodzoną siostrą. Straszną i bezsenną noc spędzili mordercy i ich pomocnicy w zamczysku, oczekując wyroku sprawiedliwości.

O świcie postanowili opuścić straszne zamczysko i wraz z całym orszakiem pomocników zbójeckiego rzemiosła przenieść się na Wilczą Górę. Ale kiedy otworzyli drzwi zamierzając opuścić komnatę, przeraźliwie brzmiący głos przykuł ich do miejsc, a przed nimi pojawiła się odrażająca postać karła. Wyśmiawszy ich tchórzostwo zaproponował przymierze, które miało im przywrócić spokój i radość życia. Znów nadludzki, donośny nie wiadomo skąd pochodzący głos przestraszył dogłębnie zbójców. Wyliczywszy ich łotrostwa, zapowiedział rychłą karę i wezwał obu braci do wejścia na szczyt wieży zamkowej. Ze szczytu wieży zobaczyli ponurą, czarną chmurę stojącą nad zamczyskiem na Wilczej Górze. Wśród nieustannych grzmotów i błyskawic wydawało się, że na zamczysko spadła lawina ognia. Nagle z ogromnym hukiem otwarła się Wilcza Góra i cały zamek z jego mieszkańcami zapadł się pod ziemię.

Po chwili z niewyobrażalnym hukiem góra się zamknęła i głucha cisza zapanowała wokoło. Przestraszeni bracia zbiegali po schodach zamkowej wieży. Zamek był jak wymarły, a służba już dawno uciekła. Kiedy zabójcy chcieli uciec drogę zagrodził im duch zamęczonej siostry, a zamek zatrząsł się w posadach. Osuwające się mury zawaliły wszystkie przejścia i ganki. Nie pomogły rozpaczliwe prośby i błagania – droga ucieczki była zamknięta. Jedynie loch do piwnicy, w której zgromadzone były zrabowane skarby stał jeszcze otworem i tam w popłochu uciekli. Tu wśród błyszczącego złota i iskrzących się drogocennych kamieni ujrzeli zjawę. Grobowym głosem odezwały się słowa czarodziejskiego zaklęcia i bracia zamienili się w dwa głazy.

Jako ostatnią łaskę przyrzekł im duch możliwość wybawienia. Corocznie w noc wigilijną o północy, kamienne wrota miały się otwierać na 15 minut. W tym czasie każdy mógł wejść do komnaty i wybawić skamieniałych pod warunkiem zadania im trzech pytań, rozbicia kamiennej powłoki i zabrania ze sobą tyle złota, ile tylko można unieść. 400 lat później cnotliwy rycerz, który w grudniu przybył z daleka do Złotoryi w towarzystwie snycerza, mieszkańca Złotoryi, udał się w noc wigilijną na to miejsce. Gdy wybiła północ ujrzeli przez otwarte wrota dwóch skamieniałych rycerzy i siedzące na stole żywe dziecko. Kwadrans po północy, z kamiennych lochów wyskoczyła kobieta zgięta pod ciężarem wyładowanego kosztownościami worka. Kamienne drzwi zamknęły się z trzaskiem.

Kobieta, która wyskoczyła z kamiennych lochów, była biedną mieszkanką Złotoryi, matką sześciorga dzieci. Słyszała ona o ukrytych skarbach i w ten sposób zamierzała pomóc swej pogrążonej w biedzie rodzinie. Kobieta załamała ręce z rozpaczy  gdyż w pośpiechu zapomniała o dziecku pozostawionym w lochu, a teraz wszystkie próby otwarcia kamiennych wrót  nic nie pomogły. Prócz tego worek ze skarbami, zdobyty z takim trudem, zniknął nagle bez śladu. Odważny rycerz wraz ze swym pomocnikiem postanowił za rok spróbować ponownie wejść do skarbca. Kiedy w następną noc wigilijną otwarły się wrota, ze zdumieniem zobaczyli żywe dziecko bawiące się sztukami złota. Rycerz szybko oddał dziecko stojącemu na zewnątrz snycerzowi, który otulił je płaszczem, a sam podszedł do skamieniałych postaci. Zadał im trzy pytania, na które usłyszał odpowiedź, siekierą uderzył w skamieniałych i wtedy dwaj rozbójnicy żywi stanęli przed nim.

Gorąco podziękowawszy mu za wybawienie prosili, by zabrał tyle kosztowności, ile tylko potrafi i by za to pomagał biednym ludziom, po czym zniknęli. Rycerz załadował worek złotem i na czas opuścił komnatę. Skarbem podzielił się sprawiedliwie ze snycerzem. Obaj fundowali później schroniska dla biednych i wiele rodzin uchronili od nędzy. W drodze powrotnej do Złotoryi spotkali nieszczęśliwą matkę dziecka, która widząc je żywe i uśmiechnięte, ze łzami dziękowała im za pomoc. Legenda mówi, że we wnętrzu skały zostało jeszcze dużo złota i że w każdą noc wigilijną o północy kamienne wrota stoją otworem dla ludzi sprawiedliwych i odważnych. Zaś jako ostrzeżenie dla przestępców, przypominając po wieczne czasy karę jaką wymierzono rozbójnikom, skała z poważną męską twarzą zamyślona spogląda na Kaczawę.

opis Kruczych Skał: http://geoexplorer.blog.pl/2014/05/10/krucze-skaly-w-jerzmanicach/

Leave a Comment :, , , , , , , , więcej...

Tajemnice „Złotego Lasu”

by on Lip.11, 2014, under Skarby

TZL1Jest styczeń 1945 roku. Niemiec Otto Bergman ze wsi Hockenau (Czaple) udaje się przez Pilgramsdorfer Forst (obecnie część Złotoryjskiego Lasu) do swojej siostry w Harpersdorf (Twardocice). Są to ostanie dni, w których zamieszkująca na tych terenach ludność niemiecka szykuje się do ucieczki w głąb Rzeszy przed nadciągającymi wojskami Armii Czerwonej. Znalazłszy się w pobliżu wzgórza LangeBerg (Długotka 291 m n.p.m.) słyszy huk silnika nadjeżdżającego polną drogą samochodu. Zatrzymuje się i kryje za drzewem. Z mijającej niewielkiej ciężarówki dostrzega go żołnierz niemiecki. Ciężarówka zatrzymuje się. Otto wystraszony ucieka w głąb lasu. Żołnierz wyskakuje z ciężarówki i posyła w jego kierunku serię z karabinu maszynowego. Bergman w pewnym momencie czuje potworny ból i gorąco rozchodzące się po jego ciele – jedna z kul dosięgła jego barku.

Mimo odniesionej rany biegnie w panice na oślep przed siebie jeszcze przez kilkadziesiąt metrów, brnąc ostatkiem sił przez zalegający śnieg, po czym wpada w jakiś dół i traci przytomność na kilka minut. Gdy odzyskuje świadomość ostrożnie wychyla się z wykrotu, z przerażeniem obserwując teren. Widzi grupę kilku niemieckich żołnierzy przenoszących jakieś niewielkie skrzynie z ciężarówki w kierunku leśnej studni, które opuszczają do wnętrza. Po chwili dają mu się słyszeć strzały, a chwilę potem głuchy huk, po czym żołnierze wsiadają do samochodu, a ten zawraca w kierunku drogi Złotoryja – Lwówek Śląski. Otto ranny i ostatkiem sił wraca do swojego domu. W nim tygodniami dochodzi do siebie. Sam nie wie dlaczego wtedy nie zginał, dlaczego niemiecki żołnierz go nie dobił. Być może był przekonany o celności swoich strzałów, być może uznał, że szkoda tracić czas na tropienie przypadkowego świadka transportu, który przecież samej akcji ukrycia skrzyń już nie widział.TZL2Otto przeżył. Nie wyjechał jak jego siostra z rodziną i większość Niemców w głąb Rzeszy. Postanowił zostać na ojcowiźnie. Po wojnie do Czapli zawitali przesiedleńcy z kresów wschodnich. Jego dom został „przydzielony” rodzinie Władysława Zychlewicza. Nie byli złymi ludźmi pałającymi nienawiścią do ludności niemieckiej, uprzedzonymi do niego. Rozumieli los przymusowo wypędzonych z tych ziem Niemców – oni przecież też zostali przymusowo przesiedleni, rozumieli przywiązanie i miłość Otta do ziemi ojca. Z upływem czasu zaprzyjaźnili się na tyle, że traktowali go jak członka rodziny, jak wujka. Bergman wyjechał do Niemiec, do siostry dopiero pod koniec lat 50-tych i tam po paru latach zmarł.

Opowiedział jednak kiedyś Władysławowi Zychlewiczowi swoją przygodę w Złotoryjskim Lesie, o niemieckiej ciężarówce, która wjechała w las, o żołnierzach ukrywających jakieś skrzynie w studni. Studni, która tkwiła samotnie przez wieki w lesie i nigdy nie była studnią z prawdziwego zdarzenia, bo… nie było w niej wody!Otto nazywał ją „Ahnbrunnen”. Władysław kiedyś powtórzył zasłyszaną od Niemca historię swojemu synowi Zygmuntowi. Władysław zmarł, a Zygmunt wraz z rodziną wyprowadził się na Pomorze. W Czaplach pozostali inni członkowie rodziny Władysława nie znający tej historii. Zygmunt zaś opowiedział o tych wydarzeniach swojemu synowi Grzegorzowi i dlatego teraz, za jego sprawą, ujrzała ona światło dzienne.TZL3Jak zapewnia pan Grzegorz, historia ta nie jest żadną miejscową legendą jakich istnieje wiele, podobnych, krążących w wielu miejscach na Dolnym Śląsku. Ani Otto, ani Władysław i Zygmunt nikomu więcej o niej nie opowiadali. Co wiadomo na temat Złotoryjskiego Lasu nazywanego też błędnie Złotym Lasem? Otóż las stał się własnością Złotoryi w 1393 roku (stąd nazwa – Goldberger Forst). Przez leżący w jego centrum dzisiejszy przysiółek Czapli – Choiniec (Hainwald), w średniowieczu przebiegała uczęszczana przez kupców i pielgrzymów droga ze Złotoryi do Lwówka Śląskiego (obecnie droga krajowa nr.364). Istniało tutaj kilka zajazdów i kościół po którym w chwili obecnej nie ma żadnego śladu. W XIV wieku Złotoryjski Las zmienia nazwę na potoczną – „Złoty Las”, a to za sprawą odkrytych tu pokładów złotonośnych żwirów.

Od tego momentu staje się on średniowiecznym obszarem górnictwa złota. W chwili obecnej zachowało się niewiele śladów na powierzchni po ówczesnej „gorączce złota”, gdyż sztolnie i szyby drążone były w warstwach żwirów złotonośnych posiadając znikomą obudowę drewnianą, a opuszczone szybko ulegały zawaleniu. Pozostałe odkrywki polegały na drążeniu jam, ponieważ złotonośny żwir zalegał niezbyt głęboko, a wewnątrz nich pozostawiano dla bezpieczeństwa górników filary. Właśnie dzięki tym filarom dziś można jeszcze zidentyfikować w terenie kilka miejsc po wydobyciu oraz przebieg chodników, ponieważ teren wokół nich zapadł się. Odnajdywane do dziś jamy nie są typowymi sztolniami, a wybraniami w czwartorzędowych żwirach o głębokości paru metrów.TZL4Pewien zapis mówi o przypadku zapadnięcia się starego szybu na polu złotonośnym koło nieodległej wsi Chmielno w 1825 r. (około 9 km na północny-zachód od Złotoryjskiego Lasu). W tym samym roku, w sierpniu, miało mieć miejsce podobne zdarzenie na dawnym złotonośnym polu górniczym pomiędzy miejscowościami Bielanka a Dworek, około 5 km na zachód od Złotoryjskiego Lasu. Wówczas to niejaki Bergemann, będący inspektorem leśnym, odkrył tam głęboki na około 170 cm szybik prowadzący do sztolni. Ponieważ wzbudził on jego zainteresowanie, po usunięciu przeszkód wszedł do sztolni znajdując w niej tkwiące w zawalisku żwirowym szyny kolejki.

Ponownie miało zainteresować się terenem Złotoryjskiego Lasu OBB, wydając w 1924 roku koncesję na wydobycie złota. W związku z tym powstaje sztolnia „Hedwig”, w której wydobywano złoto do 1928 roku, po czy zamknięto ją z braku rentowności. Na tym kończy się blask „Złotego Lasu”. Złotoryjski Las słynie też z innego powodu, mianowicie jedynie tutaj w Polsce, na stosunkowo niewielkim obszarze znajduje się dużo kamiennych krzyży (7), w tym kamień ze starą inskrypcją, 2 pamiątkowe i 4 pokutne, bardzo interesujące ze względu na ryty narzędzi zbrodni i inskrypcje.TZL54 października 2013 r. leśniczy Wojciech Grzywa i podleśniczy Jarosław Rudnicki rutynowo patrolowali fragment Złotoryjskiego Lasu od strony Nowych Łąk, a zarazem niedaleko tajemniczego kamiennego krzyża z jedynym w Europie rytem poziomicy i kielni. Przy okazji próbowali wyjaśnić pochodzenie kilkudziesięciu zagadkowych niezbyt głębokich dołów w tym rejonie. Tak wspomina ten moment Wojciech Grzywa: Jarek potknął się o wystający z ziemi kikut podstawy krzyża i (…) zwrócił tym moją uwagę: wtedy zobaczyłem na ziemi przed sobą zarys leżącego pod mchem krzyża. Spod darni, gałęzi i mchu, odsłonili wykonany z piaskowca krzyż z inskrypcją, rozpoczynającą się datą 1808. Po ułamaniu leżał tam zapewne od dłuższego czasu, samoistnie znikając pod ściółką. Tkwiący obok w ziemi prostokątny kamień okazał się fragmentem trzonu krzyża. Pełni emocji spędzili przy krzyżu blisko godzinę, wydobywając go z ziemi i oczyszczając inskrypcję na tyle, by na gorąco wykonać kilka zdjęć telefonem komórkowym. Nie spodziewali się takiego odkrycia w tym  miejscu; mieli nadzieję na takie znalezisko ewentualnie bardziej na północy Złotoryjskiego Lasu, ponieważ na starych mapach figuruje taki zaginiony obiekt. Krzyż trafił z powrotem do swojej kryjówki, by nie paść łupem poszukiwaczy skarbów (…).Odnaleziony krzyż fot Marzena SzkutnikKrzyż, razem z wystającym fragmentem trzonu, liczy 86 cm wysokości, rozpiętość ramion wynosi 51 cm; trzon i ramiona mają przekrój kwadratu o boku 21 cm. Udało się odczytać inskrypcję: 1808 Ist ein Geh: Man gef: word: Den 14 Oct. We współczesnym języku niemieckim brzmiałaby: „Am 14. Oktober 1808 ist ein gehängter Mann gefunden worden”, a w tłumaczeniu na język polski: 14 października 1808 r. został znaleziony powieszony mężczyzna. Niewykluczone, że archiwalia przyniosą szczegóły tego tragicznego wydarzenia, którego nie wiążemy w tej chwili z jakąś wojenną zawieruchą. Ten siódmy krzyż ma więc charakter pamiątkowy i jest najmłodszym kamiennym krzyżem Złotoryjskiego Lasu (…). Dzięki Wojciechowi Grzywie i Jarosławowi Rudnickiemu Złotoryjski Las ujawnił kolejną ze swych tajemnic. A kryć może jeszcze niejedną. Jakiś czas temu saperzy usuwali stąd niewybuchy. W leśnych ostępach natrafić można nie tylko na tajemnicze zagłębienia i ślady kamieniołomów, ale także na sporych rozmiarów piaskowcowe głazy czy fragmenty fundamentów. Złotoryjskiego Lasu nie mieli okazji zbadać archeolodzy„.StudniaWracając do tajemniczej studni. By do niej trafić wystarczy zatrzymać się przy pomniku „40-lecia Koła Łowieckiego Cyranka” po prawej stronie drogi do Lwówka Śląskiego za wsią Nowe Łąki i dalej iść polna drogą w prawo. Po około 300 m po lewej stronie w lesie znajduje się opisywana studnia. Czy na pewno jest to studnia skoro w czasach przedwojennych i powojennych nie było w niej wody? Kto i po co miałby budować studnię w środku lasu między dwoma, niewielkimi wsiami? Sporej średnicy obiekt, wykonany z ciosanych bloków piaskowca, bez przybudowy naziemnej, głębokości ponad 12 metrów, z suchym dnem. Czym zatem była skoro nie czerpnią wody? Odpowiedź może być następująca – prawdopodobnie owa studnia mogła być szybem (studnią rewizyjną) przeprowadzającym przez piaski i żwiry do warstwy złotonośnej znajdującej się nad piaskowcami. Znane są podobne rozwiązania i konstrukcje na terenie Dolnego Śląska.Lokalizacja studni w Złotoryjskim LesieZ jej dna mogły rozchodzić się chodniki w nieokreślonych bliżej kierunkach, posiadające obudowę drewnianą, a być może kamienną. Wykucia na górnej krawędzi studni, w blokach piaskowcowych, świadczą o zamontowanej tu dawniej belce, która mogła służyć jako element urządzenia wyciągowego do transportu urobku. Na jej ścianach nie ma widocznych śladów po stopniach sprowadzających w dół. A może jednak była zwykłą studnią, w której ciek wodny zanikł na przestrzeni wieków, ginąc w spękaniach powstałych w piaskowcu na jej dnie. Nie mniej jednak żołnierze niemieccy z pewnością wiedzieli o jej istnieniu. Co było w skrzyniach? Tajne dokumenty, kosztowności, zbędny sprzęt wojskowy, broń? Skąd przyjechał transport? Może z nieodległego zamku Grodziec, w którym zorganizowano jedną ze składnic Gunthera Grundmanna? Czy skrzynie nadal spoczywają na dnie studni, czy zostały już wydobyte? Tajemnica „Ahnbrunnen” ciągle czeka na swoje rozwiązanie. Imiona i nazwiska bohaterów na prośbę pana Grzegorza zostały zmienione.

(źródła: własne i „Siódmy krzyż odnaleziony w złotoryjskim lesie”- R.Gorzkowski, J.Banaszek)

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Sztolnia Gozdnica

by on Cze.09, 2014, under Pod ziemią

SGMiędzy wsiami Gozdno (Herrmannswaldau) i Kondratów (Konradswaldau) znajduje się mały masyw górski składający się z czterech charakterystycznych wzniesień – Gozdnicy 455 m n.p.m., Międzydroża 460 m n.p.m., Jastrzębnika 468 m n.p.m. i Pustelnika 440 m n.p.m. Przez teren tych wzgórz (na północ od góry Pustelnik, a na południe od Międzydroża i Jastrzębnika) przebiega szlak „Wygasłych Wulkanów”. Mało kto wie co skrywa w sobie góra Gozdnica (Tannhubel). Otóż jesienią 2013 roku udało się na jej zboczach zlokalizować zawalone wejście do sztolni. Podjęte prace powierzchniowe doprowadziły do odgruzowania jej wlotu, a następnie eksploracji jej wnętrza.SG (1)We wstępnej fazie prac wykonano „rowek”, mający na celu udrożnienie grawitacyjnego odpływu wody z wnętrza sztolni, w której poziom wody sięgał miejscami do 1,5 m głębokości. Następnie przystąpiono do jej eksploracji. Sztolnia, prawdopodobnie drążona za rudami takich metali jak miedź, srebro, złoto, a być może i uranem, okazała się prostym wyrobiskiem o łącznej długości dostępnych chodników – 245 metrów, w tym prosty, główny chodnik – 230 m (gdzie na jego 210 metrze wydrążono szyb w spągu) i boczny chodnik, 15-metrowy, zakończony zawałem, najwyraźniej szybu wyprowadzającego na powierzchnię. Wewnątrz sztolni, na spągu, odnaleziono pozostałości torowiska kolejki, z drewnianymi podkładami i szynami.SG (2)Sztolnia posiada miejscami obudowę drewnianą. W jej końcowym odcinku uwidacznia się spora infiltracja górotworu przez wodę (spękania), czego świadectwem mogą być chociażby liczne nacieki mineralne. Najprawdopodobniej jej powstanie wiąże się z dawnym, XVIII-XIX-wiecznym poszukiwaniem rud metali kolorowych. Wokół sztolni nie ma żadnych śladów pozostałości dawnego górnictwa, na przykład hałd skały płonnej, co może sugerować, że eksploatowane złoże rud metali było na tyle bogate, iż wydobytą rudę na bieżąco transportowano do miejsca jej wytopu. Na chwilę obecną „Sztolnia Gozdnica” w dalszym ciągu jest badana.

Możliwość komentowania Sztolnia Gozdnica została wyłączona :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Krucze Skały w Jerzmanicach

by on Maj.10, 2014, under Ciekawe miejsca

Krucze SkałyNa południowy-zachód od Złotoryi znajdują się Jerzmanice Zdrój. Tuż przed torami kolejowymi warto skręcić w prawo by zobaczyć okazałą formację skalną zwaną Kruczymi Skałami. Znajduje się ona na przeciwko niszczejącego budynku stacji kolejowej, która została otwarta w 1895 r. Pod skały doprowadza wygodna droga szutrowa. Krucze Skały są skalnymi ścianami osiągającymi wysokość 30 m, zbudowanymi z górnokredowych (91-88 mln lat) piaskowców średnio- i gruboziarnistych osadzonych na dnie płytkiego, przybrzeżnego morza w turonie. Okruchy skalne zostały przyniesione przez wody rzeczne z niszczonego lądu wyspy wschodnio-sudeckiej i usypane w formie języka piaskowcowego. Piaskowce w górnej partii skał przechodzą we wkładki zlepieńców, barwy jasnoszarej i żółtej. Składają się one głównie z okruchów kwarcu, łupków krzemionkowych i porfirów.Krucze Skały (2)Są zlepione słabym spoiwem krzemionkowo – ilastym. Skały te są gruboławicowe, a ze względu na to, że występuje w nich oddzielność blokowa nazwano je piaskowcami ciosowymi. Posiadają one ubogą faunę, rzadko można w nich znaleźć ośrodki małżów, m.in. Exogyra columba, Inoceramus hercynicus, Inoceramus labiatus, Pecten cretacea oraz jeżowców z gatunku Catopygus amygdalus. Dolna, gładka część ścian jest efektem działalności kamieniołomu, który istniał już w XVI w. W XVII w. bloków piaskowca stąd pochodzącego użyto przy przebudowach ratusza i kościoła św. Elżbiety we Wrocławiu. Kamieniołom działał do początków XX w. W górnej części skał, fantastycznie ukształtowanych przez naturę występują efektowne półki, szczeliny, grzyby, kazalnice i baszty skalne. Dwie z nich przyrównuje się do postaci ludzkich. U podnóża skał znajduje się Skalne Źródełko ( Felsen Quelle) z XIII wieku, zwane też źródełkiem św. Jadwigi, obudowane pod koniec XIX w. klasycystycznym marmurowym portalem z dwiema kolumnami.Krucze Skały (1)Na kulminację Kruczych Skał wprowadzają metalowe, a dalej wykute w skale schodki. Z góry roztacza się panorama na Jerzmanice oraz Wilczą Górę. Podczas funkcjonowania uzdrowiska w Jerzmanicach w obrębie Kruczych Skał utworzono szereg alejek spacerowych i punktów widokowych stanowiących świetne miejsce do wypoczynku. Same Krucze Skały są natomiast doskonałym miejscem do uprawiania wspinaczki. Znajdujące się na ścianie rysy skalne (szczeliny ciosowe) uważane są za najdłuższe i najpiękniejsze rysy w Polsce. Wzdłuż kilku z nich wytyczono trasy wspinaczkowe zaopatrzone w stałe punkty asekuracyjne. Krucze Skały chronione są jako pomnik przyrody nieożywionej. Wiąże się z nimi także kilka legend. Jedna z nich głosi, że podczas wojny 30-letniej, w 1633 r. pewna kobieta ze swym niemowlęciem rzuciła się ze skał w przepaść, nie mogąc uciec przed prześladującymi ją żołnierzami Wallensteina.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Muzeum Złota w Złotoryi

by on Kwi.22, 2014, under Ciekawe miejsca

ZłotoryjaZłotoryja. Miasto „złotem płynące”… Znane chyba najbardziej z średniowiecznych tradycji górniczych związanych z wydobyciem złota, corocznie organizowanych w nim mistrzostw w płukaniu złota, „w złocie pochowanych”, kopalni Aurelia i Muzeum Złota. Tym razem bierzemy na „celownik” Muzeum Złota. Wjeżdżamy do rynku. Na całym terenie znajdują się płatne parkingi. Centrum miasta to ciasna kamieniczna zabudowa, w której widać wykorzystane środki unijne na renowację starówki. Mijamy ratusz, obok dumnie ustawioną sztuczną bramę „1211-2014 Złotoryja. Stolica Polskiego Złota”. Kierujemy się na ul. Zaułek 2, przy której to zlokalizowane jest Muzeum Złota (Złotoryjski Ośrodek Kultury i Rekreacji). Docieramy do małego, żółtego, strzelistego budynku, pokrytego czerwoną dachówką, z przyklejonymi fragmentami kamiennego muru. Na przeciwko wejścia znajduje się mały skwer z symboliczną postacią kopacza/płukacza złota. Na drewnianymi wejściowymi drzwiami dumnie widnieje „złoty” napis Muzeum Złota.

Muzeum Złota  mieści się w centrum Złotoryi w zabytkowym budynku, pochodzącym z 2 poł. XVII w., przylegającym do południowego-zachodu odcinka muru obronnego. Obiekt został adaptowany na muzeum w latach 1973-1977. Działające w Złotoryi Społeczne Muzeum Ziemi Złotoryjskiej przekazano w 1992 r. pod nadzór Złotoryjskiego Ośrodka Kultury. Od 1998 r. roku muzeum nosi nazwę „Muzeum Złota”.  Znaczna część zbiorów pochodzi z daru Leopolda Schmetterlinga – nauczyciela i kolekcjonera.”

Po wejściu do muzeum, po prawej stronie zauważamy kasę, a w niej znużoną panią kasjerkę. Bilet normalny – 5 zł, ulgowy 3,5 zł. Godzina 12:48, wtorek 22 kwietnia. Jedyni w muzeum. Pani kasjerka sprzedaje nam bilety w międzyczasie telefonując po koleżankę. Pani „koleżanka” po paru minutach pojawia się (znudzona) przy kasie. W tym momencie, już po zakupieniu biletów, dowiadujemy się że nie zwiedzimy III-go piętra, ze względu na zmianę ekspozycji (!). Może warto by obniżyć cenę biletu (?!). Włącza nam światło na schodach prowadzących na I piętro. Wchodzimy. Sala ekspozycyjna na I piętrze, to kilka szklanych gablot poziomych i pionowych zawierających okazy skał i minerałów z okolic… i z Czech. Pani „koleżanka” (kustosz?) w ogóle nie zainteresowana nami, idzie sobie do swojego kantorka, robi kawę, siada za komputerem… Rewelacji informacyjnych w sali nie ma, kilka tablic wiszących na ścianach. Robimy zdjęcia i udajemy się na II piętro. Kolejne zaskoczenie. Eksponaty związane z wydobyciem złota raczej nikłe. Powtarza się historia z piętra I. Kilka szklanych gablot, reprodukowane misy do płukania złota, drewniana płuczka, parę „nowo-średniowiecznych” szat… Pani „koleżance” nawet nie chciało się włączyć światła w sali…

„Naładowani” maksimum wiedzy o „złotej” historii Złotoryi, a jeszcze bardziej zażenowani tym co to muzeum oferuje, postanawiamy jak najszybciej opuścić je, by nie marnować czasu na inne bardziej interesujące zabytki tego miasta jak chociażby pobliski kościół Nawiedzenia NMP, gdzie prócz interesującego wnętrza można na elewacji zobaczyć dużą ilość epitafiów i wejść na wieżę z której roztacza się piękna panorama. Nie polecamy tego muzeum, z dwoma ciasnymi pomieszczeniami ekspozycyjnymi. Wiele prywatnych muzeów posiada bogatsze ekspozycje niż to złotoryjskie. Więcej możecie zobaczyć za 7 zł w Muzeum Regionalnym w Jaworze. Duża powierzchnia, multum ciekawych ekspozycji, w tym archeologicznych i geologicznych, miła i kompetentna obsługa, oraz zwiedzanie gotyckiego zespołu poklasztornego oo. bernardynów z końca XV w. (specyficzny klimat), składającego się z kościoła NM Panny  i klasztoru, z cennymi freskami i rzeźbami. Zwiedzanie muzeum w Złotoryi zajmuje z wysiłkiem 30 min… Zwiedzanie muzeum w Jaworze od 2-3 godzin.

Leave a Comment :, , , , , , , , , więcej...

Kościół w Rokitnicy

by on Kwi.05, 2014, under Zabytki

O prehistorycznych czasach Rokitnicy świadczą dwa grodziska, które najprawdopodobniej zostały założone przez słowiańskie plemię Trzebowian w VIII-IX w. Najlepiej przebadane znajduje się około 200 m za wsią po prawej stronie drogi do Łaźnik. Budowa pierwszej świątyni rozpoczęła się prawdopodobnie pod koniec XII w., a co za tym idzie, byłby to kościół starszy niż złotoryjskie. Istniał już wtedy nieopodal zamek wzniesiony przez księcia Bolesława I Wysokiego, a jego najznamienitszymi właścicielami był książę Henryk I Brodaty wraz z małżonką Jadwigą. Henryk Brodaty w 1211 r. nadał magdeburskie prawa miejskie Złotoryi jako pierwszej miejscowości w Polsce. Jadwiga troszczyła się o życie duchowe mieszkańców tych ziem. Książęca para często modliła się wspólnie w tutejszym kościele. Jak podają źródła, Jadwiga szczególnie upodobała sobie obraz Madonny, który jeszcze długo potem znajdował się w kościele. Podczas prób przenoszenia go, obraz zawsze cudownie wracał na swoje pierwotne miejsce. W tej świątyni miała również wyleczyć od ślepoty mieszkankę Rokitnicy.

W 2 poł. XIII w. doszło do pożaru, który zniszczył kościół. Najlepszym świadectwem tego zdarzenia są znalezione w latach 1925-1927 w apsydzie ołtarza kamienie z datą 1271 oraz śladami ognia. Świątynię szybko odbudowano, a z tego czasu zachowało się prezbiterium oraz jego półokrągła apsyda. Pierwszym patronem kościoła był św. Bartłomiej aż do 1819 r. Od 1329 r. patronat nad kościołem sprawowali cystersi. Podczas jednego z najazdów husytów w 1428 r. kościół ulega zniszczeniu. W 1475 r. podczas kolejnej odbudowy dostawiono do fasady od strony północnej, potężną pojedynczą wieżę o wysokości 49 m. Z tego samego okresu pochodzi zachodnia przybudówka mieszcząca kruchtę, z późnogotyckim portalem zamkniętym łukiem „w ośli grzbiet”. W 1523 r. za sprawą duchownego Nicolausa Adolpha pochodzącego z Rokitnicy, parafia przyjęła naukę Martina Lutra. Położenie kościoła zawsze nadawało mu charakter obronny i najprawdopodobniej od samego początku otoczony był kamiennym murem. W okresie wojny 30-letniej do obrony został przystosowany również cmentarz. W otaczającym go murze, od strony południowej widoczne są strzelnice, a na kamieniu przy jednej z nich widoczna jest data – 1628. Nie mniej jednak nie uchroniło to świątyni od szkód. Prawdopodobnie wówczas obok wmurowano piaskowcowy krzyż pokutny o wymiarach 108×85 cm.

W czasach kontrreformacji kościół stał się tzw. kościołem ucieczkowym dla ewangelików. po śmierci pastora Gottfrieda Hensla, w latach 1694-1707 kościół stał zamknięty. Swe podwoje dla ewangelików otworzył ponownie w 1708 r. W latach 1710-1713 wnętrze kościoła przybiera wygląd barokowy, wzniesiono również w tym okresie trzecia emporę. Z tych lat przetrwały organy, rzeźby Ukrzyżowania na belce tęczowej łączącej empory, polichromowana ambona, ołtarz główny z rzeźbami figuralnymi oraz hełm wieży. Pewnych zniszczeń przyniosły wojny śląskie w latach 1740-1763. Podczas wojen napoleońskich kościół był plądrowany przez Rosjan i Francuzów. 17 sierpnia 1813 r. około 200 żołnierzy francuskich usiłowało bezskutecznie utrzymać wzgórze kościelne. 27 sierpnia 1813 r. stoczono w Rokitnicy drugą potyczkę. W jej wyniku z odniesionych ran zmarł w Rokitnicy 16-letni huzar pruski Gustav Humbert, którego pochowano na zewnątrz u podnóża absydy. Jego mogiłę usunięto po 1945 r. Legenda głosi, że nadal gdzieś istnieją kosztowności, które mieszkańcy Rokitnicy ukryli wówczas przed Francuzami w kościele. Wewnątrz wieży kościelnej znajdowało się kilka dzwonów, ufundowanych m.in. w 1475, 1658, 1674, 1864, 1913 i 1920 r. Usuwano je kolejno w celu przetopienia ich podczas I i II wojny światowej, w 1917 i 1942 r. Do chwili obecnej zachował się tylko jeden dzwon z 1475 r. o wysokości 68 cm i średnicy 90 cm.

W XVIII-XX w. kościół wielokrotnie odnawiano, nie zawsze szczęśliwie, np. po przyjęciu reformacji zamalowano wizerunek św. Jadwigi na ścianie między amboną i ołtarzem, a w 1878 r. stare malowidła na emporach i ołtarzu. Ostatnie zniszczenia przyniósł rok 1945 kiedy to kościół został najpierw splądrowany, a następnie podpalony przez sowietów. Remont przeprowadzony w latach 90-tych XX w. wzmocnił całą budowlę, przebudowano wówczas więźbę dachową i schody zewnętrzne. W latach 2010-2011 koniecznemu remontowi poddano wieżę i jej hełm. Od XV w. w kościele pod ołtarzem chowano przedstawicieli możnych rodów, jak np. Bocków. Na zewnętrznych elewacjach wieży znajdują się epitafia pastora Adama Daniela Thebesiusa zmarłego w 1731 r., rodu Ritterstein, pastora Konrada Wilhelma Hiersemenzla zmarłego w 1819 r., Marii Rosiny Zobel zmarłej w 1846 r., Christiany Ernestyny Zobel zmarłej w 1851 r. oraz Evy von Falckenhain zmarłej w 1693 r. Na ścianie zachodniej kościoła zachowało się epitafium osoby z rodziny Wolter, z 2 poł. XIX w. Przykościelny cmentarz, wraz z nagrobkami oraz pomnikami został zniwelowany po 1945 r. Po II wojnie światowej kościół św. Michała Archanioła należał najpierw do parafii św. Jadwigi w Złotoryi, a od 1985 r. jest kościołem filialnym parafii w Prusicach.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Kościół romański w Świerzawie

by on Lut.13, 2014, under Zabytki

KRŚ38 luty 2014 roku. Kolejny raz wybieramy się w Góry Kaczawskie. Dojeżdżamy do niewielkiej miejscowości – Świerzawy. Mijając kolejne zakręty prowadzące do miasta, zauważamy po lewej stronie szarą bryłę kościoła. Skręcamy na parking umiejscowiony przy nim. Przez budynek bramny wchodzimy na jego teren. Pierwsze co rzuca nam się w oczy to wystające w pewnej odległości od murów kościoła wychodnie kilku „wywietrzników”. Czyżby kościół miał tak rozbudowane podziemia? Zagadka rozwiąże się już niedługo. Oglądamy teren wokół, uwagę przykuwa żelazny krucyfiks, a na ścianie kościoła nad nim, zanikające resztki fresku. Robimy zdjęcia. W pewnym momencie pojawia się jegomość z pieskiem, który przysiada na ławeczce, na wprost wejścia do kościoła.

Przygląda się nam, więc podchodzimy do niego, rozpoczynamy rozmowę. Owym jegomościem okazuje się pan Jerzy Mosoń, mieszkaniec Świerzawy, który zaczyna nam opowieść o historii tego obiektu, o dawnym cmentarzu wokół i płytach nagrobnych uratowanych przez kamieniarza ze Złotoryi (obecnie zamontowane są na południowym fragmencie muru okalającego kościół), o poniemieckiej kolekcji minerałów, która znajdowała się wewnątrz jeszcze do 1948 roku (a później zniknęła). Jak ustaliliśmy była to składnica Kuratora Uniwersytetu i Politechniki z Wrocławia zawierająca zbiory Instytutu Mineralogicznego, jedna z kilkudziesięciu składnic zorganizowanych od 1942 roku przez prof. Gunthera Grundmanna konserwatora zabytków Prowincji Dolnośląskiej.KRŚWyjaśnia nam też zagadkę tajemniczych „wywietrzników”, które okazują się kominami studzienek od wykonanego wokół kościoła drenażu podłoża. Jako że nie da się nie powielić faktów historycznych związanych z tym obiektem, na stronie serwisu miasta i gminy Świerzawa, odnajdujemy wpis o najcenniejszym i najstarszym zabytku Gminy Świerzawa, późnoromańskim kościele p.w. św. Jana Chrzciciela i św. Katarzyny Aleksandryjskiej określanym jako przykład prawie niezmienionej w swej bryle świątyni późnoromańskiej, dalej czytamy:

„Zbudowany z kamienia łamanego (z piaskowcowymi narożnikami, portalami i obrzeżami okiennymi) na miejscu swego drewnianego poprzednika (wzmiankowanego już w 1195 roku) w II ćw. XIII wieku, pierwotnie był budowlą bezwieżową, jednonawową z prezbiterium i wyodrębnionym łukiem tęczowym. Prezbiterium zabudowane jest od wschodu (kościół jest orientowany) apsydą. Do północnej ściany przylega dobudowana po połowie XIII wieku zakrystia. Wieża górująca nad świątynią została dobudowana w 1507 roku, po zniszczeniach wywołanych pożarem w XV wieku. Nieco później kościół zyskał przybudówkę na ścianie południowej. Po zniszczeniach przebudowano również w ścianie południowej dwa okna.KRŚ2Prezbiterium przykrywa sklepienie krzyżowo-żebrowe, nawę – drewniany strop podparty dwiema kolumnami z drewna jodłowego. Wymiary wnętrza kościoła: prezbiterium – 8,5 m x 8,5 m, nawa – 17,6 m x 11,5 m. W źródłach pisanych pierwszy raz o kościele informowano w 1268 roku, wspominając o proboszczu z Reinvirdi villa (pierwotna nazwa Sędziszowej). Kościół (mieszczący pierwotnie w swym wnętrzu do 1000 wiernych) służył okolicznym polskim wsiom jeszcze przed lokacją miasta Świerzawy jako kościół parafialny do 1391 roku, kiedy przeniesiono sakramenty do nowego kościoła w Świerzawie. Mający za patrona św. Jana Chrzciciela, zyskał ponadto w XIV wieku patronkę – św. Katarzynę Aleksandryjską, po zniszczonej kaplicy w Sędziszowej (przy drodze do Sokołowca).

W roku 1428 zniszczony częściowo przez Husytów, zyskał mur obronny. Po utracie znaczenia i przyjęciu funkcji kościoła filialnego świątynia stała się kościołem cmentarnym w 1713 roku, którym pozostała aż do końca II wojny światowej. W latach 1552-1654 (oraz na trzy lata: 1875-1878) kościół był użytkowany przez ewangelików, którzy pozostawili po sobie drewnianą emporę z 1562 roku oraz ambonę z 1613 roku (zniszczoną po II wojnie światowej). W XVIII wieku odprawiano w nim jedynie odpustowe i żałobne msze święte. W wiekach XIX i XX odprawiano jedynie jedną mszę świętą rocznie. Kościół wielokrotnie remontowano. W 1 połowie XIX woeku wymieniono stropy i przebudowano empory. W latach 1903-1904 dokonano konserwacji ołtarza. W latach 1923-1924 wymieniono więźbę dachową i pokrycie dachów.KRŚ4W 1929 roku odnowiono hełm wieży. Ponownie drewniany gont wymieniono w latach 60- i 70-tych XX wieku. Po wojnie kościół niszczał aż do lat 50-tych, kiedy wywieziono część wyposażenia (między innymi gotycki ołtarz z 1498 roku, obecnie w kościele św. Marcina w Poznaniu). W czasie prac konserwatorskich dokonano transferu niektórych malowideł, które eksponowane są w Muzeum Regionalnym w Jaworze, oraz w Wydziale Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jeszcze w okresie przedwojennym przewieziono do konserwacji do Berlina obraz na desce Tron Łaski ucznia Mistrza z Koszatek (sprzed 1350 roku), następnie eksponowany na Wawelu, by ostatecznie trafić do Wrocławia (Muzeum Narodowe we Wrocławiu).

Na skutek odkryć naukowców z Akademii Sztuk Pięknych z Krakowa objęto świątynię w 1976 roku planem ochrony zabytków województwa jeleniogórskiego. Rozpoczęto prace konserwatorskie, trwające do 2001 roku. W roku 2003 udostępniono kościół indywidualnym turystom, a w roku 2005 wyremontowano wnętrze wieży (remont schodów i podłóg, zbudowanie dodatkowego drewnianego stropu), co umożliwiło oddanie wieży celom widokowym. Podczas porządkowania wnętrza i konserwacji mensy ołtarzowej w latach 1998-2001 znaleziono w sierpniu 1998 roku skrywane relikwie w kamiennym relikwiarzu, zawierającym fragment kości i zakrytym pieczęcią biskupa Kulumbacha z pogranicza bawarsko-frankońskiego”.KRŚ5Jak informuje tablica zamieszczona przed wejściem do budynku bramnego, kościół jest czynny w sezonie letnim od 10.00-18.00, w innych dniach i godzinach zwiedzanie po uprzednim kontakcie z administratorem obiektu: Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Świerzawie tel. 75-71-35-273, 75-71-35-273, 663-122-441, 663-122-441 e-mail: centrumkultury@swierzawa.pl, lub opiekunem obiektu: Stowarzyszenie SONOVE w Świerzawie tel. 607-431-332, 607-431-332, 697-778-534, 697-778-534 e-mail: stowarzyszenie-sonove@wp.pl.
Jeszcze raz pragniemy serdecznie podziękować panu Jerzemu Mosoniowi, który poprzez miłą rozmowę zdradził nam wiele ciekawych faktów z historii tego obiektu i wykonywanych tam prac. Jest to niewątpliwie jeden z ciekawszych i unikalnych obiektów architektury romańskiej w Polsce.

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , więcej...

Doliną Drążnicy na Wilczą Górę

by on Gru.16, 2013, under Ciekawe miejsca

Wilcza JamaOkoło 2 km za Złotoryją, przy drodze do Jerzmanic znajduje się dolina Drążnicy. Prowadzi przez nią zielony szlak do rezerwatu geologicznego „Wilcza Góra” obejmującego szczyt Wilkołaka 373 m n.p.m.

Dolina Drążnicy została utworzona w górnokredowych piaskowcach ciosowych. Znajdują się tam dwie pseudokrasowe jaskinie i skalny wodospad.

Drążnica to niewielki potok, dopływ Kaczawy, który wypływa ze stoku Średniej Góry 436 m n.p.m. powyżej Wilkowa. Początkowo płynie dnem rozległej niecki, ale u podnóża Wilczej Góry dolina staje się węższa, a zbocza zwiększają nachylenie. Początkowy odcinek szlaku jest wąską ścieżką trawersującą strome zbocze, któremu towarzyszą piaskowcowe ścianki i doprowadza nas do trójkątnego otworu Wilczej Jamy.

Wilcza Jama rozwinęła się w miejscu przecięcia dwóch struktur – ławicy porowatego zlepieńca i pionowego pęknięcia, w wyniku sufozji, procesu wypłukiwania materiału ze skały z nikłym jego rozpuszczaniem.Otwór ma wymiary 5 x 2,5 m,jej długość to 7 metrów. W górnej części piskowcowej ściany w której powstała widoczne jest wyraźne uławicowienie, a poszczególne ławice mają po 15-30 cm grubości i kontynuuje się wzdłuż całej długości ściany. Na wysokości dna jaskini i półce skalnej przed nią widzimy zlepieniec. Warto zwrócić uwagę, że w skale jest pełno „dziur”, jest ona bardzo porowata, co oznacza że przepływa przez nią woda krążąca wewnątrz masywu skalnego. Obecność tej nietypowej ławicy wśród piaskowców związana jest ze zdarzeniami na dnie kredowego morza sprzed około 80 mln lat. To zapis katastrofalnych zdarzeń sztormowych, powszechnie występujący w piaskowcach dawnej strefy brzegowej. Stając w pewnej odległości dostrzeżemy, że ławica jest pocięta pionowymi spękaniami. Woda opadowa poszukuje najszybszego odpływu i zmierza w stronę zbocza doliny, gdzie ponownie wypływa na zewnątrz. Płynąc w obrębie mało zwięzłego zlepieńca wypłukuje spoiwo, a następnie usuwa ziarna. W ten sposób powstało i poszerzało się poziome zagłębienie nad którym narastał skalny okap. Nieco dalej znajduje się kolejna 3-metrowa Niedźwiedzia Jama o charakterze okapu.

Niedźwiedzia Jama – jej geneza powstania jest podobna do Wilczej Jamy. W tym miejscu nie ma jednak wyraźnego spękania pionowego dlatego nie powiększała się w górę. Otwór ma wymiary 2,5 x 12 m. Po jej prawej stronie znajduje się Skalny Wodospad.

Skalny Wodospad to 7-metrowy, dwustopniowy skalny próg z kotłami eworsyjnymi, powyżej którego znajduje się suchy wylot doliny. Atrakcję stanowi zimowy widok Skalnego Wodospadu i Niedźwiedziej Jamy kiedy to spływająca woda zamarza i tworzy efektowny kilkustopniowy lodospad. Dalej szlak prowadzi nas polami, a potem stromą leśną ścieżką ku Wilczej Górze.

Wilcza Góra (Wilkołak) jest wulkanicznym nekiem, utworzonym z bazaltów trzeciorzędowych, które w miocenie wylały się na kredowe piaskowce ciosowe, z jedyną w skali europejskiej unikatową „bazaltową różą” na południowo-wschodnim zboczu. Niestety procesy wietrzenia skutecznie ją niszczą, zwiększając tym samym pokaźną już gołoborzę u jej stóp. W 1959 roku utworzono tutaj rezerwat geologiczny o powierzchni 1,69 ha. Pokryta jest wielogatunkowym lasem liściastym. Rosną tu również rzadkie gatunki naskalne i szczelinowe (chasmofity) paproci. U podnóża działa kamieniołom ciągle zagrażający temu rezerwatowi. Ciekawostka – w 1813 roku Francuzi na zboczach Wilczej Góry mieli ukryć kasę jednego z pułków.

Możliwość komentowania Doliną Drążnicy na Wilczą Górę została wyłączona :, , , , , , , więcej...

Kaldera Jeziornej

by on Gru.16, 2013, under Ciekawe miejsca

KJJeziorna 293 m n.p.m. to trzeciorzędowy wulkan znajdujący się w miejscowości Krzeniów (obecnie Nowy Kościół) na trasie Złotoryja – Świerzawa. Jest stożkiem wulkanicznym w którego kominie eksploatowano bazalty odsłaniając jego wnętrze. Krater w sposób naturalny został wypełniony wodą tworząc unikalną kalderę i obiekt geologiczno-krajobrazowy. Na dno kaldery sprowadzają schody. Związane są z nią opowieści o rzekomo zatopionym w niej rosyjskim czołgu, który miał spaść z urwistych ścian, jednakże głębokość toni nie jest znana i informacji tej nie zweryfikowano. Nad nią wznoszą się koliście bazaltowe ściany o wyraźniej strukturze słupowej. Występują na nich liczne skupiska roślinności naskalnej między innymi zbiorowisko paprotki zwyczajnej. Góra pokryta jest lasem mieszanym odsłaniając na wschód widoki na Czerwony Kamień i Wilczą Górę.KJJ

Leave a Comment :, , , , , , , , , , , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...